Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
poniedziałek, 07 maja 2018

Na sobotnim koncercie Bryana Adamsa było fantastycznie.
Muzyk nagrywa i koncertuje od niemal 40 lat, więc młodzieniaszkiem nie jest, ale nie obija się to ujemnie na jakości jego koncertowania – przekonałam się, ze rockowa emerytura jeszcze długo mu nie grozi.
Adams zaskoczył mnie nie tylko fantastyczną formą wokalną, ale również bijącą od niego i  towarzyszących mu muzyków radością wspólnego grania.
W przerwach pomiędzy utworami imponował poczuciem humoru, luzem i charyzmą, dzięki którym całkowicie zawładnął sercami wielotysięcznej publiczności.
Również polscy fani również nie pozostali dłużni swojemu idolowi – znali na pamięć teksty największych przebojów Adamsa, a podczas utworu „Please Stay” w sektorze tuż pod sceną zaroiło się od wyciętych z papieru pomarańczowych serduszek, przyniesionych przez najwierniejszych fanów.
Występ zakończył zaśpiewany przez Adamsa solo, z towarzyszeniem gitary akustycznej i harmonijki ustnej, przebój „All For Love”, podczas którego halę Torwaru oświetlały wyłącznie tysiące telefonów komórkowych wzniesionych w górę przez publiczność.
Oby Adams nie kazał zbyt długo na siebie czekać z następnym koncertem.

Ostatni utwór na bis - „All For Love”, wykonany bez orkiestry, z towarzyszeniem gitary akustycznej i harmonijki ustnej.

czwartek, 03 maja 2018

Na liściu leży kwiat

        drzemiący,

żółtawo biały, jak słoniowa kość.

        Słodki, że aż
nudzi.

Przedmiot pachnący -

        złośliwie
tajemniczy świat -

        dziwny gość,

        Wśród nas ludzi. -

(Autor: Maria Pawlikowska – Jasnorzewska)

Piękna wiosna nie pozwala siedzieć mi w Internecie, a raczej pod drzewem na skwerze, albo w Ogrodzie Botanicznym.
A tam z dnia na dzień coraz inne kwiaty sypią nam pod stopy swoje płatki.
I tak po forsycjach, migdałkach, ałyczach i wiśniach  już tylko wspomnienia.
Za każdym pobytem zaskakują mnie coraz to inne kwitnące rośliny, wszystko jest piękne, wszystko zachwyca, nawet zwyczajny, ale o tej porze bujny i kolorowy, na szczęście jeszcze nie skoszony, trawnik na skwerku.
Codzienność teraz jest taka niecodzienna, chodzę w zachwycie, niepomna na to, co w kraju i na świecie, bo kwitnącym jabłoniom i kiściom bzu, majowym
chrabąszczom i wielkiemu śpiewakowi – skowronkowi, zawisłem nad polami – obojętne jest to, co dzieje się w polityce.
Przyroda po prostu jest, każdej wiosny budzi się do życia kwitnie, cieszy oczy, a my powinniśmy to zauważać i czerpać z tego beztroską prawdę.
Codzienne życie toczy się późnym popołudniem i wieczorami i często na tę szarą rzeczywistość brakuje czasu.
I dobrze, bo po co tę szarzyznę i zwyczajność celebrować.

Przedłużony weekend Wiktoria z OMW spędzała na Mazurach, córka miała dyżur w pracy, więc na nas padło by zająć się Stasiem.
Co prawda zarzekałam się (ze względu na temperament wnuka), ze Staś u nas może być tylko w obecności swoich rodziców, ale wiadomo – siła wyższa.
I szczęki nam opadły.
Staś – który na co dzień jest małym gnomem (równie ciekawy i pomysłowy i złośliwy jak każdy gnom;), którego nie można spuszczać na sekundę z oczu – bez obecności rodziców okazał się bardzo grzecznym i spokojnym chłopcem, który rozumie co wolno a czego nie można (w obecności rodziców jakiś tego nie rozumie;).
W dodatku to wielki pieszczoch i przylepa i dwa dni razem minęły nam nie wiadomo kiedy..

Wczoraj córka przypomniała mi o sobotnim koncercie.
Chodzi o koncert Bryana Adamsa, wiedziałam o tym od jesieni, ale naprawdę zapomniałam.
A więc w sobotę idę z córką na Torwar trochę sobie pośpiewać i przypomnieć sobie jak to kiedyś bywało.
Kiedyś, kiedy człowiek był młody, stać go było tylko na bilety na płytę, gdzie był zazwyczaj tłok, mało co było widać , ale atmosfera była tam wspaniała.
Teraz, jak na starszą panią przystało mam miejsc siedzące, nawet blisko sceny, gdzie widok jest dobry, ale atmosfera już taka rozbawiona nie będzie.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Przyszła wiosna cichuteńko,
Przyszła wiosna na paluszkach
I na wierzbie, wśród gałęzi
Zatańczyła w żółtych puszkach

Zdjęła z jezior tafle lodu,
Pościągała z róż chochoły,
Dała drzewom świeżą zieleń,
Obudziła w ulach pszczoły
Wlała w ziemię zapach deszczu,
Pobieliła słońcem ściany
Namówiła do powrotu
Wilgi, czaple i bociany

Dzikie śliwy i czeremchy
Obsypała białym kwiatem
I na łące, w blasku słońca
Czeka na spotkanie z latem.
(Autor: Małgorzata Strzałkowska).

Wiosna trwa, nie jest już delikatną i subtelną wiosenką, jest okrzepłą i władczą po królewsku wiosną.
A właśnie tak się dzieje, ze tę wiosnę ostatnio oglądam tylko przez okno lub w biegu, kątem oka, kiedy załatwiam wyskakujące jak Filip z konopi sprawy.
Wiem, ze mirabelki, moje ulubione drzewka, bo w fazie kwitnienia przypominają mi „panny młode” – już przekwitły.
Szkoda, bo bardzo lubię obserwować, kiedy kwitną i jakby prześcigały się która rozkwitnie szybciej, obficiej, która zwabi swymi kwiatami więcej pszczół, która zachwyci swym zapachem więcej przechodniów.
Teraz pora na czereśnie, wiśnie, śliwy i jabłonie.
Kwitnące jabłonie bardzo lubię fotografować, czy uda mi się zrobić sobie tę przyjemność, czy też tak jak w ubiegłym tygodniu czas przepłynie miedzy palcami na załatwianiu, odkręcaniu spraw, czuwaniu nad Vicią, z którą coś się dzieje – nie na tyle, by dodawać jej więcej stresu i  wozić ją do lekarza, ale na tyle poważnie, by wychodzić i zostawiać ją bez opieki.
Cóż, jej wiek ma swoje prawa, a po tym, jak potoczyły się problemy zdrowotne Bandyty, wobec niedomagania Vici jestem bardzo niespokojna.

Właśnie taki zakręcony, niespokojny i nieprzewidywalny był miniony tydzień.
A kiedy już znalazłam chwilę czasu by udać się z aparatem na bezkrwawe łowy, zaczęło wiać, jak w przysłowiowym Kieleckiem.
Spacerować wtedy nieprzyjemnie, nie mówiąc już o fotografowaniu.
Jaki będzie ten nowy tydzień – się okaże.
Zapowiadają zmianę pogody (na gorszą) i chyba coś w tym jest, bo od kiedy wstałam, nie mogę się pozbierać.
Przez okno, na skwerze, pod blokiem na przeciwko widzę trzy różowiejące drzewka, nie pamiętam co to jest, czy wiśnie japońska, czy też różaneczniki.
Może pod wieczór przejdę się na spacer i sfotografuję.
Ale czarno to widzę, bo na razie mi się zwyczajnie nic nie chce;(.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Jak ptak jesteś – o piórach z purpury i złota!
Nakrapianyś – jak skóra cudownego węża!
Jak płomień – którym wiatr bezgłośnie miota!
Jak płomień – co w pośpiechu ostygłby i stężał!

Chrzęścisz cicho jedwabiem pod zakrzepłym żarem,
siarkę mieszasz z krwi pąsem w chlasty, bryzgi, smugi,
aż powalony wreszcie własnym, szkarłatnym ciężarem,
masz w sobie coś z Mefista i chorej papugi...

(Autor: Beata Obertyńska z tomu „Otawa”, 1945)



Po piątkowym nocnym deszczu  wszystko ożyło, buchnęło zielonym.
Prawdziwa inwazja wiosny.
Na brzozach i na wierzbach zielona mgiełka, trawniki wypiły piątkowy deszcz i przemieniły się w perłowo – zielone dywany.
Nie nadążam za zmianami, nie ma już krokusów, forsycja złoci się ostatnim swoimi kwiatami, pąki na bzach są już dorodne na tyle, ze można zobaczyć na
jaki kolor zakwitnie krzak.
Krzewy obsypały drobne listeczki i bazie o przecudnym odcieniu zieleni, jedynym w swoim rodzaju, trudnym do określenia.
Już za tydzień kolor nie będzie taki subtelny i delikatny.

Bardzo chciałam pojechać do świątyni wiosny, czyli do lasu, ale w weekend czułam się fatalnie –śpiąca, słaba, nieprzytomna.
Niby nic nie boli, a funkcjonować się nie dało.
Na szczęście pocieszała mnie wiosna.
Pogodna, ciepła, kolorowa, śpiewająca głosami ptaków, taka, jaka powinna być, taka, jaką pamiętam z lat dziecinnych.

Dzisiaj już czuję się lepiej, na tyle dobrze, ze pojechałam do Ikeii po pudełka, bo nie mieszczą mi się już moje „przydasie” do robienia kartek.
Muszę zawczasu nad tym zapanować, bo zaczęłam się gubić, gdzie, co mam.
Nie cierpię czegoś szukać, wszystko powinno być na swoim miejscu na wyciągnięcie ręki, a ostatnio przy robieniu boxów dla wnucząt trochę nieparlamentarnych słów w powietrzu fruwało, bo zapodziewały mi się co chwilę wykrojniki.

Teraz, pod wieczór dziwnie się zamgliło, ładnie to wygląda, jest tak spokojnie, nostalgicznie.
Ale nie chciałabym, aby zmieniła się pogoda, bo może jutro udałoby mi się wyskoczyć do lasu…
I do Ogrodu Botanicznego powinnam zajrzeć, żeby jak rok temu, nie przegapić kwitnących magnolii.

piątek, 13 kwietnia 2018

Wuj sznur przygotował
żeby się powiesić
jak żyć - kiedy czarne wszystko

ale to nieprawda
przybiegła przylaszczka
pod nos mu podetknęła
sześć niebieskich listków.

(Autor: ksiądz Jan Twardowski, „Sześć listków”)

Przyroda z dnia na dzień robi swoje.
Trawy rosną, przylaszczki kwitną, kwitnących fiołków w Ogrodzie Botanicznym jeszcze nie widziałam, ale w ogródkach przydomowych w willowej części osiedla fiołkowo od nich a w koło unosi się nieziemski zapach.
Migdałki już pączki różem malują..
Mirabelki rozkwitają.
Trochę później niż rok temu, ale i tak wszystko przyspiesza z godziny na godzinę …
Bo i te pąki na migdałku lada dzień też wybuchną różowością a w kolejce już wiśnie, grusze, śliwy i jabłonie.
A potem bzy i jaśmin.
I wieczory są cudne – ciepłe, ciche, pachnące, jak dobrze posiedzieć wtedy na balkonie…

Wizyta kontrolna w szpitalu bardzo pomyślna.
Onkologię przeniesiono do nowo wybudowanego bloku.
Wreszcie jest prawdziwie po europejsku.
Przychodnia jest oddzielona od oddziałów szpitalnych, chemioterapii i radioterapii.
Pacjent, który przychodzi na kontrolę nie musi sobie za każdym razem przypominać tego co przeszedł, a o czym chce zapomnieć.
Co prawda niektórzy pacjenci uważają, ze pod drzwiami gabinetu lekarskiego należy rozmawiać tylko o chorobach, ale poczekalnia jest tam bardzo przestronna i wygodna, i zawsze można zmienić „towarzystwo”.
Minęło dwa lata od operacji, wizyty kontrolne będą teraz rzadsze i z tego tez się cieszę.

Dziś trzynastego i piątek, niektórzy boją się tego dnia, dla mnie to dobra i szczęśliwa data, i oby to się nigdy nie zmieniło.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Krokusy, krokusy, wystawiają uszy,
bo już wiatr wiosenny.
Na koncert wyruszył,
I już stroi instrumenty,
smyczkowe i dęte.

Krokusy, krokusy, wystawiają nosy,
na wiosenne plotki, na wiosenne głosy,
bo już coraz głośniej dokoła o wiośnie.
I wychodzą spod ziemi
w swych barwnych czapeczkach,
bo wiosenne słońce,
biegnie już po ścieżkach.
(Autor: Wanda Chotomska).

Wiosna, wiosna, wiosna, wszędzie wiosna!
Tak, jak marzec wyziębił nas chłodami i zdołował burymi dniami, tak kwiecień wynagradza nam to w dwójnasób.
Byłam dzisiaj w Ogrodzie Botanicznym przy Al. Ujazdowskich.
Tam też zawitała pani Wiosna, tchnęła życie w  zamrożoną ziemię i obudziła śpiące rośliny.
Co odważniejsze i mniej cierpliwe roślinki rzuciły się kwitnąć.
A jak są kwiaty, to i są brzęczące stworzonka, które beztrosko fruwają z kwiatka na kwiatek, zbierają nektar jednocześnie zapylając roślinki.
Obserwując te brzęczące pszczoły i trzmiele, ochoczo krzątające się na kwiatkach, myślałam sobie – roślinki przetrwały  zimę i pięknie kwitną, owady przeżyły zimę i z radością pracują…
Niby tak jest od lat, po prostu coroczny plagiat, ale od lat, co roku niezmiernie to cieszy, zachwyca, czaruje:).

Jutro jadę do szpitala na cokwartalną kontrolę.
Do (dość częstych) kontroli u lekarzy innych specjalności się już jako tako przyzwyczaiłam.
Na tym oddziale wizyta zawsze mnie stłamsi i zdołuje.

niedziela, 08 kwietnia 2018

Przebija się przez śnieg.
Przebiśnieg,
przebija,
wyciąga zieloną szyję
milimetr po milimetrze.
A gdy już się przebije,
woła:
− Nareszcie żyje!
I bardzo cieszy się z tego,
że wyszedł na świeże powietrze.
(Autor: Wanda Chotomska).








Przebiśniegi są na trzech pierwszych zdjęciach, pozostałe to śnieżyce wiosenne.

Długo wyczekiwana wiosna rozbuchała się na całego.
Ciągnęło mnie bardzo na łono przyrody i gdzieś, gdzie nie będzie ludzi.
Ale moje spotkanie z naturą skutecznie uniemożliwiał papier.
Obiecałam sobie bowiem, ze na urodziny wnucząt zrobię im exploding boxy.
Przed świętami się z tym nie wyrobiłam zatem musiałam przysiąść się do tego po świętach, bowiem dla tych, którzy w święta nie byli obecni na miejscu, ostatnia tura urodzinowa zaplanowana była na minioną sobotę.
Roboty z tym jest mnóstwo, malowanie, embosingowanie, klejenie…
Wreszcie się wyrobiłam i w piątek zabrawszy z sobą Wiktorię pojechaliśmy do Ogrodu Botanicznego do Powsina.
I bardzo się zawiodłam, bo naprawdę trudno było znaleźć tam wiosnę.
Co prawda kwiatki typowo wiosenne tu i ówdzie rosły w małych kępkach, ale prawdę powiedziawszy więcej wiosny mam pod blokiem, bo tutaj trawa na
trawnikach jest już zielona i pobliskie krzewy osnuły się seledynową, delikatną mgiełką.
A tam zieloności nie uświadczysz, buro i szaro w około, a gdzie nie gdzie delikatne plamki fioletowych krokusów, białych śnieżynek i niebieskich przylaszczek.
Jak mi nic nie pokrzyżuje planów, to jutro pojadę szukać wiosny do Ogrodu Botanicznego w Al. Ujazdowskich.

Blox coraz bardziej leci sobie w kulki, dzisiaj po dodaniu każdego zdjęcia musiałam się logować od nowa bo mnie wywalało. 

wtorek, 03 kwietnia 2018

Dzwoniła dzisiaj wiosna!
Pijana, wesoła, szczęśliwa,
obok słychać muzykę, krzyki.
Pytam się jej: - Gdzie jesteś?
A ona: - No idę już przecież, idę!.

(Znalezione w Internecie)

Wiosna idzie?
I dobrze!
Bo jak dotąd to tuptała gdzieś okrężnymi ścieżkami.


Pierwszy dzień świąt, czekamy na córkę z rodziną, umówiliśmy się, ze śniadanie jest o 10.00.
Dzwoni syn z synową (są u rodziców synowej) składają życzenia, syn życzy mi tradycyjnie –zdrowych i spokojnych świąt.
Odpowiadam, synku, „spokojne” święta w towarzystwie „dwóch skarbów” to oksymoron.
Ale nie było tak źle, chociaż na wytchnienie nie można było liczyć, bo „skarby” w inwencję twórczą są obdarzone nad miarę.
I na dodatek ciekawość i niepewność - czy ten zając zdołał się wspiąć na babci balkon, bo w ich mieszkaniu balkon jest bardzo wysoko (VII piętro) i zając ani gwiazdor nigdy się do nich  nie wdrapią;(.
Rodzice maluchów zarządzili, że sprawdzanie balkonu będzie po śniadaniu, śniadanie więc przebiegło w uroczej atmosferze;), dzieci grzeczne, po prostu wzór do naśladowania, bo w małych główkach świta, ze warto wszystko grzecznie zjadać, bo nigdy nic nie wiadomo.
Na przykład, może się kicajowi ich zachowanie nie spodobać i prezenty zabierze…
I były to ostatnie chwile spokoju, bo potem było wesoło, głośno i absorbująco.
No i było jeszcze dmuchanie świeczek, bo Staś miał trzecie urodziny.
Kiedy po kolacji pojechali do domu, dopiero wtedy dla mnie zaczęły się prawdziwe święta.

Drugi dzień świąt.
Wyłączyłam budzik w telefonie i postanowiłam spać dopóki sama się nie obudzę.

Spałam do 12.00.
Ten tydzień przedświąteczny nie był dla mnie lekki, więc musiałam wreszcie odpocząć.
Resztę dnia spędziliśmy ze Ślubnym w ciszy, spokoju i totalnym rozprężeniu – kocham takie świętowanie.
W lany poniedziałek „kochane skarby” swoją obecnością „zaszczyciły” drugą babcię i tym razem sześć świeczek na torcie dmuchała Wiktoria.

Dzisiaj wstałam już o przyzwoitej porze – o 8.30, to znaczy, że przez wczorajszy dzień odpoczęłam i zeszło ze mnie przedświąteczne napięcie.
Przez ostatnie lata udawało mi się utrafić z ilością jedzenia i zazwyczaj dzień po świętach było wszystko wyjedzone.
Tym razem przesadziłam, trochę zmyliło mnie to, ze część dań przygotowywała córka.
Co się da zamrozić pójdzie do zamrażarki, reszta pójdzie do kosza.
Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia, ale jeszcze bardziej nie lubię czegoś dojadać na siłę.
Za oknami piękna wiosna, ciekawe, czy to już na stałe, czy znowu chwilowa zmyłka.
Pomimo, ze świeci piękne słoneczko i powinnam być radosna jak skowronek, jestem oklapnięta i nic mi się NIE CHCE;(.

sobota, 31 marca 2018

Dzieci na Wielkanoc są inne niż zazwyczaj,
W dzieciach na Wielkanoc jest moc tajemnicza,
Dzieci na Wielkanoc
Wstają bardzo rano
I pytają: - Dlaczego dzwony tak głośno krzyczą?

Dzieci na Wielkanoc mają czerwone usta,
Czerwonymi ustami plotą różne głupstwa:
Czy strażak śpi na wieży,
Czy słońce to jest księżyc
I dlaczego hiacynty zaglądają w lustra.

Ty dzieciom na Wielkanoc odpuść wszystkie winy:
Że rozlały atrament, że zbiły słoiki -
Gdy tak smacznie śpią nocą,
Nie dziw, że we dnie psocą,
Że wciąż w ruchu są, jak małe listeczki brzeziny(...).

(Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński)

                   

Kochani!

Życzę Wam, aby Święta Wielkanocne były czasem spokoju, odpoczynku i wiosennego optymizmu.
Dniami spędzonymi wśród tych, których kochacie i z którymi chcecie przebywać, a jeżeli pogoda pozwoli, niech to będą dni spotkań z
budzącą się do życia przyrodą.

czwartek, 29 marca 2018

Miesiąc marzec tak się maże
 jak niegrzeczne dzieci.
 To kroplami deszczu kapie
 to znów słońcem świeci.

 Wiatr swawolnik, czasem jeszcze
 garścią śniegu rzuci,
 ale wszyscy dobrze wiedzą,
 że zima nie wróci!

(Autor: Irena Suchorzewska).




Kiedy dzisiaj rano zwlokłam się łóżka i spojrzałam w okno pomyślałam sobie – czy mój duży wazon z kwitnącym gałązkami forsycji nie będzie w te święta faux pas ?
I postawiona na stole zielona rzeżucha z pisankami?
Może raczej przybrać stół świąteczny gałązkami jodły i postawić np. zająca, ale w czapce Mikołaja?
No i te słoneczno-żólte przylaszczki na balkonie, czy w tych okolicznościach przyrody nie wyglądają jak kwiatek do kożucha?
Tulipany w wazonie też jakieś takie, nie na miejscu …
Dosyć dywagacji na ten temat, że od jakiegoś czasu święta bożonarodzeniowe z wielkanocnymi zamieniają się miejscami „czas było przywyknąć”.


Wczoraj zrobiłam zakupy przedświąteczne, pojechałam na cmentarz do zwierzaczków, na 16.00 miałam wizytę u lekarza (zapisałam się w początkach stycznia), a wieczorem częściowo gotowałam obiad na święta.
Zrobiłam śląskie rolady, część z wołowiny, a część ze schabu karkowego, bo są w rodzinie amatorzy właśnie takich mięsiw, chociaż nikt nie pochodzi z tego
regionu.
Zawinęłam, obsmażyłam i … padłam.
Powędrowały w garnkach na balkon a dzisiaj właśnie się duszą.
Perkocze też zupa jarzynowa, która dzisiaj będzie na obiad solo, bo mam dzisiaj jeszcze sporo do zrobienia.
Muszę usmażyć dla dzieci (też na świąteczny obiad) kotleciki z piersi indyczej oraz kotlety schabowe (to nie dla dzieci;) i zamrozić.
Ja zamrażam na półmiskach ze szkła, na którym można zapiekać w piekarniku (kotlety ułożone w jednej warstwie).
Rano przed użyciem wyjmuję z zamrażarki, zdejmuję folię, którą półmiski były przykryte i wkładam przed obiadem na 15 – 20 min do nagrzanego piekarnika.
Kotlety schabowe, wszelkiego rodzaju kotleciki, czy też smażone ryby, przechowywane i odgrzewane w ten sposób są soczyste z chrupiącą panierką, tak,
jak prosto z patelni.

Za chwilę zatrudnię Ślubnego do siekania bakalii, bo jutro chcę upiec mazurka cygańskiego, oraz chcę zacząć gotować żurek (lubię jak się przegryzie).
A w sobotę … nawet nie chce mi się w tej chwili myśleć;(.
Dobrze, że córka upiecze sernik, zrobi schab ze śliwką i morelą na parze, i jakąś sałatkę wyrzeźbi.
No to ruszaj do garów kobieto, a nie klikaj w klawiaturę;).

A Wiktoria niczym się nie przejmuje, przytula się do babci i do dziadusia i podśpiewuje…
Idą święta, wielkanocne idą święta.
O tych świętach każdy zając pamięta.
Do koszyczka zapakuje słodycze
I na święta ci przyniesie moc życzeń.


Post napisałam o godz. 11.00, ale dopiero teraz udało mi się go dodać.
Blox coraz bardziej działa mi na nerwy, nic to, nie będzie żal przestać pisać ograniczając się tylko do bywania.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 87