| < Luty 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28          

Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
niedziela, 26 lutego 2017

Srebrny samolot wisi nad miastem,
po balkonach wiatry się kołyszą -
otwarte parki manifest piszą
wiosennem słońcem przez zielenie trawiaste.

W oranżerii płonie pożar kwiatów,
myśl jest pastelą, lekką jak lazur,
pędzlem rzucony na tło obrazu,  -
fantazja jak motyl przez słońce przelata.

(Autor: Włodzimierz Pietrzak, „Aleje Ujazdowskie” - Zbiór wierszy)

Za oknem dzieje się tak, ze broń Boże nie wyściubiaj nosa  na spacer, a najlepiej, to nie wyściubiaj nosa spod kołdry.
Bardzo mi to na rękę, bo wszystko co się rusza (mam na myśli kociaste) spi, a w domu panuje błoga cisza i spokój, które w tej chwili są balsamem
na moją zmaltretowaną duszę.
Ostatnie dni były paskudne, ale czego się więcej spodziewać po lutym.
Najgorsze było to, ze u nas wiało przez trzy dni niemiłosiernie.
A ja tak mam, ze jak wieje to ja śpię, bez względu czy to dzień, czy to noc.
Jednak tym razem musiałam być przenucona, bo była u nas Wiktoria.
Ona jest w wieku, ze bajkami i książeczką się już nie zadowoli.
Tym razem padło na oranżerie Ogrodu Botanicznego przy Al. Ujazdowskich.
Okazało się, ze oranżerie owszem, można zwiedzać, ale w grupach zorganizowanych i z przewodnikiem.
„Utworzyłam” więc trzy osobową grupę, opłaciłam przewodnika i wybraliśmy się do botanica.
Dla mnie nuda, mało roślin kwitnie, etymologia roślin interesuje mnie mniej niż średnio, ale na szczęście Małej się to spodobało i wykazała więcej zainteresowania ciekawości niż ja ze Ślubnym razem wzięci.

Wczoraj dojechała córka z wnuczkiem.
Wiktoria sama mi zbytnio rytmu dnia nie mąci, ot, trzeba się trochę sprężyć i jest ok.
Ale dwoje wnucząt razem, kiedy jedno się popisuje przed drugim to nie na moje nerwy.
I co dziwne, to w spokojną Wiktorię wstępuje wtedy diabeł, a Stasiek oczywiście wszystko po siostrze powtarza.
Kiedy więc wczoraj wieczorem wybyły „słodkie maleństwa” do swego domu padłam i zasnęłam snem kamiennym.
A w dzisiejszej ciszy leczę swoje sfatygowane nerwy i nawet ta ponura szarość za oknem jest kojąca. 

wtorek, 21 lutego 2017

Z niebieskich najrańszą piosnek
Ledwie zadzwonił skowronek,
Najrańszy
kwiatek pierwiosnek
Błysnął ze złotych obsłonek.

Za wcześnie,
kwiatku, za wcześnie,
Jeszcze północ mrozem dmucha,
Z gór białe nie zeszły
pleśnie,
Dąbrowa jeszcze nie sucha.

Przymruż złociste
światełka,
Ukryj się pod matki rąbek,
Nim cię zgubi śronu ząbek
Lub
chłodnej rosy perełka (...).

(Autor: Adam Mickiewicz, Ballady i romanse. „Pierwiosnek”)

Dostałam się chyba w jakieś zapętlenie czasoprzestrzeni, bo zupełnie nie wiem jak to się stało, ze minęły trzy tygodnie lutego.
Bo mnie się wydaje, ze jest dopiero początek miesiąca – przecież zrobiłam dopiero kilka kartek świątecznych, kilka zaproszeń na urodziny dla wnucząt, ogarnęłam nieco balkon, bo bardzo mi się chce wiosny i te suche, sterczące trawy, które jeszcze zimą były ozdobą balkonu, teraz mnie wkurzają.

Stęskniłam się za klimatami historycznymi, więc przeczytałam po raz drugi „Koronę śniegu i krwi” Elżbiety Cherezińskiej a teraz zabrałam się za „Niewidzialną koronę”, tej samej autorki. A jak mam już dość gęsto ścielących się trupów, krwi i politycznej ohydy (tak, tak, przed wiekami polityka też była brudna) to czytam babskie czytadło „Bądź przy mnie” Bogny Ziębickiej.
Bogna Ziębicka popełniła cykl  o Różanach i jego mieszkańcach składający się  z pięciu tomów.
Pierwsze trzy (Droga do Różan, Wiosna w Różanach i Tylko dzięki miłości) czytało mi się dobrze,  czwarty tom ( Bądź przy mnie) momentami „zgrzyta” lub przynudza.
Ciekawa jestem jak się będzie czytać tom ostatni (Na zawsze Różany).

Dotychczas szybko upływający czas mnie tylko trochę smucił, ze życie mija tak szybko.
Teraz zaczyna mnie niepokoić, ze przed wyjazdem do sanatorium (znowu jak zawsze;) będzie nerwówka.
Bo do zrobienia jeszcze mam dużo, a czasu niewiele, zważywszy, ze od 4 marca zaczynam swoje wizyty kontrolne, czyli kolędowanie po lekarzach.
Wreszcie kończy mi się katar, który trzymał mnie ponad dwa tygodnie, a mówią, ze katar leczony lub nie leczony trwa 7 dni;).

W czwartek wieczorem zabieram do siebie Wiktorię i przez cały weekend robimy sobie Dzień Dziecka, oby tylko pogoda nam dopisała.

wtorek, 14 lutego 2017

Czas to bezwzględny złodziej
naszego życia.
Kradnie nam sekundy, 
dni i lata.

Nie uznaje kompromisu,
nie poddaje się korupcji.
Ukradzionego czasu nie zwraca,
a ciągle żąda
więcej i więcej.

Nie chce negocjacji,
kradnie każdemu bez wyjątku.
Nikomu nie podaruje
i nie odda skradzionych
sekund, dni i lat.
(Autor nieznany, znalezione w Internecie).



Przeczołgało i przygięło mnie do ziemi tym razem „lumbago” solidnie.
Na szczęście teraz już jestem naprawiona.
A w między czasie pochłonęła mnie całkowicie codzienność.
Kilka dni była u nas Wiktoria.
Staś od początku stycznia chodzi do żłobka, i pod koniec miesiąca dopadła go infekcja żłobkowa, a Mała przyjechała do nas, by Staś mógł spokojnie wychorować się w domu.
To były bardzo miłe dni, buszowałyśmy po lesie w Powsinie i po powsińskich polach, lepiłyśmy bałwana.
W domu było czytanie bajek, lepienie kartek (z pomocą wnuczki;) i zaprojektowałyśmy wzór zaproszeń na urodziny Wiktorii i Stasia.
Urodziny dopiero na początku kwietnia (1 i 2), ale muszę je pociąć i pokleić.
A kiedy już Wiktoria wróciła do domu nawiedził mnie Gość, a właściwie Gościówa
Znamy się jeszcze z DTS, Ona co prawda bloga już nie pisze, ale dalej nam się miło rozmawia.
W lutym rozwiązał się worek z gośćmi, bo po Kasi odwiedziła mnie następna koleżanka, z którą umawiałyśmy się chyba już od dwóch lat.
Gotowałyśmy, piekłyśmy ciasta, gadałyśmy jak nakręcone, a wieczorami zwiedzałyśmy warszawskie przybytki kultury (byłyśmy w teatrze „Kwadrat” i „6 piętro”).
Kiedy gość odjechał, przyszły mrozy, które znowu zakotwiczyły mnie w domu.
Siedzę sobie, jak u Pana Boga za piecem, choć wiem, ze powinnam się z chałupy ruszyć chociażby po to, by się przewietrzyć.
Bo jak pisze w ostatniej „Urodzie życia” Stanisława Celińska - "Trzeba wychodzić z domu, żeby poczuć przestrzeń, żeby kosmos miał dostęp do nas".
Bardzo mi się to co przeczytałam spodobało, bo wiem, że dla kondycji psychicznej i fizycznej, takie "wyjście z domu" jest bardzo ważne.
Może to być najzwyklejszy, nawet krótki, spacer.
A jeżeli uda się nam wyrwać do parku, albo do lasu, to wtedy'' kosmos" ma do nas dostęp doskonały;).
Tylko ten mróz niech już sobie pójdzie precz!.

Errata.
Na życzenie córki mam zamieścić sprostowanie, ze ponoć w krzyżu nie łupnęło mi od uczestniczenia w świętowaniu Dnia Babci i Dziadka w przedszkolu u Wiktorii, tylko od  odtańczenia ognistego twista na tejże uroczystości.
Fakt, tańczyłam, zresztą inne babcie i dziadkowie też tańczyli, bo kto by nie tańczył, kiedy grają tę energetyczną muzykę z przed lat.
Ale nie sadzę, by taniec komuś zaszkodził;))).

poniedziałek, 30 stycznia 2017

zazdroszcząc  przebiśniegom
śmiało rwą się na świat
wychylając ochoczo z ziemi
żywo zielone kiełki

zrażone chłodem stulone
jakby drzemią, oczekując nieśmiało
na czułe pocałunki słońca
na delikatną pieszczotę wiatru
na orzeźwiające połyskujące jak diamenty krople rosy

wdzięczne..
nagle rozkwitają...
rozchylając w pełni swe urocze
subtelnie zabarwione płatki
różowe białe fioletowe

czarując..
wyrafinowanym kształtem
i intensywnym aromatem
(Autor nieznany, znalezione w Internecie)

A mówiłam i tłumaczyłam, że niewyraźne się czuję i nie pojadę na Dzień Babci i Dziadka do przedszkola, że zostanę w domu i pojedzie tylko Dziadek.
Ale córka przekonywała - Wiktorii będzie przykro, mówi wierszyk dla Babci, przecież przyjedziesz samochodem, w przedszkolu jest ciepło, usiądziesz sobie spokojnie, nie powinno ci to zaszkodzić.
A jednak zaszkodziło.
W piątek jako tako, z większego bałaganu ogarnęłam mieszkanie, na obiad zrobiłam zapiekany ryż z jabłkami, bo na nic innego nie miałam już siły.
Ale jeszcze stałam prosto i na własnych nogach.
W sobotę rano Zonk!
Nie potrafię zwlec się z łóżka, do ogólnego rozbicia dał mi się we znaki kręgosłup lędźwiowy.
Smarowanie, nagrzewanie, leżenie w łóżku i jest git .. dopóki się nie ruszam.
Kiedy wstaję, czy to z krzesła, czy z łóżka to strasznie jojkam;)
Bo przy poruszaniu boli jak ... no boli i już!
I chodzę przygięta do ziemi jak "Scigany" (w latach sześćdziesiątych był taki amerykański serial, w którym główny bohater, właśnie ten ścigany przemykał chyłkiem, zupełnie jak ja teraz;).

Za oknem jest tak pięknie, to znaczy słonecznie i chciałoby się do lasu, albo przynajmniej do Łazienek.
Albo wyklejać karteczki, bo pomysły mnie bombardują.
Ogólnie czuję się dobrze, a tu trzeba leżeć i się nie ruszać,  więc rośnie we mnie wkur... i obiecuję sobie, że jak tylko naprawi mi się kręgosłup to ukręcę córce łeb.
Że Ona tak po prawdzie jest niczemu winna?
I co z tego?
Ktoś musi być winny.
Na razie, idę w poziom, bo znowu boli.

środa, 25 stycznia 2017

Spytał mnie raz przy kawie pewien człek ciekawy,
co znaczy, kiedy drogę czarny kot przebiega;
bo on w takim przypadku ma pewne obawy,
podobnie – jego babka, ciotka i kolega.

Ja na to odpowiedzieć potrafię i mogę;
ta wiadomość zapewne i innych ucieszy:
Otóż, kiedy kot czarny przebiega wam drogę,
to z pewnością oznacza, że gdzieś mu się spieszy.
(Autor: Franciszek Jan Klimek).


Zdążyłam zrobić tylko kilka zdjęć, jak Felek poderwał swoją tłusta dupencje i sprintem wskoczył za kanapę.

Nie odzywam się, bo nie dzieje się nic godnego zanotowania.
Święto Geriatrii minęło, wnuczęta się postarały by było tak, jak powinno być w tym dniu, czyli miło, ciepło, wesoło.
Jak patrzę na najstarszego wnuka, już studenta, to nie mogę się nadziwić, że ten czas tak szybko upłynął – przecież nie tak dawno chodził do przedszkola i
zapraszał mnie na swoje występy z okazji Dnia Babci.

Poza tym, kondycja mi siadła i ta fizyczna i ta psychiczna.
Nie żeby to był jakiś wielki dół, to nie jest nawet dołek, ale jest mi tak jakoś śmakoś.
Oczekując lepszego samopoczucia (a przede wszystkim słoneczka, bez którego nie potrafię funkcjonować;) zagłębiam się w klejenie kartek i zapominam o świecie.
No bo co tu robić, za okno nie ma co zerkać, bo ta ponurość i resztki śniegu jeszcze bardziej człowieka dobijają.
Wieczorami czytam „Kota w pralce” Jerzego Iwaszkiewicza i momentami rechoczę niemożebnie, aż Vicia i Felek patrzą na mnie dziwnym wzrokiem.
W kolejce czekają „Piegi na katar” tegoż samego autora.
No to do lepszego...

czwartek, 19 stycznia 2017

Kotu potrzeba niewiele:
Pogłaskać go tylko w niedzielę,
w poniedziałek, wtorek i w środę
leciutko podrapać go w brodę,
w czwartek, w piątek i w sobotę
pobawić się trochę z kotem
i w niedzielę – znów niewiele.

A jeśli ci się uda
pokochać go troszeczkę
i tym co mu smakuje
napełnisz mu miseczkę
i mocno postanowisz
nie oddać go nikomu
i zgodzisz się by czasem
porządził trochę w domu,
to zauważysz potem
(to zresztą przyjdzie z wiekiem),
że będąc bliżej z kotem,
jesteś bardziej człowiekiem.

(Autor: Franciszek Jan Klimek).

Sfotografowałam wczoraj Vicię, kiedy kicia szykowała się do spania.
Musiała być bardzo senna, bo na widok obiektywu nie czmychnęła tylko dalej czyniła swoje ablucje, ale co o mnie myślała doskonale wiedziałam, zdradził to jej wzrok, którym posyłała mnie do diabła.
Zdjęć Felka nie ma, bo na widok aparatu zakopał się w skrzyni kanapy i tyle go widziałam.
Postaram się go "ustrzelić" podczas posiłku, bo w innej sytuacji się nie da.

Jest karnawał, w tym roku wyjątkowo długi.
Jedni bawią się, jest szampan, efektowne kreacje, wykwintne potrawy, radosne okrzyki.
Inni siedzą w ciepłym domu, bo to ich azyl, nie przeszkadza im krótki dzień i ziąb za oknem.
Krótki dzień zimowy szybko mijaja, a wtedy … ciepłe punktowe światło, miękka kanapa, książka i boski napój na rozgrzewkę.
Jak się domyślacie, mam na myśli herbatę, którą zimą można przygotować na wiele sposobów, z goździkami, odrobiną przyprawy do piernika, imbirem, anyżem, cynamonem – jak kto woli.
Słodzimy miodem, dodajemy plastry pomarańczy lub cytryn.
Czyż taki wieczór nie ma szans wygrać z zimowym dniem?
I tak piecuchujac sobie w domu minie mi styczeń i luty, a w marcu jeż trzeba będzie się przebudzić i wyjść z gawry bo będzie już czuć wiosnę.
Że brzmi nudnie i nieciekawie, monotonnie, sennie?
A czy nie po to jest właśnie zima, czy nie dlatego przyroda zasypia, odpoczywa.
Młodzi mogą te prawa ignorować i mogą być aktywni przez 12 miesięcy na rok, ale mnie prawa przyrody pasują.

PS. Żeby tak całkiem nie skapcanieć wykleiłam już dwie kartki świąteczne.
Lubię taką dłubaninę, chociaż bez fachowego zaplecza jest to prawdziwa dłubanina.
Ale w „tej zabawie” właśnie chodzi o to, by ręce były zajęte, głowa nie musiała myśleć, ale uwagę i skupienie trzeba zachować;)

piątek, 13 stycznia 2017

I czemuż Ten, co śnieg stworzył i gwiazdy lepi z niego,
architekt snów i diamentów, w warsztatach swoich niebieskich
nie zrobi z mojego życia gwiazdy zamiast śniegu,
zdobiąc ją równie misternie w ostrza, gałązki i kreski?

Stałabym w środku tak cicho, jak gdyby mnie już nie było,
patrząc, jak się wkoło mnie dowcipna prześliczność zgęszcza,
a w każdym kancie tej gwiazdy me serce by głośno biło -
i drżałoby każde ostrze ściągając pioruny szczęścia,
aż On by sam się zadziwił żyjącej gwieździe szczęścia...

Autor: Maria Pawlikowska-Jasnorzewska, "Gwiazda śnieżna".

Jest piątek, trzynastego, fajnie, bardzo lubię taką datę.
Za oknami prawdziwa zima, kilka stopni poniżej zera i pada śnieg..
Jest pięknie, bajkowo, spokojnie, nieco sennie…
Ogólnie rozleniwiona jestem do kwadratu, bo raz – to, mrozy zatrzymały mnie w domu, a dwa, - to, cały ten tydzień byłam sama w domu, a więc cisza, spokój i nic nie muszę…;).

Dużo czytam, polecam przeczytać Wam książkę „Listy. Najlepiej w życiu ma Twój kot”.
Są to listy Wisławy Szymborskiej i Kornela Filipowicza, które pisali do siebie w chwilach rozłąki.
Byli nietypową parą, spędzili z sobą ponad dwadzieścia lat, ale nigdy razem nie zamieszkali.
Kiedy myślimy „Szymborska”, to przede wszystkim oczami wyobraźni widzimy Wielką Poetkę, Noblistkę.
Od zawsze bardzo mnie ciekawiło, jacy byli prywatnie ci wszyscy Wielcy Ludzie, jakim człowiekiem  była Szymborska tak na co dzień.
Te jej listy dają mi odpowiedz na moje pytanie, odbrązowiają, zdejmują z cokołu (broń Boże, nie strącają!) tę Wielką Poetkę.
Bo Wisława Szymborska Wielką Poetką była, jest i będzie.
Ale była też zwyczajnym człowiekiem, niezwykle wrażliwym, łagodnym, spokojnym i dobrym.

Teraz czytam „Sekretne życie drzew” Petera Wohllebena.
Dziwna to ksiązka, ale podoba mi się (na razie;).

Do wiosny jeszcze sporo czasu i choć zima „na dzisiaj” mnie zachwyca, to już bardzo chce mi się kolorów.
Niby nic prostszego jak postawić sobie na oknie jakiś wiosenny kwiatek.
Ale poczekam z tym do święta geriatrii, niech się wnuczęta wykażą.
14 lutego będzie święto patrona opętanych, epileptyków, a przy okazji i zakochanych.
Wtedy to już muszę sama sobie jakieś kwiatki zafundować.
No i w marcu Dzień Kobiet, mam nadzieją, ze jeszcze do kobiety jestem podobna i jakiś badyl dostanę;).

Obcowanie z kolorami zapewnią mi też kolorowe papiery, z których robi się kartki świąteczne, takie w delikatnych kolorach wiosny – seledynowa zieleń,
jak pierwsze listki na drzewach, żółć kaczeńców, wszystkie kolory tulipanów, hiacyntów, niebieski kolor niezapominajek.
Jest się czym inspirować;).
Że jeszcze do świąt daleko?
Nie szkodzi, czas szybko płynie, a mnie jeszcze przed świętami czeka wyjazd do sanatorium.
W sklepach stacjonarnych jeszcze nic ciekawego nie widziałam, ale w Internecie powinnam coś znaleźć.
I ok., najważniejsze, to mieć plan;))). 

wtorek, 10 stycznia 2017

Czy wam nie przyszło nigdy do głowy,
że śnieg powinien być kolorowy?
Albo zielony, albo czerwony,
liliowy albo beż (...).
(Autor: Ludwik Jerzy Kern, "Śnieg")


Śnieg jest dalej biały, ale w parku w Wilanowie kwitną kolorowe kwiaty i mieszkają kolorowe motyle;).
Cdn., zdjęć jest sporo, ale dodawanie ich metodą z przed kilku lat doprowadza mnie do szewskiej pasji.
Nową metodę tak unowocześnili, ze u mnie nie przechodzi, starą metodę zostawili w spokoju więc działa.

Ziarna dla ptaków zakupiłam wczoraj, co prawda, nie osobiście, ale są, bo karmienie ptaszorów kaszą i płatkami owsianymi oraz sucha karmą dla kotów daje po kieszeni gdyż skrzydlatych zlatuje się mnóstwo.
Spektakularnej poprawy pogody nie ma, ale mróz wyraźnie odpuszcza, dzisiaj jest już to wartość jednocyfrowa -7 stopni.

Wczoraj wracając (samochodem) z przychodni (byłam po zastrzyk, którego termin przegapiłam o równy miesiąc;(…
No więc, wracając sobie, oglądałam fantastyczny zachód słońca.
Niby w mieście trudno to uchwycić, bo nie widać horyzontu, ale wczoraj się to udało.
Ogromną, czerwono-pomarańczową kulę, przysłaniały delikatne firanki obłoków a ona wolno opadała, chowając się za dachy domów.
Obiecałam sobie, ze dzisiaj koniecznie pojadę do Powsina by ten spektakl sfotografować.
Niestety, dzisiaj już prawie od rana na niebie rządzą chmury.

Dalej siedzę w domu, ale już jutro, bez względu na pogodę muszę się przewietrzyć.
W mieszkaniu jest ciepło, grzeją solidnie, ale w związku z tym nawilżacze i oczyszczacze powietrza chodzą dzień i noc na programie dziennym, czyli na maxa.
Wilgotność jest na razie w normie, ale trudno się zasypia z mruczącym urządzeniem (tryb nocny jest bardzo cichy, ale mniej wydajny).

Odkryłam na osiedlu nowy Fitness Club, jest tylko dla kobiet, czyli ok., muszę sprawę obadać i wziąć się za siebie, a nie dopiero na pięć minut przed wyjazdem do sanatorium.
Ale nie bardzo mi się chce.
Straszne to jest, jak nade mną nie wisi żaden bat, to z własnej chęci nic, zero, nul, ni hu, hu – nic.

piątek, 06 stycznia 2017

Po co są dni?
To w dniach żyjemy.
Przychodzą, budzą nas
Raz za razem.
Są, aby być w nich szczęśliwym:
Bo gdzie żyć możemy, jeśli nie w dniach?
Ach, szukanie odpowiedzi na to pytanie
Sprowadza księdza i lekarza;
Biegną przez pola
W długich płaszczach.

(Autor: Philip Larkin).





Ptaszory po śniadaniu "wygrzewają" się w popołudniowym słońcu;).

Zima ocknęła się z letargu, zła jakaś, kąsa mrozem.
Za to śniegu tyle co kot napłakał.
Znam prawdziwe zimy, kiedy mróz sięgał dwadzieścia i więcej stopni i trzymał długo, biel tężała, a las robił się szarosiny i wyglądał jak wykuty z żelaza.
Zamarznięta woda na zalanych łąkach stanowiła wspaniałe lodowisko.
Wspaniałe, bo było ogromne i było bezpieczne, bo woda zamarzała „do dna”.
Jeździło się wtedy na łyżwach w bytach, gdzie w obcasie zamocowana był specjalna blaszka z otworem.
Trochę później były łyżwy na tzw. żabki, czyli uchwyty na obcas i śródstopie buta.
I w przypadku łyżew „do obcasa” jak i w przypadku łyżew na żabki trzeba było dodatkowo spinać łyżwy z butami specjalnymi paskami by od buta nie odpadły.
Inna sprawa, ze nie wszyscy te łyżwy mieli.
Ale dzieciom się wtedy chciało ruszać głową, bo nie miały wszystkiego "na zawołanie" i na to znajdowała się rada.
Do popularnych wówczas na wsi drewniaków (buty o podeszwie drewnianej), które były bardzo ciepłe ale bardzo niewygodne, bo podeszwa się nie zginała – przybijano wzdłuż gruby drut i na tym drucie się ślizgano.
Więc  to, co teraz jest mnie nie dziwi, ale jakoś mi przeszkadza, bo nie lubię zimna.
Wyraźnie przeszkadza i „moim” ptaszorom, bo od wczoraj zleciały się na pobliski skwer gromadnie.
A ja nie zaopatrzyłam się jeszcze w ziarno dla nich.
Dzisiaj dostały reszki z ubiegłego roku, a jutro jak się na bazarku nie kupi, to ptaszyska przejdą na suchą kocią karmę i kaszę, przynajmniej do poniedziałku.
W poniedziałek trzeba koniecznie ziarna nabyć, i wtedy mróz zelżeje (zawsze się tak dzieje, po zakupie nowej partii karny;).
Wtedy i ja opuszczę cztery ściany, bo dopóki na dworze jest więcej niż -5, ja się z chałupy nie ruszam.

poniedziałek, 02 stycznia 2017

Każdy Twój wyrok przyjmę twardy,
Przed mocą Twoją się ukorzę.
Ale chroń mnie Panie od pogardy,
Przed nienawiścią strzeż mnie Boże.
Wszak Tyś jest Niezmierzone Dobro
którego nie wyrażą słowa
Więc mnie od nienawiści obroń
i od pogardy mnie zachowaj.
Co postanowisz niech się ziści.
Niechaj się wola Twoja stanie
ale zbaw mnie, od nienawiści,
Ocal mnie od pogardy, Panie.

(Autor: Natan Tenenbaum, „Modlitwa o wschodzie słońca”).

Byliśmy kilka dni temu z Wiktorią w Wilanowie na "światełkach".
Taka już świecka tradycja, ze co roku jedziemy oglądać, dla dzieci to jakaś atrakcja.
I co roku jest coraz ubożej i siermiężnie.
Albo komuś się nie chce, albo gmina Wilanów ubożeje.

Z muzyką, balonikami, serpentynami, konfetti i petardami odszedł Stary Rok.
Oseska 2017 witano równie głośno, wystrzałowo i hucznie …
Nowy Rok  wierzy, ze będzie lepszy, mądrzejszy, szczęśliwszy i bogatszy niż ten umykający.
My wierzymy razem z nim …
Co roku wierzymy, składamy nowe obietnice, przyrzeczenia, wyrzeczenia, robimy nowe plany.
Ale przed tym jeszcze jest czas na podsumowania, remanenty, analizy i syntezy, bilanse.
Czas rozliczeń.
Rozliczeń i podsumowań nie będzie, nie ma co przywoływać złych wspomnień.
Postanowień noworocznych też nie robię, ale sytuacja w kraju i za granicą skłoniła mnie do wystosowania do Nowego Roku prośby, by chronił nas przed złymi wydarzeniami.
A tak przy okazji, to proszę Cię Nowy Roku, nie stawiaj na mej drodze ludzi zawziętych i mitomanów, fanatyków i obłudników, kłamców i chamów.
Na ludzi którzy nie widzą nic poza czubek własnego nosa i tych, którym się wydaje, ze są Napoleonami XXI wieku i współczesnymi Chrystusami i, że ich racja jest jedyną racją pozwól mi patrzeć obojętnie, bez nerwów i bez emocji, jak na ludzi, którzy "nie wiedzą, co czynią".
O to cię proszę Nowy Roku, myślę, ze pod moją prośbą podpisze się jeszcze parę osób.

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 79