Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
niedziela, 10 marca 2019

Chciałam być jak orkiestra z Tytanica, chciałam tu być do końca, tak jak oni grali…do końca
Ale Blox to uniemożliwił, utrudniając mi już teraz swobodne wejście na mojego bloga.
Wobec tego, trzeba zwijać manatki już teraz, bo może być tak, że za dzień, dwa, nie da się już w ogóle tu wejść, pomimo obietnic Agory, że blogi funkcjonują do 29 kwietnia.
Teraz wchodzę (po wielu próbach) przez mój stary blog, czyli pierwszą część obecnego bloga.

Zaczęłam tu pisać prawie 13 lat temu.
Blogowanie sprawiło, ze zaczęłam interesować się fotografią a później scrapbookingiem.
Dobrze mi tu było, poznałam mnóstwo ciekawych i wspaniałych ludzi.
Sporo osób blogujących poznałam w realu.
A to dzięki Bloxowi, temu dawnemu, sprzed 8-10 laty, bo wtedy Blox organizował nam spotkania blogerów w postaci sławetnych Maratonów.
Wyraźnie chcę zaznaczyć, ze o dawnym Bloxsie mogę mówić w samych superlatywach, o Bloxsie z ostatnich dwóch, trzech lat nic dobrego nie da się raczej powiedzieć.

Dziękuję wszystkim, którzy czytali mojego bloga, lub tylko zaglądali, za czas, który poświęciliście i za miłą atmosferę, którą współtworzyliście.
Niech Wam się dobrze pisze w innych miejscach, na innych portalach.
I niech Wam się w życiu dobrze wiedzie.
Gaszę światło i zamykam drzwi.



piątek, 08 marca 2019

A kiedy przyjdzie wiosna
to musi być radosna...
Zielenią tryskająca,
ptaszkami śpiewająca.(...)
(Auror: "Elektron")



Wczoraj leżałam pół dnia na brzuchu i leczyłam sobie kręgosłup nadwerężony siedzeniem w Internecie.
Dzisiaj z okazji babskiego święta i tego, ze ponoć to był ostatni pogodny dzień, bo nadchodzą deszcze, Ślubny wyciągnął nas (Wiktorię i mnie) do Ogrodu Botanicznego w Powsinie.
Szukaliśmy wiosny!
Otóż wiosna już przyszła, w miejscach wyeksponowanych na słońce i zasłoniętych od wiatru już dobrze się zadomowiła.
W pozostałych miejscach daje ślady życia.
Widać jak wiosenne rośliny z siłą nowego życia wydostają się spod kołderki zeschłych liści.
Jeżeli zapowiadany deszczyk spłucze trochę pozimowy osad, a ciepełko za niedługo wróci, to wiosna wybuchnie pełnią życia.

Jeżeli chodzi o przenosiny, nowe blogi i te sprawy, to mogę to streścić tylko jednym zdaniem - mówił chłop do obrazu, a obraz do niego ani razu;).
A przesiadywać przed komputerem zbyt długo nie mogę, bo odzywa się kręgosłup i ból z promieniowaniem do nogi.
W żadnym razie nie mogę dopuścić, by dopadła mnie znowu rwa kulszowa.
I to by było w tym temacie na tyle:(.

Od wczoraj mam problemy wejście na bloga. Po naciśnięciu "pisz bloga" wyświetla mi się ten sławetny napis bloxa - ups, coś poszło nie tak ...
Też tak macie?

poniedziałek, 04 marca 2019

(...) A kiedy przyjdzie wiosna...
Czy mym marzeniom sprosta?
Czy świat znów zawiruje?
Czy życia smak poczuję?

(Autor: "Elektron")

Dzisiaj imieniny Kazimierza.
Pomyślałam sobie - pojechałby sobie człowiek do Wilna na Kaziuki pooglądać kramy z obwarzankami, piernikami i palmami wielkanocnymi.
Zamiast tego poszłam do sąsiada na imieniny, obwarzanek ani pierników nie było, ale były inne słodkości i przemiła atmosfera i też było dobrze.

Na słowo zmiana, jeżą mi się włosy na nogach.
Takie mamy czasy, ze wszystkie zmiany są na gorsze, przynajmniej odnoszę takie wrażenie.
A może to tylko czepliwość starej baby…
Zmiany na bloxsie dały mi się solidnie we znaki, obnażyły moją niewiedzę i indolencję, a to i boli i wstyd.
Niby córka pociesza mnie, ze żaden wstyd bo nie jestem informatykiem, ani nie mam pokrewnego zawodu, ale to nie jest tłumaczenie.
Bo dlaczego inni (nie informatycy) dali sobie z przenoszeniem bloga radę a ja dalej tkwię w czarnej dziurze i czuję, ze za chwile mnie ta dziura pochłonie.
A wydawało mi się, ze dam radę tylko trochę poczytam, poszukam … a tu im dalej w las, tym więcej drzew – im więcej czytam, tym mniej wiem.
Chociaż, kiedy dzisiaj pielęgniarka wkłuwała mi się trzy razy w żyłę, by zrobić zastrzyk, to sobie pomyślałam – o!, ona też czegoś nie potrafi, mimo, że się tego uczyła.
Ale wcale się lepiej nie poczułam, boli mnie tylko ręka pokłuta jak sito.

Cały weekend i dzisiaj do południa kleiłam kartki imieninowe i urodzinowe.
Lubię to robić, ale nie wtedy, kiedy goni mnie czas, a tym razem maraton był ostry, bo jeszcze w sobotę musiałam pojechać na jarmark Craft Wawa..
Ale zdążyłam, teraz mogę spokojnie dokończyć kartki wielkanocne.
Żeby jeszcze rozwiązała się sprawa z blogiem…
Najlepiej, żeby zrobił się to samo;))).

czwartek, 28 lutego 2019

... tylko dwa pączki.
Oczywiście kupione, bo dla dwóch osób smażyć a potem wietrzyć kuchnię to mi się nie chce.
Chętnych na pączki byłoby zapewne więcej, ale skoro nie mają czasu, by mi przenieść blogi w bezpieczne miejsce, to mnie się nie chce smażyć dla nich  pączków;).

Z tym zawirowaniem blogowym, to sama siebie nie poznaję.
Powinnam się zabrać za archiwizowanie blogów, bo z trzynastu lat pisania jest tego trochę, ale...
Ale to co potrafię zrobić mnie nie zadowala, więc muszę się dokształcić.
Na szczęście w Internecie (prawie) wszystko można znaleźć.
I z tego co się zorientowałam, to skorzystać z WordPressa.com raczej nie mogę, bo prawdopodobnie przenoszą się tylko zdjęcia dodawane do bloga za pośrednictwem fotoforum, a ja większość dodawałam z zasobów.
Nie sprawdziłam tego osobiście, dowiedziałam się od dziewczyny, która przenosiła swoje blogi na WordPressa (https://migracjakrolowej.home.blog/)
Wobec powyższego założę bloga na WordPress.org, co prawda trzeba tu wykupić hosting oraz domenę, kosztuje to około 100 zł., ale za to "ten kawałek podłogi jest mój" i nikt mnie z niego już nie wyrzuci.
I tam przeniosę swoje blogi.
Jeżeli mądrzejsi ode mnie przekonają do założenia swojej strony, to choć się kiedyś zarzekałam, że to jest dla mnie zbyt profesjonalne stronę założę. 
Zdania nie zmieniam, dalej myślę, że trudno bym się w takim miejscu odnalazła, ale na przechowalnię blogów będzie to miejsce dobre.

Mnie najbardziej odpowiada Blogspot i jeżeli zdecyduję się dalej pisać bloga, to tam siebie widzę.
I jeszcze jedna informacja, którą wyczytałam w Internecie - i na WordPress.com (tam gdzie nas przekierowuje blox) i na Blogspocie nie jest się właścicielem bloga i w każdej chwili mogą zrobić z nami to co zrobili na bloxsie.
Mimo tych informacji Blogspot nie stracił w moich oczach i jest w dalszym ciągu dla mnie atrakcyjny.

poniedziałek, 25 lutego 2019

Gdzie ty jesteś wiosno?
Może w liściach drzew
Może w traw zielonym śnie
Gdzie ty jesteś wiosno?
Może w biciu serc
W mowie rąk ukrywasz się.

W oczach dziewcząt zwiewna mgła
Chłopcom wąs się sypie w snach
Słońce z piwem pije pan
Człowiek teraz nie ten sam.

Tak zawsze wiosną jest, to jej znak
Choć może wiać, w oczy wiatr
Wyciągniesz dobry los- rozpoczniesz właśnie
Dasz pstryczka w nos- na zawsze.

Gdzie ty jesteś wiosno?
Może w liściach drzew
Może w traw zielonym śnie
Gdzie ty jesteś wiosno?
Może w biciu serc
W mowie rąk ukrywasz się.

Gdzie ty jesteś wiosno?(...)

(Autor tekstu: Ryszard Czubaczyński)


Zdjęcia takie, jakie mogę zrobić przez okno;).

Dostałam maila od Administratorów Blok.pl,  w którym poinformowano mnie, ze w dniu 29 kwietnia 2019 roku serwis zostanie zamknięty.
Oznacza to, że wszystkie blogi, w tym mój, przestaną istnieć.
Mamy możliwość przenieść bloga i pisać dalej (najprościej na Worpressa), ściągnąć wszystkie treści notatek i zdjęć na dysk, albo zostawić bloga w spokoju, aż wszystko poleci w kosmos.
Decyzją Administratorów nie jestem zdziwiona.

Jakiś czas temu chciałam zamknąć mój blog, ale „coś” mi mówiło, ze niebawem ten ruch zrobi Blox.
I się nie pomyliłam.
Czy mi żal bloga?
Tak, … ale żal mi kontaktu z Wami, samego bloga i pisania w nim mi nie żal.
To pisanie nie było takie, jakie bym chciała, jakie lubię, ale okoliczności są, jakie są.
Co w tej sytuacji zrobię?
Na pewno ściągnę całego bloga na dysk zewnętrzny, szkoda tylko, ze nie da się ściągnąć komentarzy.
Zaniedbałam skopiowania mojej „tfurczości” w DTS i bardzo tego żałuję.
Tym razem nie zrobię tego błędu.
Czy założę nowego bloga?
Nie wiem, pewnie tak, ale to sprawa na później.

Noga niby się wyleczyła, nie jest opuchnięta, siniaki już prawie zeszły, ale…
Ale normalnie postawić stopy jeszcze nie mogę.
Pod koniec ubiegłego tygodnia byłam u fryzjera (zostałam podwieziona przed same drzwi;).
Jutro idę do lekarza (nie do ortopedy) i też zostanę podwieziona pod drzwi.
Wewnątrz pomieszczeń jakoś sobie radzę, ale dzisiaj miałam w planie zakupy w MPiKu i zrezygnowałam, bo nie czuję się jeszcze na sile „polatać” po Galerii.
Do końca tygodnia uzbrajam się w cierpliwość, a co będzie później, to się zobaczy.

poniedziałek, 18 lutego 2019

kwiaty
jak wiersze
kolorowa poezja ziemi
rozkołysana wiatrem
pisana barwą i zapachem
najpiękniej pachnie o zmierzchu
każdy wers
zachwyca
ponad wytrzymałość wzroku
każda strofa
odurza

wiersze
jak kwiaty
bukiety zwiewnych myśli
kołysane słowem
nie wschodzą w zgiełku
lecz w samotności i tęsknocie
w umyśle
w sercu
te – o kolorze purpury – to namiętność
niebieskie – dozgonna miłość
białe – wspomnienia
pachną o każdej porze
gdy rozkwitają
na ustach.

Autor : Zofia Szydzik, „Znak równości”.


Tak, tak – dobrze widzicie, tytuł prawdę mówi,  ze spaceru też można wrócić kaleką.
Jednego dnia opublikowałam post pt „przez sport do kalectwa” a na drugi dzień na spacerze zapatrzyłam się na biegające pieski.
Nie patrząc pod nogi potknęłam się i paskudnie skręciłam nogę.

Na pobyt na SOR i kontakty z lekarzami spuszczę zasłonę milczenia, bo tak po prawdzie pod naszą służbę zdrowia powinno się podłożyć materiał wybuchowy i zarobić wielkie bum!

Tym razem akurat nic nie mam do lekarzy, ale do organizacji pracy i pani pielęgniarki, która przyszła do pracy nie znając hasła do programu rejestracji pacjentów (nowa jestem, trzeci dzień dopiero tu pracuję).
Wklepywała do kompa hasło jakie jej się WYDAWAŁO poprawnym i tym sposobem po wklepaniu trzeciego błędnego hasła zablokowała cały system.
Dzwoniono po informatyka, który miał przyjść dopiero za godzinę, wkurzyłam się bardzo (noga mnie bolała, pięciogodzinnym siedzeniem w poczekalni byłam bardzo zmęczona) więc pojechałam do domu.
Przedtem jednak lekarz dobrze nogę obejrzał, pęknięcie kości raczej wykluczył i dał mi wskazówki jak z nogą postępować.
W razie pogorszenia się stanu byłam zdecydowana skorzystać z prywatnej przychodni ortopedycznej, plując sobie w brodę, ze od razu nie skorzystałam z tej opcji.
Kiedy w domu nogę  obłożyłam zimnym okładem, usztywniłam i nie chodziłam noga nie bolała i sprawowała się całkiem dobrze.

W zeszłym tygodniu miałam gościa więc nogę nieco obciążałam.
Choć gość był bardzo miły i nie roszczeniowy ale wiadomo, gość swoje prawa ma, więc trochę trzeba było skikać.
W tym tygodniu postanowiłam ściśle przestrzegać zaleceń lekarza.
Będę skikać tylko do łazienki i by zrobić sobie kanapki.
Jak mi córka coś ugotuje to zjem gotowane, a jak nie, to przeżyję na kanapkach i na owocach.
Na Ślubnego w kwestii gotowania nie mam co liczyć.

A na dworze panuje słoneczna pogoda, prawie wiosna (przynajmniej przez szybę tak widać;).
Chciałoby się do lasu, albo chociaż pójść na spacer w willową część osiedla i podglądać jak w przydomowych ogródkach kiełkują wczesnowiosenne roślinki.
Na głowie też mam wielki nieład i aż prosi się wizyty u fryzjera.
Może pod koniec tygodnia jakoś w ortezie doskikam te 250 m, które dzielą mnie od salonu fryzjerskiego.
A na razie siedzę w fotelu, chorą nogę trzymam na taborecie, w tej pozycji czytać jest wygodnie, ale poklikać na komputerze już nie bardzo, więc do … na razie;).

środa, 06 lutego 2019

Szary, mglisty poranek, już czas na ciebie,
pora wstać. Nie zawsze robisz to z ochotą,
nie zawsze rozpiera cię energia,
chęć do życia pełnią sił, ale podnosisz się
systematycznie ze snu, aby biec,
aby biec przed siebie długą trasą maratonu.

Niekiedy spotykasz innych samotników.
Pozdrawiacie się, podnosząc prawą dłoń.
Biegniemy jakiś czas razem, rozmawiacie,
rozumiecie się jak starzy dobrzy przyjaciele,
ale przychodzi czas rozstania, wasze drogi
rozchodzą się, a wy nadal biegniecie
każdy swoją, długą trasą maratonu.

Zdarza się, że ktoś dopinguje cię na drodze.
Robi się wtedy weselej i raźniej.
Jednak większość trasy pokonujesz
w samotności, zabłąkany w swoje myśli
i wspomnienia. Powłóczystym krokiem
odmierzasz setki kilometrów na swojej
długiej trasie maratonu (…)

(Autor: Ryszard Mierzejewski – „Samotność maratończyka”)

Za oknami mam siłownię pod chmurką.
Ponoć sport to zdrowie.
Z obserwacji wynika, że nie koniecznie;).
Co jakiś czas oglądam taki obrazek - ktoś zasłabnie i przyjeżdża karetka pogotowia.

Zapraszają delikwenta do środka, idzie o własnych siłach, czyli nie jest tak źle;).

Chyba trwa badanie, dość długo to zeszło, przez gapienie się w okno o mało nie przypaliłam obiadu;).

Delikwent wyszedł i usiadł na ławce - ciekawe, czy wystraszył się szpitala i uciekł, czy lekarz uznał, że to był przedwczesny alarm.

Karetka odjeżdża ... do następnych delikwentów.
Tym razem skończyło się dobrze.
Chłopak w czerwonej kurtce posiedział na ławce pięć minut, a potem wstał i poszedł swoją drogą lekko utykając na nogę.

Odcinam się od wiadomości politycznych jak tylko mogę, ale i tak co nieco wpada w oczy i w uszy i albo wkurza, albo dołuje.
Niecierpliwie czekam na wiosnę, ale tę która przychodzi ze słońcem, z zielenią listków i śpiewem ptaków a nie tę tęczową od Biedronia.
Na zdrowy rozum, z oczekiwaniem na wiosnę powinnam dać sobie spokój co najmniej do połowy marca, bo każdy miesiąc ma swoje prawa i jest po coś.
A luty to praktycznie ostatni miesiąc, kiedy można spokojnie i bez wyrzutów sumienia kokosić się z kocykiem i ksiązką na kanapie, leniuchować, wyciszać się, odpoczywać.
Można sobie ugotować gęsty i pożywny barszcz ukraiński, no bo to zupa dobra na zimne dni.
Można sobie zrobić sobie domowy smalczyk z cebulką i jabłuszkiem i zajadać się kanapkami, mając wytłumaczenie – zimą potrzebne jest konkretne jedzenie;))).
Idę sobie zrobić kolejną kanapkę…

środa, 30 stycznia 2019

Niby potoki łez zamarzniętych,
Po niebie lila jasno-bladem,
Na srebrnych żaglach rozwiniętych,
Maleńkie chmurki płyną stadem.

Lodowym blaskiem gwiazd promienie
Skrzą się nad pola śnieżno-białe
I rozlewają w krąg milczenie
Melancholijne, oniemiałe.

I jakiś pokój dziwnie błogi
Ogarnął śnieżne mgły srebrzyste;
Na senne chaty, pola, drogi
Milczenie padło uroczyste(…).

(Autor: Antoni Lange)

Kończy się styczeń.
Był to wyjątkowo pochmurny i ponury miesiąc.
A ja funkcjonuję na baterie słoneczne, więc te szare dni bez słońca zaczynają mi coraz bardziej doskwierać.
Zaczynam popadać w zimowy marazm, snuję się po mieszkaniu jak mara.
Wszystko co robię, robię bo muszę, bez chęci i bez emocji.
Nawet robiąc kartki świąteczne spostrzegłam, ze zaczynam popadać w rutynę.
Jak już trafił się jakiś słoneczny dzień, to akurat było do zrobienia coś ważniejszego, niż szwendanie się po polach czy po lesie by baterie naładować..
Przy tej szaro-burej pogodzie to dzień się jeszcze na dobre nie zacznie a już się kończy.
Człowiek tylko wieczorem westchnie sobie – ufff, przetrwałam, jakby to był nie wiem jaki wyczyn przeżyć dzień.

Na domiar złego, od kilku dni nawiedza mnie sen dziwny i wkurzający

Nie mogę napisać, ze nigdy snów nie miałam, bo ponoć każdy człowiek śni codziennie, ale ja snów nie pamiętam.
A tu kilka dni pod rząd jestem w sanatorium niby „moim” a nie moim, błąkam się po piętrach i po korytarzach i nie mogę trafić do swojego pokoju, do stołówki albo do gabinetu rehabilitacyjnego.
W rzeczywistości nigdy, w żadnym sanatorium nic takiego nie miało miejsca, bo nie miewam tego rodzaju problemów.
Po przyjeździe w nowe miejsce zawsze robię rekonesans, by później nie błąkać się i nie błądzić w drodze na zabiegi.
Niby nic takiego, ale jest to bardzo niekomfortowe, bo budzę się zła i wkurzona z bezsilności.

Od poniedziałku jest u nas Wiktoria, więc klejenie kartek trzeba było odłożyć i zająć się wnuczką.
Zaliczyłyśmy trochę spacerów, szyłyśmy trochę na maszynie do szycia, a potem przejmował Wiktorię Dziadek i uczył ją  gry w szachy.
Ale z tego co słyszałam (głośno przy tym dyskutowali), to stworzyli nowe zasady gry, czyli grali wg zasady, każdy „wuj na swój strój”;)
Dzisiaj więc szachy schowałam, bo nie ma co dziecku mieszać w głowie.
Jak się zorientowałam, to Ślubny co nieco zapomniał zasad, ale za nic się do tego nie przyzna.

Od jakiegoś czasu tak ma, jak coś zrobi nie tak – to nie on.
Albo samo się zrobiło, albo ja źle widzę/słyszę, albo zrobił to ktoś.
Wiem, ze to nie wróży nic dobrego, ale do żadnego lekarza nie pójdzie, bo nie ma po co, wszystko jest ok.

To by było na tyle, jeżeli jutro nie uderzy w ziemię asteroida 2002 NT7 i nie nastąpi koniec świata, to do poczytania za kilka/kilkanaście dni.
A jak asteroida nas trafi, to do zobaczenia w zaświatach;).

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Księżyc można zażywać łyżkami
lub w tabletkach, co dwie godziny.
Jest lekiem hipnotycznym i uspokajającym,
ale jako środek odtruwający łagodzi objawy
cierpiącym na nadmiar filozofii.
Drobny fragment księżyca w kieszeni
to najskuteczniejszy amulet:
pozwala odnaleźć ukochaną osobę
unikając lekarzy i szpitali.
Dzieciom księżyc podajemy w formie deseru,
na słodki sen,
ale jako krople do oczu, zaaplikowane
starszym ułatwiają śmierć.

Wystarczy trzymać kawałek księżyca
głęboko pod poduszką,
by śnić, nawet za dnia.
Dobrze też mieć butelkę księżycowego powietrza,
co skutecznie chroni przed utonięciem
pozwalając na głęboki haust
więźniom i rozczarowanym,
tym skazanym na śmierć
i tym skazanym na życie,
bo nie ma lepszego środka pobudzającego niż księżyc
w dawkach precyzyjnie kontrolowanych.

(Autor: Jaime Sabines, „Księżyc”)

Dziś najtrudniejszy dzień w roku.
Tak jest napisane w Internecie.
I w dodatku wisi nad nami Krwawy Księżyc, tzn. krwawy miał być rychło rano, ale o tej godzinie co trzeba było go oglądać, to ja przewracam się na drugi bok.
Więc fotkę zrobiłam wczoraj wieczorem, kiedy odjechały już wnuczęta.
Wtedy jeszcze był normalnego koloru.
Ciężko mi jest dzisiaj się pozbierać, choć tak po prawdzie nie mam powodów by być stłamszona i zdołowana.
Jedno jest bardzo pocieszające, święta geriatrii już za nami.
Jeszcze tylko świętowanie w przedszkolu, w środę idziemy do przedszkola na występy Wiktorii, a w czwartek na występy Stasia.

W niedzielę nie mogłam się powstrzymać, by nie obejrzeć sprawozdania z pogrzebu Pawła Adamowicza.
Kilka razy poleciały mi łezki, ostatni raz przed telewizorem popłakałam się oglądając pogrzeb Jana Pawła II.
Padło na nim wiele mądrych słów.
Ale, czy na pewno od tej pory nie będziemy obojętni na „panoszącą się truciznę nienawiści w mediach, w szkołach, na ulicach, w parlamencie czy w Kościele” jak mówił o tym O. Ludwik Wiśniewski.
Wątpię.
Nie dlatego, ze tego nie chcemy.
Na zmiany w przestrzeni społecznej mamy wpływ, na przestrzeń publiczną też.
Ale na przestrzeń polityczną przeciętny zjadacz chleba nie ma żadnego wpływu (wyłączając moment, kiedy jesteśmy przy urnach wyborczych).

No i jak ma człowiek być gołąbkiem pokoju skrzyżowanym z barankiem Bożym, kiedy z mównicy sejmowej został wyzwany od zdradzieckich
mord, kanalii i gorszego sortu.
Jak to mówią, ryba śmierdzi od głowy.
Ale ta „głowa” głucha jest na słowa nawołujące do dialogu, porozumienia i wzajemnego poszanowania.
Do nich przemawia moc faktu.
Moc faktu, czyli wyniki wyborów.
A na to mamy wpływ.I to właśnie wskrzesza we mnie resztki optymizmu i nie pozwala utonąć w jeziorze beznadziei.

czwartek, 17 stycznia 2019

Dziwny jest ten świat,
gdzie jeszcze wciąż
mieści się wiele zła.
I dziwne jest to,
że od tylu lat
człowiekiem gardzi człowiek.

Dziwny ten świat,
świat ludzkich spraw,
czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.

Tragedia w Gdańsku.
W historii nie pierwsza i nie ostatnia, niestety.
Znamy przecież podobne historie.
Zamach na austriackiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga 28 czerwca 1914 przez Gawriło Principia.
Ten udany zamach uznawany jest za bezpośrednią przyczynę wybuchu pierwszej wojny światowej.

Zabójstwo pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Gabriela Narutowicza dokonane przez Eligiusza Niewiadomskiego 16 grudnia 1922 w Warszawie,  w pałacu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.
Należy zwrócić uwagę, że te tragedie nie wydarzały się w czasach spokoju politycznego i prosperity gospodarczej – wręcz odwrotnie.
Czy spojrzenie w historię minioną cokolwiek usprawiedliwia to, co stało się w Gdańsku?
Absolutne NIE.
Mnie przynajmniej pozwala nieco zrozumieć, ze coś tak strasznego w ogóle mogło się zadziać.
Czasy mamy, jakie mamy.
Czasy, kiedy jest coraz mniej Człowieka w człowieku.
Nastąpił tryumf nienawiści, nie wywodzący się jednak znikąd, lecz będący przejawem tego, co się dzieje wokoło.
Quo vadis, homine?

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim.
Nie! Nie! Nie! Nie!
Przyszedł już czas,
najwyższy czas,
nienawiść zniszczyć w sobie.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91