Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
poniedziałek, 26 grudnia 2016

Odeszły te dni objuczone worami
Niespełnionych nadziei
Za oknem na wierzbie
Wiatr unosi nasączone łzami
Rozwieszone ciężkie myśli

Do mojej skrzynki zlatują się
Jeszcze kolorowe karteczki
Nadawcy zaznaczają tak
Coraz słabiej tlące się istnienie.

Przeżyliśmy jeszcze jedno
Święto.
Czy dałam komuś iskierkę
nadziei
W tym chaosie przekazywania
Uczuć ?
(Autor nieznany, znalezione w Internecie).

Nie będzie to nic odkrywczego, kiedy napiszę – mijają święta.
Szybko to poszło, przygotowań dwa tygodnie, świętowania – kilka mrugnięć okiem.
Wigilia minęła najszybciej, po prostu błyskawicznie.
Nie mam fartu do tego dnia, zawsze sobie zakładam, ze ten dzień będzie na luzie, wszystko wcześniej przygotowuję i zawsze mi ktoś, albo coś te moje plany rozwali.
Ale już sama kolacja wigilijna była taka, jak być powinna, słowa „wesoła i radosna” nie będą tu nadużyciem, bowiem świętowanie z dziećmi nie może być inne.
Kiedy już goście rozeszli się do swojego domu zagościła błogosławiona cisza a ja miałam czas na odpoczynek.
A dalej to już…
Dzisiaj ostatni dzień szarych  i … tu chciałoby się napisać, smutnych świąt.
Ale smutne nie są, są … nostalgiczne, melancholijne, liryczne, rzewne...
Wszyscy życzą nam „wesołych świąt”.
Bo Święta mają być wesołe...
Ale nie zawsze jest nam po drodze ze śmiechem.
Jak być wesołym, kiedy się jest zmęczonym, kiedy ostatnie wydarzenia w kraju i za granicą nie cieszą i kiedy, w Święta właśnie, spada do Morza Czarnego samolot z kilkudziesięcioma osobami na pokładzie.
Większość z nich to śpiewacy z Chóru Aleksandrowa.
I umiera George Michael, ma zaledwie 53 lata, zawsze będziemy Go pamiętać za cudny przebój "Last Christmas”.

sobota, 24 grudnia 2016

To właśnie tego wieczoru,
gdy mróz lśni, jak gwiazda
na dworze, przy stołach są
miejsca dla obcych, bo nikt
być samotny nie może.

To właśnie tego wieczoru,
gdy wiatr zimny śniegiem
dmucha, w serca złamane
i smutne po cichu
wstępuje otucha.

To właśnie tego wieczoru
zło ze wstydu umiera,
widząc, jak silna i
piękna jest Miłość,
gdy pięści rozwiera.

To właśnie tego wieczoru,
od bardzo wielu wieków,
pod dachem tkliwej kolędy
Bóg rodzi się w człowieku.

(Autor: Emilia Waśniowska)

Życzę Wszystkim, aby Świętą Bożego Narodzenia były Bliskością i Spokojem.
Żeby spełniły się marzenia, dopisywało zdrowie, życzliwość ludzi i żebyśmy zawsze mieli nadzieję w sercu...

czwartek, 22 grudnia 2016

Są ludzie koniecznie potrzebni
bez których radość staje się goryczą,
bez których słońce ocieka czerwienią śmiertelnej tęsknoty,
bez których godziny są jak ślepe ptaki
z gniazd wyrzucone w nieskończoną ciemność
wlokące skrzydła jak tragiczny ciężar.
Są ludzie po których miejsca krzyczą..

(Autor: Ks. Wacław Buryła)

Jest u mnie taki czas „pomiędzy”.
Czas, kiedy umyte są okna, starte kurze i wypastowane podłogi.
Ulepione są pierogi , na piecu pyrka bigos.
Ale jeszcze karp pływa w wannie, trzeba ugotować barszcz, uprasować biały obrus i świątecznie nakryć stół.
Właśnie w tym czasie „pomiędzy” przysiadam na chwilkę nie zważając na to, ze, np. choinka stoi krzywo niczym wieża w Pizie, a koty próbują zagrać w piłkę ukradzionymi z misy orzechami…
Przysiadam, odpoczywam a myśli moje biegną do tych, którzy nie zasiądą już z nami do wigilijnego stołu.
Do tych, którzy odeszli.
Na początku te wspominki dotyczyły tylko Rodziców, a właściwie Mamy.
Jednak ze smutkiem muszę napisać, ze z  każdym rokiem te wspominki dotyczą coraz więcej osób.
Tak, grono „nieobecnych” rośnie, a ilość osób, którym wysyłam kartki świąteczne maleje…
Więc, jak co roku Kolęda dla Nieobecnych i chwila wspomnień oraz zadumy.

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Światło jest blaskiem wtedy
gdy się wyłania z ciemności
jak tratwa ratunkowa
wśród morza obojętności

to okruch serdeczności
płynący z serca co było
już lodu bryłą

to ciepły dotyk dłoni
kogoś dawno nie spotkanego
gdy nagle przyjdzie
w długo odkładane odwiedziny

to skalna półka
na drodze taternika
którą wyczuła noga
w odpowiedniej chwili
jak poręcz nad przepaścią

światło to lampka
rozświetlająca mroki
błądzącym
we wszystkich labiryntach
rzeczywistości.
(Autor: Jadwiga Zgliszewska, "Światło").

Kilka dni temu wnuczka zawstydziła mnie pytaniem – babciu, dlaczego się nie uśmiechasz tak jak zawsze?
I na szczęście po chwili dodała – wiem, jesteś smutna, bo nie będziesz miała w tym roku choinki…
Przytaknęłam, bo co miałam dziecku powiedzieć.
Ale w domu długo się zastanawiałam, dlaczego zawsze przed świętami tracę humor.
I doszłam do wniosku, ze w cieszeniu się świętami przeszkadza mi dorosłość.
Szczególnie teraz, w ten przedświąteczny czas przeszkadza mi jak dziura w bucie.
Dusi mnie jak zmora i radość chwili zabiera jak cichy złodziej, nastrojami mymi huśta jak na huśtawce, nocą sen zdmuchuje z mych powiek, a rano z lic uśmiech ściera, że się tak górnolotnie wyrażę;).
W ten przedświąteczny czas powinno się zatęsknić za czasami bajek i niebolesnych wzruszeń byle czym.
Za malowaniem palcem na zamrożonej szybie marzeń, za nadsłuchiwaniem o czym szepcze przed snem stary dom.
Zatęsknić za podsłuchiwaniem Rodziców, kiedy rozmawiali o prezentach, co kupili, gdzie schowali…
Za zapachem dawnej choinki, bo teraz nawet choinki pachną inaczej.
Zatęsknić do radosnego wypatrywania pierwszej gwiazdki i do nerwowego wysłuchiwania dźwięku dzwoneczka, który anonsował nadejście Gwiazdora … chociaż ten brzuchaty Gwiazdor nie raz przyłożył mi rózgą w łapę;).
Uwiera mnie to, ze dziecięcy  świat baśni, ufnego patrzenia na rzeczywistość i radosnego wyczekiwania, co roku przegrywa ze zmęczoną dojrzałością, wyblakłą i wymiętą jak sprana serweta.
Bo wspomnieniami wracam tam bardzo często, wspominam, ale nie tęsknię...

Mimo walczących we mnie „dwóch światów” przygotowania do świąt posuwają się całkiem dobrze.
Staram się przygotować wszystko tak, by wigilię mieć wolną.
I mam nadzieję, ze mi się to uda.
W każdym bądź razie, mieszkanie wysprzątane jest tak, jak na test białej rękawicy;).
Komu jeszcze posprzątać w zamian za kupienie, oprawienie i przyrządzenie ryb, bo tego nie cierpię najbardziej na świecie?;).

czwartek, 15 grudnia 2016

"Już dzisiaj który to raz pędzi poczta przez las!
Cóż, nie dziwota, przed każdą Gwiazdką
pękają banie z manią pisarską:
Jacek, co pióra nie bierze w ręce,
nagle napisał listów dziewięćset.
Pisze Alojzy, Funia i Mania.
Rośnie gwiazdkowa życzeniomania.
Wczoraj w Krakowie na placu Kingi
listy wypchnęły denko od skrzynki,
bo tyle listów, któż by to zniósł –
O! znów pocztowy wóz:
jeszcze ten mostek, jeszcze ta rzeczka
i wjedzie poczta w mury miasteczka,
śnieg przed pocztą biegnie jak zając,
trąbki pocztowe gromko grają:
Listy, paczki, stamtąd i stąd!"
Wszyscy, wszystkim życzenia ślą!

(Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński „Trąbki świątecznej poczty”).



To moja "tfurczość".
 Ponieważ w połowie "tworzenia" opuściła mnie wena, karty się zdublowały, w sumie kart zrobiłam 20.
Wiem, ze widać niedoróbki, ale naprawdę trudno się coś robi, jak się nie ma odpowiednich narzędzi, nożyczki, nóż do cięcia tapety i kredki Wiktorii to trochę za mało.
Z kolei nie chciałam za dużo kupować gotowych pierdółek, bo nie wiedziałam czy coś z tego wyjdzie. 
Jak mi do wiosny nie przejdzie kartkowa dłubanina, to zainwestuję przynajmniej w gilotynę i może w jakieś stemple.
Szkoda, ze nie widać np. błyszczenia się brokatu i cekinów, bo na żywo kartki nieco zyskują na urodzie;).


„Gdy za oknem raczej szaro niż biało, jak być powinno podczas prawdziwej zimy, nastrój świąteczny należy stworzyć sobie samodzielnie w zaciszu własnego mieszkania. W miejscu, gdzie rodzinne przeżywanie Bożego Narodzenia staje się priorytetem. Takie święta nie byłyby sobą bez sztucznej
choinki w salonie. Ich charakter mógłby wówczas ucierpieć jak w przypadku braku dwunastu potraw na stole wigilijnym. Wszystko to jest potrzebne do zbudowania odpowiedniej, radosnej atmosfery”- przeczytałam onegdaj na jednym z blogów.
Co było dalej nie wiem, bo dalej nie zdzierżyłam czytać, jakoś trudno mi sobie wyobrazić, ze „sztuczna choinka w salonie” jest gwarancją udanych świąt spędzonych w radosnej atmosferze.
Nie mam salonu, choinki w tym roku nie będzie, magii świąt też dotąd nie poczułam, ale nie sądzę, by to miało zaważyć na nastroju świątecznym.
Nastrój będzie prawdopodobne taki, jak co roku – ktoś się będzie cieszył, ktoś będzie odpoczywał, ktoś będzie zmęczony i wkurzony z maską wesołości na twarzy….
Tak, w tym roku choinki u mnie nie będzie.

Chcę mieć spokojne święta, a przede wszystkim chcę spokojnie zjeść kolację wigilijną a nie pilnować, lub co chwilę przypominać żeby pilnowano, by Staś tej choinki nie zwalił sobie na głowę.
Takich świąt bez choinki było u nas bardzo mało.
Tak było trzy lata pod rząd, jak nastała u nas Vicia, która szybciej choinkę z ozdób rozbierała, niż ja zdążyłam je zawieszać.
Później Vicia do choinki „dorosła".
Poprzednie moje koty na choinkę nie zwracały uwagi, podobne jak teraz Vicia i Felek.

Kiedy wnuczka była mała choinka nie była przeszkodą, bo to dziecko rozumiało, co znaczy „można dotyka tylko lekko i jednym paluszkiem”.
Staś jest zupełnie innym dzieckiem, to empiryk, wszystko musi dotknąć, poznać, wszystkiego musi doświadczyć.
Ma w nosie „nie wolno”, musi sprawdzić dlaczego „nie wolno”.
Trzeba przyznać, ze dwa razy tak samo nie narozrabia, ale choinki jak dotąd nie przewrócił, więc na pewno by spróbował (chyba, ze przewróci choinkę u nich w domu, ale wątpię, bo będzie stała na wysokiej komodzie;).

Co poza tym?
Proza życia, tak jak u większości, możnaby o tym pisać grube tomy.
Dopadła mnie infekcja gardła (kaszlę, ale da się wytrzymać) i mega katar z którym trudno egzystować (nos mam jak ten renifer w zaprzęgu Mikołaja;(.
Święta się zbliżają wielkimi krokami, a mnie się dokończyć porządków nie chce, na wspomnienie zakupów dzwonią mi zęby, czysty obrus zaniosłam do pralni po to tylko, żeby nie musieć go odświeżająco uprasować.
Nic to, zakupy będą zrobione przez Internet a reszta na bazarku, tam też teraz tłoczno, ale przynajmniej nie wciska się w uszy ta cholerna melodia
dzingobelsów.
Pierogi i uszka zamrożone, kapusta na pól ukiszona, do świat dojdzie, buraki na barszczyk się kiszą, karty wysłane.
I tego, ze „produkcja” kartek się skończyła żałuję, bo nie mam teraz w co uciekać z prozy życia.

niedziela, 11 grudnia 2016

Życie moje wstawione w cień
więdnie bez światła dziennego.
Codziennie opada z niego
pożółkły, zwiędły dzień...
(Autor: Maria Jasnorzewska - Pawlikowska, "Dni")

Dni są ponure i szare.
Świat stał się jednokolorowy...  szaro-bury więc dobrze się składa, ze „obowiązki” związane ze świętami wiszą nade mną, bo gdybym mi te święta nie wisiały nad głową, to by mnie prawdopodobnie nawiedziła moja stara, znajoma –depresja.
A wobec powyższego nie mam dla niej czasu;).
Pokój dzienny i kuchnia sprzątnięte, gospodyni padnięta, tradycji stało się za dość.
Sypianie - każdy sprząta swoją, reszta pomieszczeń to już mały Pikus.
Jeszcze trochę czasu zabierze mi szafa-garderoba w przedpokoju.
W tym roku muszę uczciwie przyznać, ze Ślubny wyjątkowo włączał się do porządków, szło mu sprawnie, bo dotychczas „nie potrafił” i „nie znał się na
tym”.
Nie wiem co go tak zmobilizowało, może śmierć bratowej i rozpacz brata dały mu do myślenia.

Jutro trzeba będzie wszelkie przygotowania świąteczne odłożyć i zająć się wnuczkiem, bowiem córkę dopadł rotawirus.
To znaczy poczęstowała ją tym wnuczka, która przyniosła to z przedszkola.
Wiktoria po dwóch dniach wydobrzała, ale jak znam życie, dorosłego taka infekcja nieźle sponiewiera.
Męska część ich rodziny na razie zdrowa.
Małego mogłaby choroba oszczędzić, ale OMW, który wciąż wymyśla diety i się odchudza, miałby odchudzanie bez diety i za friko;).

wtorek, 06 grudnia 2016

Gąszcz złotoblady
jak zeschły wieniec dębowy,
jak stos listów pełnych miłości i zdrady,
o których już nie ma mowy. -
Obręcze gałęzi płowych
wiążą się w koszyk złoty -
Tam sarny wstają z klęczek, tu szeleszczą sowy
i wiewiórki wyskakują jak z groty.
Orzechy potrójne zwisają jak z półek,
słońce jak driada przemyka się schylone,
a fauny wabią w tę i w tę stronę,
naśladując głosy kukułek.
Na niespodzianej i okrągłej łące
stanęła sama jesień w amazonce czarnej,
w woalce bladej -
i wsparta na klaczy swej złotogniadej
oczami zranionej sarny
patrzy na liście lecące …
Zdejmuje złoty trykom, patrzy na zegarek
wstrząsa obcięte włosy, malowane henną,
i zaciska powieki fiołkowe i stare
i płacze rosą jesienną.

(Autor: Maria Jasnorzewska – Pawlikowska, „Jesień”)

Pałac von Stieglerów w Sobótce wybudowano w latach 1898-1899.
Zbudowany jest w stylu eklektycznym o formach neorenesansowych, neobarokowych i secesyjnych.
Jest to obiekt piętrowy, murowany z basztą i wieżą.
Korpus główny jest nakryty wysokim dachem czterospadowym.
Obecnie jest własnością Spółki Hodowli Roślin, obiekt niedostępny, siedziba firmy.

Pałac z pozostałych stron pokażę następnym razem, bo do szału doprowadza mnie wstawianie zdjęć przez stary edytor, do tego metodą "kombinowaną".
Muszę w tej sprawie skontaktować się z administratorem bloga, ale jakoś tak się składa, ze zawsze mam ważniejsze sprawy do zrobienia/załatwienia;).

Dzisiaj Mikołajki, Mikołaj, a i owszem przyszedł.
Przyszedł chyba z samego rana, jak spałam, bo go nie zauważyłam, a bardzo chciałam brodatego grubasa dorwać i obtańcować za zeszłoroczny prezent (za kapcie-króliczki, bo książki, które wtedy dostałam były ok.).
Przed południem przyjechały wnuczęta z córką szukać na balkonie prezentów, bo Mikołaj zawsze je tam dla nich zostawia.
Nie wiem dlaczego nie dostarcz prezentów na balkon ich mieszkania...
Wiktoria mówi, ze ich balkon jest za mały i Mikołaj nie ma jak saniami zawrócić;).
Świętowali te Mikołajki u nas do 18.00, było miło, ale jak wrócili do siebie było jeszcze milej;(.
Wnuczka sztuk jeden była jeszcze do przeżycia, owszem, jej obecność u nas na dłużej nieco męczyła, ale dało się śmiało razem egzystować i dwa tygodnie (tyle czasem u nas przebywała).
Wnuczęta sztuk dwa na dłużej niż kilka godzin raczej nie będą do przyjęcia, może jak Stasiek trochę podrośnie...
Teraz jest tak prędki, jakby działał na baterie duracell, no i jest wielkim uparciuchem;).
Inna sprawa, ze Staś zostawiony u nas sam, bez rodziców, jest zupełnie innym dzieckiem.
Na pewno nie jest tak spokojny, jak była Wiktoria, ale jest do opanowania.
Wiem, ze tym co napisałam wyżej wystawiłam sobie nie najlepszą laurkę, ale taka jest prawda, dwoje dzieci przez prawie cały dzień mnie zawsze solidnie zmęczy.
Młodzi rodzą dzieci za późno i potem dziadkowie nie mają siły cieszyć się z wnucząt (nie mówiąc już o pomocy przy wychowywaniu ich).
Z drugiej strony patrząc, wcale się młodym nie dziwię, trudno planować dzieci, kiedy żłobków państwowych nie ma prawie wcale, prywatne są drogie, z dostaniem się do przedszkola też jest cyrk, a mama nie wie, czy po powrocie z urlopy macierzyńskiego zastanie swój etat i jak długo ten etat utrzyma, kiedy pociecha w żłobku/przedszkolu zacznie chorować a mama chodzić na zwolnienia.

Jakoś nie potrafię się po ostatnich wydarzeniach pozbierać.
Nie potrafię wyrzucić z głowy kołaczącą tam myśl - dlaczego umierają tak szybko ludzie dobrzy, wartościowi, potrzebni...

sobota, 03 grudnia 2016

Polną drogą, czarnym lasem
pogwizdując sobie czasem
biegł śnieg, śnieg

Białym futrem słał się w ciszy
cichszy od najcichszej myszy
śnieg, śnieg, śnieg

Ośnieżone dachy, płoty
przyprószone śniegiem koty
białe konie, białe sanki
senne w sankach kołysanki
senne w sankach kołysanki
śnieg, śnieg, śnieg

Biały niedźwiedź spał i chrapał
lizał łapę - słodka łapa
zapachniało leśnym miodem
niedźwiedziowi kap na brodę
niedźwiedziowi kap na brodę
gdzie? w śnie

Czarnym lasem, polną drogą
pogwizdując groźnie, srogo
biegł śnieg, śnieg

(Autor tekstu piosenki „Śnieg” – Sławomir Zygmunt).



Wiem, ze obciachem jest zamieszczanie zdjęć zrobionych z kuchennego okna, kiedy na świecie zrobiło się bajkowo i można poszaleć z aparatem, ale obecnie na tyle mnie tylko stać.
Ostatnie wydarzenie rozbiło mnie na kawałki i muszę się jakoś do kupy pozbierać, bo jak na razie świąt nikt nie odwołał i muszę się do nich odpowiednio i pozytywne nastawić, bo na razie są to dla mnie, zaznaczone w kalendarzu na czerwono, niepotrzebne dni.
Magii świąt na pewno nie poczuję (myślę, ze czują to tylko dzieci), ale pozytywnie nastawić się do świąt można, praktykuję to już kilka lat z dobrym efektem, w każdym razie dzieci i wnuki są „ze świąt u mamy i u babci” bardzo zadowolone.
Nic dziwnego, ja też byłam zadowolona, kiedy święta spędzałam „u mamy”...
Kalendarz adwentowy trafił już do Wiktorii, kartki się jeszcze robią.
To wdzięczna praca, ale bez odpowiednich narzędzi i urządzeń trzeba się bardzo postarać, by kartki były schludne i w miarę dokładnie wykonane.
Mimo to, bardzo lubię to robić, wtedy istnieje tylko kartka, wszystko inne jest z boku.
A w przyszłym tygodniu trzeba brać się za ogarnięcie mieszkania.
I za zakupy, czego nie cierpię.
Całe szczęście, ze prezenty mam już kupione prawie wszystkie;).

sobota, 26 listopada 2016

życie jak korale dojrzałej jarzębiny
smutek z radością dzieliłam na przemian
chwile zwątpienia sens cierpienia
nanizałam to wszystko
nie oglądam się za siebie
ciągle idę póki starczy sił

(Autor: Maria Palińska, „Póki starczy sił”)

Dobrze, że mija ten tydzień, bo nie był on dla mnie łaskawy.
Jakoś nie mogę się w domu odnaleźć i nie mogę znowu wskoczyć w tory codzienności.
Zasłaniam się robieniem dla Wiktorii kalendarza adwentowego by tylko nie zaprząc się w obowiązki domowe.
Tak mi się ta dłubanina i sklejanie w papierze spodobało, ze zrobiłam pierwszą w życiu kartkę świąteczną.
I to mnie tak wciągnęło, że pojechałam do papiernika, kupiłam co trzeba i będę „tworzyć”, dom będzie zarastał brudem a na kanapkach i obiadach na skróty nie wiem na jak długo wystarczy Ślubnemu cierpliwości.

A już od czwartku, kiedy to dostałam wiadomość o pogrzebie w rodzinie robię wszystko aby zatopić się w klimat świątecznych kartek i jak najmniej mieć styczność z rzeczywistością i światem realnym.
Co prawda takiej wiadomości, po tym co usłyszałam od bratanicy Ślubnego 1 listopada można było się spodziewać, ale za kilka miesięcy a nie za trzy tygodnie.

W poniedziałek jest pogrzeb, jedziemy rychło rano, bo nie mam absolutnie nastroju na nocowanie w hotelu, nawet w swoim ulubionym.

Już z Buska pisałam, ze nie mogłam dodawać tam zdjęć normalnie, z zasobów, tylko musiałam kombinować przez fotoforum gazety.
Dzisiaj nawet ta opcja się zbuntowała i musiałam korzystać ze starego edytora, przedtem sobie przypominając jak się go używa.
Wybaczcie zatem, ze Was nie odwiedzam na Waszych blogach, ale samopoczucie mam takie, ze jakoś nie po drodze mi z komputerem.

niedziela, 20 listopada 2016

Człowiek wyciąga ręce
Do drugiego człowieka
Człowiek może mieć psa.

A wiatrak w polu
Posiany przez wiatr
Jak kąkole
Podobny do świątyni
Dalekiego Wschodu

Rozłożył ramiona
Od wschodu do zachodu
Skrzypiał żaluzjami skrzydeł
Romantyczny wiejski Don Kichot
Teraz stoi podziurawiony gwiazdami
Przecedza deszcz przez sito

(Autor: Jadwiga Badowska – Muszyńska).

wiatrak 3968

wiatrak 3971

wiartak 3974

wiatrak 3979

wiatrak 4272

wiatrak 3976

wiatrak 3984

Wiatrak typu koźlak.
Nieczynny, przeniesiony z innej miejscowości, służy jako ozdoba krajobrazu.
Ktoś, kto chociaż raz był wiatraku podczas jego pracy odgadnie to bez problemu, bo osadzony jest na podbudowie a nie jak prawdziwy wiatrak na czworonożnym koźle, którym za pomocą dyszla obracało się całą konstrukcję w celu ustawienia się skrzydłami w kierunku wiejącego wiatru.
Rzadko zabierał mnie ojciec na „wyprawę” do młyna, ale była to niewątpliwa frajda.
Taki wiatrak składał się z trzech kondygnacji, wiec zabawa w nim była przednia.
Oczywiście pod czujnym okiem dorosłych, bo były tam miejsca bardzo niebezpieczne.
No i po powrocie do domu konieczna była kąpiel z myciem głowy i zmianą ubrania, bo wszystko było zapylone mąką.
Ten wiatrak sfotografowałam w czasie pierwszo listopadowego wyjazdu zupełnie przypadkowo, wstąpiliśmy bowiem do zajazdu obok by napić się
herbaty, a tam w promieniach zachodzącego słońca ukazał nam się piękny widok.

Wróciłam wczoraj, przyjechała po mnie córka z wnuczką i Ślubny.
I jakoś tak nam zeszło, ze wróciliśmy dość późno.
Na pierwszy rzut oka mieszkanie było całkiem przyzwoicie wysprzątane, więc wolałam drugi raz okiem nie rzucać.
Dzisiaj więc od rana mogłam zabrać się za pranie.
A jest tego tyle, ze pralka chodzi non stop cały dzień ( z wyjątkiem czasu, kiedy pojechaliśmy na obiad, bo jakoś nie mogłam przemóc się do garów;) i jeszcze na jutro zostanie.
Na razie do codziennych swoich zajęć podchodzę jak do jeża.