Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
wtorek, 14 lutego 2017

Czas to bezwzględny złodziej
naszego życia.
Kradnie nam sekundy, 
dni i lata.

Nie uznaje kompromisu,
nie poddaje się korupcji.
Ukradzionego czasu nie zwraca,
a ciągle żąda
więcej i więcej.

Nie chce negocjacji,
kradnie każdemu bez wyjątku.
Nikomu nie podaruje
i nie odda skradzionych
sekund, dni i lat.
(Autor nieznany, znalezione w Internecie).



Przeczołgało i przygięło mnie do ziemi tym razem „lumbago” solidnie.
Na szczęście teraz już jestem naprawiona.
A w między czasie pochłonęła mnie całkowicie codzienność.
Kilka dni była u nas Wiktoria.
Staś od początku stycznia chodzi do żłobka, i pod koniec miesiąca dopadła go infekcja żłobkowa, a Mała przyjechała do nas, by Staś mógł spokojnie wychorować się w domu.
To były bardzo miłe dni, buszowałyśmy po lesie w Powsinie i po powsińskich polach, lepiłyśmy bałwana.
W domu było czytanie bajek, lepienie kartek (z pomocą wnuczki;) i zaprojektowałyśmy wzór zaproszeń na urodziny Wiktorii i Stasia.
Urodziny dopiero na początku kwietnia (1 i 2), ale muszę je pociąć i pokleić.
A kiedy już Wiktoria wróciła do domu nawiedził mnie Gość, a właściwie Gościówa
Znamy się jeszcze z DTS, Ona co prawda bloga już nie pisze, ale dalej nam się miło rozmawia.
W lutym rozwiązał się worek z gośćmi, bo po Kasi odwiedziła mnie następna koleżanka, z którą umawiałyśmy się chyba już od dwóch lat.
Gotowałyśmy, piekłyśmy ciasta, gadałyśmy jak nakręcone, a wieczorami zwiedzałyśmy warszawskie przybytki kultury (byłyśmy w teatrze „Kwadrat” i „6 piętro”).
Kiedy gość odjechał, przyszły mrozy, które znowu zakotwiczyły mnie w domu.
Siedzę sobie, jak u Pana Boga za piecem, choć wiem, ze powinnam się z chałupy ruszyć chociażby po to, by się przewietrzyć.
Bo jak pisze w ostatniej „Urodzie życia” Stanisława Celińska - "Trzeba wychodzić z domu, żeby poczuć przestrzeń, żeby kosmos miał dostęp do nas".
Bardzo mi się to co przeczytałam spodobało, bo wiem, że dla kondycji psychicznej i fizycznej, takie "wyjście z domu" jest bardzo ważne.
Może to być najzwyklejszy, nawet krótki, spacer.
A jeżeli uda się nam wyrwać do parku, albo do lasu, to wtedy'' kosmos" ma do nas dostęp doskonały;).
Tylko ten mróz niech już sobie pójdzie precz!.

Errata.
Na życzenie córki mam zamieścić sprostowanie, ze ponoć w krzyżu nie łupnęło mi od uczestniczenia w świętowaniu Dnia Babci i Dziadka w przedszkolu u Wiktorii, tylko od  odtańczenia ognistego twista na tejże uroczystości.
Fakt, tańczyłam, zresztą inne babcie i dziadkowie też tańczyli, bo kto by nie tańczył, kiedy grają tę energetyczną muzykę z przed lat.
Ale nie sadzę, by taniec komuś zaszkodził;))).

poniedziałek, 30 stycznia 2017

zazdroszcząc  przebiśniegom
śmiało rwą się na świat
wychylając ochoczo z ziemi
żywo zielone kiełki

zrażone chłodem stulone
jakby drzemią, oczekując nieśmiało
na czułe pocałunki słońca
na delikatną pieszczotę wiatru
na orzeźwiające połyskujące jak diamenty krople rosy

wdzięczne..
nagle rozkwitają...
rozchylając w pełni swe urocze
subtelnie zabarwione płatki
różowe białe fioletowe

czarując..
wyrafinowanym kształtem
i intensywnym aromatem
(Autor nieznany, znalezione w Internecie)

A mówiłam i tłumaczyłam, że niewyraźne się czuję i nie pojadę na Dzień Babci i Dziadka do przedszkola, że zostanę w domu i pojedzie tylko Dziadek.
Ale córka przekonywała - Wiktorii będzie przykro, mówi wierszyk dla Babci, przecież przyjedziesz samochodem, w przedszkolu jest ciepło, usiądziesz sobie spokojnie, nie powinno ci to zaszkodzić.
A jednak zaszkodziło.
W piątek jako tako, z większego bałaganu ogarnęłam mieszkanie, na obiad zrobiłam zapiekany ryż z jabłkami, bo na nic innego nie miałam już siły.
Ale jeszcze stałam prosto i na własnych nogach.
W sobotę rano Zonk!
Nie potrafię zwlec się z łóżka, do ogólnego rozbicia dał mi się we znaki kręgosłup lędźwiowy.
Smarowanie, nagrzewanie, leżenie w łóżku i jest git .. dopóki się nie ruszam.
Kiedy wstaję, czy to z krzesła, czy z łóżka to strasznie jojkam;)
Bo przy poruszaniu boli jak ... no boli i już!
I chodzę przygięta do ziemi jak "Scigany" (w latach sześćdziesiątych był taki amerykański serial, w którym główny bohater, właśnie ten ścigany przemykał chyłkiem, zupełnie jak ja teraz;).

Za oknem jest tak pięknie, to znaczy słonecznie i chciałoby się do lasu, albo przynajmniej do Łazienek.
Albo wyklejać karteczki, bo pomysły mnie bombardują.
Ogólnie czuję się dobrze, a tu trzeba leżeć i się nie ruszać,  więc rośnie we mnie wkur... i obiecuję sobie, że jak tylko naprawi mi się kręgosłup to ukręcę córce łeb.
Że Ona tak po prawdzie jest niczemu winna?
I co z tego?
Ktoś musi być winny.
Na razie, idę w poziom, bo znowu boli.

środa, 25 stycznia 2017

Spytał mnie raz przy kawie pewien człek ciekawy,
co znaczy, kiedy drogę czarny kot przebiega;
bo on w takim przypadku ma pewne obawy,
podobnie – jego babka, ciotka i kolega.

Ja na to odpowiedzieć potrafię i mogę;
ta wiadomość zapewne i innych ucieszy:
Otóż, kiedy kot czarny przebiega wam drogę,
to z pewnością oznacza, że gdzieś mu się spieszy.
(Autor: Franciszek Jan Klimek).


Zdążyłam zrobić tylko kilka zdjęć, jak Felek poderwał swoją tłusta dupencje i sprintem wskoczył za kanapę.

Nie odzywam się, bo nie dzieje się nic godnego zanotowania.
Święto Geriatrii minęło, wnuczęta się postarały by było tak, jak powinno być w tym dniu, czyli miło, ciepło, wesoło.
Jak patrzę na najstarszego wnuka, już studenta, to nie mogę się nadziwić, że ten czas tak szybko upłynął – przecież nie tak dawno chodził do przedszkola i
zapraszał mnie na swoje występy z okazji Dnia Babci.

Poza tym, kondycja mi siadła i ta fizyczna i ta psychiczna.
Nie żeby to był jakiś wielki dół, to nie jest nawet dołek, ale jest mi tak jakoś śmakoś.
Oczekując lepszego samopoczucia (a przede wszystkim słoneczka, bez którego nie potrafię funkcjonować;) zagłębiam się w klejenie kartek i zapominam o świecie.
No bo co tu robić, za okno nie ma co zerkać, bo ta ponurość i resztki śniegu jeszcze bardziej człowieka dobijają.
Wieczorami czytam „Kota w pralce” Jerzego Iwaszkiewicza i momentami rechoczę niemożebnie, aż Vicia i Felek patrzą na mnie dziwnym wzrokiem.
W kolejce czekają „Piegi na katar” tegoż samego autora.
No to do lepszego...

czwartek, 19 stycznia 2017

Kotu potrzeba niewiele:
Pogłaskać go tylko w niedzielę,
w poniedziałek, wtorek i w środę
leciutko podrapać go w brodę,
w czwartek, w piątek i w sobotę
pobawić się trochę z kotem
i w niedzielę – znów niewiele.

A jeśli ci się uda
pokochać go troszeczkę
i tym co mu smakuje
napełnisz mu miseczkę
i mocno postanowisz
nie oddać go nikomu
i zgodzisz się by czasem
porządził trochę w domu,
to zauważysz potem
(to zresztą przyjdzie z wiekiem),
że będąc bliżej z kotem,
jesteś bardziej człowiekiem.

(Autor: Franciszek Jan Klimek).

Sfotografowałam wczoraj Vicię, kiedy kicia szykowała się do spania.
Musiała być bardzo senna, bo na widok obiektywu nie czmychnęła tylko dalej czyniła swoje ablucje, ale co o mnie myślała doskonale wiedziałam, zdradził to jej wzrok, którym posyłała mnie do diabła.
Zdjęć Felka nie ma, bo na widok aparatu zakopał się w skrzyni kanapy i tyle go widziałam.
Postaram się go "ustrzelić" podczas posiłku, bo w innej sytuacji się nie da.

Jest karnawał, w tym roku wyjątkowo długi.
Jedni bawią się, jest szampan, efektowne kreacje, wykwintne potrawy, radosne okrzyki.
Inni siedzą w ciepłym domu, bo to ich azyl, nie przeszkadza im krótki dzień i ziąb za oknem.
Krótki dzień zimowy szybko mijaja, a wtedy … ciepłe punktowe światło, miękka kanapa, książka i boski napój na rozgrzewkę.
Jak się domyślacie, mam na myśli herbatę, którą zimą można przygotować na wiele sposobów, z goździkami, odrobiną przyprawy do piernika, imbirem, anyżem, cynamonem – jak kto woli.
Słodzimy miodem, dodajemy plastry pomarańczy lub cytryn.
Czyż taki wieczór nie ma szans wygrać z zimowym dniem?
I tak piecuchujac sobie w domu minie mi styczeń i luty, a w marcu jeż trzeba będzie się przebudzić i wyjść z gawry bo będzie już czuć wiosnę.
Że brzmi nudnie i nieciekawie, monotonnie, sennie?
A czy nie po to jest właśnie zima, czy nie dlatego przyroda zasypia, odpoczywa.
Młodzi mogą te prawa ignorować i mogą być aktywni przez 12 miesięcy na rok, ale mnie prawa przyrody pasują.

PS. Żeby tak całkiem nie skapcanieć wykleiłam już dwie kartki świąteczne.
Lubię taką dłubaninę, chociaż bez fachowego zaplecza jest to prawdziwa dłubanina.
Ale w „tej zabawie” właśnie chodzi o to, by ręce były zajęte, głowa nie musiała myśleć, ale uwagę i skupienie trzeba zachować;)

piątek, 13 stycznia 2017

I czemuż Ten, co śnieg stworzył i gwiazdy lepi z niego,
architekt snów i diamentów, w warsztatach swoich niebieskich
nie zrobi z mojego życia gwiazdy zamiast śniegu,
zdobiąc ją równie misternie w ostrza, gałązki i kreski?

Stałabym w środku tak cicho, jak gdyby mnie już nie było,
patrząc, jak się wkoło mnie dowcipna prześliczność zgęszcza,
a w każdym kancie tej gwiazdy me serce by głośno biło -
i drżałoby każde ostrze ściągając pioruny szczęścia,
aż On by sam się zadziwił żyjącej gwieździe szczęścia...

Autor: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, "Gwiazda śnieżna".

Jest piątek, trzynastego, fajnie, bardzo lubię taką datę.
Za oknami prawdziwa zima, kilka stopni poniżej zera i pada śnieg..
Jest pięknie, bajkowo, spokojnie, nieco sennie…
Ogólnie rozleniwiona jestem do kwadratu, bo raz – to, mrozy zatrzymały mnie w domu, a dwa, - to, cały ten tydzień byłam sama w domu, a więc cisza, spokój i nic nie muszę…;).

Dużo czytam, polecam przeczytać Wam książkę „Listy. Najlepiej w życiu ma Twój kot”.
Są to listy Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza, które pisali do siebie w chwilach rozłąki.
Byli nietypową parą, spędzili z sobą ponad dwadzieścia lat, ale nigdy razem nie zamieszkali.
Kiedy myślimy „Szymborska”, to przede wszystkim oczami wyobraźni widzimy Wielką Poetkę, Noblistkę.
Od zawsze bardzo mnie ciekawiło, jacy byli prywatnie ci wszyscy Wielcy Ludzie, jakim człowiekiem  była Szymborska tak na co dzień.
Te jej listy dają mi odpowiedz na moje pytanie, odbrązowiają, zdejmują z cokołu (broń Boże, nie strącają!) tę Wielką Poetkę.
Bo Wisława Szymborska Wielką Poetką była, jest i będzie.
Ale była też zwyczajnym człowiekiem, niezwykle wrażliwym, łagodnym, spokojnym i dobrym.

Teraz czytam „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena.
Dziwna to ksiązka, ale podoba mi się (na razie;).

Do wiosny jeszcze sporo czasu i choć zima „na dzisiaj” mnie zachwyca, to już bardzo chce mi się kolorów.
Niby nic prostszego jak postawić sobie na oknie jakiś wiosenny kwiatek.
Ale poczekam z tym do święta geriatrii, niech się wnuczęta wykażą.
14 lutego będzie święto patrona opętanych, epileptyków, a przy okazji i zakochanych.
Wtedy to już muszę sama sobie jakieś kwiatki zafundować.
No i w marcu Dzień Kobiet, mam nadzieją, ze jeszcze do kobiety jestem podobna i jakiś badyl dostanę;).

Obcowanie z kolorami zapewnią mi też kolorowe papiery, z których robi się kartki świąteczne, takie w delikatnych kolorach wiosny – seledynowa zieleń,
jak pierwsze listki na drzewach, żółć kaczeńców, wszystkie kolory tulipanów, hiacyntów, niebieski kolor niezapominajek.
Jest się czym inspirować;).
Że jeszcze do świąt daleko?
Nie szkodzi, czas szybko płynie, a mnie jeszcze przed świętami czeka wyjazd do sanatorium.
W sklepach stacjonarnych jeszcze nic ciekawego nie widziałam, ale w Internecie powinnam coś znaleźć.
I ok., najważniejsze, to mieć plan;))). 

wtorek, 10 stycznia 2017

Czy wam nie przyszło nigdy do głowy,
że śnieg powinien być kolorowy?
Albo zielony, albo czerwony,
liliowy albo beż (...).
(Autor: Ludwik Jerzy Kern, "Śnieg")


Śnieg jest dalej biały, ale w parku w Wilanowie kwitną kolorowe kwiaty i mieszkają kolorowe motyle;).
Cdn., zdjęć jest sporo, ale dodawanie ich metodą z przed kilku lat doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Nową metodę tak unowocześnili, ze u mnie nie przechodzi, starą metodę zostawili w spokoju więc działa.

Ziarna dla ptaków zakupiłam wczoraj, co prawda, nie osobiście, ale są, bo karmienie ptaszorów kaszą i płatkami owsianymi oraz sucha karmą dla kotów daje po kieszeni gdyż skrzydlatych zlatuje się mnóstwo.
Spektakularnej poprawy pogody nie ma, ale mróz wyraźnie odpuszcza, dzisiaj jest już to wartość jednocyfrowa -7 stopni.

Wczoraj wracając (samochodem) z przychodni (byłam po zastrzyk, którego termin przegapiłam o równy miesiąc;(…
No więc, wracając sobie, oglądałam fantastyczny zachód słońca.
Niby w mieście trudno to uchwycić, bo nie widać horyzontu, ale wczoraj się to udało.
Ogromną, czerwono-pomarańczową kulę, przysłaniały delikatne firanki obłoków a ona wolno opadała, chowając się za dachy domów.
Obiecałam sobie, ze dzisiaj koniecznie pojadę do Powsina by ten spektakl sfotografować.
Niestety, dzisiaj już prawie od rana na niebie rządzą chmury.

Dalej siedzę w domu, ale już jutro, bez względu na pogodę muszę się przewietrzyć.
W mieszkaniu jest ciepło, grzeją solidnie, ale w związku z tym nawilżacze i oczyszczacze powietrza chodzą dzień i noc na programie dziennym, czyli na maxa.
Wilgotność jest na razie w normie, ale trudno się zasypia z mruczącym urządzeniem (tryb nocny jest bardzo cichy, ale mniej wydajny).

Odkryłam na osiedlu nowy Fitness Club, jest tylko dla kobiet, czyli ok., muszę sprawę obadać i wziąć się za siebie, a nie dopiero na pięć minut przed wyjazdem do sanatorium.
Ale nie bardzo mi się chce.
Straszne to jest, jak nade mną nie wisi żaden bat, to z własnej chęci nic, zero, nul, ni hu, hu – nic.

piątek, 06 stycznia 2017

Po co są dni?
To w dniach żyjemy.
Przychodzą, budzą nas
Raz za razem.
Są, aby być w nich szczęśliwym:
Bo gdzie żyć możemy, jeśli nie w dniach?
Ach, szukanie odpowiedzi na to pytanie
Sprowadza księdza i lekarza;
Biegną przez pola
W długich płaszczach.

(Autor: Philip Larkin).





Ptaszory po śniadaniu "wygrzewają" się w popołudniowym słońcu;).

Zima ocknęła się z letargu, zła jakaś, kąsa mrozem.
Za to śniegu tyle co kot napłakał.
Znam prawdziwe zimy, kiedy mróz sięgał dwadzieścia i więcej stopni i trzymał długo, biel tężała, a las robił się szarosiny i wyglądał jak wykuty z żelaza.
Zamarznięta woda na zalanych łąkach stanowiła wspaniałe lodowisko.
Wspaniałe, bo było ogromne i było bezpieczne, bo woda zamarzała „do dna”.
Jeździło się wtedy na łyżwach w bytach, gdzie w obcasie zamocowana był specjalna blaszka z otworem.
Trochę później były łyżwy na tzw. żabki, czyli uchwyty na obcas i śródstopie buta.
I w przypadku łyżew „do obcasa” jak i w przypadku łyżew na żabki trzeba było dodatkowo spinać łyżwy z butami specjalnymi paskami by od buta nie odpadły.
Inna sprawa, ze nie wszyscy te łyżwy mieli.
Ale dzieciom się wtedy chciało ruszać głową, bo nie miały wszystkiego "na zawołanie" i na to znajdowała się rada.
Do popularnych wówczas na wsi drewniaków (buty o podeszwie drewnianej), które były bardzo ciepłe ale bardzo niewygodne, bo podeszwa się nie zginała – przybijano wzdłuż gruby drut i na tym drucie się ślizgano.
Więc  to, co teraz jest mnie nie dziwi, ale jakoś mi przeszkadza, bo nie lubię zimna.
Wyraźnie przeszkadza i „moim” ptaszorom, bo od wczoraj zleciały się na pobliski skwer gromadnie.
A ja nie zaopatrzyłam się jeszcze w ziarno dla nich.
Dzisiaj dostały reszki z ubiegłego roku, a jutro jak się na bazarku nie kupi, to ptaszyska przejdą na suchą kocią karmę i kaszę, przynajmniej do poniedziałku.
W poniedziałek trzeba koniecznie ziarna nabyć, i wtedy mróz zelżeje (zawsze się tak dzieje, po zakupie nowej partii karny;).
Wtedy i ja opuszczę cztery ściany, bo dopóki na dworze jest więcej niż -5, ja się z chałupy nie ruszam.

poniedziałek, 02 stycznia 2017

Każdy Twój wyrok przyjmę twardy,
Przed mocą Twoją się ukorzę.
Ale chroń mnie Panie od pogardy,
Przed nienawiścią strzeż mnie Boże.
Wszak Tyś jest Niezmierzone Dobro
którego nie wyrażą słowa
Więc mnie od nienawiści obroń
i od pogardy mnie zachowaj.
Co postanowisz niech się ziści.
Niechaj się wola Twoja stanie
ale zbaw mnie, od nienawiści,
Ocal mnie od pogardy, Panie.

(Autor: Natan Tenenbaum, „Modlitwa o wschodzie słońca”).

Byliśmy kilka dni temu z Wiktorią w Wilanowie na "światełkach".
Taka już świecka tradycja, ze co roku jedziemy oglądać, dla dzieci to jakaś atrakcja.
I co roku jest coraz ubożej i siermiężnie.
Albo komuś się nie chce, albo gmina Wilanów ubożeje.

Z muzyką, balonikami, serpentynami, konfetti i petardami odszedł Stary Rok.
Oseska 2017 witano równie głośno, wystrzałowo i hucznie …
Nowy Rok  wierzy, ze będzie lepszy, mądrzejszy, szczęśliwszy i bogatszy niż ten umykający.
My wierzymy razem z nim …
Co roku wierzymy, składamy nowe obietnice, przyrzeczenia, wyrzeczenia, robimy nowe plany.
Ale przed tym jeszcze jest czas na podsumowania, remanenty, analizy i syntezy, bilanse.
Czas rozliczeń.
Rozliczeń i podsumowań nie będzie, nie ma co przywoływać złych wspomnień.
Postanowień noworocznych też nie robię, ale sytuacja w kraju i za granicą skłoniła mnie do wystosowania do Nowego Roku prośby, by chronił nas przed złymi wydarzeniami.
A tak przy okazji, to proszę Cię Nowy Roku, nie stawiaj na mej drodze ludzi zawziętych i mitomanów, fanatyków i obłudników, kłamców i chamów.
Na ludzi którzy nie widzą nic poza czubek własnego nosa i tych, którym się wydaje, ze są Napoleonami XXI wieku i współczesnymi Chrystusami i, że ich racja jest jedyną racją pozwól mi patrzeć obojętnie, bez nerwów i bez emocji, jak na ludzi, którzy "nie wiedzą, co czynią".
O to cię proszę Nowy Roku, myślę, ze pod moją prośbą podpisze się jeszcze parę osób.

niedziela, 01 stycznia 2017

Oczom
więcej blasków bursztynowych,
by mroki duszy ciepłem ogrzewały;
więcej łez dobrych i spojrzeń tęczowych,
by chmurne myśli światłem rozjaśniały...

Ustom
więcej złotych wykrzykników,
by świt umiały witać w zachwyceniu;
więcej odwagi, pewności ogników,
by rzeczy zwały prosto po imieniu...

Dłoniom
więcej wrzosowej ufności
gestów najprostszych, uścisków najszczerszych,
by znaki serca witały z radością,
jak się na niebie wita gwiazdę pierwszą...

Sercu
więcej słonecznej nadziei,
więcej muzyki dzwonków kryształowych,
by mogło znaleźć w sobie i podzielić
iskrę miłości na tysiące nowych....

(Autor: Renata Strug).

Szampan wypity do ostatniej kropli.
Życzenia złożone.
Świece się wypaliły.
Za oknem ucichły petardy i fajerwerki.
Książka przeczytana (no, prawie;), telewizor milczał, bo odebrałam mu głos.
Koty rozdrażnione wystrzałami wygłaskałam, teraz szykują się do snu.
Łóżko mnie woła, więc pójdę za ich przykładem;)
Z mojej strony, tak jak każe tradycja, wszelkie czary i zaklęcia związane z żegnaniem starego i witaniem Nowego Roku w 100% dopełnione.
Teraz Ty NOWY ROKU 2017 masz przed sobą 365 dni i masz okazję się wykazać.
Bądź dla Nas Wszystkich dobry, spokojny i szczęśliwy.
Przynieś nam zdrowie, prawdziwą sprawiedliwość, prawo i poczucie bezpieczeństwa.

A jak nas zawiedziesz, to za rok strasznie obsmaruję Cię na blogu, a na Twoje pożegnanie wypiję szklankę mleka a nie szampańskie bąbelki.

sobota, 31 grudnia 2016

Dopóki nam Ziemia kręci się, dopóki jest tak czy siak
Panie, ofiaruj każdemu z nas, czego mu w życiu brak:
mędrca obdaruj głową, tchórzowi dać konia chciej,
sypnij grosza szczęściarzom... I mnie w opiece swej miej.

Dopóki Ziemia obraca się, o Panie nasz, na Twój znak
tym, którzy pragną władzy, niech władza ta pójdzie w smak,
daj szczodrobliwym odetchnąć, raz niech zapłacą mniej,
daj Kainowi skruchę... I mnie w opiece swej miej. 

Ja wiem, że Ty wszystko możesz, ja wierzę w Twą moc i gest,
jak wierzy zabity żołnierz, że w siódmym niebie jest,
jak zmysł każdy chłonie z wiarą, Twój ledwie słyszalny głos,
jak wszyscy wierzymy w Ciebie, nie wiedząc, co niesie los.

Panie zielonooki, mój Boże jedyny, spraw
- dopóki nam Ziemia toczy się, zdumiona obrotem spraw,
dopóki czasu i prochu wciąż jeszcze wystarcza jej
- daj każdemu po trochu... I mnie w opiece swej miej.

(Bułat Okudżawa, „Modlitwa”)

O rany, jak mnie te święta rozleniwiły.
Nic mi się nie chce…
Leniuchowało się całe święta, ale to jest dopuszczalne, a nawet wskazane.
Leniuchowało się po świętach, to wina pełnej lodówki i ogarniętego mieszkania.
Ale przychodzi czas by się ogarnąć i w Nowy Rok nie wejść taką rozmemłaną i leniwą.

Zegar tyk, tyk …
Czas myk, myk …
Stuk, puk … i jest.
Ostatni dzień tego roku.
Staram się nastroić sylwestrowo, co prawda, bez świecidełek, balowej sukni i brokatu …
Ale marnie mi to idzie, bo zamiast wspominać jakiś wystrzałowy bal, przyszło mi do głowy powitanie 2000 roku i refleksja, że było to tak niedawno….
Więc nastrajam się, bo jest przecież po temu okazja, bo mam ochotę w ten Nowy Rok wejść z dobrym samopoczuciem, spokojem i nadzieją.

A stary rok?
Niech mija, nie będę go żałować, bo nie był dla mnie łaskawy i przyniósł mi wiele złych przeżyć i cierpienia.
Z ostatnią kartka kalendarza zrywam  więc wszystkie złe nastroje, zapominam o wszystkich nieudanych dniach, przekreślam niewarte w pamięci chwile i wchodzę w Nowy Rok jak w nowej sukni wchodzi się na najwspanialszy bal.
Wy, też bawcie się dobrze, gdziekolwiek będziecie witać ten Nowy Rok.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 82