Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
piątek, 30 grudnia 2011

W przedostatni dzień naszego pobytu w Hurghadzie wybrałyśmy się na rejs po Morzu Czerwonym połączony z nurkowaniem.
Dla ścisłości dodaję, ze nurkowała Fusilka, moja córka próbowała snoorkować (to takie nurkowanie bez głębszego zanurzania się pod wodę, tylko zanurza się głowę i ogląda podwodne obrazy (rybki, rafy) a ja chciałam posiedzieć na pokładzie w słoneczku.
Organizator zabiera nas z hotelu i wiezie do mariny, tam gramolimy się na statek i płyniemy.

Płyniemy takim statkiem jak wyżej.
Na miejscu skupiska raf koralowych zastajemy już inne statki, znaczy się do oglądania podwodnego świata jest dużo chętnych, ciekawe czy to nurkowie będą oglądać rybki, czy rybki będą ogladać nurków.


Na tej ławce i na podłodze, zasłonięte od wiatru rozkładamy się na ręcznikach. Statek cudnie kołysze, słoneczko rozkosznie przygrzewa, piękne widoki wokoło.  


Górny pokład opustoszał, bo chętni do nurkowania zeszli na pokład dolny i odziewają się w pianki i insze akcesoria.


Na razie przygotowują się instruktorzy, na jednego nurka jest jeden instruktor.
To dotyczy tylko początkujących nurkujących, doświadczeni nurkowie schodzą pod wodę sami.


Po kolei każdy nurkujący skacze w "objęcia" swojego instruktora.


Popłynęli, zanurzają się pod wodę i oglądają podwodny świat.


Moje towarzyszki za chwilę będą snoorkować a ja stoję na górnym pokładzie i robię zdjęcia.


Bardzo miło i szybko minęło kilka godzin, statki pozbierały swoich nurków i wracają do mariny.
A ja robię zdjęcia (teleobiektywem, bo do brzegu jest daleko) jak rozbudowuje się Hungharda.


To Hotel Hilton, w takim molochu nie chciałabym mieszkać, dużo bardziej podobał mi się nasz hotel Sea Gull.

środa, 28 grudnia 2011

Z placu widokowego przejechaliśmy w okolice Sfinksa.
Nie myślałam, że jest on usytuowany aż tak daleko od piramid.
Z tego co oglądałam na zdjęciach nie tak sobie go wyobrażałam.
Nieproporcjonalny, wykonany (z wyjątkiem głowy) poniżej poziomu ziemi wydaje się bardzo zagadkowy.
Jeżeli ktoś wykonał tak ogromne budowle na powierzchni ziemi jak piramidy to odkopany Sfinks może sugerować, że również pod powierzchnią całego terenu między piramidami a Sfinksem mogą kryć się równie nieprawdopodobne budowle. Ponoć wskazują na to prowadzone na tym terenie badania.
Trudno pojąć dlaczego w czasach, kiedy ogromne siły i środki przeznaczane są na badanie odległych zakątków wszechświata, nie można zdobyć się wysiłek przekopania i zbadania czegoś co jest w zasięgu ręki i być może odpowiedziałoby na podstawowe pytania dotyczące historii naszej cywilizacji.
Okazuje się, że człowiek zdolny jest nie tylko do wielkich odkryć, ale też do równie wielkich ukryć…
„Sfinks jest największą nierozwiązaną zagadką.
Do końca nie wiadomo kogo przedstawiał, ani kiedy tak naprawdę powstał. Niewątpliwie jest pierwszym obiektem który juz w czasach Faraona Totmesa został odkopany z piasku pustyni i poddany renowacji /juz wówczas był zabytkiem !/.
Mówi o tym kamienna stella umieszczona pomiędzy łapami Sfinksa.
Ponownie Sfinksa odkopało i na nowo pokazało światu wojsko Napoleona” – to znalazłam w Internecie".
Ponieważ i piramidy i Sfinksa oglądaliśmy dobrze po południu nasz przewodnik widać zmęczył się swoją rolą bo puścił nas samopas i się wcale z opowiadaniem o oglądanych przez nas zabytkach nie wysilał.


Wejście na teran "odkopalisk" Sfinksa.


Przednie łapy Sfinksa.


Ogon i tylna łapa Sfinksa.

poniedziałek, 26 grudnia 2011

No i w końcu są piramidy!
Stoją i czekają od wieków, za chwilę będzie można je dotknąć ręką.
Na bramce z biletami mamy lekcję poglądową jak załatwia się sprawy w Egipcie.
Nasz przewodnik wręcza bakszysz strażnikom, trwa targ, czy bakszysz jest wystarczająco wysoki, wreszcie decyzja – wjeżdżamy autokarem a nie idziemy na piechotę. Dzięki temu zyskujemy około pół godziny czasu więcej na pobyt pod piramidami.
Jedziemy, z drogi widoczna jest już piramida Cheopsa.
Piramida Cheopsa jest największa,
W pierwotnej wersji mierzyła 140 m. wysokości.
Piramida ta wciąż kryje przed ludźmi wiele zagadek.
Badacze twierdzą, że oprócz trzech dotychczas odkrytych komór w piramidzie znajduje się czwarta, jednak nie zostało to jeszcze udowodnione.
Między piramidą Cheopsa a piramidą Mykerinosa znajduje się piramida Chefrena.
Faraonowi Chefrenowi przypisuje się stworzenie słynnego Sfinksa.
Najmniejszą piramidą w Gizie jest piramida Mykerinosa, piramida ta nie została całkowicie wykończona.
W piramidzie znajduje się m.inn. grobowiec królowej Chenetkaus, bardzo barwnej postaci w historii Egiptu.
Zatrzymujemy się niedaleko piramid.
Kto chce może wejść do wewnątrz piramidy, ale nie wolno fotografować
Nie wchodzę, nie interesuje mnie oglądanie kamieni wewnątrz piramidy, bo są takie same jak na zewnątrz.
Poza tym „nic tam nie ma a jest ciasno i wilgotno, korytarze mają 140-150 cm wysokości, trzeba się schylać” – tak mówił przewodnik
Pod piramidami jak w każdym "turystycznym" miejscu pełno handlarze pamiątek, nakryć głowy, broszurek itp. Przewodnik uprzedzał o ich zwyczajach i odradzał kupowania czegokolwiek czy przyjmowania prezentów bo zwykle kończy się to kłótniami o pieniądze.
Równie nachalni są właściciele wielbłądów oferujący przejażdżki.
Przeważnie jednak nie uświadamiają chętnych, że jest to cena przejazdu tylko w jedną stronę lub tylko za wejście na wielbłąda.
Za drogę powrotną trzeba nieraz dodatkowo zapłacić.
Zachodzą ci drogę i brzęczą „tylko one dolar” dlatego kiedy jeden z nich złapał mnie za rękaw by mnie zatrzymać, ku zgorszeniu i oburzeniu mojej towarzyszki odmówiłam mu w soczystej polszczyźnie jednym słowem – spie …laj.
Poskutkowało … na chwilę.

Piramidy robią wrażenie.
Trudno sobie wyobrazić ogrom ułożonego w jednym miejscu ciężaru.
Można przypuszczać że to ciężar umożliwił trwanie budowli przez tysiąclecia.
Z zewnątrz nie widać opisywanej często precyzji ułożenia bloków skalnych. Widziałam coś w rodzaju zaprawy czy innego wypełniacza między tymi blokami, ale to zapewne efekt erozji, której następstwa wszędzie są widoczne, lub wiatr powciskał piasek w szczeliny.
Piramidy położone są na znacznym obszarze pełnym różnych wykopów, fragmentów budowli, hałd piachu.
Przez ten teren prowadzi asfaltowa droga do punktu widokowego, z którego podziwiać piramidy a z drugiej strony jest już pustynia.
I znowu różnego rodzaju mniej lub bardziej natrętni handlarze.
Ogólnie czułam niedosyt.
Wprawdzie piramidy zobaczyłam, nawet wspiąłem się na kilka stopni piramidy Cheopsa, ale…
Aby poczuć wyjątkowość miejsca i uzmysłowić sobie jego historię trzeba by spędzić tutaj znacznie więcej czasu, samemu, bez poganiania przez przewodnika powłóczyć się między piramidami, nawet zajrzeć do ich wnętrz ale kiedy poczuje się wewnętrzną tego potrzebę.
Niestety, nie ma na to raczej szans, za szkoda mi czasu na ponowne zwiedzanie tego miejsca, bo inne miejsca na mnie czekają
 




Wcale nie jest łatwo uchwycić obraz tak, by w kadrze znalazło się to, co chcemy sfotografować, bez żadnego "dodatku".
Przewaznie jest tak.

.

 

sobota, 24 grudnia 2011
piątek, 23 grudnia 2011

Gdy przymykam oczy widzę je …
Słyszę ich głosy, rozmawiają, kroją, mieszają, smażą …
Zapachy się przenikają, zapachy, których się nigdy nie zapomina …
Kuchnia obszerna, jasna, duży piec, garnki, miski, talerze …
I kobiety – młode, starsze …
Dziś już ich nie ma.
Skrupulatnie i z mozołem siekając migdały kontynuuję ich dzieło, powielam tradycję.
I myślę o nieobecnych.
O tych, którzy nie usiądą z nami do wigilijnego stołu jutro.
I o tych, którzy nie usiądą z nami do stołu już nigdy.
Te krótkie chwile Im się od nas należą.
I ta Kolęda, tradycyjnie, jak co roku.


czwartek, 22 grudnia 2011

Po dotarciu z lotniska na miejsce zbiórki zwiedzamy najstarszy meczet w Afryce zbudowany pierwotnie z pni i liści palmowych przez Amr Ibn al-Asa (towarzysza Mahometa) w 642 roku naszej ery.
Meczet był wiele razy przebudowywany.
Do meczetu mężczyźni wchodzą bez problemów natomiast kobiety muszą ubrać narzutę z kapturem tak, by widoczna była tylko twarz.
Ponieważ my obie miałyśmy skafandry z kapturami przewodnik kazał nam nałożyć kaptury na głowę i żadnych innych szmat na siebie nie zakładałyśmy.
Wszyscy wchodzą bez obuwia, obuwie oddaje się do depozytu i przy odbiorze każdy musi uiścić bakszysz.
Meczet zajmuje dużą powierzchnia, która przykryta jest dachem wspartym na licznych kolumnach.
Kolumny wykonane są z różnego rodzaju kamienia, takiego, jaki akurat był dostępny w chwili kolejnej rozbudowy meczetu.
Na jednej ze ścian wnęka wskazuje kierunek do Mekki – to w tę stronę zwróceni są wszyscy modlący się w meczecie.
Mężczyźni modlą się klękając jeden za drugim na równo rozłożonych dywanikach. Kobiety mają swoje wydzielone miejsce za przesłaniającym je parawanem, by podczas skłonów nie rozpraszać myśli mężczyzn swoim widokiem.
Na niektórych kolumnach zawieszone były półki ze świętymi księgami, których nie wolno niewiernym dotykać.

Następnie zwiedzamy Kościół św. Sergiusza, gdzie według miejscowych przekazów - w krypcie pod ołtarzem - zatrzymała się Święta Rodzina podczas swej ucieczki do Egiptu.
Kościół znajduje się w dzielnicy o nazwie  Masr el-Kadima  i wzniesiony został około V w.
Nie wiadomo czy miejscowe przekazy mówią prawdę, lecz prawdą jest, że kościół jest zapewne najstarszą budowlą w obrębie rzymskiej twierdzy.  
Do kościoła dochodzi się wąskimi uliczkami.
W kościele nie można robić zdjęć, obejrzeliśmy więc tylko całe wnętrze, a do krypty pod ołtarzem zajrzeliśmy z góry.
Wąskimi uliczkami między takimi budowlami wędrowaliśmy do kościoła (zdjęcia poniżej).

 

Następnie jedziemy zwiedzać Muzeum Kairskie, a właściwie Kairskie Muzeum Egipskich Starożytności.
Przejeżdżamy przez plac Tahrir gdzie nie tak dawno miały miejsce demonstracje przeciwko rządom prezydenta Mubaraka i na którym co jakiś czas zbierają się demonstranci niezadowoleni z obecnych rządów wojskowych.
Na placu stoi jeszcze kilka namiotów.
W oczy rzuca się spalony gmach Narodowej Partii Demokratycznej.

Muzeum Kairskie otwarto oficjalnie 15 listopada 1902 r.
Eksponaty zostały ułożone w porządku chronologicznym odpowiadającym poszczególnym epokom.
Najstarsze i najcięższe zabytki rozmieszczono na parterze – kamienne posągi i sarkofagi.
Na piętrze umieszczono eksponaty w tematycznych grupach.
Na mnie największe wrażenie robią mumie zwierząt i ludzi (obejrzałam tylko dwie ludzkie mumie), obejrzenie pozostałych mumii za dodatkową opłatą – ale i tak nie było na to czasu.
Znajduje się tutaj również najpopularniejszy eksponat czyli złota maska pośmiertna Tutanhamona.
Oprócz maski można było obejrzeć jeszcze wiele innych skarbów wydobytych z jego sarkofagu, m. Inn odzież, obuwie, przedmioty codziennego użytku.
Muzeum zwiedzaliśmy około dwóch godzin.
Ponoć potrzeba co najmniej dwóch dni żeby spokojnie obejrzeć zgromadzone w muzeum wykopaliska.
Ale od panującego tam hałasu, od źle wyregulowanych, charczących słuchawek i od duchoty tam panującej bolała mnie głowa więc z przyjemnością przyjęłam zakończenie zwiedzania i wyjście na powietrze.

Czas na piramidy, ale przedtem jeszcze do sklepu z papirusami.
Było tam odpowiednio przygotowane stanowisko przy którym przewodnik opowiedział nam o tym, jak się wyrabia prawdziwe papirusu.
W sklepie oczywiście papirusy można było kupić – ceny od kilkunastu do kilkuset dolarów…
Te sprzedawane na ulicach za „one dolar” są fałszywe.

 


Tak wygląda papirus.


A tak wygląda produkt końcowy.

Wreszcie jedziemy zobaczyć piramidy i Sfinksa, ale o tym napiszę jutro.
Po wrażeniach pod piramidami jedziemy na obiad (w cenie wycieczki).
Sklep z perfumami „Shahinaz Perfumes szokował nie tylko ilością oryginalnych zapachów serwowanych w postaci koncentratów ale również ich ceną.
Z polecanych jedynie zapach cytrynowy i pomarańczowy wzbudził moje zainteresowanie.
Te dwa zapachy kupiłam, inne tylko wąchałam … za dużo tego od razu, znowu boląca głowa dała znać o sobie.
Wyszłam na powietrze a tam Fusilka woła, że przyjechał już po nas samochód aby odwieźć nas  na lotnisko.
W drodze powrotnej już żadnych niespodzianek nie było.

środa, 21 grudnia 2011

Przyszedł dzień w którym i ja musiałam wstać bardzo bladym świtem (dotychczas tylko Fusilka się zrywała na swoje wycieczki, a my jej tylko kiwałyśmy i spałyśmy dalej;).
Do Kairu lecimy samolotem, jest wersja wycieczki autokarowej, ale na wstawanie o 01.00 w nocy i na sześciogodzinną jazdę autobusem już nie te lata.
Córka zostaje w hotelu, nie czuje się na siłach być cały dzień na nogach.
Trochę obawiałam się lotu egipskimi krajowymi liniami – nie potrzebnie, wszystko było w jak najlepszym porządku.
Na hali przylotów w Kairze mały "zonk", ale to już wina naszej rezydentki, mówiła inaczej, a rzeczywistość okazała się inna.
No i nauczka na przyszłość - nie podróżuj nigdy z małym, nieznanym biurem.
Trochę podniosło nam to ciśnienie, ale złość minęła jak zobaczyłyśmy kairskie ulice.
Może być tak byle jak, brudno, biednie?
Ano może.
Ale nie tylko niechlujstwo i brud nas zadziwia.
Jazda po zatłoczonych ulicach Kairu dostarcza nam bardzo wielu wrażeń nieosiągalnych na drogach ze zorganizowanym ruchem.
Tutaj na jezdni jest tyle pasów ruchu ile się zmieści.
Poobijane i podrapane samochody bez względu na wiek świadczą o zupełnie innych prawach na jezdni, pierwszeństwo ma ten, kto jest bardziej bezczelny, głośniej trąbi i pierwszy się wepchnie.
Nie wierzycie?
No to oglądajcie, uprzedzam, ze wszystkie zdjęcia robione są z okien autokaru więc ich jakość pozostawia dużo do życzenia.

Jutro dalsza część wycieczki.
Obiecuję, ze zdjęcia nie będą już tak "hardkorowe".

wtorek, 20 grudnia 2011

Czwartego dnia pobytu wybrałyśmy się na pływanie po Morzu Czerwonym łodzią z przeszklonym dnem.
Łódź płynie w okolice raf, ludziska siedzą sobie na zydelkach, każdy przed swoim okienkiem i podziwiają podwodną faunę i florę.
Ładnie to wygląda, dużo gorzej to sfotografować dlatego zdjęcia są jakie są.

 

Wczoraj kupiłam wszystko co było mi potrzebne do przygotowania świąt.
Usmażyłam ryby, część zaleję dzisiaj zalewą octową (na słodko-kwaśno), a w piątek drugą część przełożę sosem po grecku.
Nie cierpię jak zapach smażonych ryb snuje mi się w wigilię po mieszkaniu, dlatego zawsze smażę ryby wcześniej.
Pstrągi nafaszerowałam masełkiem koperkowym i zapakowałam w papiloty z foli i zamroziłam.
W wigilię na pół godziny do nagrzanego piekarnika i pstrąg jest bardzo smaczny i aromatyczny.
Dzisiaj muszę kupić kilka doniczek „gwiazdy betlejemskiej” i jeszcze jeden prezent (na wigilijnej kolacji będzie dodatkowy gość).
Chyba bym wolała pracować jak chłop pańszczyźniany niż biegać teraz po sklepach w poszukiwaniu prezentu.
Ale jak mus to mus.

poniedziałek, 19 grudnia 2011

Pospacerujmy trochę po ulicach Hurghady.
W okolicach hoteli ulice są względnie czyste, ale zapuszczając się w ulice mieszkalne lub w boczne uliczki spotykamy kupy śmieci, brud i bałagan jakiego się u nas nigdzie nie spotyka.
Ale jak wygląda przysłowiowy brud, smród i ubóstwo przekonałam się dopiero w Kairze ( o tym mieście będzie później).
Dlaczego tak jest?
Bo bieda?
Nie koniecznie, raczej mentalność.
Spotkany Polak, który mieszka tam już 10 lat powiedział „gdyby im się chciało chcieć to ten kraj byłby Eldoradem”.
Ulice główne są szerokie ale nie widziałam ani jednych świateł i ani jednego przejścia dla pieszych.
Na drugą stronę ulicy przechodzi się przemykając między pędzącymi i wiecznie trąbiącymi samochodami.
Dla przyjezdnych to horror, miejscowi sobie z tym radzą (bo jakie mają wyjście?).

 

Teraz zapuścimy się w rejony gdzie odbywa się handel uliczny – prawdziwy folklor.
Jeżeli chce się w miarę spokojnie przejść trzeba nagabujących sprzedawców traktować jak powietrze.
Bo jeżeli nawiążesz z nimi kontakt wzrokowy (a nie daj Boże słowny) to przepadłeś, nie odejdziesz wolny nic nie kupiwszy.

Na dworze tak jakoś śmakoś a mnie się chce prawdziwego, ciepłego słoneczka.
W dodatek mam mega katar, z nosa ciurka mi jak z zepsutego kranu a nos od wycierania mam czerwony jak kubrak świętego Mikołaja.
Przewiało mnie na statku kiedy popłynęłyśmy nurkować, to znaczy, kto nurkował to nurkował, ja tam taka odwazna nie byłam ale miło było posiedziać na statku na środku Morza Czerwonego i pogapić się jak inni podglądają rybki i się poopalać (pod warunkiem, że się na statku znalazło miejsce zakryte od wiatru).
A teraz za to płacę katarem - i jak ja mam się wziąć do przygotowań świątecznych kiedy ręce mam zajete przez chusteczki.
Oprócz jako takiego ładu w mieszkaniu nie jest jeszcze nic zrobione, za dwie godziny jadę z córką na zakupy a później ...
Doskonale wiecie co trzeba przed świętami zrobić więc nie będę się rozpisywać.

niedziela, 18 grudnia 2011

Dojście do plaży nad morzem ok. 100 m.
Bywałyśmy tam tylko na spacerze, leżeć się nie dało, bo wiało okrutnie, nie mniej chętni do plazowania byli;).


Hotel od tyłu.


Dojście do plaży nad morzem.


Moje towarzyszki podróży, myślę, ze się nie obrażą, że pokazałam ich sylwetki;).

Napiszę trochę o podróży.
Do Hurghady leciało się bardzo spokojnie, 4,5 godziny, czyli o pół godziny krócej bo z wiatrem.
Gdyby nie zbójecka pora (wylot o godz.04.45, na lotnisku trzeba było być 2 godziny wcześniej) to by była bajkowa podróż.
Na lotnisku w Hurghadzie też odbyło się bez większych emocji.
Pierwszy zonk przy wejściu do pokoju – nie podoba nam się widok, przez tydzień nie będziemy oglądać upstrzonej przez gołębie ściany.
Do akcji wkracza Fusillka i „załatwia” piękny pokój.
Ten kto był w Egipcie (Grecji, Turcji itp.) wie, co to znaczy „załatwia”, kto nie był, ten się dowie jak będzie;).
Powrót miałyśmy o 10.55 (wyjazd z hotelu o 8.40).
Kilometrowe kolejki do nadania bagażu i do odprawy.
Znowu 99% Rosjan ale to nasi rodacy dali się nam we znaki próbując swojego cwaniactwa w omijaniu kolejki.
Lot opóźniony o godzinę, bo przed nami z opóźnieniem wystartowały trzy samoloty do Rosji – czekały na pasażerów, którzy w tym czasie buszowali w sklepie bezcłowym (nie wiem co oni tam kupowali bo sklep był wyjątkowo marnie zaopatrzony).
Przed startem informują nas, ze przylot będzie opóźniony o następną godzinę z powodu silnego wiatru.
Wysyłamy sms-y do najbliższych by nie kwitli niepotrzebnie na lotnisku w W-wie dwie godziny przed czasem i startujemy.
Mimo bardzo silnego wiatru lot bardzo spokojny, w trakcie lotu dowiadujemy się, ze na naszym pokładzie leci milionowy pasażer (a właściwie pasażerka) naszego przewoźnika.
Pasażerka dostaje nagrodę (przewoźnik zwraca koszty przelotu) a wszyscy pasażerowie są zaproszeni po wylądowaniu na małą uroczystość.
Faktycznie, po odprawie czeka nas kawałek tortu i lampka szampana.
Na miejscu też dowiadujemy się, ze następny samolot który miał wylecieć z Hurghardy do W-wy o godz. 14.00 został z powodu silnego wiatru odwołany.
Mieliśmy szczęście, nie wyobrażam sobie czekania na lotnisku w Hurghadzie gdzie nie można bez obrzydzenia skorzystać z toalety.