| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
niedziela, 14 października 2018

Jesienny czas! Cudownych blasków czas!
O, dęby, buki, klony i platany,
Ciepłych odcieni stubarwne organy,
Na których złota symfonie gra las!
O pełne słońca przepychów i kras
Melancholijnie milczące polany,
Kędy przez liści ogniste dywany
Przechodzi piękna bóg ostatni raz!
Dusza ma, zda się, o tysiące lat
W przeszłość cofnęła się na czasu zdroju,
W wiek ziemi błogi, szczęśliwy i młody,
I patrzy z żalem, jak ginie ten świat,
Jak kona z boskim uśmiechem spokoju
Olimp radości, piękna i pogody... 

(Autor: Leopold Staff, „Jesień”).







Można rzec, ze połowa października za nami.
Nieodwołalnie świat pokrywa się rudością, brązem i purpurą.
I złotem.
Jakby niewidzialny król Midas wędrował po ogrodzie,  dotykając drzew i krzaków.
Najbardziej złote są brzozy i drzewa miłorzębu japońskiego.

Nastała nam jesień cudownie ciepła i balsamicznie pachnąca opadłymi liśćmi, dymami z ognisk oraz porannej rosy.
Z tego też powodu zaniedbałam obowiązki wobec mieszkania, Internetu i znajomych codziennie uciekając w plener, wałęsając się po parkach, ogrodach, polach.
A im większe to były wertepy i pustkowia, tym większą frajdę odczuwałam.
W między czasie umyliśmy ze Ślubnym szyby od zabudowy balkonu, zrobiłam porządki w szafkach tam stojących (pochowałam poduszki i pledy, w ocieplonej szafce poukładałam przetwory, które przez lato wyprodukowałam).
Ponieważ trawy ozdobne w tym roku w większości przedwcześnie szlag trafił (tzn. pożarły je pajęczaki) w ich miejsce posadziłam wrzosy.
Tak wiec balkon jest przygotowani do zimy, a właściwie do oczekiwania na wiosnę;).

Tak mam, ze ludziom których dobrze znam, wierzę w to co mówią.
Jest to niby oczywiste. 
Tylko jest niefajnie, jak moja wiara i zaufanie są wystawione na próbę, lub co gorsze nadużyte.
Wtedy bardzo to przezywam, bo nie rozumiem dlaczego ludzie mijają się z prawdą.
Mijają się z prawdą nie dla ważnych przyczyn, czy odniesienia jakichś adekwatnych korzyści, ot tak sobie.

Właśnie ostatnio mam niesmak i rozpamiętuję dlaczego niektórzy ludzie niby solidni i słowni tak bardzo „ubarwiają rzeczywistość”.
Chociaż w tym konkretnym przypadku nie było to ubarwianie, a raczej malowanie na czarno.
Ja się autentycznie zamartwiałam, ze komuś dzieje się źle, ze los przygniata go do ziemi a zdrowie się psuje na potęgę, a tu się raptem okazało, ze…
Że tak naprawdę to jest tak, jak u każdego – raz lepiej , raz gorzej, a zdrowie całkiem adekwatne do wieku i można jeszcze poszaleć na długich wycieczkach.
I bardzo dobrze, niech tak będzie jak najdłużej!
Tylko po co to moje niekomfortowe poczucie, to współczucie, te zmartwienia...
Niby głupstwo, ale siedzi mi to kolcem i nie mogę się z tym uporać...

piątek, 05 października 2018

Święty Franciszku z Asyżu
nie umiem Cię naśladować -
nie mam za grosik świętości
nad Biblią boli mnie głowa
Ryby nie wyszły mnie słuchać -
nie umiem rozmawiać z ptakiem -
pokąsał mnie pies proboszcza
i serce byle jakie (...)
Autor: ks. Jan Twardowski.

Celem wyjaśnienia skąd wzięły się "Zaduszki zwierzęce" – sama tak nazwałam Dzień Pamięci o Zmarłych Zwierzętach.
A Dzień Pamięci o Zmarłych Zwierzętach stworzył pan Witold Wojda, założyciel Cmentarza dla Zwierząt w Koniku.
Zatem oddajmy mu głos - “Raz w roku mamy święto, które zorganizowałem.
Jest to Dzień Pamięci o Zmarłych Zwierzętach.
Odbywa się w pierwszą niedzielę października.
Łatwo skojarzyć datę, bo to miesiąc przed Świętem Zmarłych.
Termin wybrałem ze względu na dzień św. Franciszka (4 października przypada rocznica śmierci patrona zwierząt - przyp. red.).
Święto zawsze odbywa się w niedzielę, aby każdy mógł przyjechać.
Ludzie wtedy przywożą kwiaty i znicze, sprzątają groby, palą światełka i wspominają.
Tak samo jak na cmentarzach dla ludzi.
My właściciele zwierząt tworzymy tu jedną wielką rodzinę(…) “.

Przetwarzanie pomidorów jeszcze w toku, ale za to mieszkanie sprzątnięte na błysk.
Dzisiaj wreszcie pojechałam do Konika na cmentarz zwierzęcy.
Pisiek i Bandyta mają sprzątnięte miejsce spoczynku, zapalony znicz i jesienne wrzosy.
Święto jest w niedzielę, i wtedy pojedzie tam córka z dziećmi, Wiktoria zakupiła już wiatraczek, który zawiezie zwierzaczkom – żeby jak
powiada, „miały kolorowo i wesoło”.

Październik lubię, za jego prawdziwie jesienne kolory.
Bo wrzesień jest kolorowy jesiennymi kwiatami, a październik maluje liście na drzewach i krzewach.
W tej chwili drzewa jeszcze czekają na złoto, wszelkie rudości i  purpurę.
Mam nadzieję , ze się tych kolorów doczekają, a ja z nimi, bo marzy mi się wyprawa do kolorowego lasu lub choćby do Ogrodu Botanicznego.

wtorek, 02 października 2018

Dzik jest dziki, dzik jest zły,
Dzik ma bardzo ostre kły.
Kto spotyka w lesie dzika,
Ten na drzewo szybko zmyka

(Autor: Jan Brzechwa, „ZOO”)



Ani dzikie ani złe nie były więc na drzewo nikt nie zmykał.
Były za to bardzo ruchliwe, nie ustały sekundy w spokoju, by można zrobić im zdjęcie.
Kłów też nie miały, albo nie było widać z czego Staś był bardzo niezadowolony, bo skoro w wierszyku dziki mają ostre kły, to te w zagrodzie też takie powinny mieć.
Ponieważ pogoda w Wielkopolsce była znakomita, i aby umilić dzieciom oczekiwane na abstrakcyjne dla nich wydarzenie pt wesele, dziadek i ja
zabraliśmy dzieci do zagrody z dzikimi zwierzętami w Gołuchowie.
Jest tam jeszcze zagroda z sarenkami i danielami, z żubrami i z konikami polskimi, ale  dla dzieci najważniejsze były dziki.

Wróciliśmy wczoraj, zmęczeni ale bardzo zadowoleni.
Nie, nie – nie jest tak, ze na starość polubiłam wesela;).
Po prostu to wesele było nadzwyczajne.
Pod każdym  względem.
Klimat rodzinny, ale nie nachalny i wścibski, jedzenie wyśmienite i swojskie (rzadko już takie można zamówić w warszawskich restauracjach).
Sala ładnie ubrana, ślicznie nakryte stoły, perfekcyjne rozsadzeni goście.
Widać było, ze Państwo Młodzi się nad tym tematem pochylili i tę kwestię przemyśleli.
I jeżeli miałabym się do czego przyczepić to … jak dla mnie za głośno grał zespół;).

Dzisiaj, kiedy jest już po wszystkim, kiedy opadły emocje, adrenalina już nie daje kopa -  jakoś nie mogłam się pozbierać, nic mi się nie chciało robić, za nic nie miałam ochoty się zabrać.
Ugotowałam obiad (skończyło się podstawianie talerzy pod nos;), i wreszcie zabrałam się za przetwarzanie pomidorów. Na razie produkuję
przecier, a następne kolej na ketchup, który schodzi u nas litrami.
Mieszkanie woła wielkim głosem o doprowadzenie go gruntownie do porządku, bo przez dwa miesiące było sprzątane tylko po wierzchu.
I muszę pojechać do Konika uporządkować miejsce spoczynku moich zwierzaczków, bo w nadchodzący weekend są Zaduszki zwierzęce.

Kurcze, kiedy wreszcie przyjdzie czas na leniuchowanie?;))).

czwartek, 27 września 2018

Czym bliżej było wyjazdu, tym większa była nerwówka.
Nie wiem dlaczego jestem tym zdziwiona, przecież tak jest u mnie za każdym razem.
Może dlatego, ze tym razem dałam sobie duży margines czasu na przygotowania do wyjazdu.
A i tak wczoraj wszystko mi się spiętrzyło i dostałam lekkiego kociokwika.
Dzisiaj rano jeszcze większa panika pt – bosze, przecież nie zdążę.
W tej chwili jestem już prawie spakowana, resztę dopakuję wieczorem lub jutro rano (a właściwie w nocy, bo wyjeżdżamy o 04.00 rano;(.
Córka z rodziną już pojechała, syn z rodziną jadą po pracy.
Ja w ramach corocznej kontroli jestem umówiona na 16.00 na USG jamy brzusznej.
Wieczór mam na zrobienia sobie manicure i lekki oddech od tego wszystkiego, co się działo.
Trzymajcie kciuki żebym nie żałowała tego wyjazdu;).

Mam nadzieję, ze w ferworze przedweselnym nikt z zainteresowanych nie wejdzie na mojego bloga więc przedstawiam Wam exploding boxa, który jest formą kartki z życzeniami dla Państwa Młodych.
Zrobiłam go na prośbę synowej.
Po powrocie postaram się pokazać Wam kartki z życzeniami dla nowożeńców, które zrobiłam dla siebie i dla córki.
No i dwa albumy na zdjęcia ,które zrobiłam, chociaż akurat albumy trudno na fotografii przedstawić.
Muszę nauczyć się wstawiać filmiki na Yoy Tube.

ps. w dacie jest błąd, ale w porę zauważyłam i jest już poprawione;).

sobota, 22 września 2018

Widoki jak w pięknej Italii..

... a to tylko park przy pałacu w Wilanowie.

… żegnaj lato na rok,
stoi jesień za mgłą,
czekamy wszyscy tu,
pamiętaj, żeby wrócić znów.

Lubię jesień, ale nie oczekiwałam jej zbyt nachalnie.
Chciałam jeszcze nacieszyć się końcówką lata, bo kocham to wrześniowe ciepełko miłością wielką.
Lipcowo - sierpniowe promienie słoneczne są ostre, czasem nawet brutalne, potrafią szczypać i kłóć.
A promienie wrześniowo - październikowe są łagodne, ich ciepło koi i otula.
Tak więc oczekiwałam na jesień złocisto – rdzawą, z kroplami rosy w chłodne poranki, z łagodnym słońcem w południe i z wieczornym zapachem
umierających liści, ziemi przesiąkniętej deszczami i dymem z palonych chwastów w sadach.
Jak na razie przyszła jesień chłodna i bardzo wietrzna.

A jeszcze przedwczoraj siedziałam sobie w cichym i opustoszałym o tej porze roku w Ogrodzie Botanicznym w Powsinie.
Siedziałam sobie pod brzozą a jej liście na przedwietrzu drżały leciutko dzwoniąc symfonię jesienną.
Astry i kosmoski na pobliskim klombie kłaniały się z gracją, a ich kolory mówiły: to my jesteśmy zwiastunami jesieni.
Cisza utkana z delikatnych szelestów drzew, ptasich rozmów, ulotnych zapachów jesiennych róż pozwalały by myśli szybowały w przestworza …Takie oderwanie się od „tu i teraz” jest dla mnie jak medytacja dla mnicha i niejednokrotnie potrafi sprowadzić mnie na właściwą drogę, kiedy zgubię kierunek.

 Pod koniec przyszłego tygodnia jedziemy na wesele.
Duże imprezy rodzinne  -  to nie są  moje klimaty, ale tym razem jest inaczej, można by nawet powiedzieć, ze trochę się na ten wyjazd cieszę.
Czy się nie rozczaruję zobaczymy za tydzień.
A przyszły tydzień do lajtowych nie będzie należał, bo to i przygotować się do wyjazdu jakoś trzeba, mam dwie wizyty u lekarzy, a w poniedziałek czeka mnie wyprawa do laboratorium by zrobić badania.
Jak ja tego nie lubię!!!.

wtorek, 18 września 2018

Jeszcze ogrody całe w kwiatach,
W sadach czerwienie i fiolety
A mnie tak bardzo szkoda lata,
Z którym rozstaję się, niestety.
Żal mi poranków rozedrganych.
Brzęczących pszczół trzepotem,
Barwnych motyli i bocianów,
Radzących tłumnie przed odlotem.
Rosy porannej, zbóż dojrzałych.
Mieniących pola kłosów złotem,
Szkoda radości dużych, małych,
Odpływających razem z latem.
Jeszcze w wazonie dumne dalie,
Zdobią swą barwą biel obrusa,
Ja żegnam swego domu ciszę,
W jesienną podróż snów wyruszam…

(Autor: Barbara Stawierej, „Schyłek lata”).

Żeby przez moje ostatnie zajęcia i obowiązki nie wskoczyć na level Robocob i nie minąć się ze zdrowiem psychicznym i fizycznym rzuciłam je
wczoraj w kąt.
I pojechałam na pola, gdzie rosną krzaki i chaszcze a przede wszystkim jest cisza i spokój i nie ma ludzi.
Po czterogodzinnym spacerze (chciałam dłużej, ale nogi odmówiły mi posłuszeństwa;) przewietrzyłam na tyle mózg i duszę, ze jest mi nieco lepiej i trzeźwiej patrzę na sytuację.
Ale trzeźwe patrzenie spraw do załatwienia nie załatwi, więc trzeba wracać do obowiązków.
Dobrze, że pracy zostało już nie wiele, wystarczy przysiąść pół dnia.
Pracy nie wiele, ale bardzo czasochłonna, - ważne, ze wszystkim zdążyłam na czas.
Ale więcej się w taki kanał nie wpuszczę, bo przyznaję, ze sama sobie to zrobiłam.
Ponoć człowiek uczy się przez całe życie...

czwartek, 06 września 2018

Wyniosła w swej wysokości
karmi głodne serce
jeszcze ciepłą barwą
patrząc z wysoka
jest jak uśmiech poranka
który kradnie malarzowi
barwy z palety
jej płatki
niczym smocze łuski
skrywają delikatne serce
i duszę kwiatu
która jest w słońcu

(Autor: „TES”, „Dalie”)


Dalie są sfotografowane na początku sierpnia, wtedy to zamieściłam je na blogu, tylko aby napisać parę słów brakło już czasu.
Więc czekały sobie spokojnie do dzisiaj...


„(…) życie wtedy ma sens, gdy człowiekowi nie starcza dnia na wszystkie zajęcia” – Aleksander Sołżenicyn.
Prawdo to, czy fałsz?
Od jakiegoś czasu, kiedy mam właśnie tak, że nie mam czasu nawet na spokojne zebrane myśli uważam, ze to totalna bzdura.


Tak się poukładało, ze całe lato spędzam w „biegu”.
Nie dosłownym, bo z moimi latami to mogę sobie podbiec najwyżej do autobusu czy tramwaju, ale zajęta jestem od rana do wieczora.
I będzie tak do końca tego miesiąca.
A mamy przecież taką piękną końcówkę lata, jest ciepło ale nie upalnie i chciałoby się trochę posiedzieć w Ogrodzie Botanicznym lub w parku czy choćby u mnie na skwerku pod blokiem.
Nic z tego, tyle mojego, że wszelkie sprawy, które mam do załatwienia „na mieście” załatwiam jeżdżąc środkami komunikacji miejskiej.
Wtedy mam możliwość wysiąść jeden, dwa przystanki wcześniej i się przespacerować.


Nigdy nie byłam typem, który wisi na telefonie, jednak, kiedy dzisiaj oddałam telefon do naprawy czuję się jak bez ręki;).
Mój telefon czasem cały dzień milczał i to mi nie przeszkadzało, wręcz odwrotnie, cieszyłam się w myśl zasady – nie dzwonią to znaczy, ze u wszystkich wszystko w porządku.
A teraz nie mam go raptem kilka godzin i już mi czegoś brakuje;).
Nie tego, żeby dzwonił, tylko żeby był, żeby leżał na swoim miejscu.
Dziwna jest ludzka natura…

Tak więc Kochani, jestem, żyję i mam się nieźle, tylko czasu jakoś nie potrafię rozciągnąć.
To by było na tyle, bo obowiązki czekają.

czwartek, 09 sierpnia 2018

Malownicze  wzgórze
urwisko  skąpane  w  zatoce
stromy  brzeg  nad  plażą
cud
wpleciony  w  nadmorski  krajobraz
niebo  i  bezkres
w  bławatkowej  poświacie
przedsionek  świata
magiczne  zacisze
miasta  z  morza  i  marzeń…

(Autor: Grażyna Brylska, „Orłowski Klif)

Od jakiegoś czasu marzył mi się „morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew”.
W bonusie dostałam jeszcze ciszę, spokój i bezludzie.
A w tym tygodniu już proza życia, upał, nieznośna susza a od dzisiaj jeszcze gorący wiatr, który powoduje, ze od rana nie potrafię się
obudzić.
No i w bonusie opieka nad Wiktorią, ale na to akurat nie narzekam, bo dzisiaj, to akurat ona opiekuje się mną.

I tak to życie płynie, a lato z dnia na dzień ucieka.
Chociaż w tym roku przyznaję, ze upały męczą mnie nieco, to jednak uciekającego lata mi szkoda.
Koty całe dni przesypiają na posadzce w łazience a ożywiają się i uaktywniają w nocy.
Nie mam gdzie ich zamknąć (szczególnie Felka), by się spokojnie wyspać.
Nauczone są, ze wszystkie drzwi (oprócz wejściowych) są w mieszkaniu otwarte.
Jak zamknę którekolwiek pomieszczenie, koty wspinają się do klamek by je otworzyć.
Ile jest przy tym hałasu i miałków, lepiej nie wspominać.
Odgrażam się, że kupię im smyczoszelki i na noc przywiążę sierściuchy w kuchni do nogi od stołu;).

niedziela, 29 lipca 2018

Czas rozedrgany pszczół brzęczeniem,
pole wyzłaca się orkiszem,
drzewa upalne kładą cienie,
piaszczystym traktem odchodzi lipiec.

Ogród zróżowił się floksami,
słowiki już nie sławią nocy,
w wieczornej ciszy upał zamilkł -
czy można urok jej przeoczyć?

Gwiazdy wsypały się do wierszy,
zasiane w ciemne nieba płótno,
miedzianą tarczą wzeszedł księżyc -
chodź, noc nam nie da dzisiaj usnąć...

(Autor: Ewa Filipczuk)

Ostatnia niedziela lipca.
Połowinki wakacji.
Lato w pełni, pogoda iście lipcowa…
Z imienino-urodzin goście zadowoleni, ja jeszcze bardziej, ze już jest po wszystkim.
W domu cisza i spokój, bo „skarby” jeszcze są na wczasach.
Na obiady jest zupa owocowa, na drugie przeważnie fasolka szparagowa na zmianę z jakąś sałatką, bo temperatura nie pozwala na dłuższe posiedzenie w kuchni.
Wieczorami robię jakieś przetwory na zimę (na razie owoce).
Niby są możliwości by pełną piersią korzystać z uroków lata, ale … wysokie temperatury uniemożliwiają mi, by w pełni wykorzystać ten piękny, letni czas.
Przeważnie siedzi się w domu, albo w lesie w Powsinie lub w Ogrodzie Botanicznym.
A w Ogrodzie Botanicznym, mimo, ze jest dopiero koniec lipca, już panuje jesień.
Popatrzcie sami…





środa, 25 lipca 2018

Woda - taka cicha,
Jak sen...
Wiatr - lekuchno wzdycha,
Jak sen...
Łódka - tak ucieka,
Jak sen...
Myśl - taka daleka,
Jak sen...

(Autor: Maria Konopnicka, "Na jeziorze").

Kiedy odjechały wnuki, kiedy zapanował w domu spokój i błoga cisza, kiedy co chwilę  nie trzeba było rozwiązywać „ważnych” spraw,  kiedy
spokojnie mogłam powiedzieć – jak kto jest głodny, to niech sobie zrobi kanapkę  … oklapłam jak przekuty balonik.
Jeszcze tylko wykrzesałam z siebie trochę sił, by doprowadzić dom do porządku (bo jak odpoczywać w „artystycznym nieładzie???) i padłam na
wersalkę, która jakiś czas temu zastąpiła sofę.
Po drodze jeszcze złapałam książkę i zaległam.
Książkę w między czasie rzuciłam ze złości w kąt, albowiem zawiodła mnie moja ulubiona autorka tzw. babskich czytadełek.
Bardzo lubię ksiązki Marii Ulatowskiej, znam dość dobrze jej twórczość, dla mnie jej książki są plastrami na bolącą duszę, ale sorry, książki „Ostatni list” nie dało się strawić.
Tak to bywa, jak ktoś, kto dotychczas pisał tylko książki lekkie, łatwe i przyjemne raptem wysili się na książkę „psychologiczną”.

I tak sobie zalegam już piaty dzień, na zabranie się za cokolwiek nie mam siły, nie mam ochoty, nie mam weny.
Bujam myślami po lesie i nad jeziorem, gdzie spacerowałam podczas mojego czerwcowego tam pobytu...
Chciałabym tam być...
Chciałabym?
Chciałabym, ale tylko duchowo, fizycznie nie, bo trzeba byłoby się ruszyć w podróż, a mnie się przecież NIC nie chce.
A na jutro zapowiedzieli się goście.
Fakt, ze tylko synowa, syn i sąsiad, ale jednak goście.
Co ja mam zrobić, żeby jednak postawić się do pionu?
Powiadają, ze starość jest jak pierwszy dzień jesieni – pełna słońca i dojrzałego piękna.
Tiaaa, tak jest … ale do czasu….;).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 89