Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
wtorek, 06 grudnia 2011

Dzisiaj gołębie starmiejskie.
Nie jestem zwolenniczką takiego folkloru, ale gołębie na Starym Mieście są faktem, mają swoich opiekunów, którzy je dokarmiają i mają się dobrze.
Największą ciekawość i entuzjazm w fotografowaniu budzą w turystach japońskich, ale własciwie nie ma sie co dziwić, bo ci potrafią obfotografowac nawet kosz na smieci;).

Na ulicy Piwnej,
ponad bramą,
gołębie zaczarowane
w kamieniu czekają,

może uchyli się okno,
może zaskrzypią drzwi
i pani Majchrzakowa
stanie w nich.

rozejrzy się powoli
niegłośno powie:
- Dzieci,
obiad!

I wnet – jak dawniej –
z wszystkich stron
szarosrebrne gołębie
otoczą ją,

potem znów się poderwą,
ponad domami wzlecą
błękitem zakołują,
w słońcu się rozświetlą...

Aż raptem
trzepotliwym wiatrem
w środek Rynku spadną

i rozgwarzy się zaraz
całe Stare Miasto
od dachów po bruk.
(Tadeusz Chudy)

poniedziałek, 05 grudnia 2011

Zdjęcia były robione jeszcze w listopadzie, więc wystrój jest jesienno - adwentowy.
Teraz zapewe już panuje tam duch i koloryt bożonarodzeniowy.
Nie mam czasu by to uwiecznić na kliszy, ale obiecałam sobie, ze tuż po świętach wybiorę się na Stare miasto wieczorem (wieczorem niestety trzeba dżwigać z sobą statyw).
A na razie nie wiem w co mam ręce włoży i już mnie łapie rajzefiber;).

Stara knajpa jest zamknięta
barman powłócząc nogami
odkurza przekrzywione obrazy

na jednym uchylone ciężkie piwniczne drzwi
z półmroku wnętrza migające światło
odkrywa kołysaniem żarówki wiele butelek wina
leżą rzędami uśmiechając się barwą
nobliwych tajemniczych wnętrz.

przy drugim obrazie stary barman
przystaje : piękna choć, niemłoda już para
przytulona do siebie, po policzkach
uciekają minuty jak łzy:
płacą za cynowy talerz
rubinowo - bursztynowymi kroplami

Stara knajpa jest zamknięta.
(Robert Lemiński)

niedziela, 04 grudnia 2011

I już po V Maratonie Blogerów .
Rodził się w bólach i z trudem, ale urodził się według mnie bardzo udany.
Wyjątkowo szybko mi te 12 godzin wspólnego pisania i zabawy przeleciało.
Nie miałam żadnych kryzysów sennych, nie czułam zmęczenia – mogłabym blogować następne 12 godzin.
Nic dziwnego, było stare, sprawdzone w „bojach” (czyt. blogowaniu) towarzystwo, dużo napitków, smaczne przekąski i … bardzo twarde krzesła;).
Wierzę, ze za rok spotkamy się na VI Maratonie.

Wczoraj do południa jeszcze mogłam góry przenosić (adrenalina rządziła;) ale już po południu zmorzył mnie sen i śpiączka trzyma mnie do teraz.
No cóż, starość nie radość, to już nie te czasy, kiedy człowiek mógł kilka nocy pod rząd zarwać.
Dzisiaj jeszcze daję sobie przyzwolenie na rozmemłanie ale od jutra muszę ruszyć z kopyta bo prace spiętrzone a terminy gonią

A to zdjęcie ponizej, zrobione jest nad ranem, kiedy towarzystwo znacznie się przerzedziło.

Mieli ludziska z sobą rózne atrybuty: laptopy, aparaty fotograficzne, maskotki, podusie do siedzenia.
Tramen przyjechał z łopatą.
A co? nie wolno?
Wolno, mamy przecież demokrację;))).


sobota, 03 grudnia 2011

Siedziałam sobie w doborowym towarzystwie, z komputerowych głośników leciała muzyczka, jeść dawali co by nie osłabnąć i pod krzesło nie spaść, Red Bullem częstowali co by jasność umysłu jako taką zachować, palcem w klawiaturę trafiać a po skończeniu Maratonu trafić do swojego domu.
A więc siedziałam sobie na twardym krześle, odcisków w pewnym miejscu dostając i o mało sobie po gębie nie nakładłam za to, ze nie zabrałam ze sobą mojego ulubionego jasieczeka.
Jasieczek jest różowy, taki w stylu Dody, ale co się „rozkminiać na temat” jak i tak jasieczek został w domu.
Czas leciał jak zwykle za szybko, bo ani się obejrzałam jak zbliżyła się godzina siódma i koniec Maratonu.
A więc pięknie dziękuję wszystkim za wspólne blogowanie i za miłe towarzystwo.
Organizatorom dziękuję za to, ze V Maraton doszedł do skutku, Kasi za to, że trzymała rękę na pulsie.
Do zobaczenia, mam nadzieję, ze za rok:)
Zbieram swoje zabawki i nagrody (tak, tym razem wygrałam w dwóch konkursach;) i jak tylko wybije gpdzina siódma wyściskam swoje towarzyszki i towarzyszy blogowania i idę do domu .

Wpis dodany już po powrocie do domu.

Chyba już można iść spać
Chyba już można się położyć
Marzeń na jutro trzeba namarzyć

Dziś pewnie nic się nie zdarzy
Tamtą kartkę z wczorajszej nocy
Trzeba zmiąć i położyć w koszu
I od nowa na nowej kartce
Pisać nowy, niemiłosny list do losu

Chyba już można...

Albo donos napisać na życie
Bo należy mu się swoją drogą
I podpisać zgryźliwie "żyćliwy"
Tylko gdzie to wysłać, do kogo

Chyba już można...

Takie łóżko, a taka dobra rzecz
To był świetny pomysł z tym łóżkiem
Gdy ktoś chce sobie życie poprawić
To wystarczy poprawić poduszkę

Chyba już można...
(Andrzej Poniedzielski)

Jeszcze nie mozna, jeszcze trzy godziny przed nami.

Wożę swój tyłek wypasionym Lexusem RX350.
Zaciągam się cienkimi Davidoffem.
Lunch jadam w dobrej restauracji zamawiając opiekaną cukinię zalaną sosem beszamelowym z nitkami polędwicy ‘ala szpaner’, a do tego deser … zapiekaną w sosie pistacjowym gruszkę z wiśnią nasączoną likierem  i butelkę Chateau Petrus.
Potem zakupy Laurent, Vuitton, Karen, Blachnik – sukienki, szpilki, bielizna, kosmetyki.
Biżuterię kupuję tylko w Dubaju (bo tak)
W drodze powrotnej robię tipsy, wstrzykuję tu i tam botox, odsysam tłuszczyk z pewnych miejsc, wstrzykuję tłuszczyk na inne miejsca.
Wyjazdy na Meladiwy, rejsy po Morzu Śródziemnym (taki kaprys).
Znudzona czekam na telefon od Loli, mamy razem pomyśleć nad ubarwieniem i wzbogaceniem naszego życia.
Wreszcie dzwonek.
Seksownie opuszczam nogę z sofy by trafić nogą w śliczny pantofelek.
O żesz!!!!
Trafiłam nogą w kocie siki i to obudziło mnie na tyle, że słyszę jak mój ślubny gromkim głosem domaga sie śniadania.

piątek, 02 grudnia 2011

Wyrażenia dozwolone to: kurka wodna, o kurczę, o kurna Olek, motyla noga, do jasnego pierona!, niech to dunder świśnie!, do jasnych kominów!, psiakość! psiakrew/psiajucha!, kurczę blaszka, ja nie mogę!, do stu piorunów!, niech to kule biją!
Tak podał Onet (wg listy kardynała D.).
Jednak Bareja wielkim prorokiem był.

Na pewno wszyscy wierzący i niewierzący przejmą się niezwykle tym wykazem i nigdy juz nie puszczą w eter poczciwej qźwy, czy frędzla po staropolsku na literę k.
Ludzie! jakże straci nasza mowa ojczysta na kolorycie!.
Ponieważ natura nie znosi próżni więc na pewno pojawią się jakiś nowe wynalazki (ciekawe jakie).
Tylko co ja zrobię „Żywotami pań swawolnych”  Brantrome'a,  z Fredrą i jeszcze kilkom książkami z „soczystym” wnętrzem ???
Przyjdzie znowu ukrywać po kątach  tomiszcza jak niegdyś Miłosza i Sołżenicyna.
Demokracja najwyższych lotów nam nastała.
PS. Ciekawie czy „materdei” można – wszak w liście kardynała D. tego nie ma.

Ja Narcyz?
Chyba Narcyzka i to najedzona (pizzą).
A jak Polak najedzony to leniwy.
Więc ... pisać mi się nie chce.

Pisarzom pomagają bogowie, boginie i muzy, mecenasi i kochanki.
Warunkiem dobrego pisania jest talent, praca, zabawa, natchnienie, alkohol, cierpienie, rozkosz, erudycja, powołanie.
A mnie pomoże w pisaniu (mam nadzieję) Red Bull, któty co prawda nie dodał mi skrzydeł, ale (mam nadzieję) podniesie mi skutecznie opadające powieki i śpiące ego.
A moje pisanie będzie miarą warunków pisania (twarde krzesło i bolące siedzenie)

Raz, dwa, trzy … próba mikrofonu.
Jest 2 grudnia, dziewiętnasta minęła już jakiś czas temu.
Ale wiecie, rozumiecie - trzeba było powitać starych (i nowych) znajomych.
Z redakcji gazety Agora witam państwa bardzo gorąco.
Zapraszam serdecznie na Nocny Maraton Blogerów.
Piszcie, czytajcie, zaglądajcie.
Zaopatrzcie się w termos z kawą i pudełko zapałek (do podpierania opadających powiek;)
A więc do dzieła.
Cała noc przed nami.