Zakładki:
Chętnie czytam,
Często używam.
Szablon pobrałam.
|
poniedziałek, 21 maja 2012
"Gdzie się podziały moje daktyle? Wyszedłem z domu tylko na chwilę! Wyszedłem z domu wracam po chwili, patrzę - o rety! Nie ma daktyli!
Gdzie się podziały moje daktyle? Może je zjadły straszne goryle? Z okropnym rykiem do domu wpadły, moje daktyle bezczelnie zjadły!
A te goryle, gdzie się podziały? Czy je przepędził króliczek mały? Przyleciał w żółtym aeroplanie, sprawił gorylom potężne lanie!" (Danuta Wawiłow)

 Zjęcia są robione przez szybę za którą mieszkają goryle dlatego są takie "nienaturalne" i stąd ten niebieski poblask.
Urodziny ślubnego odhaczone (przy okazji pierwsze imieniny wnuczki;) Teraz spokój do lipca, kiedy to córka i ja świętujemy swoje imieniny i urodziny. Dzień Matki spędzę jak co roku na wyjeździe, jadę na grób Mamy zawieźć jej kwiaty. Swoje święto połączyłam z Dniem Dziecka. Pomysłu jeszcze na to świętowanie nie mam, prawdopodobnie umówię się z moimi dziećmi w kawiarnianym ogródku jakich pełno jest na Saskiej Kępie np. na Francuskiej. Trzeba przyznać, że mój Mokotów, czy Ochota gdzie mieszka syn jest dużo uboższy w takie atrakcje. Dzisiaj odpoczywam z konieczności, bo czuję się zmęczona. Nie planuję co jutro i w następne dni bo wiem, ze zajęcie ‘samo się znajdzie’. Wreszcie wrócił prawdziwy maj, posiedzę sobie na balkonie który jest teraz ukwiecony w kolorach Prowansji (zdjęcia zrobię jak kwiaty bardziej rozkwitną).
sobota, 19 maja 2012
Rozkwitają. Milczą pośród liści. W kij związane lub pną się na kratę... Dekoracje? Jeńcy? Statyści? Łatwo chwalić kwiaty, Lecz być kwiatem?... (Maria Pawlikowska-Jasnorzewska)







Dzisiaj wózek z „do zrobienia” załadowany na full, ale będziemy go ciągnąc ze ślubnym więc nie będzie zbyt trudno. Zakupy żywieniowe, pojechać do Centrum Ogrodniczego po kwiaty na balkon (bratki wybujały i padły), pojechać do Konika – nie byliśmy tam od świąt wielkanocnych więc pewnie bujna trawa porasta miejsce spoczynku Pichandry. Posadzić te zakupione kwiaty. Po południu i wieczorem stanąć do garów, na urodziny ślubnego przychodzi tylko rodzina, ale … na obiad i na podwieczorek. Kiedyś brało się gości do restauracji i było po sprawie, teraz małego dziecka nie będzie się ciągać po knajpach, więc babcia zakasuje rękawy i gotuje. Ale damy radę;))) Chyba, ze nie damy … wtedy ciasto będzie kupne (z Batidy).
czwartek, 17 maja 2012
Cyt... słowik zanucił... bzy białe, bzy liliowe, Pośród bladozielonych kołysząc się liści, Słuchają rozmarzone... on coraz ogniściej, Coraz namiętniej serca wyśpiewuje mowę.
Och pamiętam... jak dziś, bzy białe, bzy liliowe Kwitły i słowik nucił, gdy wśród wonnych kiści Chciwie szukałem szczęścia pięciu drobnych liści... Próżno... a tak wierzyłem w wieszczą kwiatów mowę...
Dziś znów jak ongi gałąź chciwą zrywam dłonią Lecz nie szukam już szczęścia... upajam się wonią... Słowik śpiewa... i nagle na księgi mej kartę Spada kwiatek... pięć płatków... o szczęście uparte,
Czemuż cię nie znalazłem, gdym szukał tak szczerze? Dziś?... za późno... ni w kwiaty, ni w szczęście nie wierzę. ( Franciszka Arnsztajnowa)





Dzisiaj wreszcie siedzę w domu. „Siedzę” to nie adekwatne wyrażenie, bo muszę odgruzować mieszkanie (przez ostatnie czasy był sprzątany tylko ‘rynek’, czyli to co było widać i samo się w ręce pchało. Muszę zająć się kotami (wyczesać, obciąć pazury, wygłaskać) i muszę zająć się sobą a szczególnie swoim fryzem i pazurami. Jutro (jeżeli Mała nie będzie gorączkować po szczepieniu) jedziemy z córką na szoping (ślubny ma w niedzielę urodziny więc jakieś prezenty trzeba zakupić;) No więc lekko nie jest, ale lubię to zabieganie, bo fajnie jest nic nie musieć i zalec na kanapie kiedy się chce, ale kiedy jest nadmiar tej „wolności” to człowiek gnusnieje.
poniedziałek, 14 maja 2012
„Kiedy znów zakwitną białe bzy, Z brylantowej rosy, z wonnej mgły, W parku pod platanem Pani siądzie z panem, Da mu słodkie usta rozkochane.
Kiedy znów zakwitną białe bzy, Bzów aleją parki będą szły. Pojmą to najprościej, Że jest czas miłości, Bo zakwitły przecież białe bzy”. (Marian Hemar)



Się dzieje, ale czasem dobrze jest być zajetym na full, na 100%, przynajmniej nie myśli się o zawiłościach tego świata i meandrach ludzkiej duszy. A Mała bardzo skutecznie i w słodki sposób stawia człowieka do pionu, miny i grymasy jakie robi sześciotygodniowy berbeć jak gumka Myszka wycierają z głowy natrętne mysli 'dlaczego ludzie beziteresownie lubie sobie dowalać' Jutro też Mała stawia babcię do pionu (to bardzo miłe 'stawianie' - spacer w Parku Skaryszewskim, wypicie kawy w jednej z kafejek na Francuskiej) a w środę idę razem z córką do Przychodni by Małą zaszczepić. I to nie będzie już taki miły dzień, bo ... no własnie, jakoś nie wiem co tym myśleć. Kiedyś szczepienia były obowiąkowe, szczepiłam swoje dzieci bez wahania, ale teraz nie jest to juz takie jednoznaczne jak kiedyś. Na szczęście to nie ja muszę podejmować decyzję, ale i tak czuję jakiś niepokój.
niedziela, 13 maja 2012
"Żółwie i krokodyle Mieszkają wspólnie nad Nilem, Ale przy tym, najwyraźniej, Są ze sobą w nieprzyjaźni, Bo krokodyl nie myśląc żyje znakomicie, A każdy żółw - to myśliciel". (znalezione w sieci)





 Zdjęcia zrobione są przez szybę terrariu.
W co się bawić? W co się bawić? Kiedy za oknem deszczowo i zimno. A wiadomo, ze w czasie deszczu dzieci (i dorośli też!) się nudzą. To przecież ogólnie znana rzecz . Choć mniej trudzą się i mniej brudzą się ale strasznie nudzą się w deszcz – ze tak sobie sparafrazuję Barbarę Krafftównę.. Poszukać jakiejś dobrej lektury? Upiec ciasto? Zrobić sobie drzemkę pod kocykiem? Taaa, ta ostatnia wersja zwycięży, bo powieki od rana ciężkie i opadające. Samopoczucie, polot i fantazja też pałętają się w okolicach kostek…
sobota, 12 maja 2012
W roziskrzone oczy patrzy kołysząc się w słońcu i z ciepłym zefirem marzy lawenda pełna miodu...
Tęskne spojrzenia posyła biorąc miłość w ramiona, za lekka, z wiatrem jej ubywa a pomimo to pokorna...
Nieśmiałość kwiatu pokonuje właściwym aromatem i tysiącem niebieskich płatków kocha się z babim latem... (Aleksandra Baltissen 2011-07-17)



Się nie pisało, bo wzięło się (na własne życzenie) na głowę (i na ręce) tyle spraw, ze się czasu nie miało. A jak już się znalazło 10 min. na wytchnienie i usiadło się do komputera to blox pokazywał mi środowy palec. Może to i dobrze, ze byłam (i będę jeszcze) taka zalatana, bo gdybym była „czasowa” to po tej szarpaninie z bloxem dawno bym się z nim pożegnała. Ale żeby uciekać trzeba wiedzieć dokąd, aby nie było tak jak w przysłowiu „zamienił stryjek siekierkę na kijek”. Próbowałam rozejrzeć się na blogspot ale mnie, nodze stołowej internetowej marnie to idzie. Czyli czasem jest dobrze jak większe problemy przysłaniają problemy mniejsze. A na razie pogoda się skiepsciła i wypadła z planu wyprawa do lasu w celu polowania na konwalie. Właśnie przed chwilą ślubny przyniósł mi bukiecik tego pachnącego kwiecia więc zamiast focenia konwalii w naturalnym środowisku będzie focenie konwalii w wazonie.
środa, 09 maja 2012
Czasie różowo-biały, coś kwieciem nad kwiaty, rozsiadł się kielichem na skromnych gałązkach; chwilo coś drzewko przybrała w królewską szatę, by wiatrem w słońcu, jak jedwabiem potrząsać;
Gdybym mogła zatrzymać cię, jak kiedyś brankę... Wzięłabym w jasyr, twój czar, zapach, urodę! Proszę - trwaj bezkreśnie, jak piękna bogdanka, co zdobi nie ziemskie, a nadziemskie ogrody. (Autor: Zofia Szydzik)






Ojesosiczku! Jaka byłam wczoraj wkurzona. 1maja na stronie internetowej Sanatorium do którego jeżdżę ukazały się terminy turnusów na rok 2013. Zadzwoniłam nazajutrz (2 maja) by zaklepać termin – numer bez przerwy zajęty. Odpuściłam, odpuściłam również 3 maja bo święto, 4 maja też zajęte permanentnie. Dałam spokój, pomyślałam sobie zadzwonię w poniedziałek. Od poniedziałku powiesiłam się na telefonie – nadaremnie. Wtorek tak samo. Wczoraj nie lepiej, zdesperowana zadzwoniłam na recepcję z zapytanie co w rejestracji zgłoszeń na leczenie pełnopłatne oraz z prośbą by mnie połączono z nimi bo ja nie daję rady gdyż albo zajęte, albo nikt nie odbiera. A paniusia mi tu kręci, ze połączyć mnie nie może bo ludziska dzwonią bez przerwy i dlatego jest zajęte. Rozumiem, kiedy jest zajęte, ale nie rozumiem dlaczego nikt nie odbiera kiedy mam połączenie. Przepraszam, ale nie mogę pani pomóc odpowiada mi pani recepcjonistka. Dobrze, wykręcę numer jeszcze raz ale jak mi się nie uda połączyć zadzwonię do komendanta. Za kilka minut dzwonie i …. Zgadnijcie, dodzwoniłam się czy nie?;).
wtorek, 08 maja 2012
na kwiecie magnolii przysiadł deszcz drżał kroplami z pożądania chcę zanurzyć się w delikatnym kielichu zachłysnąć słodkim zapachem poczuć miękkość płatków zwilżyć sobą to wnętrze i ulecieć mgły ekstazą niby wiosny tchnienie (Autor: Marina Kretkowska, 2009)





Z wczorajszej wizyty u dentystki nic nie wyszło. Po raz któryś odwołano wizytę. Lubię tę kobietę, bo jest dobrym fachowcem, jest delikatna i miła, ale odwoływanie wizyt i przekładanie ich na inny termin to u niej ostatnio normalka. Nie protestowałam, bo sądziłam, ze te nieobecności w pracy związane są z jej zdrowiem i współczułam jej. Ale ostatnio w tej przychodni zatrudnili recepcjonistkę-paplę, której jakiś czas temu wyrwało się, ze pani doktor przekład wizytę, bo musi wyjaśnić coś w banku, a tym razem z rozbrajającą szczerością powiedziała, ze pani doktor nie wróciła jeszcze z przedłużonego weekendu. I niby to też są ważne powodu do nie przyjścia do pracy, ale jakoś mnie ta sytuacja wczoraj wyprowadziła z równowagi. Muszę poszukać innej dentystki. Jeżeli już tak tu stukam o sprawach uzębienia to należy dodać, ze w połowie kwietnia minęło pół roku od wszczepienia (ponownego) implantu i trzeba pójść założyć śrubę gojącą a potem koronę. Przede wszystkim trzeba zobaczyć czy się implant przyjął. A tego się boję i dlatego jakoś się na tę wizytę nie wyrywam łudząc się myślą – im dłużej siedzi w szczęce tym bardziej się z nią „integruje”;))). A poza ty pod koniec maja szykuje mi się wyjazd więc nie ma sensu „rozgrzebywać” tego wszystkiego (to też jest pewnego rodzaju próba usprawiedliwienia mojej opieszałości – czytaj strachu;) No nic, dzisiaj za kołnierz nie pada więc zaraz po śniadaniu idę na szoping. Tym razem szoping z musu i potrzeby a nie dla przyjemności.
Przez kilka dni blox był naprawiony, tzn dobrze wszystko działało Wczoraj od rana udało mi się zamieścić wpis a potem już była loteria - na ten blog można wejść a na inny (łącznię z moim blogiem) nie. Czyli stare wraca. A już miałam nadzieję (wątłą), ze może być tu jak dawniej.
poniedziałek, 07 maja 2012
Lwica senna i naga nie czuje więzienia, leżąc spogląda w oczy lwu, panu stworzenia. On się przybliża, cały w grzywie i w męskości, a jakaś pani patrzy - i płacze. Z zazdrości! (Pawlikowska-Jasnorzewska Maria)



Lew ma, wiadomo, pazur lwi, Lew sobie z wszystkich wrogów drwi. Bo jak lew tylko ryknie, To wróg natychmiast zniknie. (Jan Brzechwa)
Koniec świętowania (dla niektórych), dla mnie wreszcie powrót do normalności. Przez ten weekendowy tydzień mało mnie było w domu, tak się złożyło, a poza tym jak tu siedzieć w domu , kiedy cudna pogoda i piękna zieleń wyciągają człowieka w plener. Od rana pada i to jest mi na rękę, z tym, ze w południe jadę do dentystki, wreszcie doszła do skutku przekładane od dwóch miesięcy (przez obie strony) wizyta. Wczoraj upolowałam obiektywem ostatnie kwitnące magnolie w Powsinie, bzy w kilku kolorach. Jeszcze muszę sfotografować konwalie, ale nie mam pomysłu gdzie się na ich upolowanie wybrać. A tymczasem chłodno się robie w mieszkaniu i trzeba przynieść z piwnicy podgrzewacz, bo na poprawę pogody w najbliższych dniach nie ma co liczyć.
niedziela, 06 maja 2012
„Młode listki cieszą się wszystkim: wiatrem – że je huśta i kolebie, obłokami – że tańczą po niebie, szpakiem – co gałązki w locie trąca i zielonym cieniem i promieniem słońca. Młode listki cieszą się razem z nami, że są młodymi listkami.” (Autor: Jan Brzechwa)






Liście skłębione słońcem w okno zielenią się pchają, liście wytrysłe smugami drzew wiosennego raju. Słońce się tarza po murach krwawiące plamą cegieł; park - zielenista góra w niebo alei szeregiem wystrzelił. ( Baczyński Krzysztof Kamil)
Powyższe zdjęcia zrobione zostały wczoraj w Parku Skartszewskim gdzie wybraliśmy się z wnusią na spacer. Do tego parku "poniosło" nas, bo jest w pobliżu miejsca zamieszkania Małej. Bardziej skupiłam się na spacerze niż na pstrykaniu zdjęć, więc zdjęcia takie "przypadkowe", co się przed obiektyw nawinęło. A dzisiaj? Dzisiaj w planie był ponownie Ogród Botaniczny w Powsinie. Ale jakoś nie wyraźnie się dzisiaj czuję, spać mi się chce i jest mi zimno. Wypijemy ze ślubnym kawę i zobaczymy co dalej.
|