| < Luty 2019 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28      

Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
środa, 06 lutego 2019

Szary, mglisty poranek, już czas na ciebie,
pora wstać. Nie zawsze robisz to z ochotą,
nie zawsze rozpiera cię energia,
chęć do życia pełnią sił, ale podnosisz się
systematycznie ze snu, aby biec,
aby biec przed siebie długą trasą maratonu.

Niekiedy spotykasz innych samotników.
Pozdrawiacie się, podnosząc prawą dłoń.
Biegniemy jakiś czas razem, rozmawiacie,
rozumiecie się jak starzy dobrzy przyjaciele,
ale przychodzi czas rozstania, wasze drogi
rozchodzą się, a wy nadal biegniecie
każdy swoją, długą trasą maratonu.

Zdarza się, że ktoś dopinguje cię na drodze.
Robi się wtedy weselej i raźniej.
Jednak większość trasy pokonujesz
w samotności, zabłąkany w swoje myśli
i wspomnienia. Powłóczystym krokiem
odmierzasz setki kilometrów na swojej
długiej trasie maratonu (…)

(Autor: Ryszard Mierzejewski – „Samotność maratończyka”)

Za oknami mam siłownię pod chmurką.
Ponoć sport to zdrowie.
Z obserwacji wynika, że nie koniecznie;).
Co jakiś czas oglądam taki obrazek - ktoś zasłabnie i przyjeżdża karetka pogotowia.

Zapraszają delikwenta do środka, idzie o własnych siłach, czyli nie jest tak źle;).

Chyba trwa badanie, dość długo to zeszło, przez gapienie się w okno o mało nie przypaliłam obiadu;).

Delikwent wyszedł i usiadł na ławce - ciekawe, czy wystraszył się szpitala i uciekł, czy lekarz uznał, że to był przedwczesny alarm.

Karetka odjeżdża ... do następnych delikwentów.
Tym razem skończyło się dobrze.
Chłopak w czerwonej kurtce posiedział na ławce pięć minut, a potem wstał i poszedł swoją drogą lekko utykając na nogę.

Odcinam się od wiadomości politycznych jak tylko mogę, ale i tak co nieco wpada w oczy i w uszy i albo wkurza, albo dołuje.
Niecierpliwie czekam na wiosnę, ale tę która przychodzi ze słońcem, z zielenią listków i śpiewem ptaków a nie tę tęczową od Biedronia.
Na zdrowy rozum, z oczekiwaniem na wiosnę powinnam dać sobie spokój co najmniej do połowy marca, bo każdy miesiąc ma swoje prawa i jest po coś.
A luty to praktycznie ostatni miesiąc, kiedy można spokojnie i bez wyrzutów sumienia kokosić się z kocykiem i ksiązką na kanapie, leniuchować, wyciszać się, odpoczywać.
Można sobie ugotować gęsty i pożywny barszcz ukraiński, no bo to zupa dobra na zimne dni.
Można sobie zrobić sobie domowy smalczyk z cebulką i jabłuszkiem i zajadać się kanapkami, mając wytłumaczenie – zimą potrzebne jest konkretne jedzenie;))).
Idę sobie zrobić kolejną kanapkę…

środa, 30 stycznia 2019

Niby potoki łez zamarzniętych,
Po niebie lila jasno-bladem,
Na srebrnych żaglach rozwiniętych,
Maleńkie chmurki płyną stadem.

Lodowym blaskiem gwiazd promienie
Skrzą się nad pola śnieżno-białe
I rozlewają w krąg milczenie
Melancholijne, oniemiałe.

I jakiś pokój dziwnie błogi
Ogarnął śnieżne mgły srebrzyste;
Na senne chaty, pola, drogi
Milczenie padło uroczyste(…).

(Autor: Antoni Lange)

Kończy się styczeń.
Był to wyjątkowo pochmurny i ponury miesiąc.
A ja funkcjonuję na baterie słoneczne, więc te szare dni bez słońca zaczynają mi coraz bardziej doskwierać.
Zaczynam popadać w zimowy marazm, snuję się po mieszkaniu jak mara.
Wszystko co robię, robię bo muszę, bez chęci i bez emocji.
Nawet robiąc kartki świąteczne spostrzegłam, ze zaczynam popadać w rutynę.
Jak już trafił się jakiś słoneczny dzień, to akurat było do zrobienia coś ważniejszego, niż szwendanie się po polach czy po lesie by baterie naładować..
Przy tej szaro-burej pogodzie to dzień się jeszcze na dobre nie zacznie a już się kończy.
Człowiek tylko wieczorem westchnie sobie – ufff, przetrwałam, jakby to był nie wiem jaki wyczyn przeżyć dzień.

Na domiar złego, od kilku dni nawiedza mnie sen dziwny i wkurzający

Nie mogę napisać, ze nigdy snów nie miałam, bo ponoć każdy człowiek śni codziennie, ale ja snów nie pamiętam.
A tu kilka dni pod rząd jestem w sanatorium niby „moim” a nie moim, błąkam się po piętrach i po korytarzach i nie mogę trafić do swojego pokoju, do stołówki albo do gabinetu rehabilitacyjnego.
W rzeczywistości nigdy, w żadnym sanatorium nic takiego nie miało miejsca, bo nie miewam tego rodzaju problemów.
Po przyjeździe w nowe miejsce zawsze robię rekonesans, by później nie błąkać się i nie błądzić w drodze na zabiegi.
Niby nic takiego, ale jest to bardzo niekomfortowe, bo budzę się zła i wkurzona z bezsilności.

Od poniedziałku jest u nas Wiktoria, więc klejenie kartek trzeba było odłożyć i zająć się wnuczką.
Zaliczyłyśmy trochę spacerów, szyłyśmy trochę na maszynie do szycia, a potem przejmował Wiktorię Dziadek i uczył ją  gry w szachy.
Ale z tego co słyszałam (głośno przy tym dyskutowali), to stworzyli nowe zasady gry, czyli grali wg zasady, każdy „wuj na swój strój”;)
Dzisiaj więc szachy schowałam, bo nie ma co dziecku mieszać w głowie.
Jak się zorientowałam, to Ślubny co nieco zapomniał zasad, ale za nic się do tego nie przyzna.

Od jakiegoś czasu tak ma, jak coś zrobi nie tak – to nie on.
Albo samo się zrobiło, albo ja źle widzę/słyszę, albo zrobił to ktoś.
Wiem, ze to nie wróży nic dobrego, ale do żadnego lekarza nie pójdzie, bo nie ma po co, wszystko jest ok.

To by było na tyle, jeżeli jutro nie uderzy w ziemię asteroida 2002 NT7 i nie nastąpi koniec świata, to do poczytania za kilka/kilkanaście dni.
A jak asteroida nas trafi, to do zobaczenia w zaświatach;).

poniedziałek, 21 stycznia 2019

Księżyc można zażywać łyżkami
lub w tabletkach, co dwie godziny.
Jest lekiem hipnotycznym i uspokajającym,
ale jako środek odtruwający łagodzi objawy
cierpiącym na nadmiar filozofii.
Drobny fragment księżyca w kieszeni
to najskuteczniejszy amulet:
pozwala odnaleźć ukochaną osobę
unikając lekarzy i szpitali.
Dzieciom księżyc podajemy w formie deseru,
na słodki sen,
ale jako krople do oczu, zaaplikowane
starszym ułatwiają śmierć.

Wystarczy trzymać kawałek księżyca
głęboko pod poduszką,
by śnić, nawet za dnia.
Dobrze też mieć butelkę księżycowego powietrza,
co skutecznie chroni przed utonięciem
pozwalając na głęboki haust
więźniom i rozczarowanym,
tym skazanym na śmierć
i tym skazanym na życie,
bo nie ma lepszego środka pobudzającego niż księżyc
w dawkach precyzyjnie kontrolowanych.

(Autor: Jaime Sabines, „Księżyc”)

Dziś najtrudniejszy dzień w roku.
Tak jest napisane w Internecie.
I w dodatku wisi nad nami Krwawy Księżyc, tzn. krwawy miał być rychło rano, ale o tej godzinie co trzeba było go oglądać, to ja przewracam się na drugi bok.
Więc fotkę zrobiłam wczoraj wieczorem, kiedy odjechały już wnuczęta.
Wtedy jeszcze był normalnego koloru.
Ciężko mi jest dzisiaj się pozbierać, choć tak po prawdzie nie mam powodów by być stłamszona i zdołowana.
Jedno jest bardzo pocieszające, święta geriatrii już za nami.
Jeszcze tylko świętowanie w przedszkolu, w środę idziemy do przedszkola na występy Wiktorii, a w czwartek na występy Stasia.

W niedzielę nie mogłam się powstrzymać, by nie obejrzeć sprawozdania z pogrzebu Pawła Adamowicza.
Kilka razy poleciały mi łezki, ostatni raz przed telewizorem popłakałam się oglądając pogrzeb Jana Pawła II.
Padło na nim wiele mądrych słów.
Ale, czy na pewno od tej pory nie będziemy obojętni na „panoszącą się truciznę nienawiści w mediach, w szkołach, na ulicach, w parlamencie czy w Kościele” jak mówił o tym O. Ludwik Wiśniewski.
Wątpię.
Nie dlatego, ze tego nie chcemy.
Na zmiany w przestrzeni społecznej mamy wpływ, na przestrzeń publiczną też.
Ale na przestrzeń polityczną przeciętny zjadacz chleba nie ma żadnego wpływu (wyłączając moment, kiedy jesteśmy przy urnach wyborczych).

No i jak ma człowiek być gołąbkiem pokoju skrzyżowanym z barankiem Bożym, kiedy z mównicy sejmowej został wyzwany od zdradzieckich
mord, kanalii i gorszego sortu.
Jak to mówią, ryba śmierdzi od głowy.
Ale ta „głowa” głucha jest na słowa nawołujące do dialogu, porozumienia i wzajemnego poszanowania.
Do nich przemawia moc faktu.
Moc faktu, czyli wyniki wyborów.
A na to mamy wpływ.I to właśnie wskrzesza we mnie resztki optymizmu i nie pozwala utonąć w jeziorze beznadziei.

czwartek, 17 stycznia 2019

Dziwny jest ten świat,
gdzie jeszcze wciąż
mieści się wiele zła.
I dziwne jest to,
że od tylu lat
człowiekiem gardzi człowiek.

Dziwny ten świat,
świat ludzkich spraw,
czasem aż wstyd przyznać się.
A jednak często jest,
że ktoś słowem złym
zabija tak, jak nożem.

Tragedia w Gdańsku.
W historii nie pierwsza i nie ostatnia, niestety.
Znamy przecież podobne historie.
Zamach na austriackiego następcę tronu arcyksięcia Franciszka Ferdynanda Habsburga 28 czerwca 1914 przez Gawriło Principia.
Ten udany zamach uznawany jest za bezpośrednią przyczynę wybuchu pierwszej wojny światowej.

Zabójstwo pierwszego prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Gabriela Narutowicza dokonane przez Eligiusza Niewiadomskiego 16 grudnia 1922 w Warszawie,  w pałacu Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych.
Należy zwrócić uwagę, że te tragedie nie wydarzały się w czasach spokoju politycznego i prosperity gospodarczej – wręcz odwrotnie.
Czy spojrzenie w historię minioną cokolwiek usprawiedliwia to, co stało się w Gdańsku?
Absolutne NIE.
Mnie przynajmniej pozwala nieco zrozumieć, ze coś tak strasznego w ogóle mogło się zadziać.
Czasy mamy, jakie mamy.
Czasy, kiedy jest coraz mniej Człowieka w człowieku.
Nastąpił tryumf nienawiści, nie wywodzący się jednak znikąd, lecz będący przejawem tego, co się dzieje wokoło.
Quo vadis, homine?

Lecz ludzi dobrej woli jest więcej
i mocno wierzę w to,
że ten świat
nie zginie nigdy dzięki nim.
Nie! Nie! Nie! Nie!
Przyszedł już czas,
najwyższy czas,
nienawiść zniszczyć w sobie.

niedziela, 13 stycznia 2019

Zima. — Na niebie szara rozpostarta szata...
Cicho — spokojnie śnieżek w powietrzu ulata
I wszystko białym swoim całunem odziewa;
Stroją się zeschłe trawy, obumarłe drzewa...
Na tle ciemnem się biało maluje świat wszystek,
Najmniejsze trawy ździebło, najdrobniejszy listek —
Mistrz nad mistrze naturę zamarłą w jesieni —
We mgnieniu oka w nowy, żywy świat zamieni.(…)

(Autor: Józef Ignacy Kraszewski, Wydawnictwo Bluszcz 1912r.).

Za oknami  śniegu napadało... powracają wspomnienia …  
Wspomnienia związane z zimą z przed pół wieku.
Zimowe kuligi to było wydarzenia na które czekało się z niecierpliwością.
Były kuligi szkolne, które były bardzo wesołe, ale ja czekałam na kulig, który organizował ojciec.
Jeżeli ktoś sobie pomyśli – „o, jaki dobry tatuś, dba o rozrywki dzieci” to się bardzo pomyli.
Tatuś lubił robić różne przyjemne niespodzianki dzieciom, ale nie swoim.
Te kuligi i inne atrakcje były organizowane dla mojego kuzynostwa, kiedy spędzało u nas  ferie zimowe.
Z moim starszym bratem zazwyczaj darłam koty, ale w takich sytuacjach zawsze zwieraliśmy szeregi i dopiekaliśmy nie lubianym mieszczuchom ile się dało.
A to wrzuciło się im śniegu za kołnierz lub do kaloszy, wepchnęło się w zaspę, postraszyło, że za krzakami widziało się dzika lub wilka i wtedy delikwent nie
chciał za żadne skarby zejść z sań, strąciło się z patyka pieczoną nad ogniskiem kiełbaskę…
Takie psikusy, to były dla nas „bułka z masłem”, najtrudniejsze było to, żeby nikt tego nie zauważył, bo wtedy ojciec solidnie przetrzepałby nam spodnie…
Przypominają mi się takie różne historyjki z nudów, bo leżę i dogorywam.

Kilka dni temu złapałam infekcję pęcherza.
Biorę leki, które z kolei rozwaliły mi przewód pokarmowy.
Teraz już organizm przyzwyczaił się do leku i jest lepiej, ale wymęczyło mnie solidnie, jestem słaba jak dziecko i poleguję, kiedy tylko mogę.
Żeby oderwać uwagę od dokuczliwych skutków ubocznych leku częściej zaglądałam w media.

Nie wyszło mi to na zdrowie, bo tylko się zdenerwowałam, ten rok nie zaczął się najlepiej.
Wyszło mi bowiem, ze Pis gra na przedterminowe wybory.
Ustawa budżetowa powinna trafić na biurko prezydenta najpóźniej do 27 stycznia br. a na razie leży i kwiczy, Sejm nie ma czasu się nad nią pochylić, bo do 16 stycznia ma przerwę okołoświąteczną.

Druga sprawa – tragedia w Koszalinie pokazuje nam jak się dba o bezpieczeństwo obywateli.
Daje się pozwolenia na otwarcie takich przybytków, a nie tworzy się przepisów regulujących sprawy bhp i p/poż.
I każdej tragedii jest tak samo, pada zapewnienie, ze  wypłata zasiłków pieniężnych dla rodzin poszkodowanych już została uruchomiona, rodziny zostały objęte opieką psychologiczną. 
Za każdym razem używa tej samej słownej formułki, jakby nie było innych słów.
Po co i na co to komu?
Kogo to obchodzi?.

„Uzasadniony odstrzał dzików” zrealizowany w tak krótkim, podanym terminie będzie raczej nieuzasadnioną, ordynarną rzezią.
Moim zdaniem ten odstrzał dzików jest taką walką z wirusem ASF, jak wyrąb Puszczy w walce z kornikiem.

Ludziska rajcują się zarobkami dwóch dyrektorek departamentów banku, nazwanych „asystentkami” szefa NBP Adama Glapińskiego lub siostrami Godlewskimi polskiej bankowości.
A ja chciałaby wiedzieć w ilu instytucjach są podobne przypadki.
Chyba jednak powinnam zapytać, w ilu instytucjach nie ma takich anomalii, na tak zadane pytane będzie łatwiej odpowiedzieć.

Sorry, ze smęcę i marudzę, ale ten początek roku zdołował mnie nieco.
Ponieważ pod ostatnim postem podobał Wam się cytat z ksiązki Rafała Wicijowskiego „Oczami mężczyzny” wklejam drugi, nieco odważniejszy.
„Jak Cię coś wkurwia to mów, że Cię wkurwia a nie, że złowrogo szumią wierzby, czy duch Twój na rozżarzone węgle gołą dupą usiadł."

sobota, 05 stycznia 2019

biel się nie smuci
ani weseli
tylko się bieli

uparty
mówię do niej
że jest biała

ale biel nie słucha
jest ślepa
głucha

jest doskonała

i staje się
bielsza
powoli, powoli.

(Autor: Tadeusz Różewicz "Wyjście".)

Przełom roku dla mnie nie jest przyjemnym czasem.
Lęk przed nowym rokiem jest większy niż ulga, że minął ten poprzedni...
A czas podsumowań i planów kojarzy mi się z rachunkiem sumienia;).

Planów na Nowy Rok nie robię, bo co miałabym niby zaplanować, ze przestanę palić, albo schudnę, albo lepiej będę wywiązywała się z moich obowiązków…Palenia nie rzucę, bo … nie palę i palić nie zacznę, mimo, ze właśnie w telewizji reklamują jakaś cudowną guma do żucia, która zamienia potrzebę palenia na potrzebę do żucia.
Odchudzać też się nie będę, bo nie mam z czego, swoich obowiązków też nie będę przykładnie wykonywać, bo mi się nie chce – na starość zrobiłam się leniwa.Bardzo fajne uczucie, szkoda, że nie praktykowałam tego wcześniej.

Od córki dostałam dwie książki – „Damy Polskiego Imperium” i „Damy ze skazą” Kamila Janickiego.

Wszystkie te historie znałam chociażby z książek Elżbiety Cherezińskiej, ale kiedy córka zapytała, czy jestem chętna na te książki, z ochotą przystałam,
bowiem lubię publicystykę historyczną.
I tu zonk!
Nie spodziewałam się, ze książki będą na poziomie Jasienicy, Cherezińskiej czy Wachowicz, ale dostałam dużo mniej, niż się spodziewałam.
Jakoś mnie nie porwały, a nawet lekko znudziły.
To nie jest tak, jak z książką Anny Brzezińskiej „Córki Wawelu”, którą się czyta „trudno”, ale jest książką bardzo ciekawą.
A czyta się ją trudno dlatego, ze z jednego wątku wynika kilka następnych, które są szeroko i bardzo ciekawie opisane i trzeba być „przytomnym” by za wątkami nadążyć i się w nich Ne zgubić.
Oczami karlicy Dosi poznajemy koleje królewskiego życia, obserwujemy damy dworu, mieszczki, wieśniaczki i ladacznice.
Zaglądamy do wawelskich komnat, pracowni alchemików, izb porodowych i domów rozpusty.
Oglądamy życie od święta i na co dzień.

Dosia widzi wszystko, ma dostęp do królewskiego stołu, śpi w komnacie królewien i towarzyszy córkom Zygmunta Starego od dzieciństwa aż po nie oszczędzającą im upokorzeń dorosłość.
Czytam tę książkę już pół roku, jestem w połowie, ale chętnie do niej wracam.
Dozuję ją sobie z umiarem również dla zachowania zdrowia psychicznego, bo niebywale trudne to były czasy dla dzieci i dla kobiet.
Aż dziw, ze ludzkość przetrwała…

Żeby optymistyczniej zakończyć ten pierwszy w nowym roku post wkleję Wam fragment z książki „Oczami mężczyzny”, który mi się bardzo podoba i może posłużyć mi za motto w Nowym Roku.
„Życie jest zbyt krótkie aby pić niedobre wino, nie jeść lodów i marnować czas na ludzi, którzy nie przeskoczyliby dla nas kałuży. Nie traćmy go na kiepski seks, nieszczęśliwe związki i wszystkie gówniane znajomości".

poniedziałek, 31 grudnia 2018

Daty! Daty! Daty!
Kombinacje cyfr,
kalendarzowe,
ślady
narodzin ,
kamienie nagrobne,
sądów terminy
bezwzględne,
chcę kupić
kalendarz
bez dat.
(Autor nieznany, znalezione w sieci).

Kochani, w Nowym Roku 2019 życzę Wam;

By zdrowie nam dopisywało.
By dobre samopoczucie nas nie opuszczało.
By człowiek dla człowieka był Człowiekiem.
Byśmy czuli się we własnej Rodzinie, Kraju, na Świecie;
- szczęśliwi,
- spokojni,
- bezpieczni.
Niech będzie dla Nas Rokiem Pomyślnym.

sobota, 29 grudnia 2018

Jest takie magiczne pudełko,
w nim świat zaczarowany,
świat bombek choinkowych,
mojej babci, od jej mamy.

Dotykam pudła ostrożnie,
swoimi małymi rączkami,
otwieram wieczko,
a bombki… mienią się kolorami.

W różowej bombce się skryła,
mała śpiąca królewna,
w złocistych pantofelkach…
Różowa suknia zwiewna…

W błękitnej bombce motyl,
z takimi lśniącymi skrzydłami…
Walca tak pięknie tańczy,
w baletkach …cienkimi nóżkami.

W żółtej bombce się schował,
mały pluszowy miś,
ciepłe, złote słoneczko,
tak pięknie świeci dziś.

W zielonej bombce …choinki ,
wspomnienie… łąki zielonej…
O! Widzę jak skacze,
tak śmiesznie polny konik!

W srebrzystej bombce pędzą,
koniki do gwiazd szczęśliwych,
stukają srebrne kopyta,
wiatr targa ich srebrne grzywy.

Czerwona bombka aż płonie,
żarem, co serce rozpali,
z ukrytą prośbą prababci,
byśmy się wszyscy kochali.

(Autor: Jolanta Herman "Magiczne bombki")

Święta, jak co roku, przyszły, pobyły dwa dni i sobie poszły.
Człowiek się utyrał przez dwa tygodnie, a one sobie mignęły dwoma świątecznymi dniami i jednym wieczorem, i tyle je widziano.
A to przedświąteczne utyranie to część całości, bez tego czegoś by mi brakowało, święta byłyby mniej ważne.
Przynajmniej ja tak mam, to chyba kwestia przyzwyczajenia, dość dyskusyjnego schematu, bo nigdy nie doświadczyłam, ze można inaczej…
Święta były na luzie i tak jak lubię, ale w Wigilię był moment, ze wybuchłaby bomba atomowa (czyli ja;).
Chodziło mi o prezenty.
I to wcale nie o to, ze ich nie dostałam, tylko odwrotnie, ze dostałam, a miałam nie dostać.
Albowiem umówiliśmy się ze Ślubnym (z mojej inicjatywy, bo Ślubny w tym temacie jest niereformowalny ), ze dosyć podchodów, w tym roku sobie prezentów nie robimy.
Zgodził się z ochotą.
Kiedy przyszło do otwierania prezentów okazało się, ze Ślubny jednak nie wytrzymał i prezenty mi kupił.
Strzeliła mnie jaśnista, ze znowu moich słów nie wzięto poważnie, i ze znowu inni wiedzą lepiej co dla mnie lepsze.
Ze względu na to, ze to jednak kolacja wigilijna i czas pojednania itp., oraz, ze były dzieci i wnuczęta zagryzłam zęby, na twarz przywołałam głupio-bezradny uśmiech i tak dotrwałam do końca wieczerzy.
Kiedy wszyscy się rozeszli odechciało mi się ze Ślubnym kłócić.
Aby rozładować emocje zabrałam się z werwą za sprzątanie po kolacji.
Do Ślubnego odzywam się tylko służbowo
A on jest teraz taki biedny i nieszczęśliwy misio, bo nie wie o co mi chodzi.
Przecież ON CHCIAŁ dobrze, CHCIAŁ mi zrobić niespodziankę.
A to, żeśmy się na coś umawiali … kto by się tym przejmował, co JA CHCĘ.

Jest więc w domu cisza i spokój, wybrałam sobie już dwa rodzaje kartek świątecznych (wielkanocnych) jakie będę robić.
Muszę tylko poprzeliczać cale na cm i je z grubsza „zaaranżować” po swojemu.
Lubię to robić, więc jest OK:).

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Mała dziecino ze stajenki
Do której biegną mędrcy, króle
I ja do Ciebie z prośbą biegnę,
Do Twego żłobka twarz swą tulę.
I nie narzekam, nie rozpaczam
Choć mnie coś w piersi ogniem piecze.
Tylko o łaskę proszę jedną –
Wysłuchaj mojej prośby Dziecię.
Ja wiem, żeś biedne Dziecię Boże,
Może biedniejsze od nas z ziemi,
Ale ty możesz czynić cuda –
Nawet łzy ludzkie w kwiaty zamienić.
O zgodę proszę w wszystkich domach,
O trzeźwość ojców, mądrość matek
I o szacunek siwym włosom,
I o urodzaj dobry latem.
Zimą o ciepło pod strzechami,
O okruszyny głodnym ptakom,
O zmiłowanie się nad nami,
O rok pomyślny dla rodaków.

(Autor: Wawrzyniec Hubka "Prośna do Dzieciątka" - Z tomiku wierszy „Jesienne wrzosy”).

Życzę Wam zdrowych, spokojnych, pełnych miłości i rodzinnej atmosfery Świąt Bożego Narodzenia!
Odpoczywajcie, odłóżcie codzienne problemy na bok, spędźcie czas z rodziną, wybaczajcie i przyjmujcie przeprosiny, powiedzcie najbliższym, że ich kochacie, obdarowujcie się dobrym słowem, uśmiechajcie się, jeżeli lubicie- śpiewajcie kolędy i objadajcie się dobrymi rzeczami;). 
Niech to będą wyjątkowe Święta, Wasze Święta!

sobota, 22 grudnia 2018

W ten czas przedświątecznej gorączki, czas zakupów, sprzątania, gotowania , pieczenia, ubierania choinki, dekorowania domu znajduję
chwilę wolnego czasu, zaszywam się w miejsce, gdzie nikt mi nie przeszkadza i pozwalam dojść do głosu mojemu wewnętrznemu ja.
To taka chwila „pomiędzy”, gdy dużo prac jest już zrobionych, ale trochę ich jeszcze przede mną, a siły, opanowanie i spokój się kończą.
Gdy „porozmawiam” z swoim wewnętrznym ja, wszystko staje się prostsze...
Kiedy już moje myśli są jasne i pogodne, a na duszy mi lżej, wspominam tych, którzy nie zasiądą już z nami do wigilijnego stołu.
Myślę o tych, którzy odeszli.
Na początku te wspominki dotyczyły tylko Rodziców, a właściwie Mamy.
Jednak ze smutkiem muszę napisać, ze z  każdym rokiem te wspominki dotyczą coraz więcej osób.
Tak, grono „nieobecnych” rośnie, a ilość osób, którym wysyłam kartki świąteczne maleje.
Więc, jak co roku Kolęda dla Nieobecnych i chwila wspomnień oraz zadumy.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 91