Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
niedziela, 09 lipca 2017

W  królestwie  Neptuna
nieśpiesznie  łajba  się  kołysze
Gwiazda  Polarna  wyznacza  kurs
Księżyc  –  kolekcjoner  tajemnic
srebrzy  firmament…
Przy  sterze  –  marzenia
samotnie  walczą  z  żywiołem
za  horyzontem,  rajski  bulwar
kwietne  girlandy  witają  włóczęgów
radosnym : „aloha” !
W  zachodzie  słońca  –  błogość
zmysły  okryte  płaszczem  natury
tańczą  w  rytmie  rumby
o  brzasku  korab  zacumował
w  promiennej  poświacie
laguna  odpłynęła…

(Autor: Grażyna Brylska, "Rejs marzeń").


Resztę zdjęć z czerwcowego pobytu w Gdańsku, zdjęcia z włóczęgi po polach w następnym (jak blox pozwoli;) wpisie.


Lipiec, tak jak poprzednie miesiące, mija w zastraszającym tempie.
Gdyby się nie miało kalendarza, to po aurze, trudno byłoby się domyślić, ze to lipiec.
Że lipiec i sierpień, to miesiące, które były upalne i skwarne, moje wnuki dowiedzą się z opowiadań dziadków i rodziców.
Jako, ze trwają wakacje, babcia i dziadek mają pełne ręce roboty.
Opiekowanie się Wiktorią to miłe, ale dość wyczerpujące zajęcie.
Starszy wnuk lubił wyjazdy do lasu, wnuczka bardzo lubi „dzikie pola” a Ogrody Botaniczne traktuje jak swój drugi dom.
Bez względu więc, na pogodę, włóczyliśmy się po polach, co było bardzo przyjemnym doznaniem, bo pola, rowy i miedze są pełne ziela i polnych kwiatów.
I owadziej krzątaniny na tych roślinkach.
Była więc rozrywka przy poznawaniu różnych żyjątek;).

Ten tydzień mam na „odpoczynek”, bo Wiktoria wyjechała ze swoją mamą do „spa” (czujecie ten klimat i fascynację wnuczki, ze wyjeżdżają tylko same kobiety zostawiając mężczyzn w domu, że mam mamę teraz tylko dla siebie;).
Odpoczywam więc, a mam po czym, bo w piątek trochę zaszalałam z Wiktorią na wesołym miasteczku i przesadziłam chyba z tymi wszystkimi atrakcjami typu karuzela, gokarty i diabelski młyn.
Mdli mnie po tym do dzisiaj.
Ale nie na tyle, żeby sobie odmówić kawałek pysznego ciasta z malinami;))).

niedziela, 25 czerwca 2017

(…) Stare Miasto! znam treść twą, znam twych ulic wnętrza,
Gdzie tłum świątyń i domóstw bezładnie się spiętrza,
Gdzie, jak patrycyusz dumny, choć w odzieniu zmiętem,
Stoją domy »Pod słońcem«, »Pod lwem«, »Pod okrętem«,
Gdzie wieki, rozkochane w gotyckiej strukturze,
Ślad wspaniały na każdym zostawiły murze,
Gdzie oczy nęcą blanki, skarpy i wykusze —
Czas tynów nie rozwalił, tylko wziął im duszę!...(…)

Autor: Artur Oppman, „Stare miasto”).


Udało się załatwić mieszkanie (przypadkiem) całkiem blisko stadionu.
Gdyby nie tory, które oddzielają stadion od posesji w której mieszkałyśmy, to na koncert miałybyśmy jakieś 500 m.
A ponieważ trzeba było przez tory przejść kładką, to musiałyśmy potuptać jakieś 15-20 min.
Ale dotrzeć na umówione miejsce pod golasa z widłami trzeba było już za pomocą taksówki.
Można też było za pomocą komunikacji miejskiej, ale nie chciało nam się rokminiać co gdzie jedzie.
Spotkanie bardzo sympatyczne i udane.
Z Margą już się spotykałyśmy, ale bardzo chciałam poznać Bożenkę.
No i poznałam Bożenkę ze swoimi bardzo miłymi „przyległościami”.
Bożenka, to wiadomo było już wcześniej, czytając jej bloga, ze jest ujmującą i ciepłą osóbką.
Okazało się, że „przyległości” są takie same.
Dzieci wiedzą co to kindersztuba, Karolek to bardzo sympatyczny nastolatek, a Agatka to urocza dziewczynka.
O Stefanie śmiało można napisać, że to inteligentny i sympatyczny gentleman.
I tak to z Margą, jej Miśkiem oraz rodziną Wąsów, w pięknej scenerii nad Motławą spędziliśmy niezapomniany poniedziałkowy wieczór.

We wtorek pospałyśmy z córcią do 11.00, potem poszłyśmy pod stadion na rekonesans i zjeść obiad w restauracji hotelu Arena Expo.
Powrót, mały odpoczynek , założyłyśmy bluzki z emblematem GNR (córka cały czas je przechowuje jak relikwie;))) i ruszyłyśmy na stadion.
Z wejściem nie było problemów (dokładnie czytałam regulamin), ale przy wejści na naszą trybunę pierwszy Zonk!
Bileterzy informują, ze miejsca rezerwowane NIE OBOWIĄZUJĄ i każdy siada gdzie chce.
Mimo to idziemy na nasze miejsca.
Są zajęte przez bardzo głośne towarzystwo, które nawet nie słucha co do nich mówimy.
Wracamy się do bileterów, którzy nie widzą problemu, mamy usiąść gdzi jest wolne.
Kupujemy coś do picia i siadamy na pierwszych wolnych miejscach które nam się napatoczyły.
Kiedy zbliżała się godzina występu Gunsów zaczęło przybywać ludzi szukających swoich miejsc i zaczęły się dziać sceny dantejskie.
Rękoczyny, wysadzanie siłowe, wyzwiska i pyskówki – coś potwornego, tym bardziej, ze akurat na tych trybunach ochrona "zniknęła".
Nas nie wynieśli tylko dlatego, ze "podsiadłyśmy" dwie kobitki, które przyszły bardzo późno i tą burdą były ciężko przestraszone.
Szybko znalazły sobie pojedyncze (niestety dość daleko od siebie) miejsca i było po sprawie.
Po sprawie dla nas, bo ludziska dochodzili swoich praw dalej metodami bynajmniej nie pokojowymi.
I wtedy się okazało, ze na cztery trybuny (te najbliżej sceny) sprzedano również miejsca STOJĄCE.
A gdzie zajmowali miejsca ludzie z takimi biletami?
Ano w PRZEJŚCIACH, co jest wbrew regulaminowi i zasadom BHP.
Gdyby wybuchła jakaś panika, to skutki byłyby gorsze niż 4 czerwca w Turynie na meczu Juwentus –Real.

Częściową „rekompensatą” za te przejścia była w miarę dobra słyszalność na tych trybunach blisko sceny.
To znaczy muzyka i wokal były dość znośne, bo tego co mówił Axl do publiczności nie rozumiał nikt.
Ludzie pytali się jeden drugiego „co on mówi?, co on mówi?”, bo bali się, że przerwał koncert (co się, niestety, Axlowi czasem zdarzało).

Mimo tych wszystkich nieprawidłowości, które zaistniały nie żałuję, ze się zebrałam i na tym koncercie byłam.

czwartek, 22 czerwca 2017

Wróciłam z Gdańska zmęczona ale bardzo zadowolona i szczęśliwa, ze mogłam być na tym koncercie.
Dzisiaj będzie bardzo skrótowo, bo muszę trochę odpocząć i wyspać się wreszcie we własnym łóżku.

Czekamy na GNR, gra zespół Killing Joke, świetni, nie znam gości a powinnam, bo tacy leciwi jak i ja;).

Jest już zespół Guns N' Roses w oryginalnym składzie, nurtuje mnie pytanie, czy wykonanie będzie takie jak przed laty, czy animozje jakie były między Slashem a Axlem nie będą rzutować na jakość koncertu.
I czy Axl potrafi jeszcze śpiewać...

Było tak samo, jak wiele lat temu ...no prawie tak samo.
Axl dalej potrafi śpiewać, nie zmienił się wiele (trochę się mu przytyło;) od 2006 r, kiedy oglądałam go na starym Stadionie Legii w Warszawie.
Duff McKagan starzeje się godnie, a jak wygląda Slash trudno spod tych jego kudłów zobaczyć.
Za jakość zdjęć sorry, ale warunki były, jakie były;).


niedziela, 18 czerwca 2017

zwróć uwagę na ciszę
ogród jakby zasnął
i tonie w błękicie
skrywając przed nami
wonne tajemnice

co lubię najbardziej o tej porze ?...

lubię... tą rozedrganą ciszę
o zapachu siana, ulotne chwile
pod wonnym jaśminem
kwietne łąki z latającym motylem
gdy nieba błękitna lawa
kropelką w dół się sączy
tam gdzie chabry i przetacznika rozety
kwiaty przypłotnych pnączy
lazurem barwiąc polne bukiety

i...

lubię... bezruch złotej nawłoci
co skąpi słońca wiechlinie
powojnika stulony kwiat przed skwarem
gdy jaskier w słońcu stokrotnie się złoci
zanim południe minie
wówczas zanurzam ramiona w chabry
i w maków krwistość
spójrz jak bajkowo obrzeża łanów zbóż obsiadały
by podglądać biedronkę spragnioną miejsc cienistych
pod płatków jedwabiem.

(Autor: Zofia Szydzik).

Znowu drepcę sobie po piętach.
O jutrzejszym wyjeździe wiedziałam już od przeszło miesiąca.
Ale wydawało mi się, ze mam dużo czasu.
Jeszcze wczoraj tak mi się wydawało;(.
Zamiast zabrać się za przygotowania do wyjazdu i pamiętać, ze teraz wszystko zabiera mi więcej czasu niż kilka lat temu, to ja ugrzęzłam w papierach.
Naszło mnie, ze zrobię sobie kartkę, a przy okazji sprawdzę nowy stempel i tusz które zakupiłam tydzień temu na Zlocie.
Odbiłam stempelek z wróżkami, pokolorowałam go, pokolorowałam tło - tym razem tuszami Distress.
Lubię ten efekt rozmycia, ale samo malowanie jest dość czasochłonne, dużo szybciej robi się to mazakami Copicami, które są mazakami alkoholowymi i szybciej wysychają.
Po wodnych Distressach trzeba czekać na wyschnięcie by tusz się nie rozlewał.
A więc, co miałam pomalować – pomalowałam, wszystko posklejałam i …było zbyt płasko, brakowało mi przestrzeni.
Narysowałam więc, pomalowałam i wycięłam kwiatki.
Ze zwykłego białego brystolu, bo nie miałam papieru czerpanego z którego najlepiej można kwiatki modelować.

No, a dzisiaj biegam między kuchnią, łazienką a torbą podróżną, która na razie od rana stoi pusta bo nie wiem jak mam się spakować.
Bo niby zapowiadają, i domowy meteorolog potwierdził, ze będzie ciepło, a nawet upalnie, ale jakoś w te upały nie wierzę i do torby wrzucę coś cieplejszego.
No i z czeluści szafy muszę wyciągnąć parasol bez ostrego zakończenie.
Ogólnie używany ma szpikulec, a takim ustrojstwem nie wpuszczą mnie na koncert.
Problem mam z aparatem fotograficznym, bo wiadomo, ze tego którego używam na co dzień, na koncert wnosić nie wolno.
Poza tym wielkie to i ciężkie, i nie ma tragarza;).
Wezmę ten drugi, mniejszy.
Niby aparaty kompaktowe można na stadion wnosić, ale on wyglądem nie przypomina aparatu kompaktowego i nie wiadomo jak go ocenią na bramce przy wejściu.
Ale to jeszcze się dowiem, na razie idę wydać obiad, bo domownik się zachowuje jakby za chwilę miał "zejść" z głodu.
Później muszę się wreszcie wziąć ze pakowanie.
No to na razie, do zobaczenie po moim powrocie z Gdańska.

Kartka wygląda tak.





wtorek, 13 czerwca 2017

Czerwiec to czarodziej!
Znalazł o północy
to, co w baśniach kwitnie
raz w rok:
Kwiat Paproci.
Da go tobie.
Da go mnie.
Kiedy?
Nocką.
Gdzie?
We śnie.

(Autor: Ewa Szelburg – Zarembina)

Już połowa miesiąca, czas ostatnio biegnie jakby mu ktoś przydeptywał ogon.
A już w ostatnim tygodniu spieszył się wyjątkowo.
Ani się nie obejrzałam a przyszła sobota.
W sobotę wiele rzeczy się działo i wiele rzeczy się wydarzyło.
A więc planowo, jak co miesiąc odbyła się miesięcznica smoleńska, której towarzyszyły, tradycyjnie już, protesty.
Nie odbył się, jak co roku, Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu.
Odbył się Ogólnopolski Zlot Scrapbookingowy na którym z przyjemnością pobuszowałam i wyszłam stamtąd z dwiema torbami.
Ale zanim opuściłam to ciekawe dla mnie miejsce, uczestniczyłam w warsztatach na których zrobiłam taką oto jak na poniższych zdjęciach kartkę.
Własnoręcznie przedtem odbiłam, pokolorowałam i wycięłam stempelki z elementami potrzebnymi mi do zrobienia kartki.
No i wieczorem w sobotę Polska (przy znacznej pomocy Lewandowskiego) wygrała z Rumunią.
A potem przyszła niedziela, relaksująca i leniwa, ale też bardzo szybko minęła;).

 

Kartę można złożyć i włożyć do koperty.
Kolory nie są nasycone, bo zdjęcia robione są przy świetle sztucznym.

czwartek, 08 czerwca 2017

Chronione w objęciach starego czerwonego muru,
W porządku jak żołnierze, wesoła kompania,
Stoją tulipany równo w szeregu. Tutaj piechota
Robi zwrot w stronę słońca. Pełna śmiałego wdzięku
Wkłada mundury, białe z galonami w kolorze fioletu.
Tu zaś, w złoconych mundurach kawalerii, plutony
Ze szkarłatnymi szablami, rzucającymi się w oczy
Purpurowych baterii, każda broń na swym miejscu.
Przechodzą do przodu, rozrzucając z dumą kolory,
Z płonącymi pochodniami wychodzą na czas, aż minie
Jakiś szybki, niesłyszalny marsz. Martwe są nasze uszy
Nie mogą uchwycić melodii. W pantomimie
Paradują te armie. Naszymi ostatnimi siłami
Słuchamy strumienia wiatru nad rabatą z kwiatami.

(Autor: Amy Lowell, z tomu “Sword Blades and Poppy Seed”, 1914)
tłum. z angielskiego Ryszard Mierzejewski





Jak co piątek zabrałam się od rana za cotygodniowe porządki (piątek jest u mnie dniem „gospodarczym”).
Dopiero córka uświadomiła mi, ze wyprzedziłam kalendarz, taka pomyłka jest do przyjęcia, gorzej jak się jeden dzień tygodnia zgubi.
Skoro jutro mam „wolne”, to już wiem jak „to wolne” zagospodaruję, oby tylko dopisała pogoda.

W sobotę idę na Ogólnopolski Zlot Scrapbookingowy, kupię sobie trochę „przydasi” do robienia kartek, wezmę udział w warsztatach, po co
do wszystkiego dochodzić szukając w Internecie, kiedy można skorzystać z wiedzy fachowców.

Kupując bilety na koncert Ganzów uświadomiłam sobie, ze pierwszy raz pojadę Pendolino.
Zaczęłam liczyć ile lat nie podróżowałam pociągiem i wyszło mi, ze … dwadzieścia.
Kiedyś był to środek lokomocji z którego korzystałam bardzo często, minimum raz w miesiącu jeździłam do Mamy.
Ale dwadzieścia lat to szmat czasu, czy ja teraz będę potrafiła poprawnie zachować się w pociągu?;))).

Z Felkiem dzieje się coś niepokojącego.
Ma bardzo niespokojne sny, podczas których rzuca się i przeraźliwie (całe szczęście niezbyt głośno) miauczy, sapie, dyszy, fuka.
Ja się go z tego snu przebudzi jest zdezorientowany i przerażony.
Z tego powodu kot został w domu, bo był pomysł by kot lato spędził na wsi u mojego brata.
Tam jest zawsze kilka kotów, więc miałby do zabawy towarzystwo i  miałby możliwość wyjść na zewnątrz, czego tak bardzo pragnie.
Może zbytnio kota personifikuję, ale wydaje mi się, ze przyczyn jego zachowania należy szukać w przeżyciach we wczesnym „dzieciństwie”, które nie wiadomo jakie było.
Na pewno nie spokojne i szczęśliwe skoro kot trafił do schroniska.
Jednak mylącą sprawą jest fakt, ze tak zachowywać zaczął się jakieś pół roku temu i się to pogłębia.
Trzeba będzie zrobić kotu tomograf/rezonans głowy, wtedy sprawa powinna się wyjaśnić.
Ale zajmę się tym dopiero pod koniec miesiąca jak wrócę z Gdańska.

A tym czasem idę posiedzieć na balkon, bo cały dzień dzisiaj kiszę się w domu;).

czwartek, 01 czerwca 2017

Jak ptak jesteś – o piórach z purpury i złota!
Nakrapianyś – jak skóra cudownego węża!
Jak płomień – którym wiatr bezgłośnie miota!
Jak płomień – co w pośpiechu ostygłby i stężał!

Chrzęścisz cicho jedwabiem pod zakrzepłym żarem,
siarkę mieszasz z krwi pąsem w chlasty, bryzgi, smugi,
aż powalony wreszcie własnym, szkarłatnym ciężarem,
masz w sobie coś z Mefista i chorej papugi...

(Autor: Beata Obertyńska z tomu „Otawa”, 1945)

Witacie Kochani!
Z okazji dzisiejszego święta chcę zacząć od złożenia życzeń wszystkim dzieciom, tym małym i tym dużym.
Życzę radości z każdej chwil i z rzeczy najmniejszych, otwartości na ludzi, na  zdarzenia oraz odrobinę beztroski! 

Ja z bicza strzelił minął najpiękniejszy miesiąc w roku.
Do miesiąca maja i do wrześnie mam najwięcej sentymentu.
Za kolory - każdy z tych miesięcy mieni się innymi barwami, ale i maj i wrzesień to wirtuozowie palety.

A czerwiec ?.
Czerwiec kwiatem kaliny świat nam zabieli,
płatkami jaśminu drogę nam zaścieli,
zrosi ranki lekką rosą,
kłosy zbóż w górę wystrzeli,
na łąkach trawy ukwieci,
zapach bzów kokardą wspomnień zawiąże,
w parku na ławce z nami usiądzie…
Słodkim kwiatem zapachną nam akacje,
A dzieciom czerwiec podaruje … wakacje.

Dzieje się dużo i życie w realu pochłonęło mnie tak, ze na wirtualne bywanie na blogu nie mam zwyczajnie czasu.
Trochę też jestem zmęczona bloxem a właściwie tymi problemami, które od jakiegoś czasu sprawia tu piszącym.
Mam iskierkę nadziei, ze nie jest to początek końca bloxa i że Agora jakoś się ogarnie i zadba również o zwykłe blogi, te o życiu, a nie tylko , te o byciu.

poniedziałek, 22 maja 2017

„Jest czas by mieć
jest czas by tracić
jest czas by szukać
jest czas zobaczyć

Mieć w górze niebo
w sobie spokój
pod sobą krzesło
a świat gdzieś z boku

Jest czas na słowa
jest czas milczenia
jest czas być w słońcu
jest czas być w cieniu

Jest czas by pytać
jest czas by wiedzieć
Mieć ręce pod głową
zmrużone oczy
patrzeć jak życie
się toczy…”

(VooVoo,  „Zmruż oczy”, tekst Piotr Sokołowski)

Teraz jest czas by patrzeć.
Patrzeć wokół siebie, bo pięknie jest.
Cud każdego kwiatu, każdej roślinki zapiera mi dech w piersiach.
Uciekam więc z mieszkania na tzw. łono przyrody i cieszę się, ze po szarej zimie, zimnym kwietniu i początku maja wreszcie można było zrzucić z siebie
grube ubrania, a na nogi przywdziać sandałki.
Dzisiaj zostałam w domu by odrobić zaległości.
Zostałam za to ukarana, do cna ogłuszyły mnie kosiarki pracujące cały dzień za oknem.
Barbarzyńcy uzbrojeni w maszyny spalinowe z maniackim uporem niszczyli wszelkie niekontrolowane przejawy ożywienia przyrody.
Normalni ludzie uwielbiają żółte mlecze, które przeradzają się w urocze dmuchawce, zachwycają się zielenią, kochają zapach kwiatów.
Po co kosić wszystko jak leci już w maju?
Dlaczego nie pozwolą nacieszyć oczu kwitnącymi mleczami i innymi dzikimi, wiosennymi kwiatkami.
Żeby trawniki zachowały schludność wystarczyło poczeka do przekwitnięcia większości kwiatów, czyli do początku czerwca.
Zapytałam, niestety, taki mieli grafik;(.

Smutno mi się zrobiło po wiadomości o śmierci Zbigniewa Wodeckiego.
Odszedł prawdziwy Artysta, pracowity i dobry Człowiek, nie wplątany w brudną politykę i durne spory.
Taki czas, odchodzą najlepsi…

OMW podarował mi bilet na koncert Guns N' Ross na 20 czerwca w Gdańsku.
Hotel zaklepany, jeszcze muszę zdecydować o rodzaju transportu.
Czy ktoś z czytaczy wybiera się także na ten koncert?
Jeżeli tak proszę o wiadomość.

czwartek, 18 maja 2017

Czasie różowo-biały, coś kwieciem nad kwiaty,
rozsiadł się kielichem na skromnych gałązkach;
Chwilo coś przybrała drzewko w królewską szatę,
by wiatrem w słońcu, jak jedwabiem potrząsać.

Gdybym mogła zatrzymać cię, jak kiedyś brankę...
Wzięłabym w jasyr, twój czar, zapach, urodę!
Proszę trwaj bezkreśnie, jak piękna bogdanka,
co zdobi nieziemskie, a niebiańskie ogrody.

(Autor: Zofia Szydzik.)

Jakoś tak się w tym roku porobiło, ze z fotografią jestem w niedoczasie.
Bo albo padało, albo wiało, albo padało i wiało.
Przedwczoraj pojechałam wreszcie do Ogrodu Botanicznego do Powsina.
Siedziałam tam prawie cały dzień bo nie dało się Wiktorii wyciągnąć do domu.
Tak po prawdzie, to za bardzo jej nie ciągnęłam, bo cudnie tam teraz jest.
Co prawda na w pełni kwitnące magnolie się spóźniłam, ale kilka drzewek późniejszych odmian jeszcze kwitnie.
Bzy natomiast jeszcze nie rozkwitły, choć byłam pewna, ze już na nie najwyższa pora, bo u nas na osiedlu kwitną na potęgę.
Może to dobrze, bo będzie okazja pojechać w przyszłym tygodniu.
Poza tym nic takiego, co by warto zanotować, się nie dzieje, cisza, spokój … i niech tak będzie jak najdłużej.
Pogoda nas rozpieszcza, jakby chciała się zrehabilitować za zimny kwiecień i początek maja

Felek poczuł zew natury (w ub. roku miał podobnie) i bardzo chce wyjść na zewnątrz.
Dopóki na balkonie nie było rośli siedział na balkonie i dao się z nim wytrzymać.
Teraz, kiedy w donicach rosną młode roślinki, kot na balkonie może przebywać tylko z którymś z nas.
Ja nie ma na to zbyt dużo czasu (muszę zrobić trzy kartki na Dzień Matki i trzy na Dzień Dziecka) a Ślubny woli spacery od siedzenia na balkonie więc Felek jest rozdrażniony i zły, drapie w szyby i bardzo chce się wydostać na „spacer”.
Nie wiem co będzie latem, kiedy będzie się otwierać (a nie uchylać) okna.
Moskitiery nie mają szans w starciu z pazurami Felka.

I takimi oto bzdurnymi problemami żyje sobie babcia veanka całkiem z tego zadowolona, bez ambicji by było bardziej "ciekawie i światowo";).
No to do następnego poklikania:)))

piątek, 12 maja 2017

Ze wszystkich podróży
najbardziej lubię
te długie wycieczki
w siebie
bo to i cholera wie
którędy
i stacja docelowa
nie wiadomo
gdzie

lubię te podróże
bo
mogę wybierać się w nie będąc
w tramwaju
w pracy
na ulicy.

lubię te podróże
bo
tyle nieznanych krajobrazów
spotykam po drodze
tyle nieodkrytych miejsc
lubię te podróże
w które wyruszam bez biletu
a wracam
z tyloma bagażami.

(Autor: Jarosław Borszewicz, z tomu „Zezowaty duet”).


Taka pogoda panowała w sobotę po południu w okolicach Konina.


A to mniej więcej te same okolice tylko we wtorek przed południem.


By dojechać do autostrady specjalnie wybieraliśmy boczne drogi by nacieszyć oczy wiosenną zielenią.
(Zdjęcia robione z okien samochodu).

Tak, właśnie tak będę teraz podróżować, w „gąb siebie”, lub palcem po mapie, bo normalne podróże mnie już od dłuższego czasu nie rajcują i to się pogłębia.
Nie męczą mnie, planować wyjazdy też lubię, najgorzej jest jak trzeba się pakować a później spać w nie swoim, choćby najwygodniejszym, łóżku w swoim ulubionym hotelu.
Tym razem dodatkowo męczył mnie ból kręgosłupa, którego nabawiłam się przed wyjazdem, kiedy zmuszona byłam dwa dni urzędować w butach na wysokich obcasach (czasem i mnie dopadaną „wielkie wyjścia”, dobrze, ze są to sporadyczne przypadki)..
No i pogoda też swoje pięć groszy dołożyła.
W dniu wyjazdu, w sobotę pożegnało nas pięknie słonko.
Świeciło sobie do Konina, potem się zachmurzyło, a następnie rozpadało.
I padało, z małymi przerwami do wtorku, kiedy to wracaliśmy do domu.
Mnie to po prawdzie zbytnio nie wadziło, ale „aniołek” Wiktoria i „cherubinek” Staś, zamknięci przez trzy dni w hotelowych pokojach dali popis swoich możliwości, o których nikt ich dotąd nie posądzał.
Współczułam rodzicom, bo praktycznie nie wychodzili z sal bilardowych, tenisowych i innych tego typu „rozrywek” co by dzieciątka nie dały się we znaki innym gościom hotelowym.

Uroczystość komunijna bardzo udana, atmosfera rodzinna, ciepła i odświętna, ale bez napinki i zadęcia.
Dobrym pomysłem są alby, nie ma bowiem rewii mody jaką pamiętam, kiedy moja córka szła do pierwszej komunii

Nie wiem kiedy minęło prawie pól mojego ulubionego miesiąca.
Trudno zresztą było nazwać ostatnie dwa tygodnie majem, kiedy człowiek chodził ubrany w ciepłą kurtkę a w domu non stop grzały kaloryfery.
Dopiero wczorajszy i dzisiejszy dzień można śmiało nazwać dniami majowymi.
Mam nadzieję, ze wiosna się wreszcie zrehabilituje i wynagrodzi nam zimne dni z końca kwietnia i początek maja.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 84