Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
piątek, 17 lutego 2012

“My to wiemy,
że zostawiać kota nie należy,
że to niemal
wbrew sumieniu i naturze,
ale również
i to wiemy – bądźmy szczerzy,
że się o tym decyduje
tam na Górze.

Wciąż zostaje jakiś kot w pustym mieszkaniu
więc ja tutaj, występując w kociej sprawie,
ośmieliłem się w tym wierszu, w jednym zdaniu,
zwrócić dzisiaj moje myśli ku Wisławie.

Bo to Ona uprawnienia ma najszersze,
więc niech kiedyś, gdy na Nieba stanie progu,
wyjmie tylko spod swych skrzydeł swoje wiersze
i ten jeden niech przeczyta Panu Bogu”.
(Franciszek Klimek)

 

To są koty sfotografowane w Egipcie.
Zadziwiała mnie ich dobra kondycja.
Ale wiadomo, w starozytnym Egipcie koty były zwierzętami czczonymi.
Bastet - w mitologii egipskiej bogini milości i płodnosci przedstawiana była jako kot lub kobieta z głową kota.
Trochę tego "szacunku" wobec kotów w Egipcie pozostało.
Nie dba się tam o koty w jakiś szczegolny sposób ale i też nie przegania się ich i nie maltretuje.
Przechadzają się koty swobodnie po chodnikach, rozkładaję sie na fotelach lokalnych knajpek i kawiarni i nikomu to nie przeszkadza. 

Nocą klękasz i znaleźć chcesz Boga
potem w oczach strach nosisz i łzy -
na dalekich, rozstajnych gdzieś drogach
ktoś się zbłąkał i płacze jak ty.

Pachnie ze wsi kwitnącym jaśminem
złote zboże wśród pola się śni -
kto cię zbudził, kim jesteś, gdzie płyniesz
w nieskończoność wieczorów i dni.

Nikt nie szuka cię dłońmi dobrymi,
nikt nie mówi, czy dobrze, czy źle,
tylko ziemia z grobami starymi
o twej ciszy słyszała i wie.
(ks. Twardowski)

Wszyscy się rodzą, ale nie wszyscy umierają,
niektórzy po prostu odchodzą.
Nagle, niespodziewanie, po cichu.
I tylko klepsydra jak rozkład jazdy mówi nam,
że wybrałali się w drogę.
Ostatnią.

Żegnaj Sąsiadko, niech Ci tam będzie spokojniej i lepiej niż na tym doczesnym świecie.

czwartek, 16 lutego 2012

Jakaż biel,
płatek po płatku
sypie z szarych chmur.

Chłodny poranek,
przy śmietniku bezdomny,
na gałęziach czarne ptaki
j
ak nuty na pięciolinii.

Nagły wiatr
z drzew pofrunęły nuty
i grają w powietrzu
kra, kra, kra.

 
To moje znajome ptaszory drzemią na drzewach po śniadaniu;)


Taki widok miałam z okien wczoraj ok 9.00 - 10.00

Dzisiaj nie pączkuję chociaż tłusty czwartek.
Ale trochę drożdżowego ciasta zrobiłam (teraz rosnie) i usmażę racuchy z jabłkami.
A pączki i tak pewnie ślubny z pracy przyniesie (firma zamawia u dobrego cukiernika).

 

Wczoraj obejrzałam „Żelazną damę”.
Film szczególnie dla młodych, którym się wydaje, ze nigdy starzy nie będą.
Że skoro są wykształceni, sprawni fizycznie i intelektualnie, mają dyplomy prestiżowych uczelni, piastują wysokie stanowiska to przecież nie może ich dopaść demencja, choroby i samotność.
Temat tabu w dzisiejszym świecie, według którego ludzi starych być nie powinno, bo nie ma z nich korzyści, są śmieszni, uciążliwi, absorbujący i tylko przeszkadzają zajmując czas i uwagę ludzi młodych.
Jeżeli ktoś oczekiwał, ze będzie to film o polityce i wydarzeniach historycznych z tego okresu podanych chronologicznie, jeżeli ktoś oczekiwał lekcji historii najnowszej – to wyjdzie z kina zawiedziony z pytaniem „co to miało być?”
Dla mnie film bardzo dobry, rola Meryl Strzeep niezwykła i wielka, cały czas skupia na sobie uwagę, nieprawdopodobnie panuje nad każdym gestem, sylwetką, wyrazem twarzy, głosem.

Ten film skłonił mnie bym pogrzebała w biografii Margaret Thatcher.
W filmie, w całej jej karierze mąż jest obok niej lub gdzieś w tle.
Natomiast bardzo mało jest jej dzieci.
Chcę sprawdzić jak to było naprawdę w życiu prywatnym Margaret.

środa, 15 lutego 2012

Wzdłuż ulicy stoją domy kolorowe,
uśmiechnięte setką okien, murowane.
Tylko jeden mały domek kucnął sobie,
zamknął bramę.

Nie wypuszcza nawet dymu kominami.
Najwyraźniej się obraził na świat cały.
O to, że mu brak jest kilku wyższych pięter,
że przy wielkich, barwnych blokach jest za mały.

Nie ma nawet co się dziwić maluchowi,
że dorosłym, dużym domem być by wolał.
Choć jest ładny i choć nawet ma ogródek,
to wygląda przy tych blokach jak przedszkolak!
(
W.Tabor)

Leki kupiłam, teraz tylko łykać i mieć nadzieję, ze zadziałają.
Dobrze, że się udało – wczorajsza bieganina po mieście była nieco nerwowa, ale pogoda przynajmniej była sprzyjająca.
Dzisiaj byłoby mniej przyjemnie bowiem sprawdziły się zapowiadane od kilku dni prognozy i zima pokazała swoje oblicze królowej śniegu.
Wczorajszego wieczoru przy faworkach „świętowaliśmy” ze ślubnym Walentynki.
Bo nie jest tak, ze nie lubię tego dnia.
Lubię, bo dlaczego nie lubić dnia, który daje nam pretekst do mówienia sobie miłych słów i patrzenia na siebie z sympatią.
Nie lubię tylko tego dnia jako święta handlowców i restauratorów - bo takim się staje przez szum medialny i wszechobecne reklamy.
Poza tym, kwiaty dostaję bez okazji, czekoladki (jak mam na nie ochotę) kupuję sobie sama, do prezentów -niespodzianek od ślubnego mam stosunek – uchowaj mnie Panie;) więc mnie akurat takie świętowanie wyznaczone przez kalendarz jest niepotrzebne.

Dzisiaj planowałyśmy pojechać z córką do Ikei do Janek, ale w związku z tym co dzieje się za oknem a właściwie na drogach, to nie wiem czy się zdecydujemy.
Raczej sobie ten wyjazd dzisiaj odpuścimy, a w zamian pójdziemy do kina na „Żelazną Damę”.
Albo posiedzimy w domu, bo samopoczucie mam takie - kanapa, kocyk, imbirowa herbatka, święty spokój;)

wtorek, 14 lutego 2012

Kochając nie pamiętać
— dola przeklęta.
Pamiętając nie kochać
— lżej trochę.
A najlepiej, oparłszy policzek na chmurze,
nie pamiętać zupełnie i nie kochać dłużej.
(Kazimiera Iłłakowiczówna)

Walentynki można obchodzić różnorako i na wiele sposobów.
Można romantycznie, trzymając się z lubym za rączki w kawiarni lub w domu w otoczeniu kwiatów, prezentów i różnorakich gadżetów, którymi w tym okresie rynek nas zasypuje.
Mozna przesłać ukochanej osobie życzenia na kartce, mailem, sms-em, można przesłać telefonicznie muzyczną dedykację - co komu fantazja podpowie.
Można być anty walentynkowym i ten dzień z czerwonymi srduszkami zignorować, a nawet wyśmiać.
Można (tak jak ja) ten dzień spędzić na bieganiu od apteki do apteki w poszukiwaniu leku i czuć się jak stary, kiszony ogórek;).

niedziela, 12 lutego 2012

Gdy mówię cytryna czuję zapach gorącej herbaty
Gdy zamieć i śnieg na dworze
czuję zapach ciasta
na Boże Narodzenie.
Zmysły pieści
widok cytrynowego gaju
Odgłosy straganiarzy
sprzedających cytrusy
na paryskich bazarach
Upalne lato i plaża
oraz zimna lemoniada
ze słomką w środku
Szaleństwo romantycznych drinków
w noc sylwestrową
ze skórką drażniącą nozdrza
(Tomasz Orzechowski)

Ślubny wyciąga mnie na spacer, ponoć jest ciepło.
Dla niego -8 stopni w południe to jest ciepło, dla mnie ciepło jest na kanapie więc tu zostanę.
Boli mnie kręgosłup (z własnej winy, jakoś ostatnio nie chciało mi się ćwiczyć) muszę się za siebie solidnie zabrać, by w sanatorium być już w miarę sprawną, bo szkoda czasu (i moich pieniędzy) by rozruch stawów i mięśni robić dopiero pod okiem rehabilitanta.
Poleżę więc sobie z prasą sobotnią bo przy leżeniu boli najmniej, najgorzej jest jak siedzę i dłużej stoję w jednym miejscu.
Po południu zrobię sobie domowe spa.
A jutro jak wyjdę z domu o 10.oo to wrócę do niego (jak dobrze pójdzie) około 18.oo.
Stomatolog, odbiór wyników i wizyta u lekarza – godzinowo dobrze ustawione, ale każde w innej części miasta.

sobota, 11 lutego 2012

tak łatwo znaleźć coś
czego się nie chciało
tak trudno zgubić to
co tak bolało

i nawet jeśli przejdzie ci przez myśl
że można gniew w pamięci zgubić
nie próbuj palić mostów
które prowadzą do ludzi

tak łatwo popsuć to
co miało być na wieki
tak trudno włożyć miłość
pod powieki

i nawet jeśli przejdzie ci przez myśl
że można strach w pamięci zgubić
nie próbuj palić mostów
które prowadzą do ludzi

tak ciężko nosić żal
ukryty błękit myśli
tak łatwo zasnąć nocą
by sen się wyśnił

i nawet jeśli przejdzie ci przez myśl
że można lęk w pamięci zgubić
nie próbuj palić mostów
które prowadzą do ludzi
(autor:enigmayic 18.12.2009r)

Odebrałam wyniki (oprócz jednego), są takie sobie, ale spodziewałam się gorszych.
Trochę się wewnętrznie uspokoiłam, dzięki czemu ostatnią noc wreszcie przespałam spokojnie i dobrze.
Ale zbyt różowo nie jest, tu mnie boli a tam strzyka, jak to na starość;).
Dopiero co się ocknęłam, ze już za dwa tygodnie jadę do sanatorium, czyli nie jest źle, a będzie jeszcze lepiej … jak się ociepli.
A jak już przyjdzie wiosna radosna to …;))).
 

piątek, 10 lutego 2012
Ona nim, on sobą się zachwyca, 
tak różni oboje - paw i pawica.
Ona szara jak kurz na biurku,
on kolorowe dopieszcza piórka.

Ona o gniazdo, o radość dzieci
dba, o żołądek jego i zmysły,
on puszy się, aż pierze leci,
kolorowe jej kradnie pomysły.

Zawsze był przecież większy, piękniejszy,
dumny, rozumny, czyli... mądrzejszy.
Światowy, obyty, poprawny, sławny
i w jakiś sposób bardziej zabawny:

- To moje dzieło! To ja! To ja! -
Lśnił swym ogonem widzów gromadce.
Koniec historii ten dobrze zna,
kto widział pióro w.. krakowskiej czapce.
(znalezione w sieci - autor nieznany)
 

Wczoraj udało mi się zrobić wszystkie badania, dzisiaj odbiór wyników.
Oprócz jednego, to badanie wykonują tylko w poniedziałki.
To znaczy pobierają materiał do badania (krew)w każdy dzień ale laboratorium robi je tylko raz w tygodniu. Nie dlatego, ze takiego czasu wymaga proces badawczy, po prostu tak sobie Przychodnia (prywatna) wymyśliła.
Nie ma o tym wzmianki ani na ogłoszeniach ani na stronie internetowej, informują o tym dopiero, jak pobiorą krew i wychodzisz z gabinetu. Wtedy pani mówi, wyniki jutro rano, oprócz wyniku x, który będzie dopiero we wtorek ewentualnie w poniedziałek wieczorem.
W czym rzecz? - ano w tym, ze lekarza mam w poniedziałek o 16.00.
Wizyty przepisać nie można bo na wizytę do „mojej” lekarki czeka się 3-4 miesiące (też prywatna Przychodnia, ale jest to prawdziwy lekarz i kolejki do niej ustawiają się niebotyczne, bo ludzie lekarza-człowieka a do tego dobrego specjalistę cenią na wagę złota).
Dlaczego o tym wszystkim piszę tutaj a nie na zamkniętym blogu?
Dlatego, ze narzekamy (ja też, oczywiście) na NFZ a okazuje się, ze prywatna opieka lekarska też pozostawia dużo do życzenia.
Dlaczego?
Bo system opieki medycznej jest u nas do kitu, ale najbardziej w tym systemie zawodzą ludzie?
Mylę się? jak myslicie?

środa, 08 lutego 2012

... wystawa wybranych prac konkursowych 12 edycji konkursu Galerii Plakatu AMS.
Plakaty wisiały na parkanie Łazienek obok wejscia przy Belwederze.

Rozłożyło mnie na całej linii, a właściwie na kilku liniach.
I to akurat na dzień przed cokwartalnymi badaniami kontrolnymi.
Już sobie wyobrażwm te złe wyniki, moją panikę kiedy je odbiorę i zawód na twarzy mojej lekarki, ze znowu się pogorszyło.
Kojarzę, a właściwie jestem pewna, ze łapię infekcję układu moczowego po każdej wizycie u dentysty.
Dziwne ale prawdziwe, muszę to w poniedziałek powiedzieć mojej lekarce.

wtorek, 07 lutego 2012

Pejzaż wyrzeźbiony
   Jak z mrożonych kaw.
Kruche drzew korony,
   Porcelana traw.
Czapka cappuccino
   W filiżance dnia -
Pod puszystą zimą
Gorzka fusów łza.

Biała kawa z pianką;
   Śmiga śniegiem śmiech...
To Król Staś z kochanką,
   Niewidzialny grzech.
Pałacyk na Lodzie,
   Zamarznięty Staw.
Puchem parku brodzi
   Szmaragdowy Paw.

W labiryncie ścieżki,
   Trop wiewiórczych stóp,
Rzeźby rzeźbi rześki
   Wiatr - mistrz mroźnych dłut.
Opalizujące
   W śniegu kacze łby,
W niebie - blade słońce,
   W labiryncie - my.

Gdzieś, za ogrodzeniem -
   Życie życiu wbrew:
Wrzaski, trzaski, wrzenie,
   Błoto, złoto, krew.
Tam - Apokalipsa,
   Nieuchronny kres.
Tu - nie grozi nic nam,
   Tu - niezmiennie jest...

Snadź pisane ciałom -
   Rozkosz, grzeszny czyn
I wyrozumiałość
   Satyrów i Nimf.
Snadź pisane duszom -
   Wiecznie snuć się w nas,
Kaczkom resztki kruszyć,
   Drżeć na pawi wrzask...
    ( Jacek Kaczmarski)

Kiedy rano zobaczyłam, ze za oknem leci z nieba to białe badziewie to się ucieszyłam, bo pomyślałam sobie, że mróz znacznie zelżał.
Dopiero rzut oka na termometr wyprowadził mnie z błędu.
Minus 12 to nie minus 22, ale też żadne aj waj, godzę się na zimę z temperaturą do minus 5.
Patrząc za okno nie mogę znieść widoku nastroszonych z zimna ptaszorów siedzących na drzewach.
Dbam o to by bufet miały solidnie zaopatrzony, ale na mrozy nic poradzić nie mogłam.
A’ propos ptasiego bufetu – wyprowadziły się lokatorki z córki mieszkania (studentki z Turcji). Oprócz totalnego syfu (opiszę to kiedyś, bo pewne ich zachowania w mentalności naszej się nie mieszczą) zostawiły kilka kilogramów wszelkich kasz, które wzbogaciły i urozmaiciły ptasią stołówkę.
Jadły więc ptaszory i te moje znajome, co zimują na skwerku co roku i te okoliczne, bo zlatywało się ich sporo, smacznie i do syta. 

Jak ten mróz nie odpuści, to czuję, ze obudzą się we mnie zdolności adaptacyjne i porosnę gęstym futrem.
Do takiego wniosku doszłam wczoraj, kiedy prawie cały dzień biegałam po mieściei zmarzłam tylko tam, gdzie futra, (to jest kożucha – żeby było wszystko jasne;) nie miałam.

Na dowód, ze zima jest be załączam zdjęcia Łazienek, które o kazdej innej porze roku wygladają uroczo a zimą są jakieś takie śmakieś;).