Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
czwartek, 05 października 2017

Ramiona gwiazd
obracają się i skrzypią
Na rozstaju mlecznych dróg
jezuski frasobliwe w kapliczkach
odurzone zapachem floksów
w kolorze fuksji
zapomniały o bożym świecie
Toczy się wielki wóz
zaprzężony w cztery jednorożce
Na sianie zasnęły utrudzone dniem
pulchne madonny z dzieciątkami
Śnią im się rajskie jabłuszka
W mojej kieszeni szeleści
srebrny księżyca papierek
i grają kolorami na szczęście
łuski wigilijnego karpia
Jestem wiecznym wędrowcem
szukam swojego miejsca
tam na ziemi albo tu
w niebie

Autor: Ruth Porter 

Złota jesień się popsuła.
Mój kręgosłup też się popsuł.
Rehabilitacja nie daje poprawy, Pan Maciek jeszcze próbuje, ale już wspominał, bym się rozejrzała za miejscem, gdzie najszybciej można zrobić rezonans magnetyczny.
Badanie oczywiście prywatnie, bo na fundusz już dawno się na badania pieniądze skończyły.
Akurat nastał czas cokwartalnych badań kontrolnych.
Nie cierpię latać po laboratoriach i lekarzach a jeszcze z bolącym kręgosłupem, kiedy trzeba co kawałek przysiąść lub przykucnąć, to jest makabra.
Mimo tej nie komfortowej sytuacji nie traciłam humoru i dobrego samopoczucia.
Aż do dzisiaj.
Rychło rano telefon, ze nie żyje moja Bratowa, żona starszego Brata.
Z Bratem kontakt miałam sporadyczny, najczęściej spotykaliśmy się 1 listopada przy grobie Rodziców i mówiliśmy sobie „dzień dobry”.
Ale Bratową lubiłam, przy okazji spotkań rozmawiałyśmy ze sobą.
Jutro po południu jest pogrzeb.
Ja rozumiem, ze jak najbliższych dopada taka tragedia, to trudno im racjonalnie zaplanować uroczystości pogrzebowe.
Ale dalsza rodzina musi przecież też się jakoś przygotować, wziąć urlop, przejechać 360 km i wrócić z powrotem do domu.
Mnie wyłączyło się myślenie, ale dzieci na szczęście się ogarnęły i wyjazd zaplanowały.
Jedzie Syn z Synową, Ślubny i Córka.
Ja nie jadę i jest mi z tym bardzo źle.
Może i bym jakoś w samochodzie te 360 km wytrzymała, ale NA PEWNO bym z tego samochodu o własnych siłach nie wysiadła.
Abstrahując od tego, ze zostanę w rodzinie czarną owcą, która to nawet nie raczyła oddać ostatniej przysługi Bratowej, jest mi po prostu bardzo ciężko, smutno i źle.