Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
poniedziałek, 25 września 2017

Melancholia z twarzą skrytą
W cieniu słomianego kapelusza
Przysiadła na kamiennych schodach.
Kolana przykryła spódnicą pomalowaną jesienią.
Opaloną dłonią podparła zamyślone usta.
W naftowej lampie płomień lata zgasły
Pożegnania suche, jak liście
Plączą kłamstwa w nagich pnączach.
Słońce flirtuje z przygaszoną czerwienią
I ociąga się z odejściem za jezioro.
Przez przedwieczorną mgłę
Wijącą się pośród szuwarów
Ostatnich kryształowych łzach
Rozszczepiają się nieznane wymiary
Dziwnie pociągające i lśnią obiecaniem
Jak celofanowe papierki tulące słodycz lata
Pod kloszem wspomnień...

(Autor: Ela Celejewska).

Lubię jesień, ale nie oczekiwałam jej zbyt nachalnie.
Chciałam jeszcze nacieszyć się końcówką lata, które w tym roku zbytnio nas nie rozpieściło.
Jeżeli już miała przyjść jesień to ta złocist – rdzawa, z kroplami rosy w chłodne poranki, z łagodnym słońcem w południe i z wieczornym zapachem umierających liści, ziemi przesiąkniętej deszczami i dymem z palonych chwastów w sadach.
Ten zapach można poznać wszędzie i zawsze z zamkniętymi oczami.
A przyszła jesień chłodna, mokra z bardzo rzadkimi przebłyskami słońca.
Ale jako, ze automat do ogrzewania kaloryferów włączył się w tym roku stosunkowo wcześnie i w mieszkaniu zrobiło się ciepło i przytulnie jakoś mi ta obecna aura za oknem nie przeszkadza.
W mieszkaniu pachnie ostatnim już pokosem ściętej mięty, która suszy się nad kuchenką i przetworami z pomidorów, które przerabiam od kilku dni.
Ślamazarnie mi tym razem ta manufaktura wychodzi, bo kilka dni temu strzeliło mi w kręgosłupie dość poważnie, bo z promieniowaniem bólu w całej nodze.
Jak siedzę/leżę w odpowiedniej pozycji to nie boli, jak się ruszę i wstanę, to przez piętnaście minut, zanim sprawy nie rozchodzę, boli potwornie.
A Pan Maciek od naprawiania mojego kręgosłupa będzie dopiero gabinecie w czwartek.
Wracając do aury, powiadają, ze podobno klimat tworzymy my sami niezależnie od czasu i miejsca.
Mnie na razie jakoś kiepsko to wychodzi, jestem podszyta melancholią i jesiennym dumaniem, letnia radość uleciała razem z babim latem, którego w tym roku nie było.
Myślę, ze mogłabym dogonić i schwytać ją, ale … mi się nie chce, bo w sumie dobrze mi w tej melancholii…

niedziela, 17 września 2017

Dalia, choć przykro rzec - to podobna jest do cebuli
Nie huśta jej nawet dziecko, ni pies jej nie utuli.
Dalia w piwnicy mieszka i marzy... o Bóg wie czym:
o wiatru figlach i grzeszkach o deszczu...
o kocie pstrym... ( o kocie co się ogrodem wałęsa,
i parę długich rzęs ma, i nosem kwiaty trąca, i podśpiewuje - z gorąca).
Dziś jestem jak dalii cebula: Na wiosnę czekam w piwnicy.
Czy ja się jeszcze rozhulam?
Czy przyjdą kolędnicy?
Gdzieś tam, na przykład w Australii człowiek by kwitł i kwitł,
a tu - takiej wielkiej dalii - świat cały nagle zbrzydł.
Ach przytul mnie, przytul Mieciu, ach, tak mi dziś cebulkowo...
Pomyślę o tobie w lecie, gdy dalią będę pasową.

(Autor: Agnieszka Osiecka).

Połowa września za nami, dni ciągle szare, chłodne i deszczowe, straciłam już nadzieję na tegoroczną złotą jesień.
Szkoda, bo chciałoby się widzieć jesień tylko taką, jaka jest ona na obrazach Van Gogha - całą w kolorach czerwonych i żółtych, z kropelkami rosy błyszczącymi się w słońcu.
Może październik przyniesie nam szansę na jesień tonącą w barwach brązowo-czerwonych, złotych i rdzawych, na jesień słoneczną i pogodną.
Na razie panuje późny listopad i więcej w tej jesieni Staffa niż Van Gogha…
Za oknem zrobiło się spokojnie i cicho.
Ta cisza jesienna jest na swój sposób pełna dźwięków – krople deszczu bębnią o parapet okna, szeleszczą spadające licie, gwiżdże wiatr, w konarach drzew wróble odbywają swe hałaśliwe wiece, jakby naradzając się jak przetrwać kolejną zimę.

Zaczęło się wrześniowe szaleństwo grzybobrania, bo obrodziły w tym roku.
Znajomi zapraszali do siebie na grzybobranie, ale … nie chce mi się.
Może gdyby była inna pogoda, a tak co to za przyjemność ganiać po lesie i strząsać sobie z gałęzi krople deszczu za kołnierz.

W minionym tygodniu miałam zrobić jeszcze trochę przecieru pomidorowego i keczupu, ale … mi się nie chciało.
Pomidory i papryka czekają na balkonie.
A ja czekałam aż wróci energia, wena i inwencja twórcza, a wrócił leniu nierobus.
Siedzę pod kocem obłożona kotami i z upodobaniem słucham Vivaldiego j jego Czterech Pór Roku.
Kiedy koty okazują już rozdrażnienie nadmiarem muzyki, wyłączam muzykę i czytam.
Egzystencja całkiem przyjemna, ale zimą a nie w połowie września.

wtorek, 12 września 2017

Dorastamy do twojej wiedzy,
Wysokiej wiedzy solarnej,
Kwiecie, który Słońce za wzór bierzesz!
Z dawna już kręgiem nasion
Chóralnie szeptałeś
O ciemnym jądrze słonecznym,
A koroną złocistych płatków,
O fotosferze.
Dzikie, korzenne tchnienie
Z bliska cię osnuwa:
Może to zapach Słońca,
Który ty przeczuwasz?

(Autor: Maria Pawlikowska – Jasnorzewska).

Kiedy po dwóch, trzech dniach pogodnych i słonecznych wstępuje we mnie nadzieja na złotą jesień, to aura robi mi psikusa i przez kilka dni zimno, ciemno, wieje, leje.
A mam wielką chęć na wyprawę do Ogrodu Botanicznego by zapuścić się w dział sadowniczy i tam spacerując wśród owocowych drzew wdychać zapach dojrzałych śliwek i przypominać sobie smażenie powideł w mim rodzinnym domu.
Natomiast zapach jabłek przenosi mnie do spiżarni rodziców, gdzie na półkach leżakowały kosztele, niezwykle aromatyczne  koksy i kronselki, które zjadało się w pierwszej kolejności bo to odmiana letnia.
Na razie siedzę w domu, humor ma kiepski, szczęka mnie jeszcze boli, nachodzi mnie myśl, że trzeba było słuchać swojej intuicji.
Jutro wizyta u stomatologa, zobaczymy co powie.

Od Internetu mnie odrzuca, wena mnie opuściła, pomysłów i inwencji brak, energii też brak.
Wyciągnęłam książki Isabel  Allende i po kolei czytam, obecnie „Córkę Fortuny”.
I czekam.
Aż wróci energia, wena, inwencja.
A przede wszystkim złota, słoneczna jesień.

środa, 06 września 2017

... ale mam stracha.
Słusznie mówi się, ze człowiek stary jest jak dziecko.
Nawet gorzej, bo Wiktoria wizyty u dentysty się nie boi a ja się dzisiaj boję.
Nie boję się bólu, bo wiem, ze wszczepienie implantu nie boli, ale bardzo nie lubię słuchać wiercącego wiertła w mojej szczęce.
Straszny odgłos:(.
A jeszcze na dodatek wczoraj, powiedziała mi sąsiadka, że w tym wieku wydawać tyle pieniędzy na zęby to jest głupota.
Jakoś nie mogę się z tym zgodzić i uważam, ze właśnie starzy ludzie powinni dbać, aby nie mieć problemu z gryzieniem i przeżuwaniem.
Zupki i deserki typu "Gerber" na dwa dni zakupione, a więc z głodu nie zginę.
Zimne okłady mrożą się w lodówce, Nurofen też w domu jest.
Żeby tylko nie było tak, jak poniżej;).

Edytowane godz. 18.00
Jestem już w domu, głupia baba ze mnie, jak już siedziałam na fotelu to serce ze strachu chciało mi gardłem wyskoczyć.
Dobrze, ze to 10 -15 min. roboty i po wszystkim.
Znieczulenie już odchodzi i trochę zaczyna pobolewać, wzięłam Nurofen i myślę, że będzie dobrze.
A dzisiaj na kolację jem lody, moje ulubione, akurat przypadkiem trafiłam na nie wczoraj w Super Samie;).


poniedziałek, 04 września 2017

Kryją się po kątach
by łezka na nie nie spadła
płomyczki spalonych nadziei
rzeczy i inne dziwadła
i kręcąc się pod nogami
smutne figle płatają
dziwne, urocze, niewinne
rodzą się – umierają
pomiędzy włosami skaczą
biegną  pomiędzy palcami
z najskrytszych myśli wychodzą
chowając się sprytnie przed nami
a gdy je dzień już znuży
lecą w przestworza, w nieznane
wszystkie te niezwykłości
wszystkie dziwadła kochane.

(Autor: „Silentia”).


Te dziwadła można spotkać w Ogrodzie Botanicznym przy Al. Ujazdowskich w Warszawie.

Początek września to już nie w pełni lato, ale jeszcze nie jesień (choć wczoraj i dzisiaj łatwo można by się tej jesieni dopatrzyć;).
Ten czas nazywa się poleciem, czyli schyłkowe lato.
Skończyły się wakacje i okresy urlopowe, córka wróciła (po urlopie macierzyńskim) do pracy, wnuczęta do żłobka i przedszkola.
A ja założyłam ciepłe skarpetki i sweterek z długim rękawem, siedzę przy poobiedniej herbacie a za oknem … głęboki listopad, szaro, jakby zmierzchało.
I wcale nie ciągnie mnie na spacer, a w głębi ducha cieszę się, ze mam koty a nie pieski, i że nie muszę wychodzić z nimi na spacer.
Koty są ospałe, jeden z kanapy prawie nie wychodzi, drugi nie schodzi mi z kolan.
Mnie też dopadł leniu-nierobus, ogórki zakupione w sobotę tęsknią żeby znaleźć się w słoikach, a same jakiś nie chcą tam zawędrować.
To wyciszenie jest nawet przyjemne, zastanawiam się czyby nie włączyć kaloryfera olejowego, nie zapalić świecy o zapachu jabłuszka, wyjąć ciepły pled i grubą książkę („Płomienna Korona” E. Cherezińskiej) zakupioną na jesienne wieczory.
Zamknąć się w domu, i odciąć się od pośpiechu, zgiełku i politycznego jazgotu.
Bardzo to kuszące, jednak zaufam wrześniowi i poczekam na polską złotą jesień.
Może się doczekam;).

piątek, 01 września 2017

Ramiona gwiazd
obracają się i skrzypią
Na rozstaju mlecznych dróg
jezuski frasobliwe w kapliczkach
odurzone zapachem floksów
w kolorze fuksji
zapomniały o bożym świecie

Toczy się wielki wóz
zaprzężony w cztery jednorożce
Na sianie zasnęły utrudzone dniem
pulchne madonny z dzieciątkami
Śnią im się rajskie jabłuszka

W mojej kieszeni szeleści
srebrny księżyca papierek
i grają kolorami na szczęście
łuski wigilijnego karpia
Jestem wiecznym wędrowcem
szukam swojego miejsca
tam na ziemi albo tu
w niebie

Autor: Ruth Porter.

Jeszcze wczoraj piękne słońce, łagodne ciepło, cisza i spokój wokoło, zapach kwitnących floksów.
Przyjemnie, błogo, kojąco…
Byłyśmy wczoraj w trójkę (córka, wnuczka i ja) w Ogrodzie Botanicznym.
Córka i ja chciałyśmy sobie co nieco przemyśleć (to miejsce, szczególnie w dzień roboczy, jest do tego idealne), Wiktoria, nie miała nic do przemyślenia, po prostu lubi tam bywać;).
Tam już jesień dużo bardziej rozpanoszyła się niż w mieście.
Płowieją trawniki, na drzewach cynowa zieleń poprzetykana gdzie nie gdzie złotem i zaczynają kwitnąć jesienne kwiaty a na niebie królują sprane błękity.
Wino na żywopłocie, pełne baraszkujących w nim wróbli, zaczyna się czerwienić.
Natura to nie moda, tu ludzie nie wedrą się ze swoimi aktualnymi widzimisię i nie zmienią cyklu pór roku.

A dzisiaj jest deszczowo, ponuro i chłodno.
Minęła jedna noc, a różnica w pogodzie taka, jakby co najmniej minął miesiąc.
Poza tym, byłam dzisiaj na cokwartalnej wizycie u onkologa.
Wszystko jest ok., ale wystarczy posiedzieć pól godziny pod drzwiami i posłuchać tych głupich bab z ich mądrościami to się chce zwymiotować albo trzasnąć jedną i drugą w łeb.
Jestem więc bardzo przymulona, a na dodatek mam stracha przed środowym wstawieniem implantu.
Przecież wiem, ze nie ma się czego bać, ale tym razem mam „przeczucie”, które mi mówi by tego nie robić;(.
Muszę się wziąć w garść a „przeczucie” kopnąć w zadek, bo innego wyjścia nie ma, przecież nie będę chodzić bez zęba, mimo, ze tego zbytnio nie widać.
Chyba pójdę upiec ciasto ze śliwkami, duży kawałek jeszcze ciepłego ciasta będzie najlepszym lekarstwem na mój stan i moje smęcenie.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Rosa rankiem na trawie
Czerwona róża kwitnąca za oknem
Skoszone siano i kwiaty pachnące na łące
Smugi babiego lata, które wiatr kołysze
Ciepłe promienie słońca i cienie drzew coraz dłuższe
Rój gwiazd spadających wieczorem
Na niebie klucz odlatujących żurawi
Dni coraz krótsze, to lato odchodzi

Autor: Alina Kolińska, "Wspomnienie lata").

 

Lato nieubłaganie zmierza ku końcowi.
Zawsze było mi z tego powodu smutno, bo oznaczało to koniec urlopu i powrót do kieratu,  co nie było łatwe.
Doczekałam się nieustających wakacji, ale kiedy kończy się sierpień splin i żal za latem dalej mnie dopada.
No cóż, lubię lato i ciepełko.
A prognozując po ilości gubionego futra przez moje kociambry już w połowie sierpnia, jesień i zima przyjdą w tym roku wcześniej;).

Na balkonie dosuszają się ostatnie pęczki majeranku i bazylii, która w tym roku wyrosła mi na parapecie bardzo obficie, więc ją częściowo ścięłam i ususzyłam.
Nalewka wiśniowa się maceruje, trochę przetworów się jakoś tak samo w między czasie zrobiło…
W przyszłym tygodniu pojadę do znajomego na działkę po mirabelki, bo bardzo lubię taki mirabelkowy ni to dżem, ni to konfiturę.
We wrześniu zrobię trochę renklod w syropie, w październiku trochę powideł do piernika i to wszystko.

Od nowego tygodnia rozpoczynam „randki” z moim stomatologiem od implantów.
Po dwóch latach odwlekania typu – teraz nie mam czasu, później, jak się będę lepiej czuła wreszcie się za to zabrałam, przez przypadek zresztą;).
Chociaż wiem, ze nie ma czego, to się jednak trochę boję.

Z kancelarii Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dostaliśmy powiadomienie, że PAD odznaczył nas medalem i listem gratulacyjnym za długoletnie pożycie małżeńskie.
List otrzymaliśmy wraz z zawiadomieniem pocztą, po medal mamy się zgłosić w ciągu 6 miesięcy.
Ślubny już szykuje krawat, ja się nigdzie nie wybieram, bo ani list gratulacyjny, ani medal od tego Prezydenta nie jest mi do szczęścia potrzebny.

niedziela, 20 sierpnia 2017

Jednemu panu na skwerku
motyl siadł na gazecie.
A pan powiedział ponuro:

- I po co to żyje na świecie?
Ani to z pierza, ani z mięsa,
z kwiatka na kwiatek się wałęsa,
na kotlet to się nie nadaje,
nie znosi tak jak kura jajek,
choćbyś i w ulu go zamykał,
nie da ci miodu do piernika,
nie daje mleka tak jak krowy
i jakiś taki - za kolorowy...

A dwaj poeci, patrząc
jak motyl skrzydła rozchyla,
bardzo cichutkim szeptem
szepnęli do motyla:
- Gdyby nie było motyli,
my byśmy cię wymyślili.
I chronili przed tym panem, chronili!

(Autor: Wanda Chotomska).



Przysłowie mówi, ze gdy na św. Jacka nie pada, suchą jesień zapowiada.
W czwartek było ciepło i słonecznie, więc można prognozować, ze jesień też taka będzie.
Oby, bo bardzo lubię to jesienne słoneczko, które pięknie grzeje ale nie zwala człowieka z nóg.
U mnie w domu mówiło się św. Jacek z pierogami, bo według legendy właśnie pierogami ów święty karmił ubogich wśród których żył.
No więc i ja zrobiłam pierogi, część z serem waniliowym a część z grzybami (kurki i pieczarki).
Jedliśmy te pierogi przez trzy dni i pierwszy raz mam dość tego dania, przynajmniej na jakiś czas.

A od wczoraj się nam tak pięknie rozpadało i pada nadal.
Za oknem zrobiło się cicho i spokojnie, nie drą dziobów biegające i znudzone już nieco wakacjami dzieci, na ulicach brak przechodniów, samochodów też jakby mniej.
Bardzo w porę przyszło takie wyciszenie, bo już nieco wkurzona byłam tą rozbrykaną na skwerku hałastrą.

W czwartek siedząc wieczorem na balkonie zauważyłam, ze odleciały już jerzyki.
I nagle zrobiło się cicho - bez charakterystycznych świstów i uwijających się za owadami po niebie ptaków.
A skoro odleciały jerzyki to i zapewne jaskółki i bociany, jarzębiny też już czsa jkiś wybarwiły się na czerwono, czyli jesień puka do drzwi.

Do Janusza Głowackiego miałam stosunek dość letni.Ceniłam go za „Antygonę w Nowym Jorku” czy stworzony we współpracy z Markiem Piwowarskim „Rejs” ale reszta jego twórczości, szczególnie z ostatnich lat mnie
nie porywała.
Ale mimo to czuję jakiś niewytłumaczalny żal, że odchodzą takie nazwiska...

niedziela, 13 sierpnia 2017

„Taki spokój rozlany w naturze
Niebo takie czyste i pogodne.
Na jeziorze przejrzystym lazurze
Zakwitają blade lilie wodne.
Zakwitają i z schylona twarzą
Za czyms tęsknią i gonią, i marzą (...)”

(Autor: Adam Asnyk, "Lilie wodne" 1869r.).

Po słonecznych i upalnych dniach przyszedł czas huraganów, burz i ulewy.
Ot, pogodowe zmiany, nic nowego, były przecież zawsze.
Chociaż nie w takim natężeniu jak teraz.
Pamiętam okrutne burze z grzmotami jakby się niebiosa waliły, z błyskawicami, które oślepiały, z ulewami które podtapiały pola.
Pamiętam wichury, które przewracały drzewa.
Ale pojedyncze drzewa.
A teraz przychodzi trąba powietrzna i zmiata kilka hektarów lasu, lub rozwala domostwa w całej wsi.

Po wyjeździe Wiktorii byłam taka jakaś śmaka.
Musiałam od siebie odpocząć.
Tylko jak?
Czytanie mi nie wychodziło.
Poszłam do kina, akurat klimatyzowana sala to dobre miejsce na te upały.
Wybrałam film „Babskie wakacje” ze względu na Goldie Hawn, którą bardzo lubię.
Filmu nie polecam, jest przaśny, seksistowski, chamski i okraszony wulgaryzmami.

Pod koniec tygodnia udało mi się porozumieć samej z sobą z czego jestem bardzo zadowolona.
Wczoraj odstawiłam wielkie sprzątanie a dzisiaj pól dnia stałam przy garach, wyrafinowanej przyjemności nie czułam, ale dobrze mi się pracowało;).
I byłoby naprawdę pięknie, gdyby nie wieści z obozu harcerskiego w Suszku.
Siedzi mi ta tragedia z tyłu głowy i nie pozwala w pełni cieszyć się życiem.
Przecież na obóz jedzie się odpocząć i po przyjemność a nie po śmierć.
Jak to nie znamy dnia ani godziny.

poniedziałek, 07 sierpnia 2017

... laokoon nieujarzmiony.
Jak pięknie wygląda
przy księżyca kwadrze!
Zawodników peloty
wir ciał skłębiony.

Jak pięknie wygląda
wiatrowi wygrażając!
Dafne i Attis
ból jej dobrze znają.
Nieodgadniona,
niewytłumaczalna.

(Autor: Federico García Lorca, „Opuncja” - tytuł oryginału - hiszp. "Chumbera").

Tydzień temu wreszcie przyszło prawdziwe lato.
Pięknie jest, choć miniony tydzień nie był łatwy, była u nas Wiktoria, a na nią żadne upały wrażenia nie robią.
I przegoniła nas po Ogrodach Botanicznych , po parkach i podwarszawskich lasach.
Lepsze to od siedzenia w czterech ścianach, ale kilka razy spociłam się tak, ze trzeba było wracać do domu, brać prysznic i się przebierać.
A dziecko suchutkie i wesolutkie i wcale nie zmęczone, zmieniła tylko kapelutek na chustkę bo jej kapelusz przeszkadzał w buszowaniu po lesie.
Lubię jak jest ciepło, a ten ostatni tydzień przypominał mi lato, jakie pamiętam z mojego dzieciństwa, więc byłam pełna szczęśliwości.
Ale prażyć się w rozgrzanej kucheni nie zamierzałam.
Niby apetyty w upały nie dopisują, jednak zjeść coś trzeba.
Gotowałam więc w nocy, bardzo na skróty, wegetariańsko, ale jednak trochę przy garach stać musiałam.
A inni w tym czasie spali.
To jest własne ta sprawiedliwość dziejowa, ktoś nie śpi, by miał co jeść ktoś;)))

Dzisiaj Wiktoria „pracowała” (nagrywała reklamę Ciastoliny) ale jutro i pojutrze jeszcze będzie u nas.
W czwartek jedzie z rodzicami na wczasy, a my z tej okazji też będziemy na wczasach.
Takich z kuchnią, jaką lubię , wygodnym łóżkiem, bez uciążliwej podróży – wczasach domowych;).
Tylko żeby ciepełko nas nie opuszczało!.
Wy też odpoczywajcie ile tylko możecie, bo czas szybko biegnie a lato się nie trwa wiecznie;).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 82