Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
piątek, 26 sierpnia 2016

Sierpień, z jego obłokami pachnących kwiatów,
Sierpień, z jego wielkimi stogami gigantycznych chmur,
Sierpień, z plantacjami kukurydzy stojącymi jak żołnierze w szeregu,
Sierpień, z arbuzami pełnymi i ciężkimi, drzemiącymi w słońcu,
Sierpień.

Sierpień, czy pamiętasz kąpiele w jeziorze?
Sierpień, czy pamiętasz dziecko Alicji wyjadające delikatnie owoce z wina?
Sierpień, czy pamiętasz Richie'go bawiącego się z kozą?
Sierpień, czy pamiętasz Donalda ćwiczącego na swoim nowym saksofonie?
Sierpień.

Sierpień i jego świecące koronkowe niebo,
Sierpień i nowożeńcy Pat i Chet dekorujący swój nowy dom,
Sierpień i Odważny Bil, Nieustraszony Bil na dwóch kołach swojego roweru,
Sierpień i migoczące wspomnienia zawieszone jak krople rosy,
Sierpień.

Sierpień, hojny, sierpień pełny,
Sierpień, mama rozgrzana, ale uśmiechnięta nad talerzem soczystego
pieczonego kurczaka,
Sierpień, tata miksujący jej mrożony napój miętowy,
Sierpień, błogosławione żniwa wspomnień,
Sierpień.

(Autor: Mary Naylor - "Żniwa) z tomu „Of Tails and Scales, Feathers and Pebbles, and Endless
Immeasurables”, 2007 tłum. z angielskiego Ryszard Mierzejewski.



Sierpień rządzi po swojemu, dopieszcza owoce w sadach, dogrzewa warzywa w warzywnikach, z pól sprzątnął zboża – pracowity jest bardzo.
Pije ze mną kompot z mirabelek i obdarował mnie ostatnimi papierówkami, ale na plotki nie ma czasu, bo szykuje się do drogi.
A za progiem już wrzesień z pędzlem i farbami by jak najprędzej zabrać się za malowane wrzosów i przydać koloru owocom w sadach.
No i Pani Jesień ciągnie już do nas ze swoim kolorowym cygańskim taborem.

Tydzień minął mi błyskawicznie.
Bardzo udany tydzień, choć w kościach czuję jego ciężar.
Albowiem była u nas wnuczka więc wywiewało nas z domu, jak powsinogi włóczyliśmy się po Ogrodach Botanicznych, gdzie podglądałam jak astry porównują swoją krasę z floksami i wykłócają się które bardziej urocze..
Praktycznie wracaliśmy na obiadokolację, a potem już tylko krótki odpoczynek, kąpiel i spanie.
Parki i Ogrody Botaniczne nam już trochę powszechniały, więc wczoraj pojechaliśmy do Czerska by zwiedzić Zamek (a właściwie ruiny) Książąt Mazowieckich.

Z przetworami w sierpniu dałam sobie spokój.
Muszę jednak zrobić przeciery pomidorowe i zakisić w słoikach ogórki na zupę.
Właśnie w poniedziałek miałam zabrać się za pomidorowo – ogórkową manufakturę, ale …
Staś dzisiaj zachorował i w ciągu kilku godzin trafił do szpitala.
W związku z tym Wiktoria będzie w dalszym ciągu u nas.
A robienie przetworów z dzieckiem, które BARDZO chce pomagać nie jest mi wcale na rękę.
I tak to plany sobie, a życie sobie….

niedziela, 21 sierpnia 2016

Każda opowieść, myśl czy spojrzenie
Tworzą swój mały taniec kolorów
Gdy poskładają się w jedną całość
Wzór tworzą inny od wszystkich wzorów… 

(Autor: Małgorzata Kowzan).

Miniony tydzień minął pod hasłem „boli mnie gardło i źle się czuję”.
Jedni uznali, ze to czas rekonwalescencji, inni, ze to był tydzień lenia.
W Polsce, jak na razie, jest wolność słowa, więc każdy ma prawo mieć swoje zdanie.
Moje jest takie, ze był to bardzo fajny tydzień, i mimo pewnych niedogodności jak np. opryszczka, czy nieudana wizyta u fryzjera, bardzo mi ten czas nicnierobienia pasował.
Przeżyłam ten tydzień obcując z książką, siedząc na balkonie, jedząc owoce i obserwując świat.
Drobne rzeczy obserwowałam - błękit nieba, kształt obłoków, szeleszczące trawy na balkonie, dzieci, panów emerytów spacerujących na skwerku i wyraźnie się nudzących, narzekających i na Tuska i na Kaczyńskiego, na młodzież, na baby, na uchodźców, na papieża - niech się nie wpier…la w nie swoje sprawy, że rząd obiecał a nie daje i na jakiegoś Józka, który zapił i czegoś nie wymurował.

Nieudana wizyta u fryzjera – no cóż, całe szczęście, ze w najbliższym tygodniu nie mam żalnego poważniejszego wyjścia.
Moja fryzjerka, ma złote ręce, strzyże fantastyczne, ale jak to się w życiu zdarza, nawet mistrz popełnia falstart.
Żeby się nie wdawać w szczegóły, po fryzjerze wyglądam jak Ziemowit po pierwszych postrzyżynach.
Jak już muszę pokazać się ludziom to stawiam włosy na żel i wyglądam jak punkówa na głębokiej emeryturze, ale i tak ten wygląd jest lepszy od linii cięcia a’la garnek na głowie.
Całe szczęście, ze włosy i paznokcie mi bardzo szybko rosną (żeby w takim tempie pieniądze na konto przybywały to byście mi mówili pani Rockefeller;).

A pogoda się znowu skiepściła, mam nadzieję, ze to tylko chwilowo, bo od jutra znowu Wiktoria jest u nas.
I do lasu bym chciała pojechać zobaczyć czy kwitną już wrzosy…

środa, 17 sierpnia 2016

rozśnieżyły się gałązki milionami płatków
rozbrzęczały owadami wieszcząc moc dostatków

zawiązały w mini pączki chłodem rozgadane
pospadają tuzinami zapadną w niepamięć

resztę smagnie deszcz kroplami zetnie zamróz z nieba
i tak mnóstwo się ostanie by w ciszy dojrzewać

rozczerwienią rozmechacą z góry miękkość spłynie
pragną radość szczęście przynieść - nieskromne brzoskwinie

jak co roku dwie mi podasz chwilą rozjędrnione
rozsmakuję się rozmarzę w słodyczy utonę.

(Autor: Jacek Suchowicz)

Kto nie je lodów, tego boli gardło – od niedzieli to zdanie Wiktoria powtarza jak mantrę.
I ma rację, w niedzielę na deser wszyscy jedli lody.
Ja nie jadłam, bo moje ulubione lody „wyszły” a nie lubię namiastki i wszelkich imitacji.
I co?
Ano wszyscy są zdrowi, tylko ja mam infekcję gardła i ogólnie dopadła mnie niemoc.
Na dodatek opryszczka rozsiadła mi się na górnej wardze rozlewając się prawie pod nos.
Wyglądam bardzo … ekologicznie, tak jak ekologiczne jabłuszka z parszywkami;(.
Nie zaległam co prawda w betach, ale snuję się po mieszkaniu jak dusza potępiona i chętnie się pokładam.
No bo jak żyć, kiedy człowiek ledwo letni a na dodatek Internet mu strajkuje, czasem łączy, ale przeważnie pokazuje środkowy palec i jest biały ekran.
A rodzinni informatycy jak co potrzebuję, to są „zarżnięci” pracą.
Dopiero jak obiecałam dobrą kolację OMW „znalazł” trochę czasu i ma dzisiaj wpaść i sprawę obadać.

Zaczęłam czytać „Pieśń Maorysów” Sarah Lark, książka wciąga, ale ciężko mi idzie czytanie, za dużo akcji i za dużo obcobrzmacych nazwisk, to nie jest
książka dla rekonwalescentów, dokończę ją czytać jak trochę stanę do pionu.
Na razie sięgnęłam po … Marię Rodziewiczównę.
Kiedy jestem stłamszona lub chora lubię czytać jej powieści.
W jej książkach odnajduję umiłowanie dobra, piękno przyrody, patriotyzm, poszanowanie dla ciężkiej pracy, uczciwości i wiele innych
wartości, które sprawiają, że człowiek ufniej spogląda w kierunku innych ludzi.
Niektórzy twierdzą, że była  to literatura dla kucharek i pokojówek!
Nic nie szkodzi, przecież gotuję i sprzątam, więc literatura jakby na moją miarę :-).

sobota, 13 sierpnia 2016

moja rzeka nie pozwala się opisać
wczoraj odkryłam wir na miejscu
przedwczorajszej mielizny
naniosłam zmiany na mapie
tak zmiany bo było ich więcej
naprzeciw starego młyna nurt zmienił kierunek
olszyna runęła w przesmyk między wyspą a brzegiem
w trzcinach przed piaszczystą łachą
powstały dwa gniazda perkozów
kacze trudno zliczyć
nie można przejść w bród
w miejscu zawsze bezpiecznym i pewnym
na zakręcie z nawisu skalnego odpadły kamienie
odbija się od nich prawie ramię rzeki
trochę przeskakuje
reszta wypłukuje jaz pod grupą sosen

(Autor: Danuta Maria Sułkowa, „Mapa rzeki”)



"Coś mu mówiło, że coś się kończy. Nie świat. Tylko lato. Będą jeszcze inne lata, ale nie
będzie już takiego jak to. Już nigdy. "
( T.Pratchett)

Właśnie wolno i po cichu nadchodzi ten czas, kiedy lato zaczyna pakować czarodziejskie kufry.
Zdałam sobie z tego sprawę rano, kiedy wyszłam na balkon.

Ze zdumieniem odkryłam (wszak przecież jest lato!), że jest zimno i najwyższa pora sięgnąć po sweter, a z szuflady wydobyć skarpety.
Odleciały już jerzyki, na polach pożniwne rżysko, na skwerku za oknem kwitną koniczyny.
Lato zamka ostatnie kartki letniej opowieści w okładkę z zieleni lasów i złota pól.  
Nadszedł czas wygwieżdżonego nieba i chłodnych nocy.
Dopełniło się to, co miało się dopełnić.
Tak, lato spakowało pierwsze kufry. 
Jeszcze mu tych kufrów do spakowanie trochę zostało, trochę zielonych sukienek, szafirowych szali, złotych kolczyków, maków we włosach, muzyki świerszczy…
Z końcem sierpnia spakuje plażowe kosze i plażowe piłki.
Do podróżnego koszyka, na drogę, weźmie mirabelki i papierówki i od niechcenia, tak przez ramię, rzuci nam – do zobaczenia za rok ...

Dzisiaj przy śniadaniu powiedziałam, właściwie do siebie, bo często mi się zdarza ze sobą rozmawiać…
No więc, powiedziałam „muszę kupić samca … i to w miarę szybko”.
Chciałam właśnie Ślubnemu zakomunikować – jedziemy do Centrum Ogrodniczego, spojrzałam na niego i  zobaczyłam … mina Ślubnego – widok bezcenny.
Żona Lotta zamieniona w słup soli miała bardziej inteligentną minę, niż Ślubny w tej chwili.
Odtajał po wyjaśnieniu, ze aby ostrokrzew żeński, który mam na balkonie co roku miał owocki, muszę dokupić ostrokrzew męski.
No cóż, wyobraźnie czasem płata nam figle.

poniedziałek, 08 sierpnia 2016

A gdyby tak...
Kochać niewinnie w odcieniach groszku zielonego,
Płonąć ze wstydu w czerwieniach maka przydrożnego,
I... stąpając ostrożnie dywanem pól liliowych cudnych,
Spoglądać w oczy czule daliom kolorów przeróżnych.
Dotykać ust muśnięciem żółtych motyli łąkowych
I całować dumne ostróżki po płatkach różowych.
Niecierpliwie drżeć jak osika w zieloności gaju
I moczyć lekko stopy w kryształowym łez ruczaju.

A gdyby tak...
Rozmawiać z aniołami w błękitach niebieskich
I kąpać oczy modrością bławatków królewskich?
Poznawszy odwieczną tajemnicę życia swego
Już nie chcieć życia innego i ludzkiego
I kolorowe wić wianki marzeniami sennymi,
I rzucać je na wodę westchnień garściami pełnymi.

A gdyby tak...
Tutaj na ziemi żyć pełną piersią - serdecznie i tkliwie
Z przyjaciółmi swymi - na wieczność, zawsze i szczęśliwie?!

Autor: Elżbieta Bieńko – Kornacka.

Sierpień ostatnio zbyt często nam niebo wypłukuje deszczem, obłoki przetrzepuje, wiatrem czesze drzewa i krzewy.
Ogrody dekoruje nam cyniami, daliami i astrami
I jak najzdolniejszy malarz cuda wyprawia w sadach…

Kończą się u nas jagody, myślałam, ze wreszcie doprowadzę ręce do porządku, zapuszczę paznokcie,  potem je pomaluję na jakiś pastelowy kolor i będę udawała damę.
Nie przewidziałam, ze na straganach pokażą się koła słonecznika, którym od dziecka nie potrafię się oprzeć.
Świeże ziarenka słonecznika są pyszne i zdrowe, mają tylko jedną wadę, a właściwie dwie.
Trudno po nich domyć paznokcie i zabierają mnóstwo czasu, przynajmniej mnie, której trudno się od skubania oderwać.
Na razie "dama" ma urlop;))).

Odebrałam dzisiaj wynik biopsji tarczycy.
Jest dobry.
Kamień spadł mi z serca, cieszę się bardzo, ale … to znaczy, ze trzeba szukać dalej przyczyny mojej ospałości.
A może po prostu mam tak na starość, ze muszę pospać 10 godzin żeby jako tako funkcjonować?

sobota, 06 sierpnia 2016

„(…) A będąc wieku swego rycerzem,
Milsze ci będą nad wszelkie daniny,
Że dziś płeć piękna śpiewa twoje czyny.
Sławmy zwycięstwa dzień Jana Trzeciego
Sławmy dzień chwały narodu polskiego”.

Julian Ursyn Niemcewicz – „Hymn o Janie III Sobieskim”.

Pałac królewski w Wilanowie Królewskim  został zbudowany w stylu barokowym w latach 1681–1696 dla króla Jana III Sobieskiego i i jego żony Marii Kazimiery według projektu Augustyna Locciego.
Skrzydła boczne dobudowano w latach 1723–1729.
Po śmierci Sobieskiego w 1696 roku pałac został własnością jego synów, a następnie – od 1720 roku – siedzibą znanych rodów magnackich: Sieniawskich, Czartoryskich, Lubomirskich, Potockich i Branickich.
W latach 1730–1733 był rezydencją króla Augusta II Mocnego.
Należy wspomnieć, że każda z rodzin dokonywała zmian we wnętrzach pałacu, w ogrodzie i najbliższym otoczeniu zgodnie z aktualną modą i potrzebami.
Jednak pałac wraz z otaczającym parkiem oraz zabudowaniami zachował niezmienioną formę architektoniczną, walory historyczne i artystyczne mimo zaborów, wojen i okupacji, co w Polsce rzadko się zdarzało.

Najmłodsze wnuczęta wyjechały ze swymi rodzicami na wakacje.
Nagle nie było co z wolnym czasem zrobić, więc wysprzątaliśmy mieszkanie.
I dobrze się stało, bo trzeba było wspiąć się na drabinę by wytrzeć regały i szafki w kuchni.
Okazało się, że zalega na nich kurz nie trzytygodniowy (tyle czasu nie ma pani z Ukrainy, bo pojechała na urlop) a półroczny.
Pani sprzątająca dobrze kombinowała, że nie będę się wspinać po drabinie aby sprawdzać jej pracę.
No ale się przeliczyła, sama wpadła we własne sidła, teraz jak wróci, to jej za pracę podziękuję i tym razem nie wzruszą mnie jej łzy.
Na razie będziemy sprzątać sami a w między czasie będziemy kogoś szukać.

Dzisiaj rano wdarł się do pokoju brak słońca i prawie jesienny chłód, a na niebie królowały bure chmury.
Tak jakoś skojarzył mi się ciepły kaloryfer, zapachniał mi placek ze śliwkami, a na myśl przyszła ksiązka i ciepły kocyk.
A kysz!
Za wcześnie na takie myśli i jesienne doznania.
Ale przegląd prasy na kanapie sobie zrobiłam.
I z kuchni dochodzi zapach ciasta z jabłkami.
Ciekawa jestem jakie wyjdzie, bo antonówki są jeszcze niezbyt dojrzałe, a papierówki, które  kupiłam wolę zjeść, bo są pyszne i szkoda ich do ciasta.

wtorek, 02 sierpnia 2016

Dorastamy do twojej wiedzy,
Wysokiej wiedzy solarnej,
Kwiecie, który Słońce za wzór bierzesz!
Z dawna już kręgiem nasion
Chóralnie szeptałeś
O ciemnym jądrze słonecznym,
A koroną złocistych płatków,
O fotosferze.
Dzikie, korzenne tchnienie
Z bliska cię osnuwa:
Może to zapach Słońca,
Który ty przeczuwasz?

(Autor: Maria Pawlikowska – Jasnorzewska)

Sierpień wystawił za drzwi niezbyt lipcowego lipca i sam się rozgościł.
Ciekawie jak się spisze, co nam przyniesie?
Czy burze, wichury i chłodną temperaturę, czy suche i słoneczne żniwa, ciepłe i rozgwieżdżone wieczory, kosze jabłek i śliwek, nagrzane słońcem pomidory i kwitnące kolorami tęczy dalie...

Jeszcze dzisiaj i jutro „niańczymy” wnuczkę, później do połowy sierpnia czas dla nas, na nasze „wakacje”.
W głowie kołacze mi się miłoszowskie „Znów czas obrócił granitowym kołem, znowu śpiewały ptaki, ale nie tak samo”.
Tęsknię za wakacjami dzieciństwa, tęsknię za tamtym latem.

Chciałabym biegać po polach, wybierać się na wyprawy do lasu, chować się przed dorosłymi w ogrodzie i podjadać sezonowe owoce, oczywiście nie myte!I żeby największym moim problemem było oberwane ucho mojego misia…
A tymczasem wycieram łzy Wiktorii i przyszywam ucho jej misiowi.
Poza tym stoję przy garnkach, sprzątam, piorę – robię to wszystko ekspresowo, by mieć jak najwięcej czasu na wyprawy z Małą.
Jest pięknie, ale tydzień, albo dwa, spokoju i ciszy bardzo mi jest potrzebny.

Dzisiaj zrobiłam ostatnie z badań zaleconych w końcu czerwca.
Jeszcze odebrać wyniki (w poniedziałek) i będę wiedziała (albo nie) dlaczego jestem taka słaba i ciągle śpiąca.

poniedziałek, 01 sierpnia 2016

(...) Lecz któż na grobach będzie siadał
Tych, którzy trwożni i bezdomni
Padali mrowiem niezliczonym,
Któż się o milion ten upomni?
I jaki pieśniarz będzie składał
Słowa gorące i szalone
O tych, co w cieniu waszej glorii,
Bez narkotyku wielkich czynów
Konali w męce dla wawrzynów,
Co wasze skronie ozdobiły,
Rzucając pomiot ciał swych zgniłych
W dymiący, krwawy gnój historii? (...)

(Autor: Antoni Słonimski, "Mogiła Nieznanego Mieszkańca Warszawy")

sobota, 30 lipca 2016

Lilia rozkwitająca światłem,
Białymi płatkami
Oraz zmysłowym aromatem.

Aksamitnym gładkim ciałem
Zaprasza do tańca.
Miłości stała się kwiatem.

Lekko kołysze smukłe linie,
Słucha śpiewu ptaków,
Układa płatki w pajęczynie.

Co noc nasłuchuje jej kroków.
Pogrążam się w senność,
A Lilia z nicości nadpłynie.
(Autor nieznany, znalezione w Internecie).

Szybko mija dzień za dniem, rano, wieczór rano, wieczór…
Bardzo przyjemnie i pracowicie mijają te dni, tylko stanowczo za szybko.
Wieczorami siadam na balkonie i oglądam spektakl z jerzykami, jest ich na moim osiedlu bardzo dużo.
Populacja trochę ucierpiała podczas ocieplania bloków, ale od kilku lat całe osiedle jest już „ocieplone”, ptaki pozakładały gniazda od nowa i są
wspaniałymi łapaczami komarów i muszek.

W ogrodach kwitną już rudbekie i floksy, znaczy to, ze lato wchodzi w drugą połowę.
Na bazaru widziałam wczoraj bukiety astrów, a to przecież kwiaty jesieni.
A od Hanki zimne wieczory i ranki, czyli ucieka nam lato stanowczo za szybko.

Plany się nieco pozmieniały i wnuczka jest u nas teraz i będzie jeszcze przez tydzień.
Jest miło i wesoło, ale nieco męcząco.

Dzisiaj druga część (dla tych, którzy się 26 lipca urlopowali) świętowania moich urodzin i imienin oraz imienin córki.
Tym razem już w restauracji, więc bez spinania się, do mnie należy tylko wyszykować się i pojechać.
No i dobrze, wreszcie Ślubny zje porządnie, tzn z mięsem, bo w domu ostatnio to tylko „zielsko”.
Najpierw była młoda kapustka, potem szparagi, fasolka szparagowa, kalafiory.
Bób jest prawie codziennie bo lubię zjeść na kolację i popić kefirem.
Były jagody i w pierogach i z makaronem (dobrze, ze jagody się już kończą bo wreszcie będę miała zadbane ręce;).
Na bazaru pokazały się kurki, więc były smażone na masełku i posypywane koperkiem, oraz jajecznica z kurkami.
Wygrzane słońcem pomidory i piękne cukinie wręcz proszą się o zrobienie leczo…
Czyli w dalszym ciągu na talerzach będzie królować „zielsko”, niech więc sobie chłop dzisiaj dogodzi mięsiwem;))).

poniedziałek, 25 lipca 2016

Zaplątany w powój, w cienkich kłosach trawy
wiatr snuje melodię letniego spełnienia,
w ulewie kolorów, pośród pól złotawych
lipiec swój epilog sączy w światłocieniach.

Milczeniem już dzwonią opuszczone gniazda,
mgła nad ranem wiesza delikatną chustę,
tajemnicze iskry w spadających gwiazdach,
śpiewy nocnych cykad, nie dających usnąć. 

O czym szumią łąki w sukienkach kwiecistych,
stawy w nenufarów kręgach złotorzęsych?
O gorących słowach, rozedrganych w listach,
spełnionej miłości w kilku strofach wierszy...

(Autor: Ewa Pilipczuk, „Lipcowy epilog”)

Odrzuca mnie ostatnio od komputera.
Właściwie nie tyle od komputera, co od wiadomości z kraju i ze świata, którymi komputer mnie bombarduje.
Ale o ile na durne wiadomości z kraju można sobie zatkać watą uszy a na oczy włożyć różowe okulary, to na wiadomości płynące ze świata ten myk się nie uda, bo od naszej polityki można co najwyżej zachorować psychicznie, to od polityki innych krajów giną ludzie.
Ktoś napisał – Świat zwariował.
Nie, to ludzie zwariowali, … albo ekonomia dopomina się o „woła ofiarnego” czyli o rozwinięcie przemysłu zbrojeniowego.

Kiedy uwolniłam się od przesiadywania przed ekranem laptopa miałam superatę czasu.
Było akurat kilka dni chłodnych i pochmurnych, które nie zachęcały do spacerów i wycieczek, więc zabrałam się za porządki.
Porządkowanie na pólkach i w szufladach nie jest tym, co mnie rajcuje (wolę sprzątać po wierzchu;) ale czas trzeba było jakoś zagospodarować – mam wysprzątane mieszkanie łącznie ze zmianą koloru wieszaków w mojej podręcznej (czyli w moim pokoju) szafie.
Były drewniane w kolorze naturalnym, teraz są drewniane, białe;).
Kiedy lato ocknęło się z kilkudniowej drzemki, a słoneczko spojrzało na nas łaskawym okiem wyruszyliśmy ze Ślubnym w plener.
I tak szwendamy się razem po polach podziwiając mazowieckie piaski, których oboje nie znamy, bo pochodzimy z żyznej Wielkopolski.

Dzisiaj wraca Wiktoria znad Bałtyku.
Drugą połowę lipca zajmuje się nią babcia Zosia, w sierpniu wyjeżdża z rodzicami na żagle a resztę czasu spędzi z nami.
Trzeba wymyślić coś, co pozwoli nam trochę zwiedzać i trochę odpoczywać, bo kondycja u mnie słabiutka a ćwiczyć mi się nie chce;(.

I jeszcze muszę ukręcić jakieś ciasta na jutro, może leśny mech i tatrę z pianką... albo jakieś z owocami... 

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 74