| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
środa, 16 listopada 2016

Płatki śniegu
z lekkością motyli
tańczą w słońcu
z powiewem wiatru
zanim pod stopami
nie rozpadną się w nicość
jak zwiewny pył
delikatnych dmuchawców
(
Autor: Teresa Grzywacz)

zima 9599

zima 9597

zima 9595

Tak wyglądało w Busku do wczoraj wieczora.
W nocy przyszedł deszcz i spłukał ten śnieżny puder-cukier i resztki suchych liści z drzew.
Ale jak widać na zdjęciach, drzewa w busku są łyse i nic nie ściemniałam.
W parku Marconiego są co prawda dwa drzewa, które w suche liście stoją ustrojone do wiosny, no ale to są wyjątkowe okazy i to one właśnie na zdjęciach w poprzednim wpisie robiły złoto-rudy, jesienny klimat.


korale 9676

korale 9678

W pokojach jest bardzo ciepło, nie mam nic przeciwko temu, bo ciepełko lubię, ale powietrze jest wysuszone.
Częste wietrzenie zbytnio nie pomaga, więc uciekłam się do strych sposobów - mokry ręcznik na kaloryfer i pojemnik z wodą na parapet.
Pojemnik plastikowy, po ciastkach nie prezentował się jakoś specjalnie więc nazbierałam liści, gałązek i gron jarzębiny i zrobiłam sobie dwa w jednym, nawilżacz i jesienny bukiet;).

Miniony tydzień minął na luzie, niespiesznie, w ciszy, bez towarzystwa.
Ten tydzień jest zupełnie inny.
Przyjechało bowiem zeszłoroczne towarzystwo z którym siedziałam przy stole.
I już nie ma spokojnych popołudni i cichych wieczorów.
Popołudniami chodzimy na ciacha i pogaduszki, a po kolacji chodzimy na lampkę i popatrzyć się na ludzi jak się gibają w tańcu.
Teraz rozumiem co miał na myśli Pan Wojtek Niżyński mówiąc - idę zbierać materiał.
Bo jak się tak naprawdę patrzy, to z życia towarzyskiego w sanatorium można by nie jeden scenariusz napisać;).
Tak więc śmiało mogę napisać - krucafiks, ni mom na nic casu;))).

niedziela, 13 listopada 2016

Nowe latarnie
rozświetlą park nocą
równym rzędem
między starymi bukami
czystym światłem wspomną
i ozłocą
wymienione ławki
z wyrytymi na nich sercami
tylko z kory brzóz
nie zniknęły inicjały
tej pierwszej prawdziwej
wielkiej miłości
ogonem wiewiórki otulone się schowały
w dziupli szczęścia
stracone chwile radości

(Autor nieznany, znalezione w Internecie).

marconi 9517x

marcini 9520

marconi 9525

marconi 9521

marconi 9523

marconi 9530
Pałac oraz park Marconiego w późnojesiennej szacie.

Od dwóch godzin zamotana w ciepły szlafrok, otulona wygodnymi ramionami fotela siedzę, skubiąc czekoladowe ciasto przełożone kremem miętowym i gapię się w okno na listopadowy park.
Moje samopoczucie najlepiej oddaje wiersz Barańczaka:
Jeżeli coś cię boli:
- dobra wiadomość: żyjesz.
- zła wiadomość: ten ból czujesz wyłącznie ty.
To wszystko dookoła,
co cię szczelnie otacza
nie czując twego bólu,
jest to tak zwany świat.
Ubawi cię, że jest on realny i jedyny,
a lepszego nie będzie przynajmniej póki żyjesz.

Rehabilitantka uznała, ze jestem już gotowa na następną porcje ćwiczeń, tym razem na mięśnie skośne i te poruszone mięśnie dają mi o sobie znać.
Nic to, do jutra przejdzie.
Właśnie do mnie dotarło, ze od jutra mam już „z górki”.
Szkoda, dobrze mi tutaj z tym „mam święty spokój i nic nie muszę”.
I nawet nie mam wyrzutów sumienia, ze wnuczka tęskni, ze córka też „tęskni” bym z nią pojechała na zakupy, o Ślubnym nawet nie wspominam, bo jemu moja nieobecność dobrze zrobi na samodzielność;).
A pojawiające się w mojej głowie myśli, ze trzeba zacząć myśleć o świętach, odganiam jak uprzykrzoną muchę.
Chwilo trwaj!.

czwartek, 10 listopada 2016

Chodzi w szalu czerwonym i złotym.
Przegląda się w owalu jeziora.
Lecz jest chora. I nic nie wie o tym,
że ją pochowają w tym szalu.
(Autor: Maria Jasnorzewska - Pawlikowska, "Jesień").

liść 9346

liść 9393

liść 9431x

liść 9357

Coś się znowu na bloxsie pozajączkowało, bo od godziny nie mogę dodać zdjęć.
Musiałam zrobić to przez Forum gazeta pl, ale przedtem musiałam sobie do tego forum przypomnieć hasło.
Przez forum poszło bez problemów.

Bolą mnie wszystkie mięśnie, tak po prawdzie to tylko "mięśnie" uszu mnie nie bolą;).
Ale to jest taki ból przyjemny, z którego należy się tylko cieszyć, bo to znaczy, ze wszystkie ćwiczenia wykonywanie są prawidłowo.
Byłam bardzo zapuszczona "ćwiczeniowo", ostatni raz solidnie ćwiczyłam w kwietniu.
Poza tym jest mi tu fantastycznie.
Do południa wiem co mnie czeka, a po południu cisza, spokój, ciepły pokój, ciekawe książki, ulubione owoce, słodycze i orzeszki, nikt ode mnie nic nie chce, nikt nie zawraca mi głowy.
Idę sobie tylko na godzinny spacer co by się przewietrzyć, albo do kosmetyczki na dopieszczanie (tu mi się chce, w domu nie mam na to chęci i zawsze mówię sobie -nie pomogą nawet Fale Wisły, kiedy cycki już obwisły. 
A później to już robię na co mam ochotę;).
Przy stoliku też nie było źle, jakoś mnie te wariacje nie ruszały, ale na dłuższą metę było to nudne, więc od jutra mam zmieniony stolik.
Śniadania i kolację będę jadała sama, tylko na obiady będzie ktoś przychodził.
Jutro się okaże kto.

wtorek, 08 listopada 2016

Przełamywał je na pół
wielkimi dłońmi,
zmieniając łupiny
w łódki z papierowym żaglem
i zapałkowym masztem.
Unosiły się i opadały
w umywalce czy wannie,
czasem się wywracając.
Może opowiadał przy tym historie,
jak jego ojciec robił mu podobne
stateczki ze skorupek orzechów (…).

(Autor: Maria Jastrzębska).

Sanatorium dalej się unowocześnia i przebudowuje.
Chwała i szacun dyrekcji, ze im się chce chcieć, ale mnie to już zaczyna z lekka mierzić.
Ile lat można przyjeżdżać i za każdym razem trafiać na remont.
Tym razem wyłączone z obiegu są budynek główny i główne wejście.
Minusem tego jest, ze wchodzi i wychodzi się gdzieś opłotkami, plusem i to dużym  jest to, ze jest o połowę mniej kuracjuszy.
Jest ciszej, kameralne, prawie taka atmosfera jak była tutaj, kiedy zaczęłam tu przyjeżdżać, a było to 20 lat temu.

Rejestracja i resztę formalności załatwiłam tym razem błyskawicznie.
Rozplanowanie zabiegów też tym razem nastąpiło szybko i z sensem.
Zabiegi rozpoczynam po śniadaniu (w związku z czym mogę pospać sobie do 08.oo) a kończę przed obiadem.
Mam dziennie 6 zabiegów, w między czasie jest czas na złapanie oddechu i wypicie kawy.
Wycisk dostaję solidny, bo poprosiłam o dwie gimnastyki, ogólną i indywidualną.

Na niwie towarzysko – stolikowej kompletne Waterloo;).
Dwie panie o mentalności Kryśki Pawłowicz i pan w wieku nieokreślonym szafujący ponad miarę powiedzeniami „wychwalajmy Pana”, „jak dobry Bóg pozwoli”, „Chrystus Panem wszystkiego stworzenia” itp.
Nawet nie chce mi się dalej cytować – dziadyga potrafi rzec np. – Pan zesłał deszczyk by wszystko rosło na chwałę Pana Boga.
No żesz, co ma jesienią rosnąć na chwałę, czy nie na chwałę, po prostu ręce opadają.
Na razie napuściłam dziadygę na te dwie moherówy i się cały czas żrą miedzy sobą.
Ale w takiej atmosferze źle trawię i trzeba będzie się od stolika ewakuować.
Ale poza stolikową story i solidnymi zakwasami jest mi tu baaaaaardzo dobrze.
Mam święty spokój i czytam sobie „Królową” Cherezińskiej na przemian ze „Zmianą” Moniki Jaruzelskiej.

niedziela, 06 listopada 2016

Wiem, że podróżujemy równolegle
w przeciwnym kierunku.
Że wedle wyboru spotkamy się
w punkcie niedokończonym,
nieokreślonym lub wykluczonym.

Może natkniemy się na siebie w ogóle nie patrząc,
ani nie myśląc o sobie,
jak biały papier zostawiany na brzegu,
na poły pognieciony.

Wiem, że wszystko skupia się w tym właśnie,
w łączeniu punktów mikro wszechświata,
w stwarzaniu nieskończonych paraleli i
patrzeniu co chwila poprzez trzeci pryzmat (...).

(Autor: Victor Duarte, przeł. Azahar, tytuł oryginału - hiszp. "Yo sé que viajamos").

Spałam dzisiaj prawie do 11.00 i wcale się nie wyspałam.
Winna temu jest Fusilka;)))))
Śniło mi się, choć w zasadzie nie miewam snów, tzn ich nie pamiętam, bo ponoć każdy człowiek śni, a więc śniło mi się, że jechałyśmy z Fusilką do sanatorium, właśnie się pakowałyśmy i jakoś przy tym pakowaniu nie mogłyśmy się dogadać;))).
Cały dzień chodziłam (i pakowałam się) jakbym miała splątane nogi.
W końcu się spakowałam pod dyktando córki, tzn. ona mówiła mi przez telefon co powinnam spakować, a ja dopakowywałam czego nie miałam jeszcze zapakowane.
I nie chodzi tu wcale o ubiór tylko o pozostałe duperelki typu kosmetyki, suszaki, lokówki, ładowarki, pościel, sztućce, kubki, czajnik elektryczny, żelazko itp.
Pościel, sztućce, szklanki czajnik elektryczny są na wyposażeniu pokoju, ale jakoś nie mam odwagi tego używać.
Czajnik przeważnie jest zakamieniony fuj, fuj, pościel jest nawet w porządku, ale ja mam zbyt bujną wyobraźnię, ze np. spał pod nią ktoś niemyty;).
Spakowana, zwarta i gotowa do wyjazdu donoszę, ze tym razem przedwyjazdowo nie panikuję tylko spokojnie czekam „na niespodzianki, które ma dla mnie los" jaki przepowiadała mi moja koleżanka;)))
Najlepszą niespodzianką dla mnie byłoby żeby mi w planowaniu rozpisali tak zabiegi, żebym nie musiała chodzić i poprawiać
Nie muszę też spotkać w sanatorium „Mężczyzny Mojego Życia” jak wieszczyła mi w komentarzu Emma, wystarczy, ze będzie ciekawe towarzystwo przy
stole na posiłki;))).

Trzymajcie się, bądźcie grzeczni, noście szaliki i czapki;)))

czwartek, 03 listopada 2016

Kto pogubił te pióra różowe na niebie?
Aniołowie kochania, kochania, kochania. -
Popłynęli daleko - nie do mnie i ciebie,
lecz tam, gdzie szyby płoną snem oczekiwania.

Aniołowie miłości pióra pogubili,
niosąc w oddal rozkosze, rozkosze, rozkosze,
różowe pocałunki, nieskończoność chwili
i pełne łez amfory, i róż pełne kosze.

Jedno pióro wionęło nad tym naszym domem,
gdzie w oknie brak złotego, złotego płomienia,
i zawisło nad nami różowym ogromem,
i zawisło nad nami żałością wspomnienia...

Kto pogubił te pióra różowe na niebie?
Aniołowie kochania, kochania, kochania. -
Popłynęli daleko - nie do mnie i ciebie,
lecz tam, gdzie szyby płoną snem oczekiwania. -

(Autor Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

Jesień zrobiła się zupełnie różna od tej z naszych marzeń, wyobrażeń i oczekiwań
Szkoda, bo ostatnimi laty ta pora roku była w miarę ciepła, słoneczna, zachwycająca kolorami.
Nie pamiętam, kiedy dzień 1 listopada był tak pochmurny i mokry jak w tym roku.
Zmieniło się to wszystko drastycznie, a dzisiaj to już mgła, chmury, deszcz wisi w powietrzu - staffowsko.
Wróciłam wczoraj, kiedy przekroczyłam próg mieszkania byłam szczęśliwa jak nigdy.
W zasadzie mogłabym ten wyjazd zaliczyć do udanych, mimo to, ze był to wyjazd z dziećmi a w takiej konfiguracji wyjazdy udane być nie mogą
Z reguły nie mogą, bo dziecko (w tym wypadku dwoje) + podróż, hotel, jadanie w restauracjach, odwiedzanie rodziny i znajomych, którzy bachorki rozpieszczają słodyczami i prezentami, a to ciocia pozwoli pobawić się z małymi pieskami, a to wujek przyniesie w kocyku do salonu trzydniowe prosię by dziecko zobaczyło jak wygląda mała świnka, deszczowa pogoda podczas której dzieci się nudzą = użeranie się z rozpuszczonymi nicponiami.
Ale i to jakoś dało się ogarnąć i 1 listopada na spotkaniu rodzinnym dzieci zachowywały się na tyle poprawnie, dorośli mogli spokojne porozmawiać i miło spędzić bycie razem.
I już wrzucałam sobie od wariatki i histeryczki, która niepotrzebnie panikowała przed podróżą i miał „złe przeczucia”, kiedy bratanica męża szepnęła mi na boku o ciężkiej chorobie która dotknęła jedną z osób z rodziny.
I od tego momentu nie potrafię sobie z tą wiadomością poradzić, zdołowała mnie strasznie, mimo środków uspokajających mam koszmary senne.
A od jutra muszę zacząć się ponownie pakować, bo w niedzielę chciałabym wyjechać przed ósmą.

poniedziałek, 31 października 2016

Skąd przychodzą umarli do snów ludzi?
Rozsuwają ściany czasu,
Zjawiają się prawdziwi i czuli.
Pytają się z ogromnym zdumieniem:
Nie boicie się nas?

Gdzie przebywają wówczas, gdy nikt ich nie wspomina?
Gdy twarze ich zaczynają blaknąć
I myśl nasza nie tak łatwo przywołuje
Postać ich schyloną?
Którędy wiedzie droga umarłych do snów ludzi?
Z grobów znowu wyciągają ku nam ich ręce
Rzeczywiste i żywe.
Pragną naszych objęć i uścisków,
Jakby w nich ożywali na nowo.
I poprzez oczy nasze omglone snem
Szukają gwiazdy -
Tej jednej, która była gwiazdą ich życia.

Ostygło powietrze po ich oddechu,
Odebrzmiała fala głosu,
Ciało oddaje się ziemi solą, żelazem i wapnem.
Lecz żyją dłużej pod sennymi powiekami bliskich.
Stąd sięgają znowu do spraw życia,
Do drzwi, które tylekroć mijali,
Do stołów znaczonych odciskami ich dłoni,
Do strzępów mowy, do obrazów,
Które osadzają się w pamięci ludzkiej długo,
Jak muł skalny w głębokim dnie oceanu.

(Autor: Anna Kamieńska) .


Jutrzejszy dzień zawsze budzi we mnie nostalgię i skłania do zadumy.
Myśli moje biegną do moich najbliższych, przyjaciołach, znajomych, których już nie ma wśród nas.
Przypominam sobie jak wyglądały przygotowania do Święta Zmarłych, kiedy byłam małą dziewczynką.
Małe, wiejskie cmentarze wyglądały wtedy zupełne inaczej niż teraz.
Zazwyczaj było na nich kilka grobowców, które pamiętały czasy przedwojenne, kilka betonowych nagrobków lub tylko murowanych otoczek.
Reszta, to mogiły usypane z ziemi z drewnianymi krzyżami i metalowymi tablicami.
Takie mogiły trzeba było znacznie częściej pielęgnować niż wszechobecne w tych czasach mogiły marmurowe.
Kiedyś mogiły stroiło się chryzantemami w doniczkach oraz wieńcami zrobionymi z gałązek świerkowych przybranymi kolorowymi kwiatami z bibuły usztywnionej woskiem.
Moja Mama nie lubiła tych sztucznych i według niej brzydkich kwiatów, więc nasze wieńce przybrane były tylko suchą gipsówką, suszonymi kocankami ogrodowymi, szyszkami świerkowymi, kielichami miechunki lub utrwalonymi gliceryną owocami dzikiej róży.
Nie było również wtedy takich ozdobnych lampionów i zniczy.
Ja pamiętam tylko dwa rodzaje nagrobnych lampek – coś w rodzaju jak obecne tealighty, tylko nieco większe i szklaneczki z kolorowego, grubego szkła wypełnione stearyną z zatopionym pośrodku knotem.
Te lampki przy wietrznej i deszczowej pogodzie, często gasły i trzeba je było zapalać od nowe co nie było łatwe.
Po wizycie na cmentarzu cała rodzina miejscowa i przyjezdna spotykała się u nas w domu na obiado-kolacji, przy stole do późnych godzin wieczornych toczyły się rozmowy i wspomnienia o tych, których przy stole zabrakło.
Jako dziecko bardzo ten zwyczaj lubiłam i tak mi zostało do dzisiaj.
Z czasem przy stole tych gości było coraz mniej a my mieliśmy więcej grobów do odwiedzania.
W ten sposób Dzień Wszystkich Świętych celebrowany był w moim rodzinnym domu dopóki żyła moja Mama.
Kiedy Jej zabrakło skończyły się spotkania rodzinne.
Zwyczaj ten przetrwał natomiast w rodzinie Ślubnego i teraz tam jesteśmy zapraszani.

niedziela, 30 października 2016

Jesienny czas! Cudownych blasków czas!
O, dęby, buki, klony i platany,
Ciepłych odcieni stubarwne organy,
Na których złota symfonie gra las!
O pełne słońca przepychów i kras
Melancholijnie milczące polany,
Kędy przez liści ogniste dywany
Przechodzi piękna bóg ostatni raz!
Dusza ma, zda się, o tysiące lat
W przeszłość cofnęła się na czasu zdroju,
W wiek ziemi błogi, szczęśliwy i młody,
I patrzy z żalem, jak ginie ten świat,
Jak kona z boskim uśmiechem spokoju
Olimp radości, piękna i pogody... 

(Autor: Leopold Staff, "Jesień")

Wczoraj spotkałam się z koleżanką z bloga, spotykamy się rzadko co nie przeszkadza nam miło spędzić kilka godzin na niekończących się rozmowach.
A po południu to już tylko długi spacer po dywanie szeleszczących liści.
Pojechaliśmy do parku, który przechodzi w las, spacerowaliśmy po jesiennym lesie, dzieci były bardzo dzielne, bo na końcu trasy miały obiecane spotkanie z żubrami, danielami i dzikami.
Zwierzęta się niezbyt spisały, bo nakarmione spały dość daleko od platformy, ale spacer był przedni, bo i widoki cieszące oczy i czyste, balsamiczne powietrze, od którego zakręciło mi się w głowie (tak jak po procentach;).
Dzisiaj natomiast pogoda jest pochmurna i ponura, na spacery nie ma nikt ochoty.
Odwiedziliśmy tylko przyjaciółkę córki a wieczorem idziemy do fajnej knajpki na golonkę w pepitkę.
Poza tym każdy spędza czas tak jak chce tzn. nie wiem jak inni, ale ja to śpię, dziwne, bo w domu nigdy w dzień nie śpię.
Jeszcze tylko jutro i pojutrze, w środę po śniadaniu wracamy do domu, do kotów, choć jak donosi sąsiad, koty same mają się całkiem dobrze.

Na koniec słówko od Ani Shirley: "Jakże się cieszę, że żyję na świecie, w którym istnieje październik! Jakież to byłoby okropne, gdyby natychmiast po wrześniu następował listopad!"
w tym roku nie rozpieścił nas październik kolorami, ale wczoraj był wyjątkowo piękny i barwny. 

piątek, 28 października 2016

Ze wszystkich podróży
najbardziej lubię
te długie wycieczki
w siebie
bo to i cholera wie
którędy
i stacja docelowa
nie wiadomo
gdzie lubię te podróże
bo
mogę wybierać się w nie będąc
w tramwaju
w pracy
na ulicy
lubię te podróże
bo
tyle nieznanych krajobrazów
spotykam po drodze
tyle nieodkrytych miejsc
lubię te podróże
w które wyruszam bez biletu
a wracam
z tyloma bagażami
(Autor: Jarosław Broszewicz z tomu „Zezowaty duet”)

Dojechaliśmy szczęśliwie i spokojnie.
Na autostradzie, jak to na autostradzie szybko i nudno.



Ucieszyłam się, kiedy w Koninie zjechaliśmy z autostrady, myślałam, że droga będzie ciekawsza, bo prowadząca przez wsie i miasteczka.
No i była rozrywka jak się patrzy;(((
25 km za czymś takim, 70 km/godz, o wyprzedzaniu zapomnij, bo szerokie to na pół jezdni, na długiej naczepie i jeszcze przed tym czymś jechał samochód pilot, a z przeciwka samochód za samochodem.

Po 25 km nie zdzierżyliśmy i zjechaliśmy na boczne drogi, prawie polne.
Było dużo lepiej, ale pogoda zaczęło robić się nie ciekawa.

A później zrobiło się tak.

Deszcz, wiatr, ciemno, zimno i od domu daleko.
A w hotelu wymienili mi moje ulubione łóżko na nowe.
Nie wiem jeszcze jak się na nim śpi ale już go nie lubię, niech mi oddają moje stare, wygodne, piękne, białe łóżeczko!;(.
Trzymajcie proszę, kciuki żeby chociaż ten deszcz przestał padać;).

ps. sorry za zdjęcia ale robione są w czasie jazdy przez brudną szybę samochodu.

środa, 26 października 2016

Liście spadają w ciszy jak zapisane życiorysem kartki.
Deszcz skrapia je łzami, a wiatr szumi żalem.
Ponoć to naturalny porządek rzeczy…
Nieubłagalny czas, jak ogrodnik, zwija jesienne kobierce.
Tak trudno pogodzić się z przemijaniem.
Zatrzymać nawałnice uczuć.
W naszych sercach  jak w księgach, trzymamy złote liście.
Otulamy je wspomnieniami, gdy jest nam smutno.
Czasem pokropi deszcz, zaszumi wiatr.
Tęsknimy.

(Autor: Halina Prządka).

Kiedy w niedzielę w południe zaświeciło słoneczko ucieszyła mnie myśl, ze jak tylko zjem obiad pójdę z aparatem w plener i zapoluję na kolorową jesień.
Wiadomo, ze przysłowia są mądrością narodu, a to o przedwczesnym cieszeniu się jest najbardziej trafne.
Córka podrzuciła nam Maluchy, co prawda tylko na dwie godziny, ale to były akurat te najlepsze godziny do fotografowania.
Zabrałam Maluchy na spacer, ale co to za focenie jak trzeba mieć oczy w około głowy.
Ale kilka fotek na skwerku za blokiem zrobiłam, to te powyżej.
A zdjęcia poniżej zrobiłam wczoraj przez okno, nawet go nie otwierając, bo od rana padało, a właściwie lało i to cały dzień.
Zdjęcia są złej jakości, tło jest zaszumione ponieważ warunki atmosferyczne wymagały wyższego ISO a mój teleobiektyw (fotografowałam z odległości 100m)  nie daje rady przy braku światła i dużych odległościach. 

Z nastaniem nowego tygodnia moje dobre samopoczucie poszło się paść na zieloną łąkę.
Zastanawiam co się dzieje.
Czy to pogoda mnie przygnębia i ma wpływ na mój nastrój?
Wiadomo, że pogoda może kreować ludzkie postawy, że są twardziele odporni na deszcz i wiatr, oraz osoby, które funkcjonują tak, jak im pogoda „zagra”.
Ale żeby aż tak!

W tym roku październik w Polsce jest wyjątkowo mokry.
Z jednej strony to dobrze, bo lato nas nie rozpieszczało pod względem opadów więc duża dawka wilgoci przyda się matce Ziemi.
Ale prawdą jest, że stany depresyjne łapią ludzi przeważnie w pochmurne dni, kiedy dni są krótkie i brak słońca, które dodaje nam werwy i energii.
I teraz powinnam walnąć elaborat o tym, ze jesienią powinniśmy poprawić sobie nastrój a to smakołykami a to przyjemnościami – po prostu dopieszczać się by jakoś dotrwać do optymistycznej wiosny.
Ale nie rozwinę tego tematu, bo podejrzewam, ze moje przygnębienie i rozdrażnienie (w moim przypadku jedno drugiego nie wyklucza;) jest spowodowane czekającym mnie wyjazdem.
Że to taki swoisty, spersonalizowany raisefiber.

PS. Wyjeżdżamy w piątek w południe.