Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
wtorek, 27 marca 2018

Na niebie jaśnieje słońce,
dni płyną, płyną miesiące...
Z lodu uwalnia się rzeka
i ze snu budzą się drzewa,
ptaki wracają z daleka,
będą wić gniazda i śpiewać.
Sady zabielą się kwieciem...
To wiosna! Wiosna na świecie!(…).

Autor: Hanna Zdzitowiecka, „Od wiosny do wiosny”).



Idą święta.
I bardzo się do nas śpieszą.
Kiedy w ubiegłym tygodniu ukończyłam porządki przedświąteczne, to byłam przeświadczona, ze ten tydzień, a przynajmniej jego początek, będę miała luźny i zdążę zregenerować siły przed drugą częścią tygodnia, kiedy to będzie kołowrotek i fixum dyrdum.
I pewnie by tak było, ale wczoraj popsuła mi się pralka.
Żaden „fachowiec” nie chciał jej zreperować, „bo teraz pani, to się pralek nie naprawia, bo się nie opłaci”.
Trzeba kupić nową pralkę.
Wydawało mi się, ze pralek w sklepach AGD jest bardzo dużo.
Tak, ale jeżeli chodzi o pralki pełnowymiarowe.
Mnie jest taka niepotrzebna, często piorę, są nas dwie osoby, wsady mam małe, więc u mnie sprawdza się tylko pralka tzw. płytka.
Sprawdziłam u wujka Gogle opinie o poszczególnych markach tych małych pralek.
Wybór padł na Boscha.
Wujek Gogle podpowiedział również w których sklepach te pralki powinny być.
Jeden ze sklepów był blisko nas, pojechaliśmy, kupiliśmy, w piątek mają nam tę pralkę zainstalować.

Wczoraj kupiłam 1,5 kg pieczarek, które obrałam, posiekałam na drobno, usmażyłam i zamroziłam.
Będzie do faszerowanych jajek, bez których u nas święta są nieważne, choć to danie jest dość pracochłonne.
Skoro pieczarki już są gotowe, pracy przy faszerowanych jajcach będzie znacznie mniej.

Teraz muszę zrobić listę zakupów spożywczych, wymyślić coś na kolację i chyba przyłożę głowę do poduszki, bo ciągnie mnie w poziom i oczy mi się zamykają.
A jutro od rana zakupy a potem muszę pojechać na cmentarz zwierząt by uporządkować i posadzić bratki na miejscu spoczynku Pichandry i Bandyty.
Niby wszystko do ogarnięcia, ale założę się, ze i tak coś niespodziewane wyskoczy z kąta.
Albo kilka cosiów;).

Wczoraj jeszcze słoneczko nęciło promykami i obiecywało wiosnę, a dzisiaj już się nie pokazało i na dworze zrobiła się zimnica.
W takich okolicznościach przyrody jestem wyjątkowo oklapnięta a zbliżające się święta złoszczą mnie ponadprzeciętnie;(.
Co to za Wielkanoc, kiedy za oknem panuje listopad:(.

niedziela, 25 marca 2018

O, nigdy jeszcze słońcem wyzłocona,
co wczesną wiosną wzeszło na błękity,
że ludzkość, patrząc w niebo rozmodlona,
czuje w swych sercach nieziemskie zachwyty,
nie byłaś strojna w wielkie dziejów słowa
jak ty, najbliższa niedzielo palmowa.

Wiosna się budzi… W narodów świątynie
poprzez szeroko otwarte wierzeje
Wolność, dostojna Pani wchodzi ninie…
A nim dzień drugi słońcem rozednieje,
polskie się dusze w szczęściu rozanielą
twoim zwycięstwem, palmowa niedzielo (…).

(Autor: Konstanty Ćwierk).

Wszechogarnia mnie starość.
Albo lenistwo.
Co wybrać?
„Lenistwo” brzmi lepiej, niby wszystko jeszcze mogę zrobić, z wszystkim zdążę, wszystko ogarnę, a jak  jest obsuwa, to znaczy, ze mi się nie chciało.
„Starość” brzmi gorzej ale bardziej asekuracyjnie (mama się nie wyrabia, trzeba wziąć urlop i jej pomóc).
Ale dopóki stoję na własnych nogach to tego pomagania nie lubię, bo wiadomo, trochę siada mi wtedy poczucie wartości.
Kiedy więc córka radośnie mi oznajmiła, ze wzięła dwa dni urlopu, by zrobić mi resztę porządków, podziękowałam, ale pomocy nie przyjęłam.

Z porządkami byłam trochę opóźniona, bo na dwa dni wyłączył mnie z życia stomatolog.
Niby mały ząbek (4 górna) ale to był ząb leczony kiedyś kanałowo, więc rozleciał się chirurgowi w kleszczach.
I wtedy zaczęło się dłutowanie i wyciąganie korzeni, skrobanie szczęki bo pod ząbkiem było ponoć bardzo nieciekawie.
Również nieciekawie było mi przez dwa dni.
Ale już doszłam do siebie, się spięłam i mogę wreszcie odetchnąć – sprzątanie skończone!.
Ze świadomością, ze wszystko jest na swoim miejscu i ze każdy kąt mógłby przejść test białej rękawicy lepiej i radośniej się żyje.

Ponieważ bardzo chce mi się wiosny, jadę dziś do sklepu by zakupić na balkon wiosenne kwiatki w doniczkach (typu pierwiosnki, żonkile, stokrotki, hiacynty…).
Bo balkon też sprzątnęłam po zimie, zdjęłam ocieplacze z donic i przystrzygłam suche trawy.
Teraz na balkonie jest czysto, przestronnie ale brak mi na nim koloru.
Na razie muszą mi wystarczyć goździki, które, dostałam od córki, stoją na moim  biurku i cieszą oczy.
Jadę więc kupić wiosnę na balkon;).

sobota, 17 marca 2018

Na marginesie życia nie ma
moralności jest
przyzwoitość
pruderia
plotki
diabeł w niedzielę chodzi do kościoła
w poniedziałek klnie na rząd i brak forsy
we wtorek pije i bije żonę
w środę ma kaca jest chory
w czwartek walczy z sąsiadem
w piątek uczy dyscypliny dzieci
w sobotę połyka go telewizor
a w niedzielę a'piat diabeł
z żoną pod rękę idzie do kościoła

na marginesie życia anioła
znają tylko z obrazka

(Autor: Tadeusz Żurawek z tomiku "Wiersze", 1991).

Porządki przedświąteczne posuwają się do przodu, jednak idzie nam to wolno i ślamazarnie.
Okna Ślubny zdążył umyć zanim nastała druga część zimy.
Firany z tych okien też już są poprane i zawieszone.
Zostało do umycia okno balkonowe, ale tam można myć nawet jak jest mróz i niepogoda, bo balkon jest zabudowany.
Pomył i poczyścił wszelkie żyrandole i klosze, zastały mu jeszcze podłogi, tzn. odkurzyć oraz wytrzepać dywan i chodniki, bo przetrzeć podłogi płynem zabezpieczającym muszę ja (Ślubny powiada, ze nie wie jak to się robi).
Gorzej idzie z pracami, które muszę wykonać ja, bo jak już zanurkuję w szufladę to czasem „utopię się” w niej na dwie godziny;(.
Ale warto, bo miejsca przybyło sporo, odnalazły się niektóre rzeczy, które kiedyś „zaginęły” i świadomość, ze jest czysto i porządnie poukładane dobrze mi robi na samopoczucie.
Moja Mama zawsze mówiła, ze porządek wokół siebie, to porządek w życiu.
I miała rację, chociaż przyznają, ze kiedyś to Jej powiedzenie mnie drażniło.
W między czasie wypisuję życzenia świąteczne na kartkach i wysyłam.
Przeważnie wieczorami, wypiszę kartkę, najwyżej dwie i padam na nos.

Wczoraj do mnie doszło, że w Święta moje młodsze wnuczęta mają urodziny (Staś 1.04. kończy 3 lata, a 2.04. Wiktoria kończy 6 lat – jak to możliwe???, przecież  dopiero co się urodziły;).
Co prawda uroczystości urodzinowe przesunięte są o tydzień, ale i tak muszę zrobić im kartki urodzinowe, a właściwie lepiej shadow boxy, bo
w pudełku z życzeniami będzie można ukryć drobny prezent (odpadnie mi pakowanie prezentów).

Zima się ustaliła na dobre, jest biało, słonecznie, pięknie.
Trzeba by się wybrać z aparatem poza miasto, bo są idealne warunki do fotografowania, ale…
Dzisiaj, z powodu szybko rosnącego ciśnienia boli (bardzo delikatnie powiedziane) mnie głowa a oczy chcą mi wyskoczyć z oczodołów.
Na jutro zapowiedziały się z wizytą „kochane maleństwa”;))).
A nadchodzący tydzień zapowiada się ciężki, ruszają w zdwojonym tempie sprawy stomatologiczne, które w tym tygodniu przez nieobecność mojego stomatologa zostały wstrzymane.
I tak to moje życie płynie (jak choremu po rycynie;))).

Kolejne moje kartki, mam problemy z ich wstawianiem, więc będę wstawiać po kilka.
Jak będą z tym takie problemy jak dzisiaj, to będzie się to ciągnęło do gwiazdki;))).

niedziela, 11 marca 2018

Na krótko niebo błysnęło słonkiem
I znów się skryło w mgły...
Chwila za chwilą, dzionek za dzionkiem
Płyną, jak ciche łzy.
Błękity chcą już rozbrzmieć skowronkiem,
Serce ku wiośnie drży...
Na krótko niebo błysnęło słonkiem
I znów się skryło w mgły.

Wypłynął rączy strumyk z olch cienia,
Zmroził go wichru wiew...
Szumią gałązki, niby wspomnienia,
Niby rozwiany śpiew.
Budzą się w sercu żądze, pragnienia,
Burzy się młoda krew ...
Wypłynął rączy strumyk z olch cienia
Zmroził go wichru wiew.

Puste na strzesze gniazdo bocianie,
Mgła nieprzejrzana w krąg ...
Sen nad lasami, cisza na łanie,
Wśród sadów, pól i łąk.
Gdzieżeś ty, gdzieżeś sielskie śpiewanie
I praco ludzkich rąk...
Puste na strzesze gniazdo bocianie,
Mgła nieprzejrzana w krąg (...).

(Autor: Kazimierz Gliński, "Przedwiośnie" z tomiku Ziemia polska w pieśni.)   

Mamy przedwiośnie.
Na razie jeszcze słoneczne, ciepłe, o krystalicznym powietrzu i zapachu odmarzającej ziemi, ale ... to jest marzec.
Chce się żyć, chce się chodzić na spacery, chce się do lasu, na łono przyrody.
Ale nie mam na to czasu.
Tak, tak, emerytom też brak czasu.
Miniony tydzień upłynął mi pod hasłem dentysta, wycisk, ponowny wycisk (nienawidzę tego bardziej niż ekstrakcji zęba, którą będę miała w środę).
Dzisiaj wreszcie skończyłam malować i sklejać ostatnie kartki wielkanocne.
Jeszcze tylko je wypisać i jakieś opakowania im muszę dorobić, bo się do standardowych kopert nie mieszczą.
Ale to w między czasie, bo od jutra bierzemy się ze ślubnym za porządki przedświąteczne.
Nie byłoby to zbyt pracochłonne, bo przecież porządek mam na co dzień, ale mam również taką manię, ze przed świętami trzeba wybebeszyć
wszystkie szafy i inne zakamarki.
A ponieważ na święta bożonarodzeniowe unieruchomiła mnie rwa kulszowa, więc tym razem już koniecznie szafy muszą być przewietrzone.
Kilka rzeczy pewnie z nich wyleci i od razu (przynajmniej na krótko;) będzie w nich więcej miejsca.
Dotyczy to szaf ubraniowych jak i szaf z produktami spożywczymi, chemią, sprzętem kuchennym itp.
Niby nie potrzebne rzeczy wyrzucam od ręki, ale zawsze zachowa się jakiś przydaś lub ciuszek, którego "szkoda" wyrzucić;).
Od jutra więc ja zabieram się za szafy, a Ślubny za dokładne, wiosenne mycie wszystkich okien.
Dopóki jest ładna pogoda, bo zapowiadają, ze zamiast wiosny przyjdzie do nas ponownie zima.
Może meteorolodzy się pomylą ….
Wiosna więc przyjdzie, albo nie, ... ale na pewno przyjdą Święta. 
Ich żadna pogoda nie zatrzyma;(.
A szkoda!

W temacie świąt zdjęcia kilku kart świątecznych.


poniedziałek, 05 marca 2018

Jeszcze wiosna jest daleko,
jeszcze kotki śpią nad rzeką.
Stara wierzba je kołysze
coś im szepcze, śpiewa w ciszy.

I baranków nie ma jeszcze
co na niebie w słońcu błyszczą.
Jeszcze śpią za siódmą górą
za śnieżycą, za wichurą.

Przyjdzie wiosna.
W ciepłe ranki zbudzi kotki i baranki.
Gdy z kotkami się pobawi
to kaczeńce zbudzi w stawie.
Puści je nad wodą gładką
jak kaczuszek żółte stadko.

(Autor: Helena Bechlerowa).

Miniony tydzień taki jakiś mdły i bezpłciowy, z wyjątkiem wtorkowej, wkurzającej wizyty u dentysty.
Jako, ze w marcu mija pół roku od wszczepienia implantu, poszłam ustalić z dentystką terminy prac protetycznych.
Dlaczego więc wkurzająca?
Ano dlatego, ze podczas przeglądu dentystka stwierdziła, ze ząb, który w listopadzie sprawiał mi problemy trzeba usunąć, bo nie podoba jej się to, co dzieje się przy korzeniu.
A więc w jego miejsce będzie trzeba wstawić kolejny implant – i jak tu się nie wkurzać, kiedy sobie człowiek pomyśli, co by można sobie kupić za te pieniądze;))).

W sobotę byliśmy na imieninach u mojego ulubionego sąsiada.
Dość dawno już osobiście życzeń mu nie składałam, bo zazwyczaj w tym czasie bywam w sanatorium.
Ale nie w tym roku, ponieważ tym razem marcowy pobyt w sanatorium odwołałam.
Bardzo mi się nie chciało jechać, a więc nie pojechałam.
I takich właśnie dni, jak miniona sobota mi brakuje, takich miłych zdarzeń, spotkań z takimi dobrymi ludźmi, takiego budującego czasu.
Niedzielą zawładnęły wnuczęta, więc też było miło, aczkolwiek, nie było już tak  spokojnie i wyciszająco.

Nowy tydzień zaczął się słonecznym i w miarę ciepłym dniem.
Straszą jednak, ze to ocieplenie jest tylko chwilowe, ale … jest już marzec i koło czasu ruszyło.
Wiosna przyjdzie!
Przyjdzie!
W południe już czuć jej zapach;).
Mimo, że ostatni tydzień dawał nam do zrozumienia, ze wiosna jest jeszcze daleko.
A żeby bardziej ugruntować w sobie to przeświadczenie o zbliżającej się wiośnie, idą do Biedronki kupić sobie żankle … albo tulipany :))).

                                 ...................................................... <> ................................................................


Taką kartkę imieninową zrobiłam dla Sąsiada, jednocześnie wypróbowując moje nowe stempelki.
Tło kartki pochlapałam trochę akwarelową żółtą farbą z domieszką odrobiny farby pomarańczowej).
Na papierze do akwareli odbiłam stempelki, które wyembosingowałam  białym pudrem do embosingu.
Pomalowałam kwiatki akwarelami, wycięłam je i przykleiłam warstwowo.
Nakleiłam kilka kolorowych kamyków.
I to wszystko.
Bardzo przyjemnie i w miarę szybko się taką kartkę robi.
Najdłużej trwa malowanie (ale bardzo to lubię:) i wycinanie (czego nie cierpię;).

niedziela, 25 lutego 2018

Zmierzch z nocnym mrokiem zaplatają matę,
matę szeroką, półciemną, półjasną,
na czarne pasmo kładą srebrne pasmo,
na pasmo miękkie dwa pasma włochate...

Tkają w nią róże białe, jakieś iskry,
ram pozłacanych mrący uśmiech ryży,
uparte światło kryształowej miski
i niebieskawy blask okiennych krzyży...

Przez próg do parku idą i wciąż plotą,
i dalej wiążą włochate przędziwa -
nietoperz, księżyc goniący z tęsknotą,
skrzydłem zamiata i splot im przerywa...

(Autor: Maria Pawlikowska – Jasnorzewska „Zmierzch”).



Na początku minionego tygodnia Wiktoria wyzdrowiała i wróciła do domu.
Dobrze się złożyło, bo  zaczęło mnie „coś” brać.
Najgorzej, jak nie wiadomo co się dzieje, nie mam temperatury, nie drapie mnie gardło i nie łamie mnie w kościach a mimo to czuję, ze coś jest
nie tak – byłam słaba, śpiąca i wszystko było na NIE.
Postanowiłam odpocząć, poleżeć i nie wychodzić z domu.
Często tak mam, ze nawet jak jestem zdrowa, to przez kilka dni nie wychodzę z domu i mnie to nie uwiera.
Tym razem poczułam się jak w więzieniu.
Jednak „nie chce mi się” to zupełnie co innego od „nie powinnam, nie powinnam, nie mogę”.
Przewrotność to paskudna żmija, jak się czegoś nie może, to się tego bardzo chce.
Mrozy przegoniły „żmiję przewrotność” bo jestem zmarzluch i wychodzić teraz już mi się NIE CHCE;))).
Ale nie na tyle by nie pojechać wczoraj na warsztaty Scrap Wawa.
Pooglądałam co jest na stoiskach, zrobiła trochę zakupów (trochę, bo chodził za mną cerber, który miał przykazane by mnie w zakupach hamować;), odsiedziałam swoje na szkoleniu i doszłam do wniosku, ze uczę się i uczę robienia tych scrapków a i tak jestem goopia.

Dzisiaj byłam umówiona z wnuczętami i córką na Wystawę Kotów Rasowych.
Niestety, ciśnienie poleciało mocno w górę i mnie, niskociśnieniowca, boli głowa.
Właściwie boli, to bardzo delikatnie powiedziane.
Wnuczęta poszły z córką, oni na stadion z Saskiej Kępy mają o rzut beretem.

Drogie Parafianki, to by było na tyle dzisiejszego kazania, odezwę się znowu, jak wyleczę się z leniusa nierobusa.

sobota, 17 lutego 2018

Kotu potrzeba niewiele:
Pogłaskać go tylko w niedzielę,
w poniedziałek, wtorek i w środę
leciutko podrapać go w brodę,
w czwartek, w piątek i w sobotę
pobawić się trochę z kotem
i w niedzielę – znów niewiele.

A jeśli ci się uda
pokochać go troszeczkę
i tym co mu smakuje
napełnisz mu miseczkę
i mocno postanowisz
nie oddać go nikomu
i zgodzisz się by czasem
porządził trochę w domu,
to zauważysz potem
(to zresztą przyjdzie z wiekiem),
że będąc bliżej z kotem,
jesteś bardziej człowiekiem.

(Autor: Franciszek Jan Klimek)

Jestem, żyję, tych wszystkich, którzy się niepokoili moją nieobecnością w telefonach i mailach przepraszam za moje milczenie i dziękuję za troskę.
To bardzo miłe uczucie, ze ktoś o nas myśli.
Tak się jakoś porobiło, że proza życia wciąga mnie bardziej niż wirtualna rzeczywistość.
Dziwne, ale prawdziwe, ja która przez piętnaście lat nie położyłabym się spać wcześniej nie sprawdziwszy, co dzieje się blogosferze (najpierw w DTS, później na bloxsie), teraz mogę z powodzeniem na ten portal nie zaglądać.
Wiele aspektów się na to złożyło, zebrałam sporą kolekcję nie najlepszych wydarzeń i złych wiadomości.
Jestem osobą, która trudnym sprawom stawia czoła, gorzej, kiedy dzieją się rzeczy, na które zupełnie nie mam wpływu, a które niestety mają duży wpływ na życie moje lub moich bliskich.
Wtedy buzują we mnie emocje jak wstrząśnięta Coca Cola.
Latem można tę energię wyładować na długich spacerach, teraz kiszę się w domu i gdyby nie papierki, stempelki, akwarele, pastele i copiki – czyli tworzenie kratek wielkanocnych, to dla każdej formy żyjącej w naszym domu stanowiłabym poważne zagrożenie;).

Tak, ta moja przygoda z cardmakingiem leczy moją psychikę, niestety, takie ślęczenia nad kartkami wyraźnie daje popalić mojemu kręgosłupowi.
Jednak od przeszło tygodnia  w kąt poszły kartki i czytanie książek  (akurat w czytam „Córki Wawelu” Anny Brzezińskiej) oraz wszelkie insze
wiadomości i wydarzenia, albowiem na pełen etat i 24h na dobę opiekuję się wnuczką.
Wiktoria złapała w przedszkolu ospę, jej rodzice postanowili na czas choroby odseparować ją od brata, dlatego wnuczka przebywa u nas.
Wiktoria to wyjątkowe dziecko i nawet chora nie jest uciążliwą, a ten jej pobyt u nas jest bardzo fajnym i miłym czasem.

No i jeszcze sprawa bardzo ważna – dzisiaj jest Międzynarodowy Dzień Kota, nie mogę zignorować takiego święta nic o tym w blogu nie wspominając, bo by mi moje koty tego uchybienia nie darowały.
Z Vicią nożna by się jeszcze jakoś dogadać i jej wytłumaczyć, ale Felka się po prostu boję, bo robi się coraz bardziej dziki i agresywny.
I nie tylko w stosunku do Vici, ale do nas też czasem z pazurami stratuje.
Swoim zachowaniem grabi sobie na to, by jak tylko nastanie wiosna, został wywieziony na „letnisko” do mojego brata na wieś.
Tam jest zawsze kilka kotów więc będzie mógł sobie wystawiać na nich swoje pazury (zobaczymy czy sobie na to pozwolą;) oraz swobodnie wychodzić na wolność o czym Felek marzy od zawsze.
Miał rację nasz weterynarz, który mówił od samego początku pobytu kota u nas – „ten kot nie nadaje się do chowu w czterech ścianach, on musi mieć otwartą przestrzeń przed sobą”.

czwartek, 25 stycznia 2018

Nalał dobrego wina i utopił w nim smutki
Zaprosił magię i poezję
Dla jednych zapalił kominek i ukołysał wieczornie
Dla innych zapalił błyskotki i świecidełka
I zaprosił na spacer
Taki żart zrobił sobie wieczór …

To Wilanów i namalowane światłem różne cudeńka.
Zabraliśmy tam przedwczoraj wnuczkę i nie można było wyciągnąć ją stamtąd do domu.
Spektakl trwa  codziennie od godz. 16.00 do 21.00.
W weekendy jest dużo ludzi, natomiast w dni robocze tłoku nie ma i można wszystko dokładnie obejrzeć.
Zdjęcia z labiryntu świetlnego pokażę Wam następnym razem.


Pierwszy miesiąc nowego roku mija całkiem po staremu.
Kiedy opuścił mnie ból nogi i wreszcie mogłam wyrwać się na świat korzystałam z tego ochoczo.
Ciągnęło mnie między ludzi, oraz po prostu trzeba było zrobić zakupy i pozałatwiać sprawy, które wymagały mojej obecności.
Szybko jednak ta moja aktywność mi się znudziła, zamknęłam się w domu, niby nie dzieje się nic, wszystko płynie po staremu, w swoim tempie i w swoim czasie… i niech tak zostanie, przynajmniej do wiosny.

Moja choroba była dobrym odwykiem od Internetu, z czego się cieszę bo jest mi z tym bardzo dobrze.

W między czasie Ślubny rozebrał choinkę, bombki powędrowały do pudełek, ja pochowałam inne ozdoby świąteczne, na parapetach zagościły hiacynty.

Mimo wszystkich pomówień, złorzeczeń i gromów, jak co roku, zagrała nam WOŚP.
Osobiście nie byłam (były wnuczęta z Dziadkiem i OMW), ale w tym roku „mój” bank włączył opcję dzięki której bardzo prosto mogłam (nawet w dwójnasób) wesprzeć Orkiestrę.

Radośnie i wesoło (dzięki szczebiotom i żywotności wnucząt) minęły święta geriatrii.

Zbliża się koniec stycznia.
Mimo, ze moje „chciejstwo” wiosny jest ogromnie, to w cuda nie wierze i wiosny jeszcze nie wyglądam.
Bo przecież jeszcze przed nami luty, a w głowie jeszcze z dzieciństwa mam zakodowane , ze w lutym zima potrafi pokazać swoje prawdziwe oblicze.
Ale w marcu już jawnie pozwolę sobie tęsknić za zwykłą trawą, seledynem pierwszych listków, za fiołkowym zawrotem głowy.
Trzeba jakoś przeżyć ten luty, dobrze, że on taki krótki;).

piątek, 05 stycznia 2018

Styczeń:
Z wód Styksu wypływa,
zmoczony,
parskając zapomnieniem -
Nowy Rok.

Luty:
Lód leży jeszcze nieprzerwany
między nadzieją a zimnem -
jeszcze sobie "ty" nie mówią.

Marzec:
Marznie jeszcze marzenie...
Marzy mróz...
Mży deszcz...

Kwiecień:
I już tylko kwiaty
rzucają cień
na życie...

Maj:
Mój, moja, maj.

Czerwiec:
Czerwone czaroziele
zerwie,
nie wiedząc nic...

Lipiec:
Lipa, miodami pachnąca,
jak piec rozogniona kwiatem.
Deine roten Lippen
möcht ich kussen...

Sierpień:
Nie ścinajcie!
Nie ukrócajcie!
Sierp wyrzućcie wysoko,
niech lśni jak nów w obłokach,
bo cóż po cierpieniu?

Wrzesień:
Wrzosy, babie lato, wrzenie,
ptasie wrzaski w rzęsistym lesie.
Dajcie się babie zabawić!
Wejdź przez sień...

Październik:
Paździerze lecą ze szczęścia...

Listopad:
Bezszelestny upadek wszystkiego.
Bezlistne drzewa,
bezlitosne myśli.

Grudzień:
Nie po różach,
ale po grudzie
idzie najkrótszy dzień
w grób.

(Autor: Maria Pawlikowska - Jasnorzewska, "Anno Domini")

Sylwester minął mi spokojnie i całkiem nudno, czyli tak jak lubię.
Zjedliśmy ze Ślubnym kolację, każde poszło do swojego pokoju i robiło to, co chciało.
Ja czytałam „Lato leśnych ludzi” Rodziewiczówny (tak, czasem lubię zresetować się jej książkami;), podjadałam bakalie i owoce oraz uspokajałam Felka, który wyraźnie cierpiał, gdy za oknem szalały fajerwerki.
A w tym roku wiwatowanie było wyjątkowo na bogato.
Nawet mi się to podobało, bo nie były to ogłuszające race, tylko kolorowe fajerwerki.
I gdybym nie musiała zajmować się Felkiem, to mogłabym zrobić całkiem udane zdjęcia.
Potem były życzenia i bąbelki, a potem poszłam spać.

W nowy rok weszłam krokiem kulawym i bardzo wolnym, bo noga w dalszym ciągu boli.
Fakt, ze nie jest to rwący ból jaki był przed świętami, ale do normalności jeszcze daleko.

Podsumowania starego roku nie będzie, bo mam z nim trochę na pieńku za to, ze dwa razy sponiewierał mnie strasznym bólem, ale…
Ale z drugiej strony to i tak okazał się łaskawy, bo pobytu w szpitalu mi zaoszczędził.

Na ten Nowy Rok sprecyzowanej wizji nie mam i planów żadnych nie czynię.
Oczywiście mam nadzieję, że pozwoli mi odsapnąć od wizyt u lekarzy, że w rodzinie nic złego się nie wydarzy, że podróż, na którą mam
wielką ochotę dojdzie do skutku.

Przedwczoraj byłam na kolejnej wizycie u lekarza.
Dał mi do wyboru – następna blokada, czy czekamy z tym jeszcze tydzień.
Ponieważ idzie ku lepszemu (bardzo wolno, ale idzie) wybrałam czekanie.
A teraz, jak mnie czasem ból złapie, to sobie w brodę pluję.
Nic to, wytrzymałam nie takie bóle, wytrzymam jeszcze kilka dni.

Dochtor powiedział, ze styczeń przeznaczamy na obserwację, a potem zapada decyzja, albo się na jakiś czas od skalpela wymigam, albo nie.
Widzę, ze dochtor już ostrzy na mnie nóż, bo wypytywał mnie o stan ogólny mojego zdrowia i o wszystkie parametry potrzebne do operacji.
Niech on sobie ten swój nóż ostrzy, ale mnie życie nauczyło, ze w tak ważnych sytuacjach zawsze zasięgam opinii innych lekarzy.
I jak wszyscy mówią jednym głosem, wtedy dopiero jest moja zgoda.
Tak będzie i tym razem, … ale jakiś, na razie bardzo cichy, głosik mi mówi, ze jeszcze tym razem się spod noża wywinę.
Oby!.

poniedziałek, 01 stycznia 2018

Jeżeli spokój zachowasz, choćby go stracili
Ubodzy duchem, ciebie oskarżając;
Jeżeli wierzysz w siebie, gdy inni zwątpili,
Na ich niepewność jednak pozwalając.
Jeżeli czekać zdołasz, nie czując zmęczenia,
Samemu nie kłamiesz, chociaż fałsz panuje,
Lub nienawiścią otoczon, nie dasz jej wstąpienia,
Lecz mędrca świętego pozy nie przyjmujesz.

Jeżeli masz marzenia, nie czyniąc ich panem,
Jeżeli myśląc, celem nie czynisz myślenia,
Jeżeli triumf i porażkę w życiu napotkane
Jednako przyjmujesz oba te złudzenia.
Jeżeli zniesiesz, aby z twoich ust
Dla głupców pułapkę łotrzy tworzyli,
Lub gmach swego życia, co runął w nów,
Bez słowa skargi wznieść będziesz miał siły.

Jeżeli zbierzesz, coś w życiu swym zdobył,
I na jedną kartę wszystko to postawisz,
I przegrasz, i zaczniesz wieść żywot nowy,
A żal po tej stracie nie będzie cię trawić.
Jeżeli zmusisz, choć ich już nie stanie,
Serce, hart ducha, aby ci służyły,
A gdy się wypalisz, Wola twa zostanie
I Wola ta powie ci: "Wstań! Zbierz siły!"

Jeżeli pokory zniszczyć nie zdoła tłumu obecność,
Pychy nie czujesz, z królem rozmawiając,
Jeżeli nie zrani cię wrogów ni przyjaciół niecność,
I ludzi cenisz, żadnego nie wyróżniając.
Jeżeli zdołasz każdą chwilę istnienia
Wypełnić życiem, jakby była wiekiem,
Twoja jest ziemia i wszystkie jej stworzenia
I - mój synu - będziesz prawdziwym człowiekiem!

(Autor: Joseph Rudyard Kipling)

Mamy Nowy Rok 2018.
Każdy ma związane na nim oczekiwania i cele.
Nie ważne czy są to przyziemne oczekiwana, czy wzniosłe cele - życzę Wam, by się one spełniły z nawiązką.
Niech nam dopisuje zdrowie, niech ludzie będą dla siebie ludźmi a słowa, które nas bombardują niech nas nie ranią i .
Nie traćmy pogody ducha i wiary w to, ze może być lepiej i normalniej.
Abyśmy za rok o tej porze mogli powiedzieć – to był dobry i spokojny rok.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87