Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
piątek, 22 czerwca 2018

Pyszne lato, paw olbrzymi,
stojący za parku kratą,
roztoczywszy wachlarz ogona,
który się czernią i fioletem dymi,
spogląda wkoło oczyma płowymi,
wzruszając złotą i błękitną rzęsą.
I z błyszczącego łona
wydaje krzepkie krzyki,
aż drży łopuchów zieleniste mięso,
trzęsą się wielkie serca rumbarbaru
i jaskry, które wywracają płatki
z miłości skwaru,
i rozśpiewane, więdnące storczyki.
O, siądź na moim oknie, przecudowne lato,
niech wtulę mocno głowę w twoje ciepłe pióra
korzennej woni,
na wietrze drżące --
niech żółte słońce
gorącą ręką oczy mi przesłoni,
niech się z rozkoszy ma dusza wygina
jak poskręcany wąs dzikiego wina.

(Autor: Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, „Pyszne lato”.) 

Wczoraj przyszło do nas astronomiczne lato. 
Bardzo niesympatycznie się u nas zaanonsowało.
Od rana żar lał się z nieba, drzewa, krzewy, kwiaty, warzywa, chwasty, trawa od dawna oczekiwało ratunku w postaci rzęsistego deszczu.
Meteorolodzy ostrzegali o nagłym zwrocie w pogodzie, mówiono o nadchodzących burzach z porywistym wiatrem i gradem, a nawet trąbami powietrznymi.
Kiedy więc późno po południu zaczęło się chmurzyć, ludzie i wszelaka roślinność wypatrywali długo oczekiwanego deszczu.
Wzmógł się wicher i lunęło … piaskiem i kurzem.
Żyję sporo ponad pół wieku, ale jeszcze czegoś takiego nie widziałam.
A dzisiaj z szumnie zapowiadanych zmian pogodowych mamy tylko ochłodzenie i to znaczne.
Dobre i to, ale deszcz w dalszym ciągu pilnie jest oczekiwany.

Dzisiaj trzeba było wziąć się za solidne sprzątanie, bo zanim wczoraj pozamykałam okna, ten kurz i piasek wdarł się do mieszkania i był wszędzie.
Wreszcie przyszedł czas, ze mogę nieco odpocząć, bo i te upały, i wnuczęta, które ostatni tydzień u nas urzędowały dały mi się trochę we znaki.
Teraz maluchy ze swymi rodzicami odpoczywają w Abruzji i pluskają się w Adriatyku a mnie nachodzą myśli i przemyślenia, które nachodzą pewnie wszystkie babcie Świata.
Kiedy wnuczęta są z nami to powodują, ze człowiek funkcjonuje na przyśpieszonych obrotach w każdym aspekcie, i fizycznym i psychicznym.
Człowiek ma podzielną uwagę jak Napoleon, oczy wokoło głowy i cztery pary rąk;).

I chociaż po dwóch, trzech dniach zaczyna mnie to męczyć, to fantastycznie, ze są takie maluchy, które nie pozwolą człowiekowi zgnuśnieć i zramoleć do reszty.
Każdy fitness w porównaniu z opieką nad wnukami to mały Pikuś;).

A kiedy już wyjadę, to człowiek podwójnie docenia i smakuje ciszę i święty spokój;))).

Poniższe zdjęcia to jeszcze reminiscencje z mojego ostatniego wyjazdu.
Na zdjęciach zwodzony most na rzece Brdzie w dowcipnie brzmiącej miejscowości Małe Swornegacie.





poniedziałek, 11 czerwca 2018

Podróż obraca się czasem ku wnętrzu
a tam natrafia na wszystkie podróże
wyryte w przeszłości
także te do których nigdy nie doszło

A wtedy odkrywamy że jakaś inna podróż
dojrzewała w nas potajemnie
a teraz nas wciąga i zabiera
tam gdzie niby się nie wybieraliśmy

podróże spełnione i podróże niespełnione
są tylko pretekstem i matrycą
dla podróży co nie zna zmęczenia i chwili przybycia
i wymyśla wciąż dla siebie wędrowca
a także trasę i metę.

(Autor: Roberto Juarroz,  tłum. Krystyna Rodowska)

Wróciłam.
Wróciłam do domu, do codzienności i prozy życia.
A było tak pięknie!
Fajne towarzystwo, smaczne i zdrowe jedzenie, wylegiwanie się na tarasie, spacery w przepięknych okolicznościach przyrody, miłe rozmowy,
czytanie książek, cisza, spokój i brak jakichkolwiek obowiązków i problemów.
Ale wiadomo, ze co piękne, szybko się kończy.
Więc dzisiaj od rana stoję przy garnkach, piorę, prasuję, układam w szafach…
Pogoda też nie taka piękna, jak była przez ostatni tydzień – dzisiaj, jest raz niebo jest pochmurne, raz świeci słońce, jest duszno i solidnie wieje.
Zmiana o 180 stopni od tego co miałam przez ostatni tydzień – fatalnie to znoszę.
A więc moja wdzięczność dla osoby, która stworzyła mi przez tydzień „raj na ziemi” jest wielka.
A teraz idę wyczesać i wygłaskać koty, bo one tez są biedne i przez ten tydzień emocjonalnie zaniedbane ;).

niedziela, 03 czerwca 2018

Uciekają spłoszone chmury,
Deszczowe unosząc brzemię,
Jak gdy grozą pędzony lud,
Dźwiga w płachtach cale swoje mienie.

Grom, straszliwym kreśląc się imieniem,
W blasku zimnym jak lód,
Nieci trwogę przed burzą na ziemi,
Przed popłochem narodów — chmur...
(Autor: Maria Pawlikowska -Jasnorzewska).


Zdjęcia zrobione 1 czerwca na Saskiej Kępie z balkonu w mieszkaniu córki.
U mnie o takim zdjęciu mogę zapomnieć, bo mieszkam nisko i widnokrąg zasłaniają domy i drzewa.

Pierwszo czerwcowa burza i całonocny, spokojny i równy deszcz sprawiły, ze rośliny na chwilę zatrzymały się z kwitnieniem, oddychając i łapczywie pijąc wodę.
W czerwcu są piękne wieczory, wtedy najlepiej siedzi się na balkonie wąchając zapach nadchodzącej nocy, wsłuchując się w przytłumiony i wyciszony gwar miasta.
Nastroju dodają palące się świeczki (przeciw komarom), bardzo dobrze mi się wtedy rozmawia samej z sobą…

Właśnie się pakuję.
Jest tak, jak przed każdą podróżą.
Gdzieś podziało się zadowolenie, że jadę, radość, ze pobędę trochę w pięknych okolicznościach przyrody zamieniła się w obawy.
Nie jestem zbyt tymi odczuciami zdziwiona, bo na starość mam tak, jak miała moja Mama.
Jestem na siebie zła, ze nie potrafię racjonalnie podejść do sprawy.
Boli mnie głowa, boli mnie brzuch, na dekolcie pojawiły się czerwone plamy – nic nowego, zawsze tak mam – mimo to, bardzo mnie to dołuje.
Wniosek stąd prosty, moje podróże powinny ograniczyć się do drugiego końca miasta, ewentualnie do Buska, bo tam bywać powinnam, a właściwie muszę.
Nic to, trzeba dopakować walizkę, w miarę spokojnie przespać noc i wyjść z domu.
Jak już wsiądę w pociąg to wróci zadowolenie i radość z podróży (mam nadzieję;).
Na tydzień biorę sobie urlop z Internetem.