Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
sobota, 17 grudnia 2011

Wróciłyśmy.
Zmęczone, ale zadowolone (przynajmniej ja) i szczęśliwe, że Faraon się na nas nie zemścił;).
Nie żałuję, ze do Egiptu poleciałam, ale nie wybieram się tam więcej.
Za głośno i za brudno.
Nie na teranie hotelu i plaży przyhotelowej, ale nie o to chodziło w naszej wyprawie by 24 h na dobę siedzieć w hotelu.
Jedzenie dobre i bardzo różnorodne, dużo owoców i ciast (dzień bez słodyczy, dniem straconym;).
Na terenie hotelu nieco przeszkadzał mi wszechobecny język rosyjski, na ulicy – brud, smród i hałas (kierowcy nie zdejmują chyba wcale łapy z klaksonu) i nagabujący handlarze uliczni.
Były również wycieczki, ale o nich póżniej.


To są zdjęcia zrobione z balkonu naszego pokoju.


A to hol naszego hotelu, podobały mi się te witrazowe okna i ten żyrandol, z zapalonym światłem wygladał bajecznie, niestety zapalonego bez statywu nie dało się go sfotografować.

Postaram się wklejać następne zdjęcia i pisać o wrażeniach ale na potęgę zawiesza mi się laptop.
Trzeba go przeformatować, sama sobie z tym nie poradzę a córka może mi pomóc dopiero w czasie swiąt.
Gdyby więc mnie tu nie było to sorry, ale będzie to oznaczać, ze laptop całkowicie zdechł;).

czwartek, 08 grudnia 2011

Mili moi, na przeszło tydzień zostawiam Was sam na sam z moim blogiem.
Zaglądajcie tutaj, proszę, od czasu do czasu by nie czuł się osamotniony;).
Lecę do Egiptu wygrzać stare kości i naładować baterie słoneczne.
Obiecuję nowe zdjęcia (jak mnie "zemsta Faraona" oszczędzi i nie przykuje do łóżka;).
Trzymajcie, proszę, za mnie kciuki (a własciwie za nas, bo lecimy w trójkę - Fusilka, moja córka i ja).

Dziennikarze gazetom,
a gołębiom gołębie,
kolejarze poetom,
chmury chmurom na niebie;

wiatr wiatrowi na ucho,
kwiaty kwiatom na trawie
i już wszystkim wiadomo,
co się stado w Warszawie:

Wielka radość w Warszawie,
bo Starówka znów stoi,
człowiek oczom nie wierzy,
istny cud, drodzy moi;

wszystko takie jak dawniej:
dachy, rynek i księżyc,
tylko jeszcze barwniejsze,
tylko jeszcze piękniejsze.
(Konstanty Ildefons Gałczyński)

środa, 07 grudnia 2011

"Dzwon, który widzimy nigdy nie wisiał na żadnej wieży kościelnej.
Wykonany został przez tego samego odlewnika, który wykonywał figurę króla Zygmunta III Wazy, która spogląda na nas z cokołu kolumny na Placu Zamkowym. Daniel Tym, bo tak się nazywał, był nadwornym ludwisarzem królewskim.
Dzwon mu się niestety niezbyt udał ponieważ prawdopodobnie już podczas odlewania popękał i dlatego też nigdy nie wisiał na dzwonnicy kościelnej.
Z czasem przylgnęła do niego legenda mówiąca o tym, iż prawdopodobnie spełnia życzenia.
Dlatego też spotkać można tu czasem ludzi wykonujących dziwne machinacje, bowiem aby takowe życzenie się spełniło należy zamknąć oczy, dotknąć dzwon, pomyśleć życzenie i obejść dzwon jeden raz dookoła.
Jeśli ktoś głęboko w to wierzy, życzenie na pewno się spełni".(zalezione w necie).

Tego dnia miał przyjść człowiek
naprawiający dzwony
usunąć rdzę z dźwięków
wymienić zepsute serca
rozkołysać powietrze

Cieniste katedry zastygły w gotyku
sznury zdrętwiały w dzwonnicach
księżyc rozdał srebro ludwisarzom

Tego dnia przyszedł człowiek
naprawiający dzwony
i wszystko stało się muzyką
(Leszek Wójcicki) z tomiku „Naprawiający dzwony” 2007


Okolice ul Kanoniej.

wtorek, 06 grudnia 2011

Dzisiaj gołębie starmiejskie.
Nie jestem zwolenniczką takiego folkloru, ale gołębie na Starym Mieście są faktem, mają swoich opiekunów, którzy je dokarmiają i mają się dobrze.
Największą ciekawość i entuzjazm w fotografowaniu budzą w turystach japońskich, ale własciwie nie ma sie co dziwić, bo ci potrafią obfotografowac nawet kosz na smieci;).

Na ulicy Piwnej,
ponad bramą,
gołębie zaczarowane
w kamieniu czekają,

może uchyli się okno,
może zaskrzypią drzwi
i pani Majchrzakowa
stanie w nich.

rozejrzy się powoli
niegłośno powie:
- Dzieci,
obiad!

I wnet – jak dawniej –
z wszystkich stron
szarosrebrne gołębie
otoczą ją,

potem znów się poderwą,
ponad domami wzlecą
błękitem zakołują,
w słońcu się rozświetlą...

Aż raptem
trzepotliwym wiatrem
w środek Rynku spadną

i rozgwarzy się zaraz
całe Stare Miasto
od dachów po bruk.
(Tadeusz Chudy)

poniedziałek, 05 grudnia 2011

Zdjęcia były robione jeszcze w listopadzie, więc wystrój jest jesienno - adwentowy.
Teraz zapewe już panuje tam duch i koloryt bożonarodzeniowy.
Nie mam czasu by to uwiecznić na kliszy, ale obiecałam sobie, ze tuż po świętach wybiorę się na Stare miasto wieczorem (wieczorem niestety trzeba dżwigać z sobą statyw).
A na razie nie wiem w co mam ręce włoży i już mnie łapie rajzefiber;).

Stara knajpa jest zamknięta
barman powłócząc nogami
odkurza przekrzywione obrazy

na jednym uchylone ciężkie piwniczne drzwi
z półmroku wnętrza migające światło
odkrywa kołysaniem żarówki wiele butelek wina
leżą rzędami uśmiechając się barwą
nobliwych tajemniczych wnętrz.

przy drugim obrazie stary barman
przystaje : piękna choć, niemłoda już para
przytulona do siebie, po policzkach
uciekają minuty jak łzy:
płacą za cynowy talerz
rubinowo - bursztynowymi kroplami

Stara knajpa jest zamknięta.
(Robert Lemiński)

niedziela, 04 grudnia 2011

I już po V Maratonie Blogerów .
Rodził się w bólach i z trudem, ale urodził się według mnie bardzo udany.
Wyjątkowo szybko mi te 12 godzin wspólnego pisania i zabawy przeleciało.
Nie miałam żadnych kryzysów sennych, nie czułam zmęczenia – mogłabym blogować następne 12 godzin.
Nic dziwnego, było stare, sprawdzone w „bojach” (czyt. blogowaniu) towarzystwo, dużo napitków, smaczne przekąski i … bardzo twarde krzesła;).
Wierzę, ze za rok spotkamy się na VI Maratonie.

Wczoraj do południa jeszcze mogłam góry przenosić (adrenalina rządziła;) ale już po południu zmorzył mnie sen i śpiączka trzyma mnie do teraz.
No cóż, starość nie radość, to już nie te czasy, kiedy człowiek mógł kilka nocy pod rząd zarwać.
Dzisiaj jeszcze daję sobie przyzwolenie na rozmemłanie ale od jutra muszę ruszyć z kopyta bo prace spiętrzone a terminy gonią

A to zdjęcie ponizej, zrobione jest nad ranem, kiedy towarzystwo znacznie się przerzedziło.

Mieli ludziska z sobą rózne atrybuty: laptopy, aparaty fotograficzne, maskotki, podusie do siedzenia.
Tramen przyjechał z łopatą.
A co? nie wolno?
Wolno, mamy przecież demokrację;))).


sobota, 03 grudnia 2011

Siedziałam sobie w doborowym towarzystwie, z komputerowych głośników leciała muzyczka, jeść dawali co by nie osłabnąć i pod krzesło nie spaść, Red Bullem częstowali co by jasność umysłu jako taką zachować, palcem w klawiaturę trafiać a po skończeniu Maratonu trafić do swojego domu.
A więc siedziałam sobie na twardym krześle, odcisków w pewnym miejscu dostając i o mało sobie po gębie nie nakładłam za to, ze nie zabrałam ze sobą mojego ulubionego jasieczeka.
Jasieczek jest różowy, taki w stylu Dody, ale co się „rozkminiać na temat” jak i tak jasieczek został w domu.
Czas leciał jak zwykle za szybko, bo ani się obejrzałam jak zbliżyła się godzina siódma i koniec Maratonu.
A więc pięknie dziękuję wszystkim za wspólne blogowanie i za miłe towarzystwo.
Organizatorom dziękuję za to, ze V Maraton doszedł do skutku, Kasi za to, że trzymała rękę na pulsie.
Do zobaczenia, mam nadzieję, ze za rok:)
Zbieram swoje zabawki i nagrody (tak, tym razem wygrałam w dwóch konkursach;) i jak tylko wybije gpdzina siódma wyściskam swoje towarzyszki i towarzyszy blogowania i idę do domu .

Wpis dodany już po powrocie do domu.

Chyba już można iść spać
Chyba już można się położyć
Marzeń na jutro trzeba namarzyć

Dziś pewnie nic się nie zdarzy
Tamtą kartkę z wczorajszej nocy
Trzeba zmiąć i położyć w koszu
I od nowa na nowej kartce
Pisać nowy, niemiłosny list do losu

Chyba już można...

Albo donos napisać na życie
Bo należy mu się swoją drogą
I podpisać zgryźliwie "żyćliwy"
Tylko gdzie to wysłać, do kogo

Chyba już można...

Takie łóżko, a taka dobra rzecz
To był świetny pomysł z tym łóżkiem
Gdy ktoś chce sobie życie poprawić
To wystarczy poprawić poduszkę

Chyba już można...
(Andrzej Poniedzielski)

Jeszcze nie mozna, jeszcze trzy godziny przed nami.

Wożę swój tyłek wypasionym Lexusem RX350.
Zaciągam się cienkimi Davidoffem.
Lunch jadam w dobrej restauracji zamawiając opiekaną cukinię zalaną sosem beszamelowym z nitkami polędwicy ‘ala szpaner’, a do tego deser … zapiekaną w sosie pistacjowym gruszkę z wiśnią nasączoną likierem  i butelkę Chateau Petrus.
Potem zakupy Laurent, Vuitton, Karen, Blachnik – sukienki, szpilki, bielizna, kosmetyki.
Biżuterię kupuję tylko w Dubaju (bo tak)
W drodze powrotnej robię tipsy, wstrzykuję tu i tam botox, odsysam tłuszczyk z pewnych miejsc, wstrzykuję tłuszczyk na inne miejsca.
Wyjazdy na Meladiwy, rejsy po Morzu Śródziemnym (taki kaprys).
Znudzona czekam na telefon od Loli, mamy razem pomyśleć nad ubarwieniem i wzbogaceniem naszego życia.
Wreszcie dzwonek.
Seksownie opuszczam nogę z sofy by trafić nogą w śliczny pantofelek.
O żesz!!!!
Trafiłam nogą w kocie siki i to obudziło mnie na tyle, że słyszę jak mój ślubny gromkim głosem domaga sie śniadania.

piątek, 02 grudnia 2011

Wyrażenia dozwolone to: kurka wodna, o kurczę, o kurna Olek, motyla noga, do jasnego pierona!, niech to dunder świśnie!, do jasnych kominów!, psiakość! psiakrew/psiajucha!, kurczę blaszka, ja nie mogę!, do stu piorunów!, niech to kule biją!
Tak podał Onet (wg listy kardynała D.).
Jednak Bareja wielkim prorokiem był.

Na pewno wszyscy wierzący i niewierzący przejmą się niezwykle tym wykazem i nigdy juz nie puszczą w eter poczciwej qźwy, czy frędzla po staropolsku na literę k.
Ludzie! jakże straci nasza mowa ojczysta na kolorycie!.
Ponieważ natura nie znosi próżni więc na pewno pojawią się jakiś nowe wynalazki (ciekawe jakie).
Tylko co ja zrobię „Żywotami pań swawolnych”  Brantrome'a,  z Fredrą i jeszcze kilkom książkami z „soczystym” wnętrzem ???
Przyjdzie znowu ukrywać po kątach  tomiszcza jak niegdyś Miłosza i Sołżenicyna.
Demokracja najwyższych lotów nam nastała.
PS. Ciekawie czy „materdei” można – wszak w liście kardynała D. tego nie ma.