Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
niedziela, 31 grudnia 2017

Zbrudziliśmy staroroczne dni
Trzeba oddać je do pralni by
Zmyć zdarzenia które nigdy już nie wrócą
Trzeba obrus na stół biały słać
Rzucić kartę która nie chce brać
Którą czas dni trzystu kilku zgniótł i wymiął
Nowy Rok się przecież zbliża
Nowe niesie kalendarze
Przywitajmy go przed furtką
Resztę czas pokaże

Nowy Rok się przecież zbliża
Tuszem oczy nam rozmaże
Ale wyjdą wszyscy razem
Resztę czas pokaże
Mroźnym styczniem oszołomi nas
Majem popchnie w akacjowy czas
Żółty liść jesieni wepnie w klapę
Starych ludzi wytnie portret z ram
Potem gdzieś wysiądzie w polu sam
Jak pasażer który jeździł rok na gapę

Ktoś się pewnie będzie głośno śmiał
To znów w kącie ktoś zapłacze sam
I marzenia poszybują aż do nieba
W tych marzeniach będzie jedna myśl
Którą trzeba się podzielić dziś
Żeby wreszcie w Polsce było tak jak trzeba

(Autor: Andrzej Sikorowski).

Noc sylwestrową powinniśmy spędzać wesoło, hucznie i głośno
Tak każe tradycja.
Naszym dobrym humorem, wesołością i „szczęśliwością” mamy zasugerować i poniekąd „zmusić” nadchodzący Nowy Rok, by był dla nas taki właśnie – wesoły, szczęśliwy, obfity, by dawał nam warunki moralne i materialne przez cały czas swego trwania.
Naiwne to i mocno naciągane jest, by oczekiwać, że skoro powitało się Nowy Rok wesoło radośnie i na bogato, to On odwdzięczy nam się tym samym przez następne 365 dni.
Ale tradycja – rzecz święta i ma swoją moc.

Skoro tak, więc i ja spędzę tę noc „szczęśliwie po mojemu”, z nadzieją, ze taki będzie dla mnie cały nadchodzący Nowy Rok.

Wam Kochani Moi życzę, byście mieli możliwość pożegnania roku 2017 i przywitania Nowego 2018 Roku według swojego gustu i wyobrażenia.
Niech to będzie sylwestrowa noc skrojona na Waszą miarę.
Przeżyjmy ją (lub prześpijmy;) tak, jak każdy lubi.
A petycje do noworodka 2018 roku, co do tego jaki ma być dla Nas i czym ma Nas obdarzyć będziemy wnosić jutro;).

środa, 27 grudnia 2017

Odeszły te dni objuczone worami
Niespełnionych nadziei
Za oknem na wierzbie
Wiatr unosi nasączone łzami
Rozwieszone ciężkie myśli

Do mojej skrzynki zlatują się
Jeszcze kolorowe karteczki
Nadawcy zaznaczają tak
Coraz słabiej tlące się istnienie.
Przeżyliśmy jeszcze jedno
Święto.
Czy dałam komuś iskierkę
nadziei
W tym chaosie przekazywania
Uczuć ?
(Autor nieznany, znalezione w Internecie).
 

Ponieważ od większości prac przedświątecznych byłam odsunięta, oby się nie nudzić, zrobiłam sobie stroik.
Na listopadowym kiermaszu kupiłam dwie choinki z płyty MDF z myślą, by się tym z Wiktorią pobawić.
Tak wyszło, ze na zabawę z wnuczką nie miałam cierpliwości, ale naszła mnie ochota, by samemu coś z tym zrobić.
Na drzewka nakleiłam trochę gazy i pomazałam to białym gesso.
Na to nakleiłam zaembosingowane na złoto i srebrno gwiazdki i napis.
Szopka i jelonek są wycięte z kartonu wykrojnikiem i kilka sztuk sklejonych razem, by było to bardziej stabilne.
Dużo brokatu, którego w świetle dziennym nie widać, ale wieczorem, przy zapalonych światłach wszystko się ładnie błyszczy.

Święta, jak to święta – od miesiąca siedziały z tyłu głowy i spokoju nie dawały brzęcząc ja uprzykrzona mucha – o prezentach, o sprzątaniu, o zakupach, o gotowaniu, o choince …
A jak już wreszcie nadeszły, to minęły, ani się obejrzałam.
Mimo, że nadal nie jestem w formie i moje życie toczy się na kanapie i na fotelu, to było miło, ciepło, spokojnie.
Choć nie odczuwałam tej sławetnej magii świąt, bo z tego wyrosłam, kiedy dorosły moje dzieci, to Święta były bardzo udane..
Od kiedy do wigilijnego stołu siadają najbliższe osoby, nie muszę się bać, ze będę musiała łagodzić spory jakie wybuchały, jeszcze nie tak dawno temu, na tematy polityczne czy religijne.
Poza tym w tym roku córka czyniła honory gospodyni, ja siedziałam z wnukami i czekaliśmy aż w końcu skończy się kolacja i dobierzemy się do prezentów.
Wnuczęta dorosły do wieku, kiedy jest z nimi bardzo wesoło i nie są już uciążliwe przez wiecznie uważanie na nie, czy coś nie broją.
Chociaż Staś ma jeszcze pomysły, które potrafią podnieść dorosłym ciśnienie.
W Wigilię, kiedy oglądaliśmy swoje prezenty w pewnym momencie Staś zniknął.
Z mieszkania nie wyszedł, w mieszkaniu nie ma zakamarków a dziecka nie ma.
Rodzice szukali go nerwowo, choć do zdenerwowania podstaw nie było.
I szukaliby jeszcze dłużej gdyby nie głosik, który odezwał się zza choinki – mamo, pomóż bo nie mogę wyjść.
Kiedy tam wszedł i jak?
Tylko Vicia może swobodnie wejść za choinkę, Felek musi się za choinkę wciskać;))).
A pierwszy i drugi dzień Świąt byliśmy już ze Ślubnym sami, ten czas minął nam na jedzeniu, czytaniu i spaniu.
No a teraz dwa miesiące spokoju, a na początku marca znowu zacznie mi brzęczeć z tyłu głowy o sprzątaniu, o zakupach, o gotowaniu, o choince…
Wróć, choinkę zastąpi koszyczek ze święconką;).

niedziela, 24 grudnia 2017

"Ktoś miłowany tu przyjdzie, dobre obejmą nas ręce
i będą nasze uśmiechy srebrnym błękitem, dziecięce...
(...) Gwiazdy melodią zaszumią, struny się dźwiękiem rozpędzą.
Będziemy sami dźwiękami i tą błękitną kolędą."
(Autor: Jan Pietrzycki).



 Niech te Święta przyniosą Wam dużo spokoju i szczęścia,
chwili odpoczynku i zadumy, by zrozumieć, co w życiu jest najważniejsze.
Pomyślności dla Was i Waszych rodzin.
Niech Wasz dom wypełni radość i dobra energia.
Spokojnych i zdrowych Świąt Bożego Narodzenia, Kochani.

piątek, 22 grudnia 2017

W ten czas przedświątecznej gorączki, znoszenia do domu tony zakupów, biegania ze ściereczką i odkurzaczem z obłędem w oczach, sterczenia
godzinami przy płycie kuchennej, robienia góry zapasów na trzydniową ucztę w gronie najbliższych zostaw też trochę czasu tylko dla siebie.
Tego nie zastąpią ci  nawet najdroższe i najmilsze upominki, złożone pod świątecznym drzewkiem.
Chociaż  na chwilę wyjdź z tego tradycyjnego  kołowrotka zakupów, sprzątania, gotowania, pieczeni i pisania spóźnionych życzeń, zabierając tylko
siebie, swoje myśli i swoje najgłębsze pragnienia.
Idź w swoje ulubione miejsce, gdzie nikt Ci nie przeszkodzi.
Tam pozwól dojść do głosu Twojemu wewnętrznemu ja, usłyszysz wtedy swoje myśli i wszystko stanie się prostsze.
Wspomnij swoich najbliższych nieobecnych, uśmiechnij się do Nich tkliwie i serdecznie.
Przecież Oni wolą widzieć Cię szczęśliwą i uśmiechniętą niż zmęczoną i złą na cały świat.
Posłuchaj "Kolędy dla nieobecnych".
Tę kolędę wklejam co roku dla moich nieobecnych Rodziców, krewnych i znajomych.
W tym roku jest też dla pewnego Pana, poznałam Go osobiście, był bardzo dobrym i sympatycznym człowiekiem. 

U lekarza byłam wczoraj, dostałam blokadę.
Dzisiaj rano było całkiem znośnie, bolało tak, ze na pewno nie wyszłabym po zakupy, ale mogłam śmiało krzątać się po mieszkaniu.
Więc się krzątałam.
Ślubny z Wiktorią pojechali na cmentarz dla zwierząt zaświecić światełko naszym nieobecnym zwierzaczkom.
A ja zostałam sama, czułam się nie najgorzej, więc hulaj dusza, piekła nie ma.
Ugotowałam bigos i kapustę z grzybami.
Ugotowałam zupę grzybową i ją zawekowałam.
Do zrobienia jest ubranie choinki i zabranie się za barszcz.
Barszcz zrobię jutro jak będzie córka (dziś kategorycznie zabroniłam jej przyjeżdżać, wszak ma też swój do i swoją Rodzinę).

Jak odpocznę, to ubierzemy choinkę, bo Wiktoria co chwilę mi o tym przypomina;).

ps. chyba trochę przesadziłam z tym krzątaniem, bo boli mnie bardziej, niż rano;(.

wtorek, 19 grudnia 2017

Idę w tłumie przed - świątecznym
popychany przez
natrętne reklamy

strzępy rozmów życzeń
uśmiechy szczere i jedynie
kurtuazyjne
dźwięki dzwonków muzyki
pop i ludowych kolęd
wszystko
wymieszane ze sobą dokładnie
zmiksowane
w sam raz na świąteczną
papkę jako
jedno więcej danie wigilijne

Idę w tłumie a obok
nie oglądając się na nic i na nikogo
idą święta

(Autor: Ryszard Mierzejewski)



Grudzień, to miesiąc szczególny, miesiąc, który mnie urzeka.
Bo piękny to  i magiczny czas, i Święta też wyjątkowe.
Powinien być czasem spokoju i pokoju, czasem pojednania i wybaczania.
Wybaczania najbliższym, znajomym, światu, a przy okazji i sobie tego, co było złe na naszej drodze.
No i grudzień  to czas by uwolnić nasze marzenia, bo jeżeli mają się spełnić to kiedy, jak nie w ten czas, kiedy dzieją się cuda…
Z racji, ze choroba wyłączyła mnie z aktywnego codziennego życia mam czas, by zastanowić się nad powyższymi sprawami i by je sobie przemyśleć.
Przemyślenia te wydały marne owoce.
Czas mnie nie urzeka ani trochę, to jednak można wytłumaczyć, ze jak się czymś urzekać kiedy ból kąsa niemiłosiernie.
Magii Świąt też nie czuję, choć Rodzina bardzo się stara, by przynajmniej otoczka była taka jak co roku.
Wybaczanie to szlachetny i piękny gest, ale bardzo złożony i trudny.
Są sprawy, których nie da się zapomnieć więc jak tu mówić o wybaczaniu.
Marzenia?
Marzeń już nie mam od dawna.
Mam pragnienia i oczekiwania, ale są one w moim zasięgu i to, czy po nie sięgnę zależy tylko ode mnie.
Wyjątek stanowi zdrowie.
Szlachetne zdrowie, o które kiedyś nie dbałam zamęczając się, chcą sprostać oczekiwaniom wszystkich.
Teraz dbam, i jeżeli miałaby sobie czegoś życzyć, to właśnie tego, by mnie tak często nie zawodziło.
Ale tego życzę sobie przez cały rok, a nie tylko w ten przedświąteczny, magiczny czas.

Córka zabrała głos i bezdyskusyjnie wysłała mnie do Kliniki leczącej urazy u sportowców.
Byłam wczoraj, wydaje mi się, ze lekarz sensownie podszedł do sprawy.
Od wczoraj jestem na lekach, przy poruszaniu się ból na razie nie zelżał, natomiast siedzieć mogę spokojnie, nie boli mnie i jest mi wygodnie.
Zobaczymy jak będzie wyglądać noc.

W czwartek po południu zrobią mi blokadę nadtwardówkową, a więc na Święta będę zabezpieczona.
Po świętach rozpatrzy się sprawę, czy rehabilitacja, czy też przygotowanie do operacji., którą zrobiliby mi też w tej klinice.
Za pełną odpłatnością, ale jestem już tak zmęczona bólem, ze wybieram komfort psychiczny i dobre zaplecze medyczne i socjalne a nie pieniądze.
Wszystko okaże się po Świętach, może uniknę operacji, przynajmniej na jakiś czas...

niedziela, 17 grudnia 2017

Ile mnie trudu kosztuje
Dać Ci przeminąć dniu,
Odchodzisz pełen mnie
Nie znając mnie
Powracasz
Ile mnie trudu kosztuje
Zostawić na Twojej piersi
Uchwytną rzeczywistość
Twych nieuchwytnych minut (...).

(Autor: Federico Garcia Lorca- „Pieśń o dniu, który przemija”).


Niedawno pisałam, ze do świąt został miesiąc, a tu już za tydzień będzie Wigilia.
A właściwie już po Wigilii.

Grudzień to dziwny miesiąc, każdy w nim na coś czeka,  czas przyspiesza, Stary Rok pakując tobołki wraca myślą do początku, kiedy witany był strzelającymi korkami szampana, myśli o wiośnie wypełnionej po brzegi fiołkami, konwaliami i bzami, i o letniej wędrówce od Bałtyku po Tatry, jego myśli biegną do jesieni z przepastnymi kuframi kolorów, zapachów i smaków.

Jeszcze tylko zanucę kolędę – marzy Stary Rok, sypnę magią na wieczerzających w Wigilię, wsłucham się w dzwoneczki kolędników … i odejdę przepełniony ciekawością  – jak też mnie będą ludzie  wspominać?

W piątek wieczorem rwa kulszowa kąsała mnie jak wściekły zwierz.
Zadzwoniłam do mojej lekarki, która prowadzi mnie już od dwudziestu lat i spytałam co mam z tym zrobić.
Kazała przyjechać do siebie, akurat blisko mojego domu przyjmowała, miała mnie przyjąć jako ostatniego pacjenta, czyli po 20.00.
Pominę milczeniem jak wyglądało moje dojść do samochodu i wejście do Przychodni.
Nastraszała mnie, ze takiego stanu nie wyleczy się obarczaniem ucisków na nerwy.
Trzeba zlikwidować stan zapalny.

We wtorek wieczorem jestem umówiona z lekarzem, który zajmuje się takimi stanami i prawdopodobnie „załapię” się na zastrzyk nadtwardówkowy.
A na razie nie mogę sobie znaleźć miejsca a najgorsze są noce.
Dzisiaj przenoszę się ze spaniem na inne posłanie, bo moja sofa, dotąd bardzo wygodna, jest teraz dla mnie za twarda i odgniata mi lewy bok na którym śpię (nie ma mowy by położyć się na wznak lub na prawy bok).

PS.
Choinka kupiona, wszystkie okna pomyte, pierogi i uszka kupione w Zapiecku.
Jutro córka ze ślubnym ogarniają zakupy spożywcze, w tym ryby.
Myśli o gotowaniu, smażeniu i pieczeniu na razie wypieram z głowy.
Może po tym zastrzyku będę mogła to zrobić osobiście, a jak nie to … pomyślę o tym jutro…

A tu kartka z pudełkiem.

I druga kartka, taka sama, tylko w kolorze niebieskim.

I kartka z pudełkiem.


piątek, 15 grudnia 2017

Przysłowie mówi – Grudzień, to miesiąc zawiły, czasem srogi, czasem miły.
Dla mnie zazwyczaj nie jest to miły miesiąc, w tym roku też nie jest inaczej.
Pogięło mnie.
W przenośni i dosłownie.
W przenośni, kiedy w ub. tygodniu, mając bardzo mało czasu zabrałam się za zrobienie skomplikowanej kartki na pięćdziesięcio lecie.
A dosłownie, po dwóch dniach ślęczenia nad tą kartką odezwała się moja znajoma z przed dwóch miesięcy – rwa kulszowa.
Tak po prawdzie to nie ta sama „znajoma” ale dużo gorsza, bardziej agresywna.
Wtedy jako tako mogłam przejść ok. 50 m., teraz z wielkim bólem przechodzę 5 m.
Wtedy mogłam krzątać się po mieszkaniu, teraz mogę co najwyżej doczłapać do toalety, ew. do kuchni coś zjeść.
No i nie mogę liczyć na pomoc Pana Maćka, bo ma paskudną infekcję, co najwyżej na pomoc jego koleżanki, która niby robi wszystko tak samo, ale jednak inaczej to wychodzi facetowi o wzroście 190 cm, a inaczej babce mniejszej ode mnie.
Co nie znaczy, ze na Panią Olę narzekam – dziewczyna naprawdę się stara, ale …

Święta się zbliżają w zawrotnym tempie, a ja jestem uziemiona.
Całe szczęście, ze córka mogła wziąć w pracy dwa tygodnie urlopu i może się wszystkim jako tako zająć.
Ja pracuję tylko palcem, i z całą stanowczością stwierdzam, ze nie jest to łatwa praca, nie ciężka, ale trudna i wkurzająca.
Często łapię się na tym, ze wolałabym sama daną pracę wykonać, niż dawać niekończące się instrukcje co, jak, po co i dlaczego.

Córka dzisiaj zrobiła zakupy drobiazgów prezentowych w Sephorze i środków czystościowych w Rossmanie.
Ślubny umył okna w pokoju gościnnym.
Okno co prawda jest bardzo duże, bo balkonowe, ale wychodzi na zabudowany balkon, więc  krzywda mu się nie działa, na pewno nie zmarzł;).
No i praca nie skomplikowana a pytania mimo to padały.
Na razie cierpliwie odpowiadam, ale cierpliwość jest takim towarem, który się wyczerpuje a trudno go nabyć, więc czym bliżej Świąt, tym może być u nas
ciekawiej;))).

Kartki świąteczne już poleciały do adresatów, mogę więc je Wam po kolei pokazać.
Dzisiaj prosta kartka z choinką + pudełko do kartki, takie lubię, ale przy robieniu kart brałam również pod uwagę to, co się podoba adresatom..



poniedziałek, 11 grudnia 2017

W jesień idę z tobą
jesiennie, złociście, zamaszyście
stąpamy codziennie
po opadających powoli liściach,
tkam z nich miękki dywan
do naszego domu.

Ty niesiesz drwa do kominka,
musimy jeszcze zdążyć
rozpalić ogień, zanim nadejdą
nieuchronne chłody.

Za oknem siwieją drzewa,
złocą się nasze głowy.

(Autor: Ryszard Mierzejewski)


Chciało by się wrócić do tej złotej a przede wszystkim ciepłej jesieni, pójść na spacer, wystawić twarz do łagodnych, jesiennych promieni słonecznych. 
Posiedzieć w ciszy i spokoju na ławeczce w Ogrodzie Botanicznym.
Tym bardziej, ze za oknem przez wczorajszy wieczór i całą noc panowała biała zima, a jak wstałam (o 10,00;) to okazało się, ze świeci słonce i na skwerku znowu jest zielono;).
Zwariować można, bo i barometr skacze jak na trampolinie a mnie się to daje we znaki.Poza tym dość dobrze poszła mi wszelkie manufaktura kartkowo - świąteczna i ogarnianie przy okazji wizyt wnuków.
Możnaby powiedzieć – tak ładnie żarło … i zdechło;(.
Bo już wczoraj wieczorem zaczął pobolewać mnie kręgosłup (cały dzień siedziałamnad kartką na 50 –lecie, którą obiecałam zrobić już dawno, ale ...).
A dzisiaj od rana ból jest taki, jaki był we wrześniu i październiku, na całe szczęście bez promieniowania do nogi.
Wystraszyło mnie to, nie powiem, ale mam nadzieję, ze nie będzie powtórki z rozrywki.
Leżę więc na brzuchu, tak jak kazał lekarz w sanatorium, ale zaczyna mnie już nosić i z "doskoku" siadam do komputera, choć nie powinnam;).
Na dodatek dwóch lekarzy w zeszłym tygodniu się pochorowało, więc wizyty mam przełożone na ten tydzień.
Szlak by to trafił, tym bardziej, ze wizyta, która w ubiegłym tygodniu się odbyła bardzo mnie wystraszyła  a przy okazji i wkurzyła, bo wyniki nie były najlepsze, a lekarz dotąd bardzo solidny i kompetentny tym razem wyraźnie poleciał sobie w kulki.

Prezenty mam okupione, ale zakupy świąteczne, sprzątanie i inne duperelki ze świętami związane jeszcze przede mną.
Brak mi pomyślunku jak ubrać w tym roku choinkę i jak nakryć świąteczny stół i ogólnie cała organizacja z tym związana mnie przerasta.
Bo jak myśleć o świecidełkach, obrusach, serwetkach, jak kuper boli że gwiazdy w jasny dzień widzę;(((.
Jestem więc zła i warcząca na wszystko i wszystkich, a przecież gwiazdor to widzi, ze jestem niegrzeczna i w Wigilię zamiast prezentu dostanę rózgę;).

niedziela, 03 grudnia 2017

(...) Dawnych wspomnień czar,
Wdzięk stylowych par,
Muślin sukien jak mgła
l najnowszy ten walc "François".
Gdyby jeszcze raz
Wrócił piękny czas,
Gdyby zbudził w sercach złych ludzi
Czar modnego walca "François"...
(Walc Francois, słowa Andrzej Włast).

Pałac w Gutowie, w moich rodzinnych stronach, gdzie prawie w każdej wsi jest zachowany dawny zamek, pałacyk czy dworek.
W niektórych z nich mieszczą się instytucje państwowe lub publiczne, w niektórych są muzea, w niektórych restauracje, domy weselne, niektóre są obiektami prywatnymi (tak jak ten powyżej).
Wszystkie są zadbane, osobiście znam tylko jeden przypadek dewastacji i efekcie rozebrania bardzo pięknego i oryginalnego pałacyku.
Wszystko zależy od mieszkańców i włodarzy danej miejscowości.
I faktycznie, w miejscowości, gdzie ten zameczek zdewastowano mieszkały (teraz nie znam tamtejszej ludności)  wyjątkowo podejrzane indywidua.

Pałacyk ma przepiekaną salę balową oraz zaplecze kuchenne, często odbywają się tam rauty, spotkania, wesela, oraz różnego rodzaju uroczystości.
Tylko park jest marniutki, przynajmniej w porównaniu z innym tego typu obiektami nie mówiąc już o parku - arboretum w Gołuchowie.


Spadł już pierwszy śnieg, zdążył już stopnieć, minęły Andrzejki, mamy Adwent a za kilka dni przyjdzie (albo nie) Mikołaj.
W pogodzie trwa przepychanka zimy z jesienią i jakby się to nie skończyło wiadomo, ze zima coraz bliżej.
Nie wiadomo jaka ona będzie, czy biała i mroźna, czy może ciepła, szara, deszczowa.

Mnie zima kojarzy się z wyciszeniem, spowolnieniem, odpoczynkiem, bo skoro przyroda śpi oczekując wiosny i my powinniśmy z niej wziąć przykład.
Długie jesienne wieczory służyły by usiąść sobie spokojnie z książką lub jakąś robótką i łapiąc oddech od codzienności wyciszyć się tak, jak kto lubi.
Ja kleiłam kartki świąteczne, jestem już a nimi na finiszu, jeszcze tylko zrobić do nich opakowania.
Trochę czasu zabrało mi przygotowanie dla wnuczki kalendarza adwentowego, tym bardziej, ze córka zabroniła wkładania do niego jakichkolwiek słodyczy.
No i kup tu 20 szt. jakichś drobiazgów nie będących totalnym badziewiem.
Jakoś się udało, pozostałe 4 pozycje to wyjście z Małą do kina, pojechanie na „światełka” do Wilanowa, pieczenie z babcią pierniczków i ubieranie choinki.I tymi dwoma ostatnimi pozycjami strzeliłam sobie w stopę, bo ja akurat ubieranie choinki wolę robić sama.
Pieczenie pierniczków tym bardziej;)))
Pocieszam się tylko tym, ze Wiktoria to już duża dziewczynka i jeżeli nie pomoże, to przynajmniej nie będzie przeszkadzać.
A pierniczki mają być raczej ozdobne niż smaczne;).

Nastający tydzień jest dla mnie trudny, bo wyskoczyły mi „nagle” (zaplanowane od wrześnie tylko jakoś wyparte ze świadomości;) trzy wizyty u lekarzy.
I niby to tylko wizyty kontrolne, to bardzo mnie dołują, tak więc bez wzglądu na to co będzie się dziać w pogodzie we mnie będzie mieszkać ciężka i ponura zima.
Mam nadzieję, ze jak już będzie po wizytach to mnie odpuści i do świąt zdążę  odtajać;(.

Kochani, dopiero teraz sobie uświadomiłam, że wigilia już za trzy tygodnie!!!
Mogę więc śmiało zacząć panikować … że nie zdążę, ze się nie wyrobię, ze coś pójdzie nie tak …

sobota, 25 listopada 2017

Bywają dni, choć rzadko
że włóczy się za mną
krok w krok 
zaplątując myśli 

wtedy widzę ją wszędzie

czasem przychodzi nocą
gdy sen powieki zamyka

bywa wesoła
innym razem tonie we łzach
zapłakaną przytulam natychmiast
by rano razem ze snem
niepocieszona nie odeszła.

Ale wena odchodzi…

(Autor nieznany - znalezione w sieci)
 


Tak wygląda kartka rozłożona, tam gdzie jest ten biały karteluszek będzie kartka z życzeniami.


Do wysyłki kartkę można złożyć na płasko i umieścić ją w pudełeczku (tylko najpierw te pudełeczka trzeba sobie zrobić;).

Zdjęcia są marnej jakości, wiem, dałam ciała.
Balans bieli mam źle ustawiony (jeszcze z lata, przy mrocznej pogodzie to się mści, muszę to poprawić).
Dobrałam złe tło, sorry i powinnam zdjęcia zrobić kilka dni temu, kiedy jeszcze słoneczko od czasu do czasu się pokazywało.
Mea Culpa;).


Druga karta jest taka sama, tylko papier ozdobny (środkowa warstwa) jest w kolorze niebiesko - szarym i kwiaty "niby" gwiazdy betlejemskiej są lekko niebieskie.
Nie mam wykrojnika kwiatów poinsecji, więc użyłam innego wykrojnika i zrobiłam je na a'la gwiazdę betlejemską.
Są z foamiranu, łatwo się je robi.
Resztę kartek (mam ich dopiero osiem) sfotografuję jak będzie lepsze światło.
A na razie muszę się wziąć ostro za te kartki, bo jeszcze sporo mi ich brakuje, nie mówiąc o pudełkach w które je się pakuje.

Te wyjazdy sanatoryjne są mi potrzebne i dobrze mi robią, ale strasznie rozleniwiają
Żeby mi się tak chciało, jak mi się nie chce, to ja bym ogarnęła pół Mokotowa, ale jak dotychczas, to sama siebie nie bardzo ogarniam;(.
Ale zanim dalej ruszę z tą manufakturą kartkową, muszę dokończyć kalendarz adwentowy dla Wiktorii (jak dobrze, ze druga babcia robi kalendarz dla Stasia;).
Czas zasuwa jak na dopalaczach a ja kręcę się w kółko i nie bardzo potrafię się ogarnąć i zmobilizować.
Dużo sobie obiecałam po tym weekendzie, miałam plany czego to ja nie zrobię, i co?
Ano wnuki też miały plany - chciały być w weekend u babci, a właściwie u dziadka, bo dziadek chodzi z nimi w różne miejsca, które są dla nich atrakcyjne (na lotnisko, do muzeum kolejnictwa na Dworcu Głównym, do muzeum WP itp.).
Przyjechali już w piątek, dziadek z nimi wędruje a ja stoję przy garach.
Niby jedzą co im się pod nos postawi, ale mają swoje ulubione dania, więc je trochę rozpieszczam i gotuję o co proszą.
W końcu kto ma je rozpieszczać jak nie babcia.
Dobrze, ze na noc są zabieranie do domu, przynajmniej się spokojnie wyśpię.
No ale obiecuję sobie, ze od poniedziałku już ruszam z kopyta!

A będzie, jak wyjdzie;).

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87