| < Lipiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
sobota, 29 lipca 2017

Chciałam ci tego ranka przynieść moje róże,
Ale bukiety jednak stały się tak duże,
Że pękły wstążki, w które chciałam je owinąć.

I wszystkie róże z mojej uleciały dłoni
Ku morzu, wiatr wraz z falą w nieznane je goni
I przecież nie powrócą już, bo wszystkie zginą.

Fale stały się przez nie czerwone jak płomień,
Sukienka moja tylko pachnie tak jak one,
Pooddychaj więc nimi wieczorną godziną...

(Autor: Marcelina Desbordes-Valmore, „Róże Saadi”, przełożyła: Jadwiga Dackiewicz)

Goście przyszli, życzenia złożyli, sto lat odśpiewali (najgłośniej śpiewała Wiktoria;), szampana „za pomyślność” wypili…
Nastąpiła zmiana kodu, na siódemkę z przodu …
Czas płynie tak jak płynął, obowiązki i zajęcia mam takie same, tak samo się czuję.
Nic się nie zmieniło.
Pesel na pewno ma wpływ na nasze życie, ale dzieje się to bardzo wolno, niezauważalne, chociaż systematycznie.
Od 1 sierpnie będzie u nas Wiktoria, więc się trochę przy niej „odmłodzę”, a przynajmniej porządnie pogimnastykuję;).

Nastał sezon słonecznikowy więc żegnajcie zadbane pazurki.
Może ktoś ma patent na to by można skubać te smaczne ziarenka do woli i mieć ładne paznokcie?
Mnie się to jakoś nie udaje, mimo, że ze słonecznika wyłuskuję ziarenka w gumowych rękawiczkach, niestety, ziarenek skubać już się w rękawiczkach nie da.

Felek wylazł wreszcie z kanapy, więc muszę go upolować, wywlec na balkon i tam wyczesać, bo w mieszkaniu mam świeżo poodkurzane i „Marysia” mogłaby się wkurzyć, ze nie szanuję jej sprzątania;).

środa, 26 lipca 2017

Fakt to niedobry, prawie wstydliwy,
Niedopuszczalny, zły i naganny,
Fatalny oraz niesprawiedliwy,
Że jeszcze nie ma wiersza dla Anny.

To jest ogromne niedopatrzenie!
Winnych poszukać, to sprawa pierwsza,
A druga – braku uzupełnienie
I napisanie dla Anny wiersza.

Szukanie winnych zostawmy Ziobrze,
Bo chociaż prawnik z niego nietęgi,
To „w tym temacie” poszło mu dobrze,
Nawet niewinni dostali cięgi.

Skupmy się raczej więc na pisaniu,
By wiersz dla Anny powstał od ręki,
Sławił jej mądrość, stałość w kochaniu
I niewątpliwe opiewał wdzięki.

Gdy kilka zgrabnych zwrotek powstanie,
W formie peanu, hymnu lub ody,
Za wykonane uznać zadanie
Można bez żadnej dla Anny szkody.

Niech więc się Anna więcej nie droczy
I niech nie będzie na nas już zła.
Niechaj szczęśliwie przez życie kroczy,
Za to szampana pijmy do dna.
(Autor: Mariusz Hantke -"Poniwiec")

Wszystkim Annom, Hannom, Mirkom i Grażynkom najlepsze życzenia samych dobrych i szczęśliwych dni, dużo zdrowia i uśmiechu fortuny.

poniedziałek, 24 lipca 2017

"Gdzieś tam na oknie zapomniany...
rośnie kaktus z rzadka podlewany!
Stoi godnie w milczeniu igieł wiankiem otoczony...
cierpi cicho w samotności. Pięknem innych kwiatów odurzony...
Jęknął raz cicho życiem swym marnym na
poły koszmarnym wielce już utrudzony!!!
Muszę wreszcie zakwitnąć, bym został doceniony!!!"
(Autor nieznany, znalezione w sieci)

Zakończyłam cokwartalną wędrówkę po lekarzach i mogłabym myknąć do dzieci na Mazury ale mój organizm odmówił mi tam wizy fundując mi
infekcję pęcherza.
Niby w lekkiej formie ale posiew trzeba zrobić i na wyniki poczekać.
Tak więc, zamiast moczyć sobie nogi w jeziorze Święcajty, moczę się we własnej wannie  i na własnym balkonie gryzą mnie komary warszawskie, a nie mazurskie.

Czytam sobie książkę, którą dostałam w czerwcu na spotkaniu w Gdańsku od bardzo miłej osóbki.
Przyznam się bez bicia, ze czytać zaczęłam z tzw. obowiązku – skoro się książkę dostało, to należy ją przeczytać.
Jest to ksiązka Petera Olivera Loew, „Gdański przewodnik literacki”.
Tak mnie ta ksiązka wciągnęła, ze nawet nie bardzo mi żal, ze plany wyjazdowe na mazury się posypały.
Ksiązka wizualnie jest piękna, czerwono-szara okładka zachęca, by wziąć ją do ręki.
Ale prawdziwa perełka jest w środku.
Tytuł może sugerować, ze jest to przewodnik po literaturze gdańskiej.
Częściowo tak, ale przede wszystkim są to pięknym, literackim  i poetyckim (jest tam bardzo dużo wierszy) językiem opisane trasy, spacery, szlaki turystyczne.
A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc czym dalej zagłębiam się w książkę, tym bardziej chcę tam być i to zobaczyć.
I wymyśliłam, ze jeden przyszłoroczny sanatoryjny turnus w Busku zamienię na turnus w sanatorium w Sopocie.
Przez dziesięć dni będę miała czas, by przynajmniej kilkoma z tych ośmiu tras się przespacerować.
Ale mówię o tym bardzo cicho, żeby znowu nie wyszło tak – ty sobie człowieku planuj, a będzie, jak ma być.

No to zaczynamy nowy tydzień, nie będzie on dla mnie łatwy…ale raz w roku można te perturbacje i zamieszanie jakoś przeżyć;).
To do następnego wpisu, „mordki” Wy moje;)))))
Nie wstydźmy się tych „mordek” i nośmy je z godnością.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Lato – temat wspaniały!
Dla malarza pejzaż
Dla poety wiersz
Dla muzyka utwór
niosący szum wierzb
lub śpiew słowików
ukrytych wśród drzew
Lato – najmilsza z pór
I wielkie oczekiwanie
− zieloności pól
w stu odcieniach zieleni
− łąk tonących w kwiatach
które słońce mieni
niczym klejnoty
rzucone na gobelin
− swawolnego wiatru
który burzy włosy
i wysuwa wstążki
ze splotów warkoczy
− chlebnego świętowania
gdy żniwa skończone
a ciągle jeszcze
można grać w zielone
Utrwalmy w pamięci
ten czas kwiatopełni
dojrzewania owoców
zbioru ziół na leki.
Otoczmy ramionami
choć jeden z tych dni
aby nie uleciał
jakby się nam śnił…

(Autor: Maria Weggi – Słupianek, "Lato")

Nastał nowy tydzień.
Pochmurny, przed świtem spadł deszcz.
Wracając z laboratorium (tak, znowu nastał czas na wizyty u lekarzy) przyglądałam się lipcowemu rankowi.
I nic, oprócz kalendarza, nie świadczyło o tym, ze jest to lipcowy ranek.
Chłodno, szaro, mokro ... ale urokliwie – kapiące krople z dachu, krople lśniące na liściach, krople wiszące na drutach siatki okalający przyblokowy ogródek.
A na bazarowych straganach są już jagody - nastał jagodowy czas.
Do fasolki szparagowej, bobu, kalafiorów, młodych ziemniaczków (pieczonych w piekarniku z dipami twarogowymi o różnych smakach), pajd domowego chleba ze smalcem z fasoli i z ogórkami kwaszonymi doszedł kolejny produkt do letniego menu – będą pierogi i naleśniki z jagodami.
Na straganach dojrzałam również kurki, a więc będzie zupa kurkowa, i sos, i jajecznica z kurkami…
Jak dotychczas tegoroczne lato nawaliło pod względem pogodowym, ale jest tak samo „smakowite” jak poprzednie lata, tylko bardziej daje po kieszeni, bo owoce bardzo drogie.

Dni umykają bardzo szybko, nawet nie patrzę na kalendarz, o umykającym czasie przypominają mi uroczystości rodzinne, których w lipcu jest u nas dostatek;).
Odpoczywam, robię kartki, czytam książki.
Próbowałam przeczytać „Srebrzysto” Stefana Chwina.
Książka świetna, ale za bardzo boli trafnością obserwacji rzeczywistości.
Nie jestem gotowa stawić czoła tematyce, tym bardziej w zestawieniu z tym, co się ostatnio dzieje w naszym życiu politycznym.
Po tych nieudanych próbach „pocieszyłam” się książką, a właściwie książeczką „Bartoszewski w 93 osłonach – Pędzę jak dziki tapir” Marka Zająca.
Szczerze polecam.

Dzieci zaproponowały mi wyjazd z nimi na Mazury.
Zgodzę się, pod warunkiem, ze zagwarantują mi słoneczną i ciepłą pogodę;))).

niedziela, 09 lipca 2017

W  królestwie  Neptuna
nieśpiesznie  łajba  się  kołysze
Gwiazda  Polarna  wyznacza  kurs
Księżyc  –  kolekcjoner  tajemnic
srebrzy  firmament…
Przy  sterze  –  marzenia
samotnie  walczą  z  żywiołem
za  horyzontem,  rajski  bulwar
kwietne  girlandy  witają  włóczęgów
radosnym : „aloha” !
W  zachodzie  słońca  –  błogość
zmysły  okryte  płaszczem  natury
tańczą  w  rytmie  rumby
o  brzasku  korab  zacumował
w  promiennej  poświacie
laguna  odpłynęła…

(Autor: Grażyna Brylska, "Rejs marzeń").


Resztę zdjęć z czerwcowego pobytu w Gdańsku, zdjęcia z włóczęgi po polach w następnym (jak blox pozwoli;) wpisie.


Lipiec, tak jak poprzednie miesiące, mija w zastraszającym tempie.
Gdyby się nie miało kalendarza, to po aurze, trudno byłoby się domyślić, ze to lipiec.
Że lipiec i sierpień, to miesiące, które były upalne i skwarne, moje wnuki dowiedzą się z opowiadań dziadków i rodziców.
Jako, ze trwają wakacje, babcia i dziadek mają pełne ręce roboty.
Opiekowanie się Wiktorią to miłe, ale dość wyczerpujące zajęcie.
Starszy wnuk lubił wyjazdy do lasu, wnuczka bardzo lubi „dzikie pola” a Ogrody Botaniczne traktuje jak swój drugi dom.
Bez względu więc, na pogodę, włóczyliśmy się po polach, co było bardzo przyjemnym doznaniem, bo pola, rowy i miedze są pełne ziela i polnych kwiatów.
I owadziej krzątaniny na tych roślinkach.
Była więc rozrywka przy poznawaniu różnych żyjątek;).

Ten tydzień mam na „odpoczynek”, bo Wiktoria wyjechała ze swoją mamą do „spa” (czujecie ten klimat i fascynację wnuczki, ze wyjeżdżają tylko same kobiety zostawiając mężczyzn w domu, że mam mamę teraz tylko dla siebie;).
Odpoczywam więc, a mam po czym, bo w piątek trochę zaszalałam z Wiktorią na wesołym miasteczku i przesadziłam chyba z tymi wszystkimi atrakcjami typu karuzela, gokarty i diabelski młyn.
Mdli mnie po tym do dzisiaj.
Ale nie na tyle, żeby sobie odmówić kawałek pysznego ciasta z malinami;))).