| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
wtorek, 13 czerwca 2017

Czerwiec to czarodziej!
Znalazł o północy
to, co w baśniach kwitnie
raz w rok:
Kwiat Paproci.
Da go tobie.
Da go mnie.
Kiedy?
Nocką.
Gdzie?
We śnie.

(Autor: Ewa Szelburg – Zarembina)

Już połowa miesiąca, czas ostatnio biegnie jakby mu ktoś przydeptywał ogon.
A już w ostatnim tygodniu spieszył się wyjątkowo.
Ani się nie obejrzałam a przyszła sobota.
W sobotę wiele rzeczy się działo i wiele rzeczy się wydarzyło.
A więc planowo, jak co miesiąc odbyła się miesięcznica smoleńska, której towarzyszyły, tradycyjnie już, protesty.
Nie odbył się, jak co roku, Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu.
Odbył się Ogólnopolski Zlot Scrapbookingowy na którym z przyjemnością pobuszowałam i wyszłam stamtąd z dwiema torbami.
Ale zanim opuściłam to ciekawe dla mnie miejsce, uczestniczyłam w warsztatach na których zrobiłam taką oto jak na poniższych zdjęciach kartkę.
Własnoręcznie przedtem odbiłam, pokolorowałam i wycięłam stempelki z elementami potrzebnymi mi do zrobienia kartki.
No i wieczorem w sobotę Polska (przy znacznej pomocy Lewandowskiego) wygrała z Rumunią.
A potem przyszła niedziela, relaksująca i leniwa, ale też bardzo szybko minęła;).

 

Kartę można złożyć i włożyć do koperty.
Kolory nie są nasycone, bo zdjęcia robione są przy świetle sztucznym.

czwartek, 08 czerwca 2017

Chronione w objęciach starego czerwonego muru,
W porządku jak żołnierze, wesoła kompania,
Stoją tulipany równo w szeregu. Tutaj piechota
Robi zwrot w stronę słońca. Pełna śmiałego wdzięku
Wkłada mundury, białe z galonami w kolorze fioletu.
Tu zaś, w złoconych mundurach kawalerii, plutony
Ze szkarłatnymi szablami, rzucającymi się w oczy
Purpurowych baterii, każda broń na swym miejscu.
Przechodzą do przodu, rozrzucając z dumą kolory,
Z płonącymi pochodniami wychodzą na czas, aż minie
Jakiś szybki, niesłyszalny marsz. Martwe są nasze uszy
Nie mogą uchwycić melodii. W pantomimie
Paradują te armie. Naszymi ostatnimi siłami
Słuchamy strumienia wiatru nad rabatą z kwiatami.

(Autor: Amy Lowell, z tomu “Sword Blades and Poppy Seed”, 1914)
tłum. z angielskiego Ryszard Mierzejewski





Jak co piątek zabrałam się od rana za cotygodniowe porządki (piątek jest u mnie dniem „gospodarczym”).
Dopiero córka uświadomiła mi, ze wyprzedziłam kalendarz, taka pomyłka jest do przyjęcia, gorzej jak się jeden dzień tygodnia zgubi.
Skoro jutro mam „wolne”, to już wiem jak „to wolne” zagospodaruję, oby tylko dopisała pogoda.

W sobotę idę na Ogólnopolski Zlot Scrapbookingowy, kupię sobie trochę „przydasi” do robienia kartek, wezmę udział w warsztatach, po co
do wszystkiego dochodzić szukając w Internecie, kiedy można skorzystać z wiedzy fachowców.

Kupując bilety na koncert Ganzów uświadomiłam sobie, ze pierwszy raz pojadę Pendolino.
Zaczęłam liczyć ile lat nie podróżowałam pociągiem i wyszło mi, ze … dwadzieścia.
Kiedyś był to środek lokomocji z którego korzystałam bardzo często, minimum raz w miesiącu jeździłam do Mamy.
Ale dwadzieścia lat to szmat czasu, czy ja teraz będę potrafiła poprawnie zachować się w pociągu?;))).

Z Felkiem dzieje się coś niepokojącego.
Ma bardzo niespokojne sny, podczas których rzuca się i przeraźliwie (całe szczęście niezbyt głośno) miauczy, sapie, dyszy, fuka.
Ja się go z tego snu przebudzi jest zdezorientowany i przerażony.
Z tego powodu kot został w domu, bo był pomysł by kot lato spędził na wsi u mojego brata.
Tam jest zawsze kilka kotów, więc miałby do zabawy towarzystwo i  miałby możliwość wyjść na zewnątrz, czego tak bardzo pragnie.
Może zbytnio kota personifikuję, ale wydaje mi się, ze przyczyn jego zachowania należy szukać w przeżyciach we wczesnym „dzieciństwie”, które nie wiadomo jakie było.
Na pewno nie spokojne i szczęśliwe skoro kot trafił do schroniska.
Jednak mylącą sprawą jest fakt, ze tak zachowywać zaczął się jakieś pół roku temu i się to pogłębia.
Trzeba będzie zrobić kotu tomograf/rezonans głowy, wtedy sprawa powinna się wyjaśnić.
Ale zajmę się tym dopiero pod koniec miesiąca jak wrócę z Gdańska.

A tym czasem idę posiedzieć na balkon, bo cały dzień dzisiaj kiszę się w domu;).

czwartek, 01 czerwca 2017

Jak ptak jesteś – o piórach z purpury i złota!
Nakrapianyś – jak skóra cudownego węża!
Jak płomień – którym wiatr bezgłośnie miota!
Jak płomień – co w pośpiechu ostygłby i stężał!

Chrzęścisz cicho jedwabiem pod zakrzepłym żarem,
siarkę mieszasz z krwi pąsem w chlasty, bryzgi, smugi,
aż powalony wreszcie własnym, szkarłatnym ciężarem,
masz w sobie coś z Mefista i chorej papugi...

(Autor: Beata Obertyńska z tomu „Otawa”, 1945)

Witacie Kochani!
Z okazji dzisiejszego święta chcę zacząć od złożenia życzeń wszystkim dzieciom, tym małym i tym dużym.
Życzę radości z każdej chwil i z rzeczy najmniejszych, otwartości na ludzi, na  zdarzenia oraz odrobinę beztroski! 

Ja z bicza strzelił minął najpiękniejszy miesiąc w roku.
Do miesiąca maja i do wrześnie mam najwięcej sentymentu.
Za kolory - każdy z tych miesięcy mieni się innymi barwami, ale i maj i wrzesień to wirtuozowie palety.

A czerwiec ?.
Czerwiec kwiatem kaliny świat nam zabieli,
płatkami jaśminu drogę nam zaścieli,
zrosi ranki lekką rosą,
kłosy zbóż w górę wystrzeli,
na łąkach trawy ukwieci,
zapach bzów kokardą wspomnień zawiąże,
w parku na ławce z nami usiądzie…
Słodkim kwiatem zapachną nam akacje,
A dzieciom czerwiec podaruje … wakacje.

Dzieje się dużo i życie w realu pochłonęło mnie tak, ze na wirtualne bywanie na blogu nie mam zwyczajnie czasu.
Trochę też jestem zmęczona bloxem a właściwie tymi problemami, które od jakiegoś czasu sprawia tu piszącym.
Mam iskierkę nadziei, ze nie jest to początek końca bloxa i że Agora jakoś się ogarnie i zadba również o zwykłe blogi, te o życiu, a nie tylko , te o byciu.

poniedziałek, 22 maja 2017

„Jest czas by mieć
jest czas by tracić
jest czas by szukać
jest czas zobaczyć

Mieć w górze niebo
w sobie spokój
pod sobą krzesło
a świat gdzieś z boku

Jest czas na słowa
jest czas milczenia
jest czas być w słońcu
jest czas być w cieniu

Jest czas by pytać
jest czas by wiedzieć
Mieć ręce pod głową
zmrużone oczy
patrzeć jak życie
się toczy…”

(VooVoo,  „Zmruż oczy”, tekst Piotr Sokołowski)

Teraz jest czas by patrzeć.
Patrzeć wokół siebie, bo pięknie jest.
Cud każdego kwiatu, każdej roślinki zapiera mi dech w piersiach.
Uciekam więc z mieszkania na tzw. łono przyrody i cieszę się, ze po szarej zimie, zimnym kwietniu i początku maja wreszcie można było zrzucić z siebie
grube ubrania, a na nogi przywdziać sandałki.
Dzisiaj zostałam w domu by odrobić zaległości.
Zostałam za to ukarana, do cna ogłuszyły mnie kosiarki pracujące cały dzień za oknem.
Barbarzyńcy uzbrojeni w maszyny spalinowe z maniackim uporem niszczyli wszelkie niekontrolowane przejawy ożywienia przyrody.
Normalni ludzie uwielbiają żółte mlecze, które przeradzają się w urocze dmuchawce, zachwycają się zielenią, kochają zapach kwiatów.
Po co kosić wszystko jak leci już w maju?
Dlaczego nie pozwolą nacieszyć oczu kwitnącymi mleczami i innymi dzikimi, wiosennymi kwiatkami.
Żeby trawniki zachowały schludność wystarczyło poczeka do przekwitnięcia większości kwiatów, czyli do początku czerwca.
Zapytałam, niestety, taki mieli grafik;(.

Smutno mi się zrobiło po wiadomości o śmierci Zbigniewa Wodeckiego.
Odszedł prawdziwy Artysta, pracowity i dobry Człowiek, nie wplątany w brudną politykę i durne spory.
Taki czas, odchodzą najlepsi…

OMW podarował mi bilet na koncert Guns N' Ross na 20 czerwca w Gdańsku.
Hotel zaklepany, jeszcze muszę zdecydować o rodzaju transportu.
Czy ktoś z czytaczy wybiera się także na ten koncert?
Jeżeli tak proszę o wiadomość.

czwartek, 18 maja 2017

Czasie różowo-biały, coś kwieciem nad kwiaty,
rozsiadł się kielichem na skromnych gałązkach;
Chwilo coś przybrała drzewko w królewską szatę,
by wiatrem w słońcu, jak jedwabiem potrząsać.

Gdybym mogła zatrzymać cię, jak kiedyś brankę...
Wzięłabym w jasyr, twój czar, zapach, urodę!
Proszę trwaj bezkreśnie, jak piękna bogdanka,
co zdobi nieziemskie, a niebiańskie ogrody.

(Autor: Zofia Szydzik.)

Jakoś tak się w tym roku porobiło, ze z fotografią jestem w niedoczasie.
Bo albo padało, albo wiało, albo padało i wiało.
Przedwczoraj pojechałam wreszcie do Ogrodu Botanicznego do Powsina.
Siedziałam tam prawie cały dzień bo nie dało się Wiktorii wyciągnąć do domu.
Tak po prawdzie, to za bardzo jej nie ciągnęłam, bo cudnie tam teraz jest.
Co prawda na w pełni kwitnące magnolie się spóźniłam, ale kilka drzewek późniejszych odmian jeszcze kwitnie.
Bzy natomiast jeszcze nie rozkwitły, choć byłam pewna, ze już na nie najwyższa pora, bo u nas na osiedlu kwitną na potęgę.
Może to dobrze, bo będzie okazja pojechać w przyszłym tygodniu.
Poza tym nic takiego, co by warto zanotować, się nie dzieje, cisza, spokój … i niech tak będzie jak najdłużej.
Pogoda nas rozpieszcza, jakby chciała się zrehabilitować za zimny kwiecień i początek maja

Felek poczuł zew natury (w ub. roku miał podobnie) i bardzo chce wyjść na zewnątrz.
Dopóki na balkonie nie było rośli siedział na balkonie i dao się z nim wytrzymać.
Teraz, kiedy w donicach rosną młode roślinki, kot na balkonie może przebywać tylko z którymś z nas.
Ja nie ma na to zbyt dużo czasu (muszę zrobić trzy kartki na Dzień Matki i trzy na Dzień Dziecka) a Ślubny woli spacery od siedzenia na balkonie więc Felek jest rozdrażniony i zły, drapie w szyby i bardzo chce się wydostać na „spacer”.
Nie wiem co będzie latem, kiedy będzie się otwierać (a nie uchylać) okna.
Moskitiery nie mają szans w starciu z pazurami Felka.

I takimi oto bzdurnymi problemami żyje sobie babcia veanka całkiem z tego zadowolona, bez ambicji by było bardziej "ciekawie i światowo";).
No to do następnego poklikania:)))

piątek, 12 maja 2017

Ze wszystkich podróży
najbardziej lubię
te długie wycieczki
w siebie
bo to i cholera wie
którędy
i stacja docelowa
nie wiadomo
gdzie

lubię te podróże
bo
mogę wybierać się w nie będąc
w tramwaju
w pracy
na ulicy.

lubię te podróże
bo
tyle nieznanych krajobrazów
spotykam po drodze
tyle nieodkrytych miejsc
lubię te podróże
w które wyruszam bez biletu
a wracam
z tyloma bagażami.

(Autor: Jarosław Borszewicz, z tomu „Zezowaty duet”).


Taka pogoda panowała w sobotę po południu w okolicach Konina.


A to mniej więcej te same okolice tylko we wtorek przed południem.


By dojechać do autostrady specjalnie wybieraliśmy boczne drogi by nacieszyć oczy wiosenną zielenią.
(Zdjęcia robione z okien samochodu).

Tak, właśnie tak będę teraz podróżować, w „gąb siebie”, lub palcem po mapie, bo normalne podróże mnie już od dłuższego czasu nie rajcują i to się pogłębia.
Nie męczą mnie, planować wyjazdy też lubię, najgorzej jest jak trzeba się pakować a później spać w nie swoim, choćby najwygodniejszym, łóżku w swoim ulubionym hotelu.
Tym razem dodatkowo męczył mnie ból kręgosłupa, którego nabawiłam się przed wyjazdem, kiedy zmuszona byłam dwa dni urzędować w butach na wysokich obcasach (czasem i mnie dopadaną „wielkie wyjścia”, dobrze, ze są to sporadyczne przypadki)..
No i pogoda też swoje pięć groszy dołożyła.
W dniu wyjazdu, w sobotę pożegnało nas pięknie słonko.
Świeciło sobie do Konina, potem się zachmurzyło, a następnie rozpadało.
I padało, z małymi przerwami do wtorku, kiedy to wracaliśmy do domu.
Mnie to po prawdzie zbytnio nie wadziło, ale „aniołek” Wiktoria i „cherubinek” Staś, zamknięci przez trzy dni w hotelowych pokojach dali popis swoich możliwości, o których nikt ich dotąd nie posądzał.
Współczułam rodzicom, bo praktycznie nie wychodzili z sal bilardowych, tenisowych i innych tego typu „rozrywek” co by dzieciątka nie dały się we znaki innym gościom hotelowym.

Uroczystość komunijna bardzo udana, atmosfera rodzinna, ciepła i odświętna, ale bez napinki i zadęcia.
Dobrym pomysłem są alby, nie ma bowiem rewii mody jaką pamiętam, kiedy moja córka szła do pierwszej komunii

Nie wiem kiedy minęło prawie pól mojego ulubionego miesiąca.
Trudno zresztą było nazwać ostatnie dwa tygodnie majem, kiedy człowiek chodził ubrany w ciepłą kurtkę a w domu non stop grzały kaloryfery.
Dopiero wczorajszy i dzisiejszy dzień można śmiało nazwać dniami majowymi.
Mam nadzieję, ze wiosna się wreszcie zrehabilituje i wynagrodzi nam zimne dni z końca kwietnia i początek maja.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.

(Autor: Kazimierz Wierzyński)

Starość objawiła mi się niechęcią do mediów.
Media co prawda bojkotowałam od ostatnich wyborów, ale robiłam to wybiórczo.
Teraz ignoruję je całościowo z dużym naciskiem na Internet.
Jak to się jednak z czasem człowiek zmienia, kiedyś do Internetu byłam "przyspawana", teraz z obowiązku sprawdzam pocztę, zaglądam na forum fotograficzne i "robótkowe", zobaczę co słychać na znajomych blogach i już mnie laptop "parzy" w ręce i mam go dość.
Ten aspekt starości ma swoje dobre strony, od razu mam bardzo dużo wolnego czasu;).
Pogoda nie sprzyja spacerom, więc czytam i robię to, co ostatnimi czasy bardzo lubię - bawię się papierem, stempelkami i copicami.

W drugim tygodniu maja jesteśmy zaproszeni na uroczystość komunijną, wycinam więc, kleję i maluję kartki dla "komunistki".
Czeka mnie znowu podróż, czas nawet jest po temu sposobny, bo o tej porze roku w gołuchowskim parku jest uroczo, dobrze by było, żeby jeszcze
ktoś naprawił pogodę;).

Wracając do niechęci do Internetu - dużą rolę odegrał w tym Blox.
W Busku wszelkie anomalia z łączami przypisywałam lokalnemu, żółwiowemu Internetowi.
W domu co prawda łączność jest szybka, ale często zrywana (tylko z Bloxem), a czasem po prostu nie mogę dostać się na swój blog (ponoć takiego baloga nie ma;(.
Nie chcę zmieniać portalu, tu piszę przeszło dziesięć lat, tu się przyzwyczaiłam, w końcu  tu piszą moje znajome duszki, które lubię bo od lat wspólnie "orzemy" na tym ugorze;).
Szczerze Wam powiem, ze  tę blogosferę sprzed lat wspominam bardzo ciepło.
Kiedyś, w przeważającej większości, spotykali się tu zwyczajni ludzie, którzy byli ciekawi jak wygląda życie innych zwyczajnych ludzi.
Po prostu pisało się tu o życiu, o swoich przygodach, wydarzeniach, niepowodzeniach, przeżyciach, opowiadało się tu swoje historie.
Teraz mam wrażenie, że nie opowiada się tu o sobie, teraz kształtuje się swój wizerunek.
Obecnie są kulinaria, szafiarstwo, różnego rodzaju stylizacje, teksty sponsorowane, obawa, oby tylko nie spadły „słupki ilości wejść”( naprawdę, są osoby, które ciężko nad tym pracują).
To nie są blogi o życiu, to są blogi o byciu.

A mnie ciekawi życie - szczere, prawdziwe i zwyczajne i nikt tego starszej pani nie zabroni.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Idziemy w tym marszu wciąż naprzód i naprzód,
a tutaj stokrotka pod płotem.
Ostrożnie kochani, nie włazić butami!
Uwaga! Nie deptać stokrotek!

Nie deptać stokrotek pod płotem,
bo chociaż stokrotka maleńka,
to w każdej jest nuta piosenki
i w każdej poezji kropelka.

I człowiek się czuje bogatszy
przez taki maleńki kwiatuszek.
Dlatego rzucamy dziś hasło:
Nie deptać stokrotek i wzruszeń!(…)

(Autor: Wanda Chotomski, „Nie deptać stokrotek”)

Uff, święta minęły, czas na święty spokój.
Tym bardziej, ze do następnych świąt jest sporo czasu.
Nie znaczy to, ze coś mam przeciwko świętom, ale …
Tym razem nic do dojadania przez kilka dni nie zostało, skończyły się święta, skończyły się potrawy świąteczne.
 Z wyjątkiem bigosu, którego sporo zostało, ale już go zawekowałam, przyda się na weekend majowy.
Tylko rzeżucha wyrosła dopiero drugiego dnia świąt, więc nie spełniła się jako dekoracja, za to teraz podjadam ją do kanapek, do pizzy domowej, do sałatek, bardzo lubię, smakiem przypomina mi rukolę.

Wczoraj wreszcie postanowiłam się za siebie wziąć.
Czas był najwyższy, bo zaczynałam się bać, kiedy rano spoglądałam w lustro.
Mądrość ludowa głosi, ze „nie pomoże puder, róż, kiedy baba stara już”.
Co jest prawdą, ale nie do końca.
Złote ręce pani Irenki potrafią szarą rzeczywistość trochę odczarować.
Chciałam tylko odświeżyć makijaż permanentny, pani Irenka zarządziła jeszcze przedtem coś tam coś tam, a potem jeszcze tamto i owamto, plus odświeżenie makijażu i z kozetki zlazłam po przeszło pięciu godzinach.
Kozetka niby wygodna, ale jak zlazłam z niej zgięta, w takiej pozycji już zostałam.
Boli jak diabli, duża ulga jest tylko jak leżę na brzuchu wsparta na łokciach.
No więc sobie tak leżę, trochę czytam, trochę oglądam telewizję (DOMO+, HGTV).
Kiedy podłożę sobie pod klatkę piersiową poduszkę to mogę nawet trochę pobuszować w Internecie i nawet przez moment poklikać.
Najgorsze jest to, że za zaistniały stan rzeczy mogą mieć pretensję tylko do samej siebie.
A jak tu samej sobie ciosać kołki na głowie i robić wymówki???;).

sobota, 15 kwietnia 2017

Dzieci na Wielkanoc są inne niż zazwyczaj,
W dzieciach na Wielkanoc jest moc tajemnicza,
Dzieci na Wielkanoc
Wstają bardzo rano
I pytają: - Dlaczego dzwony tak głośno krzyczą?

Dzieci na Wielkanoc mają czerwone usta,
Czerwonymi ustami plotą różne głupstwa:
Czy strażak śpi na wieży,
Czy słońce to jest księżyc
I dlaczego hiacynty zaglądają w lustra.

Ty dzieciom na Wielkanoc odpuść wszystkie winy:
Że rozlały atrament, że zbiły słoiki -
Gdy tak smacznie śpią nocą,
Nie dziw, że we dnie psocą,
Że wciąż w ruchu są, jak małe listeczki brzeziny.

Ty także byłeś mały. To historia dawna,
Powiadasz. Ja rozumiem - dzisiaj nosisz krawat,
Parasol i notesik,
Ale gdyś jest wśród dzieci,
Czy nie jesteś znów dzieckiem, powiedz, czy nieprawda?

Widzisz, ten świat jest wciąż niedoskonały:
Jednym ciągle zbyt groźny, innym wciąż zbyt mały -
Ale wiedz: ciemne drogi,
Troski, trudy i trwogi -
Że dzieci, zawsze dzieci w nim opromieniały.

I jeszcze jedno cierpkie słówko jegomości
Podrzucę na odchodnym, z sympatii, z miłości:
Że gdy dzieciom, mój panie,
Zechcesz kropnąć kazanie,
Zaczynaj od kazania do własnych słabości.

(Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński - "Dzieci na Wielkanoc").

Kochani!
Życzę Wam, aby Święta Wielkanocne były czasem spokoju, odpoczynku i wiosennego optymizmu. Dniami spędzonymi wśród tych, których kochacie i z którymi chcecie przebywać, a jeżeli pogoda pozwoli, niech to będą dni spotkań z budzącą się do życia przyrodą.


piątek, 14 kwietnia 2017

... jednak mnie dopadła.
Chociaż na chłodno układałam plan i niby według niego działałam, to dzisiaj rano myśl - "za dwa dni święta" przyprawiła mnie o lekką panikę.
Postanowiłam więc, ze ulubioną przez nas roladę z cielęciny oraz roladę z boczku upiekę dzisiaj.
Pasztet przyniesie córka, bo jej teściowa obdarowała ją całkiem sporą porcją.
Jeszcze wstawię wywar na żurek i zupę pomidorową na jutro, doprawię bigos i zajmę się sobą, bo włosy wołają o uładzenie ich a i paznokciom muszę poświęcić trochę czasu.
Chciałam pomalować pisanki, ale wnuczka prosiła żeby z tym poczekać do jutra, bo ona mi pomoże.
STRASZNIE się z tego cieszę;(, bo Wiktoria ma swoje wizje, które potrafi bronić do upadłego i nie wiem, czy na pisance nie namaluje np. straży pożarnej w akcji albo diabła Boruty (ostatnio dziadek czytał jej bajkę o Borucie i Boruta na ten czas stał się jej idolem;).

Życzenia świąteczne złożę Wam jutro, przynajmniej będę miała okazję by oderwać się od kieratu;).

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 81