Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
wtorek, 29 listopada 2011

Niebo odmienia się, choć wieczór nie ścichł,
wiatr jeszcze szepce, nim uśnie.
Niebo fioletem szeleści.
Wiatr - już nie wiatr - uśmiech.

Z ulicy Dominikańskiej śpiew chóru;
dziewczęta chwalą Marię.
Z Archidiakońskiej do wtóru
samotnych skrzypiec arie.

Domów muzyczne milczenie,
złączone z tęczy łukiem,
na czoło kościoła promieniem
opada, jak pukiel.

A teraz ktoś ciszę napiął,
bije w nią pięścią ze spiżu.
Dzwon wieczorny,
mocą metalu kapiąc,
zaczyna grać pod kościelnym krzyżem...
(Józef Czechowicz)


poniedziałek, 28 listopada 2011

Stare uliczki o asfalt
nie proszą
przepychu  reklam  raczej
nie znoszą.

Ściemniałe  frontony
domy  bliźniacze
strzeliste  dachy
upiorne  żygacze.

Zegar bez serca
w cieniu przycupnięty 
Księżyc srebrmousty 
nad bramą rozypięty.            

 Gładkie    kamienie
 jak  okrągłe  paciory
 zmoczone  deszczem.
 I ciche  wieczory…
(autor – antamm)

sobota, 26 listopada 2011

Miał pan rejent ze Zwolenia
Twardy orzech do zgryzienia,
Nim go rozgryzł do połowy,
Stracił kieł i ząb trzonowy,
Wreszcie krzyknął: "A to gratka,
Proszę mi poszukać dziadka!"
Przybiegł dziadek siwiuteńki,
Twardy orzech wziął do ręki.
"Opamiętaj się człowieku,
Nie mam zębów od pół wieku,
Taka sztuka to dla wnuka,
Niechaj służba go poszuka."
Wnuk, wiadomo, był siłaczem:
"Niechaj orzech ten zobaczę".
Wziął go, włożył między szczęki:
"Rzeczywiście, nie jest miękki!"
Po upływie pół godziny
Pot już spływał mu z czupryny.
Wreszcie przerwał ciężką pracę:
"Nie poradzę, zęby stracę,
Ale znam kowala w mieście,
Co ten orzech stłucze wreszcie".
Posłał rejent po kowala,
A już kowal się przechwala:
"Dla mnie to jest rzecz nienowa,
Jestem, panie, z Żelechowa,
A wiadomo, że Żelechów
Słynie z dziadków do orzechów".
Huknął kowal wielkim młotem,
A młot rozpadł się z łoskotem.
Jęknął kowal: "Co za orzech,
Żadna siła go nie zmoże,
Twardy orzech do zgryzienia,
Nie poradzę. Do widzenia".
Poszedł kowal, a tymczasem
Właśnie szła wiewiórka lasem.
Do pokoju oknem wpadła,
Orzech zgryzła, jądro zjadła,
O czym rejent jak najprędzej
Spisał akt w ogromnej księdze.
(Jan Brzechwa)
 

piątek, 25 listopada 2011



Świat się zrobił szaro-bury... To przez pana...

Pan gdzieś zniknął, a wraz z panem jesień złota...
Chodzę smutna, roztargniona, zadumana,
a za oknem liście zwiewa z drzew listopad...

Czasem myślę, że ja pana wymyśliłam,
i że w życiu nic takiego się nie zdarza...
Chociaż listy jednak do mnie pan wysyłał...
Znowu trzeba zerwać kartkę z kalendarza...

A poza tym nic nowego się nie dzieje...
Często czytam Gałczyńskiego do poduszki,
i te wiersze przywracają mi nadzieję...
Nadal wierzę, że istnieją dobre wróżki ...
(MiszaHallski)

czwartek, 24 listopada 2011

Wróbelek jest mała ptaszyna,
wróbelek istotka niewielka,
on brzydką stonogę pochłania,
lecz nikt nie popiera wróbelka.

Więc wołam: Czyż nikt nie pamięta,
że wróbelek jest druh nasz szczery?!

Kochajcie wróbelka, dziewczęta,
kochajcie, do jasnej cholery!
(Konstanty Ildefons Gałczyński)

środa, 23 listopada 2011

Dwie drogi rozchodziły się w żółtym lesie.
Żal, że nie mogłem przebyć obu
- Samotny wędrowiec, którego w świat niesie.
Wpatrywałem się w pierwszą, stojąc u jej progu,
Jak skręca w oddali i w poszyciu znika.

Wybrałem tę drugą, gdyż chęć nieodparta,
Słuszność decyzji motywowała,
Jakby chciała być przeze mnie przetarta,
Choć od pierwszej się nie odróżniała,
A obie były wytyczone.

Tamtego ranka wyglądały na podobne.
Nie było śladów żadnego człowieka.
Na pierwszą powrócę - rzuciłem na odchodne
Wiedząc, jak droga potrafi być daleka.
Wątpiłem jednak, czy powinienem powrócić.

Nieraz mnie to wspomnienie poniesie,
Gdy będę rozważał drogę obraną.
Dwie drogi rozchodziły się w lesie,
A ja? Ja obrałem tą mniej uczęszczaną.
I to właśnie wszystko odmieniło.
(Robert Frost)

wtorek, 22 listopada 2011

Płonie zorza nad jeziorem
W przedwieczornej mgle,
Trzciny chwieją się, kołyszą,
Mewom spać się chce
Długa, ciemna noc zimowa
Marzeń zsyła czar.
Przytul do poduszki głowę
I opowieść masz.
O łabędziu, który skrzydło
Jak dwa wiosła ma,
O wierzbinie, która
Pieśni nocnej pannie
Gra.
Cichną trzciny, milczą drzewa
Wieś zapada w sen,
Tylko puchacz huknie
Z parku
Wieszczy prawdy swe.
(Emilia Zimnicka).

poniedziałek, 21 listopada 2011

 

Zamglone słońce
chłodne poranne rosy
nici babiego lata
złota melancholia krajobrazu
zasuszone liście i kwiaty
Owoce dzikiej róży
czerwone jak usta
uśmiechniętej jesieni.
Pachnący las
z prześwitami
słonecznych promieni.
Jesienny wiatr
niesie chłód
nam przyniósł miłość
płomień serc i ogniska.
Jesienią
jesteś tak blisko.
I choć każda jesień jest inna
ty się nie zmieniasz.
Jesień pozostanie naszą porą roku
i co roku
będzie do nas wracać
na jawie
i w cudownych
wspomnieniach.
(Zofia Kobylecka)

sobota, 19 listopada 2011

W ogromnym garnku żur się gotuje,
Łyżka go miesza, później próbuje.
Zastrzeżeń kilka garnkowi składa,
Że ten za dużo czosnku doń wkłada.
Mógłby na przykład, czosnek odrzucić,
A samą tylko cebulę wrzucić.
Garnek tych uwag w złości wysłuchał,
A później krzyknął łyżce do ucha:
-Gdybym ja dodał kilka cebulek,
Nie żur by powstał, lecz cienki żurek.
Żurowi czosnek smaku nadaje
I poprzez niego smaczny się staje.
Bez czosnku mogę krupnik gotować,
Ale do żuru, muszę go dodać.-
Dyskusja z łyżką troszeczkę trwała,
Wtedy się zupa ugotowała.
Jednej jest myśli waza z talerzem,
W obronę garnek więc zaraz bierze.
-Na nic tu kłótnia i na nic wrzawa,
Z czosnkiem najlepsza jest ta potrawa.-
Cała zastawa smak podziwiała,
Tylko wciąż łyżka pretensje miała.
Lecz w dni zimowe, gdy mróz na dworze,
Z czosnkiem żur w zdrowiu wytrwać pomoże.
(Mieczysław Kieliński)

piątek, 18 listopada 2011

"Jesienna zaduma".

Nic nie mam,

Zdmuchnęła mnie ta jesień całkiem.
Nawet nie wiem
Jak tam sprawy za lasem.
Rano wstaję, poemat chwalę
Biorę się za słowo jak za chleb.
Rzeczywiście tak jak księżyc - 
Ludzie znają mnie tylko z jednej,
Jesiennej strony
Nic nie mam
Tylko z daszkiem nieba zamyślony kaszkiet.
Nie zważam
Na mody byle jakie.
Piszę wyłącznie, piszę wyłącznie
Uczuć starym drapakiem.
Rzeczywiście, tak jak księżyc
Ludzie znają mnie.
(Elżbieta Adamiak)