Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Jak ptak jesteś – o piórach z purpury i złota!
Nakrapianyś – jak skóra cudownego węża!
Jak płomień – którym wiatr bezgłośnie miota!
Jak płomień – co w pośpiechu ostygłby i stężał!

Chrzęścisz cicho jedwabiem pod zakrzepłym żarem,
siarkę mieszasz z krwi pąsem w chlasty, bryzgi, smugi,
aż powalony wreszcie własnym, szkarłatnym ciężarem,
masz w sobie coś z Mefista i chorej papugi...

(Autor: Beata Obertyńska z tomu „Otawa”, 1945)



Po piątkowym nocnym deszczu  wszystko ożyło, buchnęło zielonym.
Prawdziwa inwazja wiosny.
Na brzozach i na wierzbach zielona mgiełka, trawniki wypiły piątkowy deszcz i przemieniły się w perłowo – zielone dywany.
Nie nadążam za zmianami, nie ma już krokusów, forsycja złoci się ostatnim swoimi kwiatami, pąki na bzach są już dorodne na tyle, ze można zobaczyć na
jaki kolor zakwitnie krzak.
Krzewy obsypały drobne listeczki i bazie o przecudnym odcieniu zieleni, jedynym w swoim rodzaju, trudnym do określenia.
Już za tydzień kolor nie będzie taki subtelny i delikatny.

Bardzo chciałam pojechać do świątyni wiosny, czyli do lasu, ale w weekend czułam się fatalnie –śpiąca, słaba, nieprzytomna.
Niby nic nie boli, a funkcjonować się nie dało.
Na szczęście pocieszała mnie wiosna.
Pogodna, ciepła, kolorowa, śpiewająca głosami ptaków, taka, jaka powinna być, taka, jaką pamiętam z lat dziecinnych.

Dzisiaj już czuję się lepiej, na tyle dobrze, ze pojechałam do Ikeii po pudełka, bo nie mieszczą mi się już moje „przydasie” do robienia kartek.
Muszę zawczasu nad tym zapanować, bo zaczęłam się gubić, gdzie, co mam.
Nie cierpię czegoś szukać, wszystko powinno być na swoim miejscu na wyciągnięcie ręki, a ostatnio przy robieniu boxów dla wnucząt trochę nieparlamentarnych słów w powietrzu fruwało, bo zapodziewały mi się co chwilę wykrojniki.

Teraz, pod wieczór dziwnie się zamgliło, ładnie to wygląda, jest tak spokojnie, nostalgicznie.
Ale nie chciałabym, aby zmieniła się pogoda, bo może jutro udałoby mi się wyskoczyć do lasu…
I do Ogrodu Botanicznego powinnam zajrzeć, żeby jak rok temu, nie przegapić kwitnących magnolii.

piątek, 13 kwietnia 2018

Wuj sznur przygotował
żeby się powiesić
jak żyć - kiedy czarne wszystko

ale to nieprawda
przybiegła przylaszczka
pod nos mu podetknęła
sześć niebieskich listków.

(Autor: ksiądz Jan Twardowski, „Sześć listków”)

Przyroda z dnia na dzień robi swoje.
Trawy rosną, przylaszczki kwitną, kwitnących fiołków w Ogrodzie Botanicznym jeszcze nie widziałam, ale w ogródkach przydomowych w willowej części osiedla fiołkowo od nich a w koło unosi się nieziemski zapach.
Migdałki już pączki różem malują..
Mirabelki rozkwitają.
Trochę później niż rok temu, ale i tak wszystko przyspiesza z godziny na godzinę …
Bo i te pąki na migdałku lada dzień też wybuchną różowością a w kolejce już wiśnie, grusze, śliwy i jabłonie.
A potem bzy i jaśmin.
I wieczory są cudne – ciepłe, ciche, pachnące, jak dobrze posiedzieć wtedy na balkonie…

Wizyta kontrolna w szpitalu bardzo pomyślna.
Onkologię przeniesiono do nowo wybudowanego bloku.
Wreszcie jest prawdziwie po europejsku.
Przychodnia jest oddzielona od oddziałów szpitalnych, chemioterapii i radioterapii.
Pacjent, który przychodzi na kontrolę nie musi sobie za każdym razem przypominać tego co przeszedł, a o czym chce zapomnieć.
Co prawda niektórzy pacjenci uważają, ze pod drzwiami gabinetu lekarskiego należy rozmawiać tylko o chorobach, ale poczekalnia jest tam bardzo przestronna i wygodna, i zawsze można zmienić „towarzystwo”.
Minęło dwa lata od operacji, wizyty kontrolne będą teraz rzadsze i z tego tez się cieszę.

Dziś trzynastego i piątek, niektórzy boją się tego dnia, dla mnie to dobra i szczęśliwa data, i oby to się nigdy nie zmieniło.

wtorek, 10 kwietnia 2018

Krokusy, krokusy, wystawiają uszy,
bo już wiatr wiosenny.
Na koncert wyruszył,
I już stroi instrumenty,
smyczkowe i dęte.

Krokusy, krokusy, wystawiają nosy,
na wiosenne plotki, na wiosenne głosy,
bo już coraz głośniej dokoła o wiośnie.
I wychodzą spod ziemi
w swych barwnych czapeczkach,
bo wiosenne słońce,
biegnie już po ścieżkach.
(Autor: Wanda Chotomska).

Wiosna, wiosna, wiosna, wszędzie wiosna!
Tak, jak marzec wyziębił nas chłodami i zdołował burymi dniami, tak kwiecień wynagradza nam to w dwójnasób.
Byłam dzisiaj w Ogrodzie Botanicznym przy Al. Ujazdowskich.
Tam też zawitała pani Wiosna, tchnęła życie w  zamrożoną ziemię i obudziła śpiące rośliny.
Co odważniejsze i mniej cierpliwe roślinki rzuciły się kwitnąć.
A jak są kwiaty, to i są brzęczące stworzonka, które beztrosko fruwają z kwiatka na kwiatek, zbierają nektar jednocześnie zapylając roślinki.
Obserwując te brzęczące pszczoły i trzmiele, ochoczo krzątające się na kwiatkach, myślałam sobie – roślinki przetrwały  zimę i pięknie kwitną, owady przeżyły zimę i z radością pracują…
Niby tak jest od lat, po prostu coroczny plagiat, ale od lat, co roku niezmiernie to cieszy, zachwyca, czaruje:).

Jutro jadę do szpitala na cokwartalną kontrolę.
Do (dość częstych) kontroli u lekarzy innych specjalności się już jako tako przyzwyczaiłam.
Na tym oddziale wizyta zawsze mnie stłamsi i zdołuje.

niedziela, 08 kwietnia 2018

Przebija się przez śnieg.
Przebiśnieg,
przebija,
wyciąga zieloną szyję
milimetr po milimetrze.
A gdy już się przebije,
woła:
− Nareszcie żyje!
I bardzo cieszy się z tego,
że wyszedł na świeże powietrze.
(Autor: Wanda Chotomska).








Przebiśniegi są na trzech pierwszych zdjęciach, pozostałe to śnieżyce wiosenne.

Długo wyczekiwana wiosna rozbuchała się na całego.
Ciągnęło mnie bardzo na łono przyrody i gdzieś, gdzie nie będzie ludzi.
Ale moje spotkanie z naturą skutecznie uniemożliwiał papier.
Obiecałam sobie bowiem, ze na urodziny wnucząt zrobię im exploding boxy.
Przed świętami się z tym nie wyrobiłam zatem musiałam przysiąść się do tego po świętach, bowiem dla tych, którzy w święta nie byli obecni na miejscu, ostatnia tura urodzinowa zaplanowana była na minioną sobotę.
Roboty z tym jest mnóstwo, malowanie, embosingowanie, klejenie…
Wreszcie się wyrobiłam i w piątek zabrawszy z sobą Wiktorię pojechaliśmy do Ogrodu Botanicznego do Powsina.
I bardzo się zawiodłam, bo naprawdę trudno było znaleźć tam wiosnę.
Co prawda kwiatki typowo wiosenne tu i ówdzie rosły w małych kępkach, ale prawdę powiedziawszy więcej wiosny mam pod blokiem, bo tutaj trawa na
trawnikach jest już zielona i pobliskie krzewy osnuły się seledynową, delikatną mgiełką.
A tam zieloności nie uświadczysz, buro i szaro w około, a gdzie nie gdzie delikatne plamki fioletowych krokusów, białych śnieżynek i niebieskich przylaszczek.
Jak mi nic nie pokrzyżuje planów, to jutro pojadę szukać wiosny do Ogrodu Botanicznego w Al. Ujazdowskich.

Blox coraz bardziej leci sobie w kulki, dzisiaj po dodaniu każdego zdjęcia musiałam się logować od nowa bo mnie wywalało. 

wtorek, 03 kwietnia 2018

Dzwoniła dzisiaj wiosna!
Pijana, wesoła, szczęśliwa,
obok słychać muzykę, krzyki.
Pytam się jej: - Gdzie jesteś?
A ona: - No idę już przecież, idę!.

(Znalezione w Internecie)

Wiosna idzie?
I dobrze!
Bo jak dotąd to tuptała gdzieś okrężnymi ścieżkami.


Pierwszy dzień świąt, czekamy na córkę z rodziną, umówiliśmy się, ze śniadanie jest o 10.00.
Dzwoni syn z synową (są u rodziców synowej) składają życzenia, syn życzy mi tradycyjnie –zdrowych i spokojnych świąt.
Odpowiadam, synku, „spokojne” święta w towarzystwie „dwóch skarbów” to oksymoron.
Ale nie było tak źle, chociaż na wytchnienie nie można było liczyć, bo „skarby” w inwencję twórczą są obdarzone nad miarę.
I na dodatek ciekawość i niepewność - czy ten zając zdołał się wspiąć na babci balkon, bo w ich mieszkaniu balkon jest bardzo wysoko (VII piętro) i zając ani gwiazdor nigdy się do nich  nie wdrapią;(.
Rodzice maluchów zarządzili, że sprawdzanie balkonu będzie po śniadaniu, śniadanie więc przebiegło w uroczej atmosferze;), dzieci grzeczne, po prostu wzór do naśladowania, bo w małych główkach świta, ze warto wszystko grzecznie zjadać, bo nigdy nic nie wiadomo.
Na przykład, może się kicajowi ich zachowanie nie spodobać i prezenty zabierze…
I były to ostatnie chwile spokoju, bo potem było wesoło, głośno i absorbująco.
No i było jeszcze dmuchanie świeczek, bo Staś miał trzecie urodziny.
Kiedy po kolacji pojechali do domu, dopiero wtedy dla mnie zaczęły się prawdziwe święta.

Drugi dzień świąt.
Wyłączyłam budzik w telefonie i postanowiłam spać dopóki sama się nie obudzę.

Spałam do 12.00.
Ten tydzień przedświąteczny nie był dla mnie lekki, więc musiałam wreszcie odpocząć.
Resztę dnia spędziliśmy ze Ślubnym w ciszy, spokoju i totalnym rozprężeniu – kocham takie świętowanie.
W lany poniedziałek „kochane skarby” swoją obecnością „zaszczyciły” drugą babcię i tym razem sześć świeczek na torcie dmuchała Wiktoria.

Dzisiaj wstałam już o przyzwoitej porze – o 8.30, to znaczy, że przez wczorajszy dzień odpoczęłam i zeszło ze mnie przedświąteczne napięcie.
Przez ostatnie lata udawało mi się utrafić z ilością jedzenia i zazwyczaj dzień po świętach było wszystko wyjedzone.
Tym razem przesadziłam, trochę zmyliło mnie to, ze część dań przygotowywała córka.
Co się da zamrozić pójdzie do zamrażarki, reszta pójdzie do kosza.
Bardzo nie lubię wyrzucać jedzenia, ale jeszcze bardziej nie lubię czegoś dojadać na siłę.
Za oknami piękna wiosna, ciekawe, czy to już na stałe, czy znowu chwilowa zmyłka.
Pomimo, ze świeci piękne słoneczko i powinnam być radosna jak skowronek, jestem oklapnięta i nic mi się NIE CHCE;(.

sobota, 31 marca 2018

Dzieci na Wielkanoc są inne niż zazwyczaj,
W dzieciach na Wielkanoc jest moc tajemnicza,
Dzieci na Wielkanoc
Wstają bardzo rano
I pytają: - Dlaczego dzwony tak głośno krzyczą?

Dzieci na Wielkanoc mają czerwone usta,
Czerwonymi ustami plotą różne głupstwa:
Czy strażak śpi na wieży,
Czy słońce to jest księżyc
I dlaczego hiacynty zaglądają w lustra.

Ty dzieciom na Wielkanoc odpuść wszystkie winy:
Że rozlały atrament, że zbiły słoiki -
Gdy tak smacznie śpią nocą,
Nie dziw, że we dnie psocą,
Że wciąż w ruchu są, jak małe listeczki brzeziny(...).

(Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński)

                   

Kochani!

Życzę Wam, aby Święta Wielkanocne były czasem spokoju, odpoczynku i wiosennego optymizmu.
Dniami spędzonymi wśród tych, których kochacie i z którymi chcecie przebywać, a jeżeli pogoda pozwoli, niech to będą dni spotkań z
budzącą się do życia przyrodą.

czwartek, 29 marca 2018

Miesiąc marzec tak się maże
 jak niegrzeczne dzieci.
 To kroplami deszczu kapie
 to znów słońcem świeci.

 Wiatr swawolnik, czasem jeszcze
 garścią śniegu rzuci,
 ale wszyscy dobrze wiedzą,
 że zima nie wróci!

(Autor: Irena Suchorzewska).




Kiedy dzisiaj rano zwlokłam się łóżka i spojrzałam w okno pomyślałam sobie – czy mój duży wazon z kwitnącym gałązkami forsycji nie będzie w te święta faux pas ?
I postawiona na stole zielona rzeżucha z pisankami?
Może raczej przybrać stół świąteczny gałązkami jodły i postawić np. zająca, ale w czapce Mikołaja?
No i te słoneczno-żólte przylaszczki na balkonie, czy w tych okolicznościach przyrody nie wyglądają jak kwiatek do kożucha?
Tulipany w wazonie też jakieś takie, nie na miejscu …
Dosyć dywagacji na ten temat, że od jakiegoś czasu święta bożonarodzeniowe z wielkanocnymi zamieniają się miejscami „czas było przywyknąć”.


Wczoraj zrobiłam zakupy przedświąteczne, pojechałam na cmentarz do zwierzaczków, na 16.00 miałam wizytę u lekarza (zapisałam się w początkach stycznia), a wieczorem częściowo gotowałam obiad na święta.
Zrobiłam śląskie rolady, część z wołowiny, a część ze schabu karkowego, bo są w rodzinie amatorzy właśnie takich mięsiw, chociaż nikt nie pochodzi z tego
regionu.
Zawinęłam, obsmażyłam i … padłam.
Powędrowały w garnkach na balkon a dzisiaj właśnie się duszą.
Perkocze też zupa jarzynowa, która dzisiaj będzie na obiad solo, bo mam dzisiaj jeszcze sporo do zrobienia.
Muszę usmażyć dla dzieci (też na świąteczny obiad) kotleciki z piersi indyczej oraz kotlety schabowe (to nie dla dzieci;) i zamrozić.
Ja zamrażam na półmiskach ze szkła, na którym można zapiekać w piekarniku (kotlety ułożone w jednej warstwie).
Rano przed użyciem wyjmuję z zamrażarki, zdejmuję folię, którą półmiski były przykryte i wkładam przed obiadem na 15 – 20 min do nagrzanego piekarnika.
Kotlety schabowe, wszelkiego rodzaju kotleciki, czy też smażone ryby, przechowywane i odgrzewane w ten sposób są soczyste z chrupiącą panierką, tak,
jak prosto z patelni.

Za chwilę zatrudnię Ślubnego do siekania bakalii, bo jutro chcę upiec mazurka cygańskiego, oraz chcę zacząć gotować żurek (lubię jak się przegryzie).
A w sobotę … nawet nie chce mi się w tej chwili myśleć;(.
Dobrze, że córka upiecze sernik, zrobi schab ze śliwką i morelą na parze, i jakąś sałatkę wyrzeźbi.
No to ruszaj do garów kobieto, a nie klikaj w klawiaturę;).

A Wiktoria niczym się nie przejmuje, przytula się do babci i do dziadusia i podśpiewuje…
Idą święta, wielkanocne idą święta.
O tych świętach każdy zając pamięta.
Do koszyczka zapakuje słodycze
I na święta ci przyniesie moc życzeń.


Post napisałam o godz. 11.00, ale dopiero teraz udało mi się go dodać.
Blox coraz bardziej działa mi na nerwy, nic to, nie będzie żal przestać pisać ograniczając się tylko do bywania.

wtorek, 27 marca 2018

Na niebie jaśnieje słońce,
dni płyną, płyną miesiące...
Z lodu uwalnia się rzeka
i ze snu budzą się drzewa,
ptaki wracają z daleka,
będą wić gniazda i śpiewać.
Sady zabielą się kwieciem...
To wiosna! Wiosna na świecie!(…).

Autor: Hanna Zdzitowiecka, „Od wiosny do wiosny”).



Idą święta.
I bardzo się do nas śpieszą.
Kiedy w ubiegłym tygodniu ukończyłam porządki przedświąteczne, to byłam przeświadczona, ze ten tydzień, a przynajmniej jego początek, będę miała luźny i zdążę zregenerować siły przed drugą częścią tygodnia, kiedy to będzie kołowrotek i fixum dyrdum.
I pewnie by tak było, ale wczoraj popsuła mi się pralka.
Żaden „fachowiec” nie chciał jej zreperować, „bo teraz pani, to się pralek nie naprawia, bo się nie opłaci”.
Trzeba kupić nową pralkę.
Wydawało mi się, ze pralek w sklepach AGD jest bardzo dużo.
Tak, ale jeżeli chodzi o pralki pełnowymiarowe.
Mnie jest taka niepotrzebna, często piorę, są nas dwie osoby, wsady mam małe, więc u mnie sprawdza się tylko pralka tzw. płytka.
Sprawdziłam u wujka Gogle opinie o poszczególnych markach tych małych pralek.
Wybór padł na Boscha.
Wujek Gogle podpowiedział również w których sklepach te pralki powinny być.
Jeden ze sklepów był blisko nas, pojechaliśmy, kupiliśmy, w piątek mają nam tę pralkę zainstalować.

Wczoraj kupiłam 1,5 kg pieczarek, które obrałam, posiekałam na drobno, usmażyłam i zamroziłam.
Będzie do faszerowanych jajek, bez których u nas święta są nieważne, choć to danie jest dość pracochłonne.
Skoro pieczarki już są gotowe, pracy przy faszerowanych jajcach będzie znacznie mniej.

Teraz muszę zrobić listę zakupów spożywczych, wymyślić coś na kolację i chyba przyłożę głowę do poduszki, bo ciągnie mnie w poziom i oczy mi się zamykają.
A jutro od rana zakupy a potem muszę pojechać na cmentarz zwierząt by uporządkować i posadzić bratki na miejscu spoczynku Pichandry i Bandyty.
Niby wszystko do ogarnięcia, ale założę się, ze i tak coś niespodziewane wyskoczy z kąta.
Albo kilka cosiów;).

Wczoraj jeszcze słoneczko nęciło promykami i obiecywało wiosnę, a dzisiaj już się nie pokazało i na dworze zrobiła się zimnica.
W takich okolicznościach przyrody jestem wyjątkowo oklapnięta a zbliżające się święta złoszczą mnie ponadprzeciętnie;(.
Co to za Wielkanoc, kiedy za oknem panuje listopad:(.

niedziela, 25 marca 2018

O, nigdy jeszcze słońcem wyzłocona,
co wczesną wiosną wzeszło na błękity,
że ludzkość, patrząc w niebo rozmodlona,
czuje w swych sercach nieziemskie zachwyty,
nie byłaś strojna w wielkie dziejów słowa
jak ty, najbliższa niedzielo palmowa.

Wiosna się budzi… W narodów świątynie
poprzez szeroko otwarte wierzeje
Wolność, dostojna Pani wchodzi ninie…
A nim dzień drugi słońcem rozednieje,
polskie się dusze w szczęściu rozanielą
twoim zwycięstwem, palmowa niedzielo (…).

(Autor: Konstanty Ćwierk).

Wszechogarnia mnie starość.
Albo lenistwo.
Co wybrać?
„Lenistwo” brzmi lepiej, niby wszystko jeszcze mogę zrobić, z wszystkim zdążę, wszystko ogarnę, a jak  jest obsuwa, to znaczy, ze mi się nie chciało.
„Starość” brzmi gorzej ale bardziej asekuracyjnie (mama się nie wyrabia, trzeba wziąć urlop i jej pomóc).
Ale dopóki stoję na własnych nogach to tego pomagania nie lubię, bo wiadomo, trochę siada mi wtedy poczucie wartości.
Kiedy więc córka radośnie mi oznajmiła, ze wzięła dwa dni urlopu, by zrobić mi resztę porządków, podziękowałam, ale pomocy nie przyjęłam.

Z porządkami byłam trochę opóźniona, bo na dwa dni wyłączył mnie z życia stomatolog.
Niby mały ząbek (4 górna) ale to był ząb leczony kiedyś kanałowo, więc rozleciał się chirurgowi w kleszczach.
I wtedy zaczęło się dłutowanie i wyciąganie korzeni, skrobanie szczęki bo pod ząbkiem było ponoć bardzo nieciekawie.
Również nieciekawie było mi przez dwa dni.
Ale już doszłam do siebie, się spięłam i mogę wreszcie odetchnąć – sprzątanie skończone!.
Ze świadomością, ze wszystko jest na swoim miejscu i ze każdy kąt mógłby przejść test białej rękawicy lepiej i radośniej się żyje.

Ponieważ bardzo chce mi się wiosny, jadę dziś do sklepu by zakupić na balkon wiosenne kwiatki w doniczkach (typu pierwiosnki, żonkile, stokrotki, hiacynty…).
Bo balkon też sprzątnęłam po zimie, zdjęłam ocieplacze z donic i przystrzygłam suche trawy.
Teraz na balkonie jest czysto, przestronnie ale brak mi na nim koloru.
Na razie muszą mi wystarczyć goździki, które, dostałam od córki, stoją na moim  biurku i cieszą oczy.
Jadę więc kupić wiosnę na balkon;).

sobota, 17 marca 2018

Na marginesie życia nie ma
moralności jest
przyzwoitość
pruderia
plotki
diabeł w niedzielę chodzi do kościoła
w poniedziałek klnie na rząd i brak forsy
we wtorek pije i bije żonę
w środę ma kaca jest chory
w czwartek walczy z sąsiadem
w piątek uczy dyscypliny dzieci
w sobotę połyka go telewizor
a w niedzielę a'piat diabeł
z żoną pod rękę idzie do kościoła

na marginesie życia anioła
znają tylko z obrazka

(Autor: Tadeusz Żurawek z tomiku "Wiersze", 1991).

Porządki przedświąteczne posuwają się do przodu, jednak idzie nam to wolno i ślamazarnie.
Okna Ślubny zdążył umyć zanim nastała druga część zimy.
Firany z tych okien też już są poprane i zawieszone.
Zostało do umycia okno balkonowe, ale tam można myć nawet jak jest mróz i niepogoda, bo balkon jest zabudowany.
Pomył i poczyścił wszelkie żyrandole i klosze, zastały mu jeszcze podłogi, tzn. odkurzyć oraz wytrzepać dywan i chodniki, bo przetrzeć podłogi płynem zabezpieczającym muszę ja (Ślubny powiada, ze nie wie jak to się robi).
Gorzej idzie z pracami, które muszę wykonać ja, bo jak już zanurkuję w szufladę to czasem „utopię się” w niej na dwie godziny;(.
Ale warto, bo miejsca przybyło sporo, odnalazły się niektóre rzeczy, które kiedyś „zaginęły” i świadomość, ze jest czysto i porządnie poukładane dobrze mi robi na samopoczucie.
Moja Mama zawsze mówiła, ze porządek wokół siebie, to porządek w życiu.
I miała rację, chociaż przyznają, ze kiedyś to Jej powiedzenie mnie drażniło.
W między czasie wypisuję życzenia świąteczne na kartkach i wysyłam.
Przeważnie wieczorami, wypiszę kartkę, najwyżej dwie i padam na nos.

Wczoraj do mnie doszło, że w Święta moje młodsze wnuczęta mają urodziny (Staś 1.04. kończy 3 lata, a 2.04. Wiktoria kończy 6 lat – jak to możliwe???, przecież  dopiero co się urodziły;).
Co prawda uroczystości urodzinowe przesunięte są o tydzień, ale i tak muszę zrobić im kartki urodzinowe, a właściwie lepiej shadow boxy, bo
w pudełku z życzeniami będzie można ukryć drobny prezent (odpadnie mi pakowanie prezentów).

Zima się ustaliła na dobre, jest biało, słonecznie, pięknie.
Trzeba by się wybrać z aparatem poza miasto, bo są idealne warunki do fotografowania, ale…
Dzisiaj, z powodu szybko rosnącego ciśnienia boli (bardzo delikatnie powiedziane) mnie głowa a oczy chcą mi wyskoczyć z oczodołów.
Na jutro zapowiedziały się z wizytą „kochane maleństwa”;))).
A nadchodzący tydzień zapowiada się ciężki, ruszają w zdwojonym tempie sprawy stomatologiczne, które w tym tygodniu przez nieobecność mojego stomatologa zostały wstrzymane.
I tak to moje życie płynie (jak choremu po rycynie;))).

Kolejne moje kartki, mam problemy z ich wstawianiem, więc będę wstawiać po kilka.
Jak będą z tym takie problemy jak dzisiaj, to będzie się to ciągnęło do gwiazdki;))).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 86