Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
niedziela, 13 sierpnia 2017

„Taki spokój rozlany w naturze
Niebo takie czyste i pogodne.
Na jeziorze przejrzystym lazurze
Zakwitają blade lilie wodne.
Zakwitają i z schylona twarzą
Za czyms tęsknią i gonią, i marzą (...)”

(Autor: Adam Asnyk, "Lilie wodne" 1869r.).

Po słonecznych i upalnych dniach przyszedł czas huraganów, burz i ulewy.
Ot, pogodowe zmiany, nic nowego, były przecież zawsze.
Chociaż nie w takim natężeniu jak teraz.
Pamiętam okrutne burze z grzmotami jakby się niebiosa waliły, z błyskawicami, które oślepiały, z ulewami które podtapiały pola.
Pamiętam wichury, które przewracały drzewa.
Ale pojedyncze drzewa.
A teraz przychodzi trąba powietrzna i zmiata kilka hektarów lasu, lub rozwala domostwa w całej wsi.

Po wyjeździe Wiktorii byłam taka jakaś śmaka.
Musiałam od siebie odpocząć.
Tylko jak?
Czytanie mi nie wychodziło.
Poszłam do kina, akurat klimatyzowana sala to dobre miejsce na te upały.
Wybrałam film „Babskie wakacje” ze względu na Goldie Hawn, którą bardzo lubię.
Filmu nie polecam, jest przaśny, seksistowski, chamski i okraszony wulgaryzmami.

Pod koniec tygodnia udało mi się porozumieć samej z sobą z czego jestem bardzo zadowolona.
Wczoraj odstawiłam wielkie sprzątanie a dzisiaj pól dnia stałam przy garach, wyrafinowanej przyjemności nie czułam, ale dobrze mi się pracowało;).
I byłoby naprawdę pięknie, gdyby nie wieści z obozu harcerskiego w Suszku.
Siedzi mi ta tragedia z tyłu głowy i nie pozwala w pełni cieszyć się życiem.
Przecież na obóz jedzie się odpocząć i po przyjemność a nie po śmierć.
Jak to nie znamy dnia ani godziny.

poniedziałek, 07 sierpnia 2017

... laokoon nieujarzmiony.
Jak pięknie wygląda
przy księżyca kwadrze!
Zawodników peloty
wir ciał skłębiony.

Jak pięknie wygląda
wiatrowi wygrażając!
Dafne i Attis
ból jej dobrze znają.
Nieodgadniona,
niewytłumaczalna.

(Autor: Federico García Lorca, „Opuncja” - tytuł oryginału - hiszp. "Chumbera").

Tydzień temu wreszcie przyszło prawdziwe lato.
Pięknie jest, choć miniony tydzień nie był łatwy, była u nas Wiktoria, a na nią żadne upały wrażenia nie robią.
I przegoniła nas po Ogrodach Botanicznych , po parkach i podwarszawskich lasach.
Lepsze to od siedzenia w czterech ścianach, ale kilka razy spociłam się tak, ze trzeba było wracać do domu, brać prysznic i się przebierać.
A dziecko suchutkie i wesolutkie i wcale nie zmęczone, zmieniła tylko kapelutek na chustkę bo jej kapelusz przeszkadzał w buszowaniu po lesie.
Lubię jak jest ciepło, a ten ostatni tydzień przypominał mi lato, jakie pamiętam z mojego dzieciństwa, więc byłam pełna szczęśliwości.
Ale prażyć się w rozgrzanej kucheni nie zamierzałam.
Niby apetyty w upały nie dopisują, jednak zjeść coś trzeba.
Gotowałam więc w nocy, bardzo na skróty, wegetariańsko, ale jednak trochę przy garach stać musiałam.
A inni w tym czasie spali.
To jest własne ta sprawiedliwość dziejowa, ktoś nie śpi, by miał co jeść ktoś;)))

Dzisiaj Wiktoria „pracowała” (nagrywała reklamę Ciastoliny) ale jutro i pojutrze jeszcze będzie u nas.
W czwartek jedzie z rodzicami na wczasy, a my z tej okazji też będziemy na wczasach.
Takich z kuchnią, jaką lubię , wygodnym łóżkiem, bez uciążliwej podróży – wczasach domowych;).
Tylko żeby ciepełko nas nie opuszczało!.
Wy też odpoczywajcie ile tylko możecie, bo czas szybko biegnie a lato się nie trwa wiecznie;).

sobota, 29 lipca 2017

Chciałam ci tego ranka przynieść moje róże,
Ale bukiety jednak stały się tak duże,
Że pękły wstążki, w które chciałam je owinąć.

I wszystkie róże z mojej uleciały dłoni
Ku morzu, wiatr wraz z falą w nieznane je goni
I przecież nie powrócą już, bo wszystkie zginą.

Fale stały się przez nie czerwone jak płomień,
Sukienka moja tylko pachnie tak jak one,
Pooddychaj więc nimi wieczorną godziną...

(Autor: Marcelina Desbordes-Valmore, „Róże Saadi”, przełożyła: Jadwiga Dackiewicz)

Goście przyszli, życzenia złożyli, sto lat odśpiewali (najgłośniej śpiewała Wiktoria;), szampana „za pomyślność” wypili…
Nastąpiła zmiana kodu, na siódemkę z przodu …
Czas płynie tak jak płynął, obowiązki i zajęcia mam takie same, tak samo się czuję.
Nic się nie zmieniło.
Pesel na pewno ma wpływ na nasze życie, ale dzieje się to bardzo wolno, niezauważalne, chociaż systematycznie.
Od 1 sierpnie będzie u nas Wiktoria, więc się trochę przy niej „odmłodzę”, a przynajmniej porządnie pogimnastykuję;).

Nastał sezon słonecznikowy więc żegnajcie zadbane pazurki.
Może ktoś ma patent na to by można skubać te smaczne ziarenka do woli i mieć ładne paznokcie?
Mnie się to jakoś nie udaje, mimo, że ze słonecznika wyłuskuję ziarenka w gumowych rękawiczkach, niestety, ziarenek skubać już się w rękawiczkach nie da.

Felek wylazł wreszcie z kanapy, więc muszę go upolować, wywlec na balkon i tam wyczesać, bo w mieszkaniu mam świeżo poodkurzane i „Marysia” mogłaby się wkurzyć, ze nie szanuję jej sprzątania;).

środa, 26 lipca 2017

Fakt to niedobry, prawie wstydliwy,
Niedopuszczalny, zły i naganny,
Fatalny oraz niesprawiedliwy,
Że jeszcze nie ma wiersza dla Anny.

To jest ogromne niedopatrzenie!
Winnych poszukać, to sprawa pierwsza,
A druga – braku uzupełnienie
I napisanie dla Anny wiersza.

Szukanie winnych zostawmy Ziobrze,
Bo chociaż prawnik z niego nietęgi,
To „w tym temacie” poszło mu dobrze,
Nawet niewinni dostali cięgi.

Skupmy się raczej więc na pisaniu,
By wiersz dla Anny powstał od ręki,
Sławił jej mądrość, stałość w kochaniu
I niewątpliwe opiewał wdzięki.

Gdy kilka zgrabnych zwrotek powstanie,
W formie peanu, hymnu lub ody,
Za wykonane uznać zadanie
Można bez żadnej dla Anny szkody.

Niech więc się Anna więcej nie droczy
I niech nie będzie na nas już zła.
Niechaj szczęśliwie przez życie kroczy,
Za to szampana pijmy do dna.
(Autor: Mariusz Hantke -"Poniwiec")

Wszystkim Annom, Hannom, Mirkom i Grażynkom najlepsze życzenia samych dobrych i szczęśliwych dni, dużo zdrowia i uśmiechu fortuny.

poniedziałek, 24 lipca 2017

"Gdzieś tam na oknie zapomniany...
rośnie kaktus z rzadka podlewany!
Stoi godnie w milczeniu igieł wiankiem otoczony...
cierpi cicho w samotności. Pięknem innych kwiatów odurzony...
Jęknął raz cicho życiem swym marnym na
poły koszmarnym wielce już utrudzony!!!
Muszę wreszcie zakwitnąć, bym został doceniony!!!"
(Autor nieznany, znalezione w sieci)

Zakończyłam cokwartalną wędrówkę po lekarzach i mogłabym myknąć do dzieci na Mazury ale mój organizm odmówił mi tam wizy fundując mi
infekcję pęcherza.
Niby w lekkiej formie ale posiew trzeba zrobić i na wyniki poczekać.
Tak więc, zamiast moczyć sobie nogi w jeziorze Święcajty, moczę się we własnej wannie  i na własnym balkonie gryzą mnie komary warszawskie, a nie mazurskie.

Czytam sobie książkę, którą dostałam w czerwcu na spotkaniu w Gdańsku od bardzo miłej osóbki.
Przyznam się bez bicia, ze czytać zaczęłam z tzw. obowiązku – skoro się książkę dostało, to należy ją przeczytać.
Jest to ksiązka Petera Olivera Loew, „Gdański przewodnik literacki”.
Tak mnie ta ksiązka wciągnęła, ze nawet nie bardzo mi żal, ze plany wyjazdowe na mazury się posypały.
Ksiązka wizualnie jest piękna, czerwono-szara okładka zachęca, by wziąć ją do ręki.
Ale prawdziwa perełka jest w środku.
Tytuł może sugerować, ze jest to przewodnik po literaturze gdańskiej.
Częściowo tak, ale przede wszystkim są to pięknym, literackim  i poetyckim (jest tam bardzo dużo wierszy) językiem opisane trasy, spacery, szlaki turystyczne.
A że apetyt rośnie w miarę jedzenia, więc czym dalej zagłębiam się w książkę, tym bardziej chcę tam być i to zobaczyć.
I wymyśliłam, ze jeden przyszłoroczny sanatoryjny turnus w Busku zamienię na turnus w sanatorium w Sopocie.
Przez dziesięć dni będę miała czas, by przynajmniej kilkoma z tych ośmiu tras się przespacerować.
Ale mówię o tym bardzo cicho, żeby znowu nie wyszło tak – ty sobie człowieku planuj, a będzie, jak ma być.

No to zaczynamy nowy tydzień, nie będzie on dla mnie łatwy…ale raz w roku można te perturbacje i zamieszanie jakoś przeżyć;).
To do następnego wpisu, „mordki” Wy moje;)))))
Nie wstydźmy się tych „mordek” i nośmy je z godnością.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Lato – temat wspaniały!
Dla malarza pejzaż
Dla poety wiersz
Dla muzyka utwór
niosący szum wierzb
lub śpiew słowików
ukrytych wśród drzew
Lato – najmilsza z pór
I wielkie oczekiwanie
− zieloności pól
w stu odcieniach zieleni
− łąk tonących w kwiatach
które słońce mieni
niczym klejnoty
rzucone na gobelin
− swawolnego wiatru
który burzy włosy
i wysuwa wstążki
ze splotów warkoczy
− chlebnego świętowania
gdy żniwa skończone
a ciągle jeszcze
można grać w zielone
Utrwalmy w pamięci
ten czas kwiatopełni
dojrzewania owoców
zbioru ziół na leki.
Otoczmy ramionami
choć jeden z tych dni
aby nie uleciał
jakby się nam śnił…

(Autor: Maria Weggi – Słupianek, "Lato")

Nastał nowy tydzień.
Pochmurny, przed świtem spadł deszcz.
Wracając z laboratorium (tak, znowu nastał czas na wizyty u lekarzy) przyglądałam się lipcowemu rankowi.
I nic, oprócz kalendarza, nie świadczyło o tym, ze jest to lipcowy ranek.
Chłodno, szaro, mokro ... ale urokliwie – kapiące krople z dachu, krople lśniące na liściach, krople wiszące na drutach siatki okalający przyblokowy ogródek.
A na bazarowych straganach są już jagody - nastał jagodowy czas.
Do fasolki szparagowej, bobu, kalafiorów, młodych ziemniaczków (pieczonych w piekarniku z dipami twarogowymi o różnych smakach), pajd domowego chleba ze smalcem z fasoli i z ogórkami kwaszonymi doszedł kolejny produkt do letniego menu – będą pierogi i naleśniki z jagodami.
Na straganach dojrzałam również kurki, a więc będzie zupa kurkowa, i sos, i jajecznica z kurkami…
Jak dotychczas tegoroczne lato nawaliło pod względem pogodowym, ale jest tak samo „smakowite” jak poprzednie lata, tylko bardziej daje po kieszeni, bo owoce bardzo drogie.

Dni umykają bardzo szybko, nawet nie patrzę na kalendarz, o umykającym czasie przypominają mi uroczystości rodzinne, których w lipcu jest u nas dostatek;).
Odpoczywam, robię kartki, czytam książki.
Próbowałam przeczytać „Srebrzysto” Stefana Chwina.
Książka świetna, ale za bardzo boli trafnością obserwacji rzeczywistości.
Nie jestem gotowa stawić czoła tematyce, tym bardziej w zestawieniu z tym, co się ostatnio dzieje w naszym życiu politycznym.
Po tych nieudanych próbach „pocieszyłam” się książką, a właściwie książeczką „Bartoszewski w 93 osłonach – Pędzę jak dziki tapir” Marka Zająca.
Szczerze polecam.

Dzieci zaproponowały mi wyjazd z nimi na Mazury.
Zgodzę się, pod warunkiem, ze zagwarantują mi słoneczną i ciepłą pogodę;))).

niedziela, 09 lipca 2017

W  królestwie  Neptuna
nieśpiesznie  łajba  się  kołysze
Gwiazda  Polarna  wyznacza  kurs
Księżyc  –  kolekcjoner  tajemnic
srebrzy  firmament…
Przy  sterze  –  marzenia
samotnie  walczą  z  żywiołem
za  horyzontem,  rajski  bulwar
kwietne  girlandy  witają  włóczęgów
radosnym : „aloha” !
W  zachodzie  słońca  –  błogość
zmysły  okryte  płaszczem  natury
tańczą  w  rytmie  rumby
o  brzasku  korab  zacumował
w  promiennej  poświacie
laguna  odpłynęła…

(Autor: Grażyna Brylska, "Rejs marzeń").


Resztę zdjęć z czerwcowego pobytu w Gdańsku, zdjęcia z włóczęgi po polach w następnym (jak blox pozwoli;) wpisie.


Lipiec, tak jak poprzednie miesiące, mija w zastraszającym tempie.
Gdyby się nie miało kalendarza, to po aurze, trudno byłoby się domyślić, ze to lipiec.
Że lipiec i sierpień, to miesiące, które były upalne i skwarne, moje wnuki dowiedzą się z opowiadań dziadków i rodziców.
Jako, ze trwają wakacje, babcia i dziadek mają pełne ręce roboty.
Opiekowanie się Wiktorią to miłe, ale dość wyczerpujące zajęcie.
Starszy wnuk lubił wyjazdy do lasu, wnuczka bardzo lubi „dzikie pola” a Ogrody Botaniczne traktuje jak swój drugi dom.
Bez względu więc, na pogodę, włóczyliśmy się po polach, co było bardzo przyjemnym doznaniem, bo pola, rowy i miedze są pełne ziela i polnych kwiatów.
I owadziej krzątaniny na tych roślinkach.
Była więc rozrywka przy poznawaniu różnych żyjątek;).

Ten tydzień mam na „odpoczynek”, bo Wiktoria wyjechała ze swoją mamą do „spa” (czujecie ten klimat i fascynację wnuczki, ze wyjeżdżają tylko same kobiety zostawiając mężczyzn w domu, że mam mamę teraz tylko dla siebie;).
Odpoczywam więc, a mam po czym, bo w piątek trochę zaszalałam z Wiktorią na wesołym miasteczku i przesadziłam chyba z tymi wszystkimi atrakcjami typu karuzela, gokarty i diabelski młyn.
Mdli mnie po tym do dzisiaj.
Ale nie na tyle, żeby sobie odmówić kawałek pysznego ciasta z malinami;))).

niedziela, 25 czerwca 2017

(…) Stare Miasto! znam treść twą, znam twych ulic wnętrza,
Gdzie tłum świątyń i domóstw bezładnie się spiętrza,
Gdzie, jak patrycyusz dumny, choć w odzieniu zmiętem,
Stoją domy »Pod słońcem«, »Pod lwem«, »Pod okrętem«,
Gdzie wieki, rozkochane w gotyckiej strukturze,
Ślad wspaniały na każdym zostawiły murze,
Gdzie oczy nęcą blanki, skarpy i wykusze —
Czas tynów nie rozwalił, tylko wziął im duszę!...(…)

Autor: Artur Oppman, „Stare miasto”).


Udało się załatwić mieszkanie (przypadkiem) całkiem blisko stadionu.
Gdyby nie tory, które oddzielają stadion od posesji w której mieszkałyśmy, to na koncert miałybyśmy jakieś 500 m.
A ponieważ trzeba było przez tory przejść kładką, to musiałyśmy potuptać jakieś 15-20 min.
Ale dotrzeć na umówione miejsce pod golasa z widłami trzeba było już za pomocą taksówki.
Można też było za pomocą komunikacji miejskiej, ale nie chciało nam się rokminiać co gdzie jedzie.
Spotkanie bardzo sympatyczne i udane.
Z Margą już się spotykałyśmy, ale bardzo chciałam poznać Bożenkę.
No i poznałam Bożenkę ze swoimi bardzo miłymi „przyległościami”.
Bożenka, to wiadomo było już wcześniej, czytając jej bloga, ze jest ujmującą i ciepłą osóbką.
Okazało się, że „przyległości” są takie same.
Dzieci wiedzą co to kindersztuba, Karolek to bardzo sympatyczny nastolatek, a Agatka to urocza dziewczynka.
O Stefanie śmiało można napisać, że to inteligentny i sympatyczny gentleman.
I tak to z Margą, jej Miśkiem oraz rodziną Wąsów, w pięknej scenerii nad Motławą spędziliśmy niezapomniany poniedziałkowy wieczór.

We wtorek pospałyśmy z córcią do 11.00, potem poszłyśmy pod stadion na rekonesans i zjeść obiad w restauracji hotelu Arena Expo.
Powrót, mały odpoczynek , założyłyśmy bluzki z emblematem GNR (córka cały czas je przechowuje jak relikwie;))) i ruszyłyśmy na stadion.
Z wejściem nie było problemów (dokładnie czytałam regulamin), ale przy wejści na naszą trybunę pierwszy Zonk!
Bileterzy informują, ze miejsca rezerwowane NIE OBOWIĄZUJĄ i każdy siada gdzie chce.
Mimo to idziemy na nasze miejsca.
Są zajęte przez bardzo głośne towarzystwo, które nawet nie słucha co do nich mówimy.
Wracamy się do bileterów, którzy nie widzą problemu, mamy usiąść gdzi jest wolne.
Kupujemy coś do picia i siadamy na pierwszych wolnych miejscach które nam się napatoczyły.
Kiedy zbliżała się godzina występu Gunsów zaczęło przybywać ludzi szukających swoich miejsc i zaczęły się dziać sceny dantejskie.
Rękoczyny, wysadzanie siłowe, wyzwiska i pyskówki – coś potwornego, tym bardziej, ze akurat na tych trybunach ochrona "zniknęła".
Nas nie wynieśli tylko dlatego, ze "podsiadłyśmy" dwie kobitki, które przyszły bardzo późno i tą burdą były ciężko przestraszone.
Szybko znalazły sobie pojedyncze (niestety dość daleko od siebie) miejsca i było po sprawie.
Po sprawie dla nas, bo ludziska dochodzili swoich praw dalej metodami bynajmniej nie pokojowymi.
I wtedy się okazało, ze na cztery trybuny (te najbliżej sceny) sprzedano również miejsca STOJĄCE.
A gdzie zajmowali miejsca ludzie z takimi biletami?
Ano w PRZEJŚCIACH, co jest wbrew regulaminowi i zasadom BHP.
Gdyby wybuchła jakaś panika, to skutki byłyby gorsze niż 4 czerwca w Turynie na meczu Juwentus –Real.

Częściową „rekompensatą” za te przejścia była w miarę dobra słyszalność na tych trybunach blisko sceny.
To znaczy muzyka i wokal były dość znośne, bo tego co mówił Axl do publiczności nie rozumiał nikt.
Ludzie pytali się jeden drugiego „co on mówi?, co on mówi?”, bo bali się, że przerwał koncert (co się, niestety, Axlowi czasem zdarzało).

Mimo tych wszystkich nieprawidłowości, które zaistniały nie żałuję, ze się zebrałam i na tym koncercie byłam.

czwartek, 22 czerwca 2017

Wróciłam z Gdańska zmęczona ale bardzo zadowolona i szczęśliwa, ze mogłam być na tym koncercie.
Dzisiaj będzie bardzo skrótowo, bo muszę trochę odpocząć i wyspać się wreszcie we własnym łóżku.

Czekamy na GNR, gra zespół Killing Joke, świetni, nie znam gości a powinnam, bo tacy leciwi jak i ja;).

Jest już zespół Guns N' Roses w oryginalnym składzie, nurtuje mnie pytanie, czy wykonanie będzie takie jak przed laty, czy animozje jakie były między Slashem a Axlem nie będą rzutować na jakość koncertu.
I czy Axl potrafi jeszcze śpiewać...

Było tak samo, jak wiele lat temu ...no prawie tak samo.
Axl dalej potrafi śpiewać, nie zmienił się wiele (trochę się mu przytyło;) od 2006 r, kiedy oglądałam go na starym Stadionie Legii w Warszawie.
Duff McKagan starzeje się godnie, a jak wygląda Slash trudno spod tych jego kudłów zobaczyć.
Za jakość zdjęć sorry, ale warunki były, jakie były;).


niedziela, 18 czerwca 2017

zwróć uwagę na ciszę
ogród jakby zasnął
i tonie w błękicie
skrywając przed nami
wonne tajemnice

co lubię najbardziej o tej porze ?...

lubię... tą rozedrganą ciszę
o zapachu siana, ulotne chwile
pod wonnym jaśminem
kwietne łąki z latającym motylem
gdy nieba błękitna lawa
kropelką w dół się sączy
tam gdzie chabry i przetacznika rozety
kwiaty przypłotnych pnączy
lazurem barwiąc polne bukiety

i...

lubię... bezruch złotej nawłoci
co skąpi słońca wiechlinie
powojnika stulony kwiat przed skwarem
gdy jaskier w słońcu stokrotnie się złoci
zanim południe minie
wówczas zanurzam ramiona w chabry
i w maków krwistość
spójrz jak bajkowo obrzeża łanów zbóż obsiadały
by podglądać biedronkę spragnioną miejsc cienistych
pod płatków jedwabiem.

(Autor: Zofia Szydzik).

Znowu drepcę sobie po piętach.
O jutrzejszym wyjeździe wiedziałam już od przeszło miesiąca.
Ale wydawało mi się, ze mam dużo czasu.
Jeszcze wczoraj tak mi się wydawało;(.
Zamiast zabrać się za przygotowania do wyjazdu i pamiętać, ze teraz wszystko zabiera mi więcej czasu niż kilka lat temu, to ja ugrzęzłam w papierach.
Naszło mnie, ze zrobię sobie kartkę, a przy okazji sprawdzę nowy stempel i tusz które zakupiłam tydzień temu na Zlocie.
Odbiłam stempelek z wróżkami, pokolorowałam go, pokolorowałam tło - tym razem tuszami Distress.
Lubię ten efekt rozmycia, ale samo malowanie jest dość czasochłonne, dużo szybciej robi się to mazakami Copicami, które są mazakami alkoholowymi i szybciej wysychają.
Po wodnych Distressach trzeba czekać na wyschnięcie by tusz się nie rozlewał.
A więc, co miałam pomalować – pomalowałam, wszystko posklejałam i …było zbyt płasko, brakowało mi przestrzeni.
Narysowałam więc, pomalowałam i wycięłam kwiatki.
Ze zwykłego białego brystolu, bo nie miałam papieru czerpanego z którego najlepiej można kwiatki modelować.

No, a dzisiaj biegam między kuchnią, łazienką a torbą podróżną, która na razie od rana stoi pusta bo nie wiem jak mam się spakować.
Bo niby zapowiadają, i domowy meteorolog potwierdził, ze będzie ciepło, a nawet upalnie, ale jakoś w te upały nie wierzę i do torby wrzucę coś cieplejszego.
No i z czeluści szafy muszę wyciągnąć parasol bez ostrego zakończenie.
Ogólnie używany ma szpikulec, a takim ustrojstwem nie wpuszczą mnie na koncert.
Problem mam z aparatem fotograficznym, bo wiadomo, ze tego którego używam na co dzień, na koncert wnosić nie wolno.
Poza tym wielkie to i ciężkie, i nie ma tragarza;).
Wezmę ten drugi, mniejszy.
Niby aparaty kompaktowe można na stadion wnosić, ale on wyglądem nie przypomina aparatu kompaktowego i nie wiadomo jak go ocenią na bramce przy wejściu.
Ale to jeszcze się dowiem, na razie idę wydać obiad, bo domownik się zachowuje jakby za chwilę miał "zejść" z głodu.
Później muszę się wreszcie wziąć ze pakowanie.
No to na razie, do zobaczenie po moim powrocie z Gdańska.

Kartka wygląda tak.





1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 82