Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
sobota, 12 listopada 2011

.
Kopuła kościoła św. Anny w Wilanowie.

Przykościelna dzwonnica.


"Przychodzą na mnie godziny zwątpienia,
gdy tracę wiarę w Twoją dobroć, Panie,
w Twe miłosierdzie, w Twoje miłowanie,
w wolę zbawienia,
a nawet w Twoją istność i władanie".
(Kazimierz Przerwa - Tetmajer, "Niewierny") 

Tak mi się zebrało, po wczorajszym "świętowaniu i czczeniu" tego waznego dla nas, Polaków święta przez niektórych naszych rodaków.

piątek, 11 listopada 2011

Fiołkami ci drogę uścielę,
Kwiaty rzucę pod stopy pachnące,
Wonne lasów i pól naszych ziele
I storczyki, co rosną na łące...

Fiołkami ci drogę uścielę,
Że nie dotknie się stopa twa ziemi,
I powiodę cię, biały aniele,
I powiodę szlakami jasnymi...

W marzeń cichym klękniemy kościele
Gdzieś od ludzi daleko i światła,
Mój ty biały, serdeczny aniele,
Moja duszo ty jasna, skrzydlata!...
( Zdzisław Dębicki)

czwartek, 10 listopada 2011

Kiedy jesień po cichutku w uszko lwa zagwarzy
To lew siada przy kominku i zaczyna marzyć.
Pomalutku, gdzieś z kącika, jedno się wysnuje
a za chwalę już odważniej i drugie wędruje.
Trzecie te to pewnie na siłę się wpycha
idzie śmiało, przebojowo, łokciami rozpycha.
Czwarte te bezwstydnie bez hamulców gna.
Taka bowiem, co tu zrobić, jest natura lwa.

I choć grzywa u lwa siwa
i choć włosów w niej ubywa
No to przecież gdy lew ryknie
Mało kto takiemu fiknie.
A jak trochę się przyłoży
No to wszystkim on dołoży.
Tu chęć działania, moc i siła
mnie z fotela wyrzuciła.
Wstałem, pociągnąłem winka
no i dołożyłem
…….drewno do kominka.

Jesień szepcze, jesień gwarzy, opowiastki snuje,
a lew siedzi ,a lew marzy, sam siebie czaruje
(autor :miech "O czym marzy lew jesieną" – wiersz znaleziony w sieci).

środa, 09 listopada 2011

... i Łazienki od strony Belwederu.

Miłość w Warszawskich Łazienkach
widziałam wiele razy
można spotkać Ją w Trou Madame
krąży wśród białych stolików
w woni herbat i kaw
Młodzieńców i ich Dam
w muzyce słów starannie dobranych
bądź wyśmianych przez Satyra
Miłość ta smak ma szarlotki
jajecznicy lub sera
czasem stoi w alejce parkowej
samotnie przy drewnianej ławce
zapatrzona w liści rozmowę
z wiewiórką i orzeszkiem
bez świerszcza
Miłość ta duszę ma wieszcza
co rozmawia ze swoim natchnieniem
a słowa ulatują w przestworza

niekiedy  w trawie się chowa
przy licealiście i licealistce
a na stosie ich dyskusji i teorii nowej
płonie pierwszym pocałunkiem
Miłość ta pachnie jak narcyz
chwilami jak janowiec

 Miłość w Warszawskich Łazienkach
kroczy alejkami dumna jak paw
i jego okiem spogląda na świat
Miłość ta jest kolorowa
bezkompromisowa
zdarza się że ucieknie jak spłoszony ptak
lecz potem uparcie powraca
i śpiewa na koronach drzew
Miłość w Warszawskich Łazienkach jest …
(Marlena Zynger – Miłość w Warszawskich Łazienkach)

wtorek, 08 listopada 2011

 ...albo po prostu Pałac Łazienkowski, dawniej Łazienka Lubomirskiego. Klasycystyczny pałac położony w Łazienkach Królewskich, na sztucznej wyspie na Stawie Łazienkowskim, połączonej ze stałym lądem dwoma mostkami zwieńczonymi klasycystycznymi kolumnami.
Perła polskiej architektury, jeden z symboli Warszawy, jest najważniejszym budynkiem na terenie Ogrodu. Jego historia jest ściśle związana z panowaniem Stanisława Augusta Poniatowskiego – ostatniego króla Polski. To on podjął decyzję o rozbudowaniu małego pawilonu Łaźni Lubomirskiego i stworzeniu w tym miejscu jednej ze swoich rezydencji. Pałac, choć zniszczony, przetrwał II wojnę światową. Został ponownie udostępniony zwiedzającym w 1960 roku.

Tak piszą o Pałacu Łazienkowkim Google.
A tak Pałac Łazienkowski widział mój obiektyw w połowie października.

Kim chciałbym być.
Poetą i chciałbym pisać wiersze
o Warszawie byłyby najpiękniejsze.
Pisałbym je nad Wisłą wymyślał z serca, z głowy,
pisałbym je w Łazienkach, na liściach kasztanowych.
Pisał o Złotej Kaczce, choć mówią że jej nie ma,
napisałbym sto wierszy czyli poemat.
Opisałbym srebrzystą z wiślanych wód Syrenkę.
O Warsie i o Sawie ułożyłbym piosenkę.
Niechby wróble na dachu wierszami nam ćwierkały,
niechby moje piosenki łabędzie Wam śpiewały.
(Tadeusz Kubiak)

poniedziałek, 07 listopada 2011

Nie dosyć, że cieszą oczy to na dodatek są smaczne i bardzo zdrowe.
Co takiego?
Warzywa i owoce - oczywiście:).



Pan pomidor wlazł na tyczkę
 i przedrzeźnia ogrodniczkę.
 "Jak pan może,
 panie pomidorze?!" (-)
 
 Rozgniewały się warzywa:
 "Pan już trochę nadużywa.
 Jak pan może,
 panie pomidorze?!"

 Pan pomidor zawstydzony,
 cały zrobił się czerwony
 i spadł wprost ze swojej tyczki
 do koszyczka ogrodniczki.
(Pomidor – Jan Brzechwa)

niedziela, 06 listopada 2011

Dawno nie odwiedzał Was Bandyta, dzisiaj przychodzi do Was z wizytą.
Jest zaspany, od niechcenia pozuje, ale wiem, ze za chwilę ucieknie i schowa się w jakiś kąt.
Od kilku dni Bandyta nie potrafi "dogadać" się z Vicią.
Ta mała zołzikiewiczka zaczepia go bez przerwy, on jest cierpliwy, ale czasem trzepnie ją łapą, a wtedy ta drze się tak, jakby ją kto obdzierał ze skóry...

... i obrażona Vicia idzie spać.

Jak nie śpi to znowu zaczepia i "walczy" z Bandytą.
A wtedy pióra lecą ... to znaczy sierść fruwa w około;))).

sobota, 05 listopada 2011

"Sto tysięcy kosztował, ja bym dwakroć łożył,
By Stanisław skamieniał, a Jan Trzeci ożył."
Wierszyk przylepiony do pomnika króla w Łazienkach po jego odsłonięciu w 1788 roku.
Treść wiersza można zastosować i dzisiaj zmieniając tylko nazwisko kogoś, komu życzymy żeby skamieniał;).
Ja mam kilka typów, ale w żadnym razie nie chciałabym ich widzieć na cokołach;).

piątek, 04 listopada 2011

To jest taniec!
Taniec dziki!
Tańczy grzywka!
I kucyki!
Tańczą ręce!
Tańczy głowa!
I sukienka kolorowa.
Koraliki! I buciki!
Tańczą taniec!
Taniec dziki!
W oczach taniec mam
I w uszach,
I na czubku kapelusza.
I w kieszeni -
Tej dziurawej.
W nodze lewej!
W nodze prawej!
W palcu małym!
W palcu dużym!
W koronkowej
Złotej róży!
I gdzie jeszcze?
Zapomniałam.
Bo się strasznie
Zasapałam!

(Dorota Gellner "Dziki taniec")

czwartek, 03 listopada 2011

Mosty.

Co wy tu robicie?
Budujemy mosty.
Jeden sprężysty i prosty
Jak nić napiętej cięciwy;
Drugi - kręty, drżący i trwożliwy,
A trzeci -
Zarzuciliśmy w niebiosa na kształt sieci.

Przez pierwszy most pędzi koń jarzębinowej maści;
Tętent kopyt dudni skroś przepaści,
Biją za nim zdyszane godziny...

Przez drugi most niosą ciało umarłej dziewczyny;
Wichura sercami zatrzęsła,
Rozsypała koralowe przęsła;
Włosami
Pod gwiazdami
Zawisła dziewczęca głowa...

A przez trzeci most,
Ku nam na wprost
Toczy się moneta
Stuksiężycowa.
(Jan Brzechwa)