| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
czwartek, 13 kwietnia 2017

Kwiecień w tym roku jest taki jak w przysłowiu. 
Przeplata nam trochę zimy trochę lata - nudy nie ma
Dobrze, że śnieg nie pada;).
Przyroda  maluje świat cudnymi kolorami, kocham tą porę roku za kolory i za zapachy, za pierwsze cieplejsze promienie słonka po szaroburej zimie.
Niby wiosna w pełni, i wypoczywałam całe dwa tygodnie, wiec powinno przybyć mi energii, powinno chcieć mi się żyć, a tu wciąż czuję się jak na przednówku, jakaś rozmemłana, sama nie wiem czego chcę.
Nie mogę napisać, ze nic mi się nie chce.
Nawet chętne zabieram się do pracy, lecz jest to tak zwany słomiany ogień, po chwili już mi się zajęcie nudzi, męczy mnie, biorę się za coś innego, ale historia się powtarza…
Mimo tego rozmemłania przygotowania do świąt idą zgodnie z planem i jak coś niespodziewanego nie wyskoczy, to do świąt się, o dziwo, z wszystkim wyrobię.
Najbardziej pracowita będzie sobota, bo lubię, jak wszystko jest świeże.
Ale od rana w sobotę będę miała wsparcie córki, będziemy gotowały, piekły i smażyły tak długo, dopóki wszystkiego nie zrobimy.
Ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, ze późnym popołudniem się wyrobimy.

W Busku w sanatorium wszystko mi się podoba, już nawet przywykłam do utrapień jakie niesie dzień przyjazdu, ale do żółwiego Internetu przywyknąć nie mogę.
Więc obiecana druga część zdjęć z kartkami świątecznymi dopiero dzisiaj.



Przed Wielkanocą jeszcze tu zajrzę by uściskać Was świątecznie:).

środa, 05 kwietnia 2017

Pobyt szybkimi krokami zbliża się ku końcowi, a mi się, jak nigdy dotąd, nie chce stąd wyjeżdżać.
Pogoda wbrew prognozom dopisuje, więc popołudniami delektuję się zapachem fiołków w parku Marconiego.
Zaklepałam już sobie terminy turnusów sanatoryjnych na przyszły rok (w marcu i listopadzie).

Zadzwoniłam do domu, by zlecić Ślubnemu umycie okien.
Powiedziałam, ze w razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości nie dzwonić do mnie tylko obejrzeć 9 odcinek Ucha prezesa.
A wtedy Ślubny się zapytał czy ja się dobrze czuję i czy te zabiegi nie są dla mnie za męczące.
Jak myślicie, dlaczego on się taki troskliwy nagle zrobił, jeżdżę do Buska już 18 lat i nigdy mnie dotąd o samopoczucie nie zapytał…:)))

Karki świąteczne już wysłane, lada dzień trafią do adresatów, więc mogę już Wam je pokazać.
Na razie część z nich, bo nie za bardzo mogę ogarnąć ten żółwi Internet.

Do kartek trójwymiarowych zrobiłam pudełka.

Druga część kartek jak Internet trochę odżyje;).

niedziela, 02 kwietnia 2017

Witajże nam kwiatuszku !
Jeszcze zimne są ranki
szkoda liliowych płatków ,
szkoda pięknej sasanki ......!

- Ależ ja mam futerko !
I słonko jasno świeci,
- o i wcale się nie boję,
że mnie zerwą dzieci.

(Autor: Danuta Gellnerowa)





Przyroda ma jednak niesamowitą siłę i moc.
Tydzień temu spod ściółki nie było widać fiołków a wczoraj już nimi w parku pachnie.
A za dwa, trzy dni będzie nimi pachniało całe Busko.
Cudnie jest usiąść sobie na ławeczce, nic nie musieć, wiedzieć, ze jeść podają, wokoło pięknie pachnie i żeby jeszcze nie szwendało się tylu kuracjuszy, to byłoby jak w niebie.

Dzisiaj o czwartej rano obudził mnie śpiew.
Bynajmniej nie słowików.
Dwóch „zmęczonych” przeszło przez ogrodzenie do sanatoryjnego parku na który wychodzi mój balkon, usiadło sobie na ławeczce i darło gęby.
Spać się nie dało, zapaliłam więc lampkę i sobie czytałam.
Ale któryś kuracjusz nie wytrzymał, powiadomił pielęgniarkę dyżurną i zadzwonili po policję.
Przyjechało dwóch funkcjonariuszy, "śpiewaków" też było dwóch.
I zaczęła się zabawa w co mi zrobisz, jak mnie złapiesz.
Długo się władza uganiała za pijaczkami, aż wreszcie policjanci poszli po rozum do głowy i zaczęli w dwóch łapać jednego.
Wreszcie się im udało.
I wtedy dopiero podniósł się krzyk – „oprawcy, dwóch na jednego”, „ratunku, policja bije prawdziwego Polaka”.
Na szczęście szybko sobie z delikwentem poradzili i go zabrali.
Drugi im uciekł.
Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie przerwało mi to snu.
Jak się uspokoiło było około szóstej, zasnąć już nie mogłam, a za rychło było aby wstać.
Ale spoko, odespałam po śniadaniu.

Wczoraj Staś skończył dwa lata, a dzisiaj Wiktoria pięć lat.
To niewiarygodne, bo przecież wnuczęta urodziły ino co się urodziły.
Przynajmniej ja mam takie wrażenie.
Czasie, zwolnij trochę, przynajmniej teraz, kiedy na świecie jest tak cudnie, niech ta wiosna trwa dłużej, niż mgnienie oka.


środa, 29 marca 2017

Krokusy wyskakują z ziemi
jak wiolinowe nuty,
a panny się chylą nad niemi 
i z nut układają bukiet.

(Autor: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)

Fotografowałam wczoraj jedyne kwiatki jakie tu spotkałam – krokusy.
A nad nimi unosiły się czarnożóte kuleczki z przezroczystymi skrzydełkami brzęcząc przy tym cudnym barytonem, najpiękniejszym odgłosem wiosennego przebudzenia.
Zabawnie wpychały swoje futrzaste ciałka w krokusowe kwiatki i biesiadowały w najlepsze.
Trzmiela stołówka została otwarta;)

Piękna pogoda była dotychczas w Busku, iście spacerowa, ciepło było, słoneczko świeciło, ptaszki śpiewały.
Była, bo dzisiaj od rana wieje jakby się diabeł na stodole powiesił, niebo zasnuło się chmurami, będzie padać.
Niech pada, deszcz jest tutaj potrzebny, może wtedy prędzej wiosna buchnie zielenią.
Bo wiosna tutaj jest mocno spóźniona, miałam nadzieję na kwitnące fiołki, których tutaj zawsze w kwietniu jest zatrzęsienie, ale mam obawy czy zdążą rozkwitnąć zanim wyjadę, bo ledwo co dopiero pokazały się spod ściółki.

Towarzystwo przy stoliku nie jest zbyt gadatliwe, więc jest ok.
Zabiegi, oprócz gimnastyki indywidualnej nie są męczące, wysypiam się, dużo czytam, coraz lepiej się czuję, jednym słowem - jest mi tu
bardzo dobrze.

Dobrą wiadomość przekazała mi dzisiaj rano córka.
Wzięła dalszy ciąg urlopu macierzyńskiego, a w zawiązku z tym nie zostanę sama z przygotowaniem świąt.
Idzie ku lepszemu;).

niedziela, 26 marca 2017

Jak ptak jesteś – o piórach z purpury i złota!
Nakrapianyś – jak skóra cudownego węża!
Jak płomień – którym wiatr bezgłośnie miota!
Jak płomień – co w pośpiechu ostygłby i stężał!

Chrzęścisz cicho jedwabiem pod zakrzepłym żarem,
siarkę mieszasz z krwi pąsem w chlasty, bryzgi, smugi,
aż powalony wreszcie własnym, szkarłatnym ciężarem,
masz w sobie coś z Mefista i chorej papugi...

(Autor: Beata Obertyńska z tomu „Otawa”, 1945).

Jestem już w Busku Zdroju.
Pierwszy raz od lat, nie mogłam się doczekać wyjazdu do sanatorium.
To znaczy, nie koniecznie do sanatorium, po prostu na wskutek splotu różnych przypadków, oraz zbiegów okoliczności bardzo chciałam wziąć walizkę, trzasnąć drzwiami i opuścić lokal zwany mieszkaniem.
Dziś rano wzięłam walizki, drzwiami jednak nie trzasnęłam (a powinnam) syn odwiózł mnie do Buska, jestem w swoim pokoju (tym co zawsze), czekam aż pielęgniarka przyniesie mi rozpisany plan zabiegów by się wykąpać i pójść spać.

Na początku marca lekarz endokrynolog (nie mój, który prowadzi mnie od lat, tylko będący na zastępstwie) zafundował mi rollercoaster najwyższych lotów.
Otóż zmienił mi dotychczasowe leki na „lepsze”.
Nie wiem dlaczego tak zrobił, z dotychczasowego leczenia byłam zadowolona, poszłam tylko po receptę, bo jak wiadomo, przy schorzeniach tarczycy leki bierze się do końca życia.
Swoimi „lepszymi” lekami rozregulował mi hormony tarczycy, ze całymi dniami byłam tak  senna, ze ledwo powłóczyłam nogami
A jak trochę budziłam się do życia to byłam zła jak osa.
Moja kochana rodzinka jest przyzwyczajona, ze mama ma prawo źle się czuć, a nawet zachorować, ale to może trwać 2-4 dni.
Później mama wstaje włącza piąty bieg i działa.
A tu mija jeden tydzień, drugi tydzień, a mama albo siedzi przy biurku i gapi się w okno, albo warczy i każe spływać.
Więc zadają pytania a co jedno pytanie, to głupsze od drugiego.
Kiedy się zorientowałam co się ze mną dzieje, wróciłam do starych leków.
I z dnia na dzień jest lepiej, ale i tak bardzo chciałam zmienić otoczenie, bo w domu wśród tych głupio- mądrych rad bym chyba oszalała.

Teraz tylko cisza, spokój, spacery i za dwa tygodnie powinna być nówka sztuka trochę tylko śmigana;).
Wdech, wydech, wdech…od razu mniej mnie dusi i w czaszce mniej ściska.

czwartek, 16 marca 2017

W cieplarni uwięzione
pod szkłem, kwiaty zapominają, jaką słońce
jasnością płonie
i czym są powiewy rzeźwe, nad łąką tchnące.

(Autor: Konstandinos Kawafis, „Zapomnienie”)

Za chwilę minie pierwszy kwartał 2017 roku.
W sferze osobistej był dobry, w sferze ogólnospołecznej każdy widzi jaki jest.

Odszedł pan Wojciech Młynarski, mistrz tekstu i lapidarnego słowa.
Odchodzą spośród nas ludzie, którzy byli nam drogowskazami, ludzie stabilni, szlachetni i nieustraszeni – ludzie dęby.
Dęby – drzewa też znikają.

Wiosna idzie, przyroda budzi się do życia, źdźbła traw się zielenią, koty się marcują, ptaki drą się jak oszalałe.
Mnie natomiast wcale nie jest tak radośnie.
Poskarżyłam się lekarce na wizycie, że sił brak i wcale wiosny nie czuję, to mnie objechała, ze ją też dopadło przesilenie wiosenne i mam nie wydziwiać
tylko więcej przebywać na świeżym powietrzu.
No to spaceruję, ale nawet do tego muszę się zmuszać...

Jako, ze wiosna tuż, tuż, zmieniłam opony w samochodzie.
Żeby tak łatwo dało się zmienić zimową gnuśność na wiosenną radość życia.

Syn przysłał mi mailem prognozę pogody w Busku na ostatni tydzień miesiąca.
Ma być bardzo słoneczna.
Dobrze by było, gdyby prognoza się spełniła, ale tak po prawdzie ładną pogodą bardziej zainteresowany jest syn (tym razem to on mnie do
sanatorium odwozi) niż ja – będzie słonecznie, to będę spacerować, będzie deszczowo, to będę czytać książki.

Chyba dosyć już tego mojego pitu pitu, sorry, ale nic ciekawszego mnie obecnie nie stać;(.

ps. następny tydzień będzie bardzo trudny, grafik napięty do granic możliwości, jak go przeżyję, to odpoczynek po nim w Busku będzie zasłużony;).

Jak ktoś wie w jaki sposób obniżyć tytuł bloga niech da znać, z góry serdeczne bógzapłać.

środa, 08 marca 2017

(…) A że Pan Bóg ją stworzył, a szatan opętał,
Jest więc odtąd na wieki i grzeszna i święta,
Zdradliwa i wierna, i dobra i zła,
I rozkosz i rozpacz, i uśmiech i łza...
I anioł i demon, i upiór i cud,
I szczyt nad chmurami, i przepaść bez dna.
Początek i koniec...(…).

Autor: Julian Tuwim.

8 marca, Dzień Kobiet, dość kontrowersyjny dzień.
Jedni świętują go z pompą, inni odsadzają od czci i wiary, że to święto czasów socjalizmu.
I pewnie, jak w wielu dyskusyjnych kwestiach, prawda leży po środku.
Od zawsze lubiłam ten dzień bo był odskocznią od szarej codzienności.
Mam na myśli sferę zawodową – w pracy były uroczystości „ku czci”, spotkania, kawa, kwiatki, jakieś prezenty typu osławione rajstopy, chociaż tak po prawdzie rajstop nigdy nie dostałam;).
No i koledzy, przynajmniej w tym dniu mówili ludzkim głosem.
Mimo, ze było miło i tak coś mnie w tym świątecznym dniu uwierało, czułam i widziałam, że mimo iż jest to Święto Kobiet, tak naprawdę świętowali panowie.
A obecnie?
No cóż, współczuję młodym kobietom.
My miałyśmy chociaż namiastkę święta, złamany goździk lub podwiędnięty tulipan.
One zamiast świętowania muszą strajkować.
Zamiast kwiatka, w dłoni mają parasolki by walczyć o poszanowanie standardów demokratycznego państwa, możliwości wyboru i samo decydowania o sobie.
No i kiedyś żaden pokurcz nie odważył się  publicznie, na forum międzynarodowym  powiedzieć, ze kobiety muszą zarabiać mniej, bo są słabsze, mniejsze i mniej inteligentne.

Ja dzisiejszy dzień "świętuję" na kanapie, w pozycji horyzontalnej.
Szkoda tylko, ze to "świętowanie" i ta pozycja w poziomie jest z konieczności a nie z wyboru;(.

niedziela, 05 marca 2017

Podobno z tego się nie wyrasta,
podobno to z czasem się zmienia.
Ty się nie zmieniaj, już taki zostań,
ty nie wyrastaj z marzenia.(…) 

I gdybyś nawet nie mógł sprostać
światu, co zmienia się i zmienia,
to ty się nie martw, taki już zostań,
ty nie wyrastaj z marzenia.

(Autor: Joanna Kulmowa).

Już niedługo wiosna, powtarzam sobie w myślach, po czym jeszcze często zapadam się w „sen zimowy” czyli nicmisieniechce.
Ale ostatnie słoneczne dni, to moim zdaniem pierwsze oznaki wiosny, wiec znowu powtarzam sobie … już niedługo wiosna.
Ostatnie słoneczne dni wywabiły mnie na balkon, na którym zrobiłam wiosenne porządki.
Przycięłam trawy ozdobne, przycięłam też oleander, który trochę przemarzł..
Donicę miał osłoniętą, więc powinien ożyć.
W najbliższych dniach wybiorę się do Centrum Ogrodniczego po kilka wiosennych kwiatków co by wniosły trochę wiosennego klimatu.

A tak poza tym dalej mam lenia i nic mi się nie chce.
Aby przedłużyć akcję kartki świąteczne wymyśliłam sobie, ze zrobię własnoręcznie kwiatki do ich dekoracji.
I robię.
Z foamiranu.
I świetnie się przy tym bawię – bo to i wyciąć trzeba i z lekka pokolorować, podgrzać i uformować, dodać pręciki, skleić ….
Wszystko, tylko nie powrót do rzeczywistości.
A wrócić trzeba, bo od minionego piątku zaczęłam swoją wędrówką po lekarzach a za trzy tygodnie wyjazd do sanatorium.
Wrócę na tydzień przed świętami, o tym,  jak ten przedświąteczny tydzień będzie u mnie wyglądał nie chce mi się nawet myśleć.
Na razie czekają mnie bardzo miłe chwile, idę świętować wczorajsze Imieniny do mojego ulubionego sąsiada:).

niedziela, 26 lutego 2017

Srebrny samolot wisi nad miastem,
po balkonach wiatry się kołyszą -
otwarte parki manifest piszą
wiosennem słońcem przez zielenie trawiaste.

W oranżerii płonie pożar kwiatów,
myśl jest pastelą, lekką jak lazur,
pędzlem rzucony na tło obrazu,  -
fantazja jak motyl przez słońce przelata.

(Autor: Włodzimierz Pietrzak, „Aleje Ujazdowskie” - Zbiór wierszy)

Za oknem dzieje się tak, ze broń Boże nie wyściubiaj nosa  na spacer, a najlepiej, to nie wyściubiaj nosa spod kołdry.
Bardzo mi to na rękę, bo wszystko co się rusza (mam na myśli kociaste) spi, a w domu panuje błoga cisza i spokój, które w tej chwili są balsamem
na moją zmaltretowaną duszę.
Ostatnie dni były paskudne, ale czego się więcej spodziewać po lutym.
Najgorsze było to, ze u nas wiało przez trzy dni niemiłosiernie.
A ja tak mam, ze jak wieje to ja śpię, bez względu czy to dzień, czy to noc.
Jednak tym razem musiałam być przenucona, bo była u nas Wiktoria.
Ona jest w wieku, ze bajkami i książeczką się już nie zadowoli.
Tym razem padło na oranżerie Ogrodu Botanicznego przy Al. Ujazdowskich.
Okazało się, ze oranżerie owszem, można zwiedzać, ale w grupach zorganizowanych i z przewodnikiem.
„Utworzyłam” więc trzy osobową grupę, opłaciłam przewodnika i wybraliśmy się do botanica.
Dla mnie nuda, mało roślin kwitnie, etymologia roślin interesuje mnie mniej niż średnio, ale na szczęście Małej się to spodobało i wykazała więcej zainteresowania ciekawości niż ja ze Ślubnym razem wzięci.

Wczoraj dojechała córka z wnuczkiem.
Wiktoria sama mi zbytnio rytmu dnia nie mąci, ot, trzeba się trochę sprężyć i jest ok.
Ale dwoje wnucząt razem, kiedy jedno się popisuje przed drugim to nie na moje nerwy.
I co dziwne, to w spokojną Wiktorię wstępuje wtedy diabeł, a Stasiek oczywiście wszystko po siostrze powtarza.
Kiedy więc wczoraj wieczorem wybyły „słodkie maleństwa” do swego domu padłam i zasnęłam snem kamiennym.
A w dzisiejszej ciszy leczę swoje sfatygowane nerwy i nawet ta ponura szarość za oknem jest kojąca. 

wtorek, 21 lutego 2017

Z niebieskich najrańszą piosnek
Ledwie zadzwonił skowronek,
Najrańszy
kwiatek pierwiosnek
Błysnął ze złotych obsłonek.

Za wcześnie,
kwiatku, za wcześnie,
Jeszcze północ mrozem dmucha,
Z gór białe nie zeszły
pleśnie,
Dąbrowa jeszcze nie sucha.

Przymruż złociste
światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub
chłodnej rosy perełka (...).

(Autor: Adam Mickiewicz, Ballady i romanse. „Pierwiosnek”)

Dostałam się chyba w jakieś zapętlenie czasoprzestrzeni, bo zupełnie nie wiem jak to się stało, ze minęły trzy tygodnie lutego.
Bo mnie się wydaje, ze jest dopiero początek miesiąca – przecież zrobiłam dopiero kilka kartek świątecznych, kilka zaproszeń na urodziny dla wnucząt, ogarnęłam nieco balkon, bo bardzo mi się chce wiosny i te suche, sterczące trawy, które jeszcze zimą były ozdobą balkonu, teraz mnie wkurzają.

Stęskniłam się za klimatami historycznymi, więc przeczytałam po raz drugi „Koronę śniegu i krwi” Elżbiety Cherezińskiej a teraz zabrałam się za „Niewidzialną koronę”, tej samej autorki. A jak mam już dość gęsto ścielących się trupów, krwi i politycznej ohydy (tak, tak, przed wiekami polityka też była brudna) to czytam babskie czytadło „Bądź przy mnie” Bogny Ziębickiej.
Bogna Ziębicka popełniła cykl  o Różanach i jego mieszkańcach składający się  z pięciu tomów.
Pierwsze trzy (Droga do Różan, Wiosna w Różanach i Tylko dzięki miłości) czytało mi się dobrze,  czwarty tom ( Bądź przy mnie) momentami „zgrzyta” lub przynudza.
Ciekawa jestem jak się będzie czytać tom ostatni (Na zawsze Różany).

Dotychczas szybko upływający czas mnie tylko trochę smucił, ze życie mija tak szybko.
Teraz zaczyna mnie niepokoić, ze przed wyjazdem do sanatorium (znowu jak zawsze;) będzie nerwówka.
Bo do zrobienia jeszcze mam dużo, a czasu niewiele, zważywszy, ze od 4 marca zaczynam swoje wizyty kontrolne, czyli kolędowanie po lekarzach.
Wreszcie kończy mi się katar, który trzymał mnie ponad dwa tygodnie, a mówią, ze katar leczony lub nie leczony trwa 7 dni;).

W czwartek wieczorem zabieram do siebie Wiktorię i przez cały weekend robimy sobie Dzień Dziecka, oby tylko pogoda nam dopisała.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81