Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
wtorek, 25 kwietnia 2017

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.

(Autor: Kazimierz Wierzyński)

Starość objawiła mi się niechęcią do mediów.
Media co prawda bojkotowałam od ostatnich wyborów, ale robiłam to wybiórczo.
Teraz ignoruję je całościowo z dużym naciskiem na Internet.
Jak to się jednak z czasem człowiek zmienia, kiedyś do Internetu byłam "przyspawana", teraz z obowiązku sprawdzam pocztę, zaglądam na forum fotograficzne i "robótkowe", zobaczę co słychać na znajomych blogach i już mnie laptop "parzy" w ręce i mam go dość.
Ten aspekt starości ma swoje dobre strony, od razu mam bardzo dużo wolnego czasu;).
Pogoda nie sprzyja spacerom, więc czytam i robię to, co ostatnimi czasy bardzo lubię - bawię się papierem, stempelkami i copicami.

W drugim tygodniu maja jesteśmy zaproszeni na uroczystość komunijną, wycinam więc, kleję i maluję kartki dla "komunistki".
Czeka mnie znowu podróż, czas nawet jest po temu sposobny, bo o tej porze roku w gołuchowskim parku jest uroczo, dobrze by było, żeby jeszcze
ktoś naprawił pogodę;).

Wracając do niechęci do Internetu - dużą rolę odegrał w tym Blox.
W Busku wszelkie anomalia z łączami przypisywałam lokalnemu, żółwiowemu Internetowi.
W domu co prawda łączność jest szybka, ale często zrywana (tylko z Bloxem), a czasem po prostu nie mogę dostać się na swój blog (ponoć takiego baloga nie ma;(.
Nie chcę zmieniać portalu, tu piszę przeszło dziesięć lat, tu się przyzwyczaiłam, w końcu  tu piszą moje znajome duszki, które lubię bo od lat wspólnie "orzemy" na tym ugorze;).
Szczerze Wam powiem, ze  tę blogosferę sprzed lat wspominam bardzo ciepło.
Kiedyś, w przeważającej większości, spotykali się tu zwyczajni ludzie, którzy byli ciekawi jak wygląda życie innych zwyczajnych ludzi.
Po prostu pisało się tu o życiu, o swoich przygodach, wydarzeniach, niepowodzeniach, przeżyciach, opowiadało się tu swoje historie.
Teraz mam wrażenie, że nie opowiada się tu o sobie, teraz kształtuje się swój wizerunek.
Obecnie są kulinaria, szafiarstwo, różnego rodzaju stylizacje, teksty sponsorowane, obawa, oby tylko nie spadły „słupki ilości wejść”( naprawdę, są osoby, które ciężko nad tym pracują).
To nie są blogi o życiu, to są blogi o byciu.

A mnie ciekawi życie - szczere, prawdziwe i zwyczajne i nikt tego starszej pani nie zabroni.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Idziemy w tym marszu wciąż naprzód i naprzód,
a tutaj stokrotka pod płotem.
Ostrożnie kochani, nie włazić butami!
Uwaga! Nie deptać stokrotek!

Nie deptać stokrotek pod płotem,
bo chociaż stokrotka maleńka,
to w każdej jest nuta piosenki
i w każdej poezji kropelka.

I człowiek się czuje bogatszy
przez taki maleńki kwiatuszek.
Dlatego rzucamy dziś hasło:
Nie deptać stokrotek i wzruszeń!(…)

(Autor: Wanda Chotomski, „Nie deptać stokrotek”)

Uff, święta minęły, czas na święty spokój.
Tym bardziej, ze do następnych świąt jest sporo czasu.
Nie znaczy to, ze coś mam przeciwko świętom, ale …
Tym razem nic do dojadania przez kilka dni nie zostało, skończyły się święta, skończyły się potrawy świąteczne.
 Z wyjątkiem bigosu, którego sporo zostało, ale już go zawekowałam, przyda się na weekend majowy.
Tylko rzeżucha wyrosła dopiero drugiego dnia świąt, więc nie spełniła się jako dekoracja, za to teraz podjadam ją do kanapek, do pizzy domowej, do sałatek, bardzo lubię, smakiem przypomina mi rukolę.

Wczoraj wreszcie postanowiłam się za siebie wziąć.
Czas był najwyższy, bo zaczynałam się bać, kiedy rano spoglądałam w lustro.
Mądrość ludowa głosi, ze „nie pomoże puder, róż, kiedy baba stara już”.
Co jest prawdą, ale nie do końca.
Złote ręce pani Irenki potrafią szarą rzeczywistość trochę odczarować.
Chciałam tylko odświeżyć makijaż permanentny, pani Irenka zarządziła jeszcze przedtem coś tam coś tam, a potem jeszcze tamto i owamto, plus odświeżenie makijażu i z kozetki zlazłam po przeszło pięciu godzinach.
Kozetka niby wygodna, ale jak zlazłam z niej zgięta, w takiej pozycji już zostałam.
Boli jak diabli, duża ulga jest tylko jak leżę na brzuchu wsparta na łokciach.
No więc sobie tak leżę, trochę czytam, trochę oglądam telewizję (DOMO+, HGTV).
Kiedy podłożę sobie pod klatkę piersiową poduszkę to mogę nawet trochę pobuszować w Internecie i nawet przez moment poklikać.
Najgorsze jest to, że za zaistniały stan rzeczy mogą mieć pretensję tylko do samej siebie.
A jak tu samej sobie ciosać kołki na głowie i robić wymówki???;).

sobota, 15 kwietnia 2017

Dzieci na Wielkanoc są inne niż zazwyczaj,
W dzieciach na Wielkanoc jest moc tajemnicza,
Dzieci na Wielkanoc
Wstają bardzo rano
I pytają: - Dlaczego dzwony tak głośno krzyczą?

Dzieci na Wielkanoc mają czerwone usta,
Czerwonymi ustami plotą różne głupstwa:
Czy strażak śpi na wieży,
Czy słońce to jest księżyc
I dlaczego hiacynty zaglądają w lustra.

Ty dzieciom na Wielkanoc odpuść wszystkie winy:
Że rozlały atrament, że zbiły słoiki -
Gdy tak smacznie śpią nocą,
Nie dziw, że we dnie psocą,
Że wciąż w ruchu są, jak małe listeczki brzeziny.

Ty także byłeś mały. To historia dawna,
Powiadasz. Ja rozumiem - dzisiaj nosisz krawat,
Parasol i notesik,
Ale gdyś jest wśród dzieci,
Czy nie jesteś znów dzieckiem, powiedz, czy nieprawda?

Widzisz, ten świat jest wciąż niedoskonały:
Jednym ciągle zbyt groźny, innym wciąż zbyt mały -
Ale wiedz: ciemne drogi,
Troski, trudy i trwogi -
Że dzieci, zawsze dzieci w nim opromieniały.

I jeszcze jedno cierpkie słówko jegomości
Podrzucę na odchodnym, z sympatii, z miłości:
Że gdy dzieciom, mój panie,
Zechcesz kropnąć kazanie,
Zaczynaj od kazania do własnych słabości.

(Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński - "Dzieci na Wielkanoc").

Kochani!
Życzę Wam, aby Święta Wielkanocne były czasem spokoju, odpoczynku i wiosennego optymizmu. Dniami spędzonymi wśród tych, których kochacie i z którymi chcecie przebywać, a jeżeli pogoda pozwoli, niech to będą dni spotkań z budzącą się do życia przyrodą.


piątek, 14 kwietnia 2017

... jednak mnie dopadła.
Chociaż na chłodno układałam plan i niby według niego działałam, to dzisiaj rano myśl - "za dwa dni święta" przyprawiła mnie o lekką panikę.
Postanowiłam więc, ze ulubioną przez nas roladę z cielęciny oraz roladę z boczku upiekę dzisiaj.
Pasztet przyniesie córka, bo jej teściowa obdarowała ją całkiem sporą porcją.
Jeszcze wstawię wywar na żurek i zupę pomidorową na jutro, doprawię bigos i zajmę się sobą, bo włosy wołają o uładzenie ich a i paznokciom muszę poświęcić trochę czasu.
Chciałam pomalować pisanki, ale wnuczka prosiła żeby z tym poczekać do jutra, bo ona mi pomoże.
STRASZNIE się z tego cieszę;(, bo Wiktoria ma swoje wizje, które potrafi bronić do upadłego i nie wiem, czy na pisance nie namaluje np. straży pożarnej w akcji albo diabła Boruty (ostatnio dziadek czytał jej bajkę o Borucie i Boruta na ten czas stał się jej idolem;).

Życzenia świąteczne złożę Wam jutro, przynajmniej będę miała okazję by oderwać się od kieratu;).

czwartek, 13 kwietnia 2017

Kwiecień w tym roku jest taki jak w przysłowiu. 
Przeplata nam trochę zimy trochę lata - nudy nie ma
Dobrze, że śnieg nie pada;).
Przyroda  maluje świat cudnymi kolorami, kocham tą porę roku za kolory i za zapachy, za pierwsze cieplejsze promienie słonka po szaroburej zimie.
Niby wiosna w pełni, i wypoczywałam całe dwa tygodnie, wiec powinno przybyć mi energii, powinno chcieć mi się żyć, a tu wciąż czuję się jak na przednówku, jakaś rozmemłana, sama nie wiem czego chcę.
Nie mogę napisać, ze nic mi się nie chce.
Nawet chętne zabieram się do pracy, lecz jest to tak zwany słomiany ogień, po chwili już mi się zajęcie nudzi, męczy mnie, biorę się za coś innego, ale historia się powtarza…
Mimo tego rozmemłania przygotowania do świąt idą zgodnie z planem i jak coś niespodziewanego nie wyskoczy, to do świąt się, o dziwo, z wszystkim wyrobię.
Najbardziej pracowita będzie sobota, bo lubię, jak wszystko jest świeże.
Ale od rana w sobotę będę miała wsparcie córki, będziemy gotowały, piekły i smażyły tak długo, dopóki wszystkiego nie zrobimy.
Ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, ze późnym popołudniem się wyrobimy.

W Busku w sanatorium wszystko mi się podoba, już nawet przywykłam do utrapień jakie niesie dzień przyjazdu, ale do żółwiego Internetu przywyknąć nie mogę.
Więc obiecana druga część zdjęć z kartkami świątecznymi dopiero dzisiaj.



Przed Wielkanocą jeszcze tu zajrzę by uściskać Was świątecznie:).

środa, 05 kwietnia 2017

Pobyt szybkimi krokami zbliża się ku końcowi, a mi się, jak nigdy dotąd, nie chce stąd wyjeżdżać.
Pogoda wbrew prognozom dopisuje, więc popołudniami delektuję się zapachem fiołków w parku Marconiego.
Zaklepałam już sobie terminy turnusów sanatoryjnych na przyszły rok (w marcu i listopadzie).

Zadzwoniłam do domu, by zlecić Ślubnemu umycie okien.
Powiedziałam, ze w razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości nie dzwonić do mnie tylko obejrzeć 9 odcinek Ucha prezesa.
A wtedy Ślubny się zapytał czy ja się dobrze czuję i czy te zabiegi nie są dla mnie za męczące.
Jak myślicie, dlaczego on się taki troskliwy nagle zrobił, jeżdżę do Buska już 18 lat i nigdy mnie dotąd o samopoczucie nie zapytał…:)))

Karki świąteczne już wysłane, lada dzień trafią do adresatów, więc mogę już Wam je pokazać.
Na razie część z nich, bo nie za bardzo mogę ogarnąć ten żółwi Internet.

Do kartek trójwymiarowych zrobiłam pudełka.

Druga część kartek jak Internet trochę odżyje;).

niedziela, 02 kwietnia 2017

Witajże nam kwiatuszku !
Jeszcze zimne są ranki
szkoda liliowych płatków ,
szkoda pięknej sasanki ......!

- Ależ ja mam futerko !
I słonko jasno świeci,
- o i wcale się nie boję,
że mnie zerwą dzieci.

(Autor: Danuta Gellnerowa)





Przyroda ma jednak niesamowitą siłę i moc.
Tydzień temu spod ściółki nie było widać fiołków a wczoraj już nimi w parku pachnie.
A za dwa, trzy dni będzie nimi pachniało całe Busko.
Cudnie jest usiąść sobie na ławeczce, nic nie musieć, wiedzieć, ze jeść podają, wokoło pięknie pachnie i żeby jeszcze nie szwendało się tylu kuracjuszy, to byłoby jak w niebie.

Dzisiaj o czwartej rano obudził mnie śpiew.
Bynajmniej nie słowików.
Dwóch „zmęczonych” przeszło przez ogrodzenie do sanatoryjnego parku na który wychodzi mój balkon, usiadło sobie na ławeczce i darło gęby.
Spać się nie dało, zapaliłam więc lampkę i sobie czytałam.
Ale któryś kuracjusz nie wytrzymał, powiadomił pielęgniarkę dyżurną i zadzwonili po policję.
Przyjechało dwóch funkcjonariuszy, "śpiewaków" też było dwóch.
I zaczęła się zabawa w co mi zrobisz, jak mnie złapiesz.
Długo się władza uganiała za pijaczkami, aż wreszcie policjanci poszli po rozum do głowy i zaczęli w dwóch łapać jednego.
Wreszcie się im udało.
I wtedy dopiero podniósł się krzyk – „oprawcy, dwóch na jednego”, „ratunku, policja bije prawdziwego Polaka”.
Na szczęście szybko sobie z delikwentem poradzili i go zabrali.
Drugi im uciekł.
Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie przerwało mi to snu.
Jak się uspokoiło było około szóstej, zasnąć już nie mogłam, a za rychło było aby wstać.
Ale spoko, odespałam po śniadaniu.

Wczoraj Staś skończył dwa lata, a dzisiaj Wiktoria pięć lat.
To niewiarygodne, bo przecież wnuczęta urodziły ino co się urodziły.
Przynajmniej ja mam takie wrażenie.
Czasie, zwolnij trochę, przynajmniej teraz, kiedy na świecie jest tak cudnie, niech ta wiosna trwa dłużej, niż mgnienie oka.


środa, 29 marca 2017

Krokusy wyskakują z ziemi
jak wiolinowe nuty,
a panny się chylą nad niemi 
i z nut układają bukiet.

(Autor: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

Fotografowałam wczoraj jedyne kwiatki jakie tu spotkałam – krokusy.
A nad nimi unosiły się czarnożóte kuleczki z przezroczystymi skrzydełkami brzęcząc przy tym cudnym barytonem, najpiękniejszym odgłosem wiosennego przebudzenia.
Zabawnie wpychały swoje futrzaste ciałka w krokusowe kwiatki i biesiadowały w najlepsze.
Trzmiela stołówka została otwarta;)

Piękna pogoda była dotychczas w Busku, iście spacerowa, ciepło było, słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały.
Była, bo dzisiaj od rana wieje jakby się diabeł na stodole powiesił, niebo zasnuło się chmurami, będzie padać.
Niech pada, deszcz jest tutaj potrzebny, może wtedy prędzej wiosna buchnie zielenią.
Bo wiosna tutaj jest mocno spóźniona, miałam nadzieję na kwitnące fiołki, których tutaj zawsze w kwietniu jest zatrzęsienie, ale mam obawy czy zdążą rozkwitnąć zanim wyjadę, bo ledwo co dopiero pokazały się spod ściółki.

Towarzystwo przy stoliku nie jest zbyt gadatliwe, więc jest ok.
Zabiegi, oprócz gimnastyki indywidualnej nie są męczące, wysypiam się, dużo czytam, coraz lepiej się czuję, jednym słowem - jest mi tu
bardzo dobrze.

Dobrą wiadomość przekazała mi dzisiaj rano córka.
Wzięła dalszy ciąg urlopu macierzyńskiego, a w zawiązku z tym nie zostanę sama z przygotowaniem świąt.
Idzie ku lepszemu;).

niedziela, 26 marca 2017

Jak ptak jesteś – o piórach z purpury i złota!
Nakrapianyś – jak skóra cudownego węża!
Jak płomień – którym wiatr bezgłośnie miota!
Jak płomień – co w pośpiechu ostygłby i stężał!

Chrzęścisz cicho jedwabiem pod zakrzepłym żarem,
siarkę mieszasz z krwi pąsem w chlasty, bryzgi, smugi,
aż powalony wreszcie własnym, szkarłatnym ciężarem,
masz w sobie coś z Mefista i chorej papugi...

(Autor: Beata Obertyńska z tomu „Otawa”, 1945).

Jestem już w Busku Zdroju.
Pierwszy raz od lat, nie mogłam się doczekać wyjazdu do sanatorium.
To znaczy, nie koniecznie do sanatorium, po prostu na wskutek splotu różnych przypadków, oraz zbiegów okoliczności bardzo chciałam wziąć walizkę, trzasnąć drzwiami i opuścić lokal zwany mieszkaniem.
Dziś rano wzięłam walizki, drzwiami jednak nie trzasnęłam (a powinnam) syn odwiózł mnie do Buska, jestem w swoim pokoju (tym co zawsze), czekam aż pielęgniarka przyniesie mi rozpisany plan zabiegów by się wykąpać i pójść spać.

Na początku marca lekarz endokrynolog (nie mój, który prowadzi mnie od lat, tylko będący na zastępstwie) zafundował mi rollercoaster najwyższych lotów.
Otóż zmienił mi dotychczasowe leki na „lepsze”.
Nie wiem dlaczego tak zrobił, z dotychczasowego leczenia byłam zadowolona, poszłam tylko po receptę, bo jak wiadomo, przy schorzeniach tarczycy leki bierze się do końca życia.
Swoimi „lepszymi” lekami rozregulował mi hormony tarczycy, ze całymi dniami byłam tak  senna, ze ledwo powłóczyłam nogami
A jak trochę budziłam się do życia to byłam zła jak osa.
Moja kochana rodzinka jest przyzwyczajona, ze mama ma prawo źle się czuć, a nawet zachorować, ale to może trwać 2-4 dni.
Później mama wstaje włącza piąty bieg i działa.
A tu mija jeden tydzień, drugi tydzień, a mama albo siedzi przy biurku i gapi się w okno, albo warczy i każe spływać.
Więc zadają pytania a co jedno pytanie, to głupsze od drugiego.
Kiedy się zorientowałam co się ze mną dzieje, wróciłam do starych leków.
I z dnia na dzień jest lepiej, ale i tak bardzo chciałam zmienić otoczenie, bo w domu wśród tych głupio- mądrych rad bym chyba oszalała.

Teraz tylko cisza, spokój, spacery i za dwa tygodnie powinna być nówka sztuka trochę tylko śmigana;).
Wdech, wydech, wdech…od razu mniej mnie dusi i w czaszce mniej ściska.

czwartek, 16 marca 2017

W cieplarni uwięzione
pod szkłem, kwiaty zapominają, jaką słońce
jasnością płonie
i czym są powiewy rzeźwe, nad łąką tchnące.

(Autor: Konstandinos Kawafis, „Zapomnienie”)

Za chwilę minie pierwszy kwartał 2017 roku.
W sferze osobistej był dobry, w sferze ogólnospołecznej każdy widzi jaki jest.

Odszedł pan Wojciech Młynarski, mistrz tekstu i lapidarnego słowa.
Odchodzą spośród nas ludzie, którzy byli nam drogowskazami, ludzie stabilni, szlachetni i nieustraszeni – ludzie dęby.
Dęby – drzewa też znikają.

Wiosna idzie, przyroda budzi się do życia, źdźbła traw się zielenią, koty się marcują, ptaki drą się jak oszalałe.
Mnie natomiast wcale nie jest tak radośnie.
Poskarżyłam się lekarce na wizycie, że sił brak i wcale wiosny nie czuję, to mnie objechała, ze ją też dopadło przesilenie wiosenne i mam nie wydziwiać
tylko więcej przebywać na świeżym powietrzu.
No to spaceruję, ale nawet do tego muszę się zmuszać...

Jako, ze wiosna tuż, tuż, zmieniłam opony w samochodzie.
Żeby tak łatwo dało się zmienić zimową gnuśność na wiosenną radość życia.

Syn przysłał mi mailem prognozę pogody w Busku na ostatni tydzień miesiąca.
Ma być bardzo słoneczna.
Dobrze by było, gdyby prognoza się spełniła, ale tak po prawdzie ładną pogodą bardziej zainteresowany jest syn (tym razem to on mnie do
sanatorium odwozi) niż ja – będzie słonecznie, to będę spacerować, będzie deszczowo, to będę czytać książki.

Chyba dosyć już tego mojego pitu pitu, sorry, ale nic ciekawszego mnie obecnie nie stać;(.

ps. następny tydzień będzie bardzo trudny, grafik napięty do granic możliwości, jak go przeżyję, to odpoczynek po nim w Busku będzie zasłużony;).

Jak ktoś wie w jaki sposób obniżyć tytuł bloga niech da znać, z góry serdeczne bógzapłać.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 84