Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
czwartek, 09 sierpnia 2018

Malownicze  wzgórze
urwisko  skąpane  w  zatoce
stromy  brzeg  nad  plażą
cud
wpleciony  w  nadmorski  krajobraz
niebo  i  bezkres
w  bławatkowej  poświacie
przedsionek  świata
magiczne  zacisze
miasta  z  morza  i  marzeń…

(Autor: Grażyna Brylska, „Orłowski Klif)

Od jakiegoś czasu marzył mi się „morza szum, ptaków śpiew, złota plaża pośród drzew”.
W bonusie dostałam jeszcze ciszę, spokój i bezludzie.
A w tym tygodniu już proza życia, upał, nieznośna susza a od dzisiaj jeszcze gorący wiatr, który powoduje, ze od rana nie potrafię się
obudzić.
No i w bonusie opieka nad Wiktorią, ale na to akurat nie narzekam, bo dzisiaj, to akurat ona opiekuje się mną.

I tak to życie płynie, a lato z dnia na dzień ucieka.
Chociaż w tym roku przyznaję, ze upały męczą mnie nieco, to jednak uciekającego lata mi szkoda.
Koty całe dni przesypiają na posadzce w łazience a ożywiają się i uaktywniają w nocy.
Nie mam gdzie ich zamknąć (szczególnie Felka), by się spokojnie wyspać.
Nauczone są, ze wszystkie drzwi (oprócz wejściowych) są w mieszkaniu otwarte.
Jak zamknę którekolwiek pomieszczenie, koty wspinają się do klamek by je otworzyć.
Ile jest przy tym hałasu i miałków, lepiej nie wspominać.
Odgrażam się, że kupię im smyczoszelki i na noc przywiążę sierściuchy w kuchni do nogi od stołu;).

niedziela, 29 lipca 2018

Czas rozedrgany pszczół brzęczeniem,
pole wyzłaca się orkiszem,
drzewa upalne kładą cienie,
piaszczystym traktem odchodzi lipiec.

Ogród zróżowił się floksami,
słowiki już nie sławią nocy,
w wieczornej ciszy upał zamilkł -
czy można urok jej przeoczyć?

Gwiazdy wsypały się do wierszy,
zasiane w ciemne nieba płótno,
miedzianą tarczą wzeszedł księżyc -
chodź, noc nam nie da dzisiaj usnąć...

(Autor: Ewa Filipczuk)

Ostatnia niedziela lipca.
Połowinki wakacji.
Lato w pełni, pogoda iście lipcowa…
Z imienino-urodzin goście zadowoleni, ja jeszcze bardziej, ze już jest po wszystkim.
W domu cisza i spokój, bo „skarby” jeszcze są na wczasach.
Na obiady jest zupa owocowa, na drugie przeważnie fasolka szparagowa na zmianę z jakąś sałatką, bo temperatura nie pozwala na dłuższe posiedzenie w kuchni.
Wieczorami robię jakieś przetwory na zimę (na razie owoce).
Niby są możliwości by pełną piersią korzystać z uroków lata, ale … wysokie temperatury uniemożliwiają mi, by w pełni wykorzystać ten piękny, letni czas.
Przeważnie siedzi się w domu, albo w lesie w Powsinie lub w Ogrodzie Botanicznym.
A w Ogrodzie Botanicznym, mimo, ze jest dopiero koniec lipca, już panuje jesień.
Popatrzcie sami…





środa, 25 lipca 2018

Woda - taka cicha,
Jak sen...
Wiatr - lekuchno wzdycha,
Jak sen...
Łódka - tak ucieka,
Jak sen...
Myśl - taka daleka,
Jak sen...

(Autor: Maria Konopnicka, "Na jeziorze").

Kiedy odjechały wnuki, kiedy zapanował w domu spokój i błoga cisza, kiedy co chwilę  nie trzeba było rozwiązywać „ważnych” spraw,  kiedy
spokojnie mogłam powiedzieć – jak kto jest głodny, to niech sobie zrobi kanapkę  … oklapłam jak przekuty balonik.
Jeszcze tylko wykrzesałam z siebie trochę sił, by doprowadzić dom do porządku (bo jak odpoczywać w „artystycznym nieładzie???) i padłam na
wersalkę, która jakiś czas temu zastąpiła sofę.
Po drodze jeszcze złapałam książkę i zaległam.
Książkę w między czasie rzuciłam ze złości w kąt, albowiem zawiodła mnie moja ulubiona autorka tzw. babskich czytadełek.
Bardzo lubię ksiązki Marii Ulatowskiej, znam dość dobrze jej twórczość, dla mnie jej książki są plastrami na bolącą duszę, ale sorry, książki „Ostatni list” nie dało się strawić.
Tak to bywa, jak ktoś, kto dotychczas pisał tylko książki lekkie, łatwe i przyjemne raptem wysili się na książkę „psychologiczną”.

I tak sobie zalegam już piaty dzień, na zabranie się za cokolwiek nie mam siły, nie mam ochoty, nie mam weny.
Bujam myślami po lesie i nad jeziorem, gdzie spacerowałam podczas mojego czerwcowego tam pobytu...
Chciałabym tam być...
Chciałabym?
Chciałabym, ale tylko duchowo, fizycznie nie, bo trzeba byłoby się ruszyć w podróż, a mnie się przecież NIC nie chce.
A na jutro zapowiedzieli się goście.
Fakt, ze tylko synowa, syn i sąsiad, ale jednak goście.
Co ja mam zrobić, żeby jednak postawić się do pionu?
Powiadają, ze starość jest jak pierwszy dzień jesieni – pełna słońca i dojrzałego piękna.
Tiaaa, tak jest … ale do czasu….;).

niedziela, 22 lipca 2018

Taki spokój rozlany w naturze,
Niebo takie czyste i pogodne -
Na jeziora przejrzystym lazurze
Zakwitają blade lilie wodne;
Zakwitają i z schyloną twarzą
Za czymś tęsknią i gonią, i marzą (…).

(Autor: Adam Asnyk, „Lilie wodne”).

Nenufary z Ogrodu Botanicznego w Powsinie.
W tym roku są wyjątkowo spsiałe, "brudne" i niewyględne;).

Dzisiejszy post sponsoruje literka L.
Bo jest jeszcze lipiec, bo jest lato, bo lubię lody, bo pachą kwitnące lipy (w tym roku lipy się pospieszyły i pachniały w czerwcu;).
Miesiąc lipiec od zawsze darzyłam sympatią – bo wakacje, bo urlopy, bo są urodziny mojej córki, bo ciepło, które uwielbiam, coraz więcej owoców dojrzewa…
Od jakiegoś czasu lubię tylko pierwszą połowę lipca.
W drugiej mam urodziny, więc ta druga połowa lipca mnie uwierała.
Myślałam, ze dziwaczę, dopóki gdzieś nie przeczytałam, ze często się tak dzieje, iż dorośli ludzie, całkiem podświadomie źle odbierają czas
około swoich urodzin.

W tym roku lipiec był całkiem do bani.
Najpierw jakiś „pomór” zapanował w żłobku u wnuka.
Staś był zdrowy, ale co by się nie zarazić dołączył do Wiktorii, którą od początku lipca mieliśmy pod opieką.
A opieka nad dwoma „skarbami” różni się diametralnie od opieki nad już prawie dorosłą Wiktorią.
Później druga babcia zabrała Wiktorię do Zakopanego a córka zaczęła z pracy wychodzić o normalnej porze i mogła się zaopiekować Stasiem.
Mieliśmy więc luz i wypoczynek … całe dwa dni, bo córka złapała anginę.
Staś znowu u nas, córka chorobę przechodziła ciężko, przez zaniedbanie i lekceważenie lekarzy o mało nie skończyło się szpitalem.
Po dziesięciu dniach córka jako tako stanęła na nogi, Wiktoria z babcią wróciły z Zakopanego, wyglądało, ze sytuacja wraca do normy i znowu będziemy mogli odetchnąć opiekując się tylko Wiktorią.
Przez trzy dni było ok., po czym druga babcia trafiła do szpitala.
Do dzisiaj leży na OIOM-ie, niezięć siedział przy niej całymi dniami, córka w pracy znowu miała kociokwik a „skarby” były u nas od rana do wieczora.
Tyle dobrze, ze noce spędzały w domu więc przynajmniej wyspać się było można spokojnie.
Od jutra córka ma urlop, jedzie z dziećmi na Mazury, niezięć jest rozdarty, bo chętnie też by pojechał, ale z drugiej strony jak tu zostawić chorą matkę.

My mamy przynajmniej 10 dni spokoju i ciszy, chociaż … jakoś się na to nie cieszę i nic na ten czas nie planuję, bo znam swoje zezowate szczęście i wiem, ze planować to sobie mogę, a wyjdzie, jak wyjdzie.
Tak, ze wiecie, rozumiecie … o istnieniu Internetu całkiem zapomniałam, bo jak trafiły się (sporadycznie) wolne chwile to tonęłam w moich papierkach.
Na wrzesień mam do zrobienia kartę i exploding boxa na wesele.
Dodatkowo do tego robię dwa albumy do zdjęć, robię to pierwszy raz – przeraża mnie to trochę, ale bardzo kręci.
Jest to w końcu wyzwanie, sprawdzenie na co mnie jeszcze stać;))).
No to do zobaczenie, mam nadzieję, ze nie za kolejny miesiąc;).

piątek, 22 czerwca 2018

Pyszne lato, paw olbrzymi,
stojący za parku kratą,
roztoczywszy wachlarz ogona,
który się czernią i fioletem dymi,
spogląda wkoło oczyma płowymi,
wzruszając złotą i błękitną rzęsą.
I z błyszczącego łona
wydaje krzepkie krzyki,
aż drży łopuchów zieleniste mięso,
trzęsą się wielkie serca rumbarbaru
i jaskry, które wywracają płatki
z miłości skwaru,
i rozśpiewane, więdnące storczyki.
O, siądź na moim oknie, przecudowne lato,
niech wtulę mocno głowę w twoje ciepłe pióra
korzennej woni,
na wietrze drżące --
niech żółte słońce
gorącą ręką oczy mi przesłoni,
niech się z rozkoszy ma dusza wygina
jak poskręcany wąs dzikiego wina.

(Autor: Maria Pawlikowska – Jasnorzewska, „Pyszne lato”.) 

Wczoraj przyszło do nas astronomiczne lato. 
Bardzo niesympatycznie się u nas zaanonsowało.
Od rana żar lał się z nieba, drzewa, krzewy, kwiaty, warzywa, chwasty, trawa od dawna oczekiwało ratunku w postaci rzęsistego deszczu.
Meteorolodzy ostrzegali o nagłym zwrocie w pogodzie, mówiono o nadchodzących burzach z porywistym wiatrem i gradem, a nawet trąbami powietrznymi.
Kiedy więc późno po południu zaczęło się chmurzyć, ludzie i wszelaka roślinność wypatrywali długo oczekiwanego deszczu.
Wzmógł się wicher i lunęło … piaskiem i kurzem.
Żyję sporo ponad pół wieku, ale jeszcze czegoś takiego nie widziałam.
A dzisiaj z szumnie zapowiadanych zmian pogodowych mamy tylko ochłodzenie i to znaczne.
Dobre i to, ale deszcz w dalszym ciągu pilnie jest oczekiwany.

Dzisiaj trzeba było wziąć się za solidne sprzątanie, bo zanim wczoraj pozamykałam okna, ten kurz i piasek wdarł się do mieszkania i był wszędzie.
Wreszcie przyszedł czas, ze mogę nieco odpocząć, bo i te upały, i wnuczęta, które ostatni tydzień u nas urzędowały dały mi się trochę we znaki.
Teraz maluchy ze swymi rodzicami odpoczywają w Abruzji i pluskają się w Adriatyku a mnie nachodzą myśli i przemyślenia, które nachodzą pewnie wszystkie babcie Świata.
Kiedy wnuczęta są z nami to powodują, ze człowiek funkcjonuje na przyśpieszonych obrotach w każdym aspekcie, i fizycznym i psychicznym.
Człowiek ma podzielną uwagę jak Napoleon, oczy wokoło głowy i cztery pary rąk;).

I chociaż po dwóch, trzech dniach zaczyna mnie to męczyć, to fantastycznie, ze są takie maluchy, które nie pozwolą człowiekowi zgnuśnieć i zramoleć do reszty.
Każdy fitness w porównaniu z opieką nad wnukami to mały Pikuś;).

A kiedy już wyjadę, to człowiek podwójnie docenia i smakuje ciszę i święty spokój;))).

Poniższe zdjęcia to jeszcze reminiscencje z mojego ostatniego wyjazdu.
Na zdjęciach zwodzony most na rzece Brdzie w dowcipnie brzmiącej miejscowości Małe Swornegacie.





poniedziałek, 11 czerwca 2018

Podróż obraca się czasem ku wnętrzu
a tam natrafia na wszystkie podróże
wyryte w przeszłości
także te do których nigdy nie doszło

A wtedy odkrywamy że jakaś inna podróż
dojrzewała w nas potajemnie
a teraz nas wciąga i zabiera
tam gdzie niby się nie wybieraliśmy

podróże spełnione i podróże niespełnione
są tylko pretekstem i matrycą
dla podróży co nie zna zmęczenia i chwili przybycia
i wymyśla wciąż dla siebie wędrowca
a także trasę i metę.

(Autor: Roberto Juarroz,  tłum. Krystyna Rodowska)

Wróciłam.
Wróciłam do domu, do codzienności i prozy życia.
A było tak pięknie!
Fajne towarzystwo, smaczne i zdrowe jedzenie, wylegiwanie się na tarasie, spacery w przepięknych okolicznościach przyrody, miłe rozmowy,
czytanie książek, cisza, spokój i brak jakichkolwiek obowiązków i problemów.
Ale wiadomo, ze co piękne, szybko się kończy.
Więc dzisiaj od rana stoję przy garnkach, piorę, prasuję, układam w szafach…
Pogoda też nie taka piękna, jak była przez ostatni tydzień – dzisiaj, jest raz niebo jest pochmurne, raz świeci słońce, jest duszno i solidnie wieje.
Zmiana o 180 stopni od tego co miałam przez ostatni tydzień – fatalnie to znoszę.
A więc moja wdzięczność dla osoby, która stworzyła mi przez tydzień „raj na ziemi” jest wielka.
A teraz idę wyczesać i wygłaskać koty, bo one tez są biedne i przez ten tydzień emocjonalnie zaniedbane ;).

niedziela, 03 czerwca 2018

Uciekają spłoszone chmury,
Deszczowe unosząc brzemię,
Jak gdy grozą pędzony lud,
Dźwiga w płachtach cale swoje mienie.

Grom, straszliwym kreśląc się imieniem,
W blasku zimnym jak lód,
Nieci trwogę przed burzą na ziemi,
Przed popłochem narodów — chmur...
(Autor: Maria Pawlikowska -Jasnorzewska).


Zdjęcia zrobione 1 czerwca na Saskiej Kępie z balkonu w mieszkaniu córki.
U mnie o takim zdjęciu mogę zapomnieć, bo mieszkam nisko i widnokrąg zasłaniają domy i drzewa.

Pierwszo czerwcowa burza i całonocny, spokojny i równy deszcz sprawiły, ze rośliny na chwilę zatrzymały się z kwitnieniem, oddychając i łapczywie pijąc wodę.
W czerwcu są piękne wieczory, wtedy najlepiej siedzi się na balkonie wąchając zapach nadchodzącej nocy, wsłuchując się w przytłumiony i wyciszony gwar miasta.
Nastroju dodają palące się świeczki (przeciw komarom), bardzo dobrze mi się wtedy rozmawia samej z sobą…

Właśnie się pakuję.
Jest tak, jak przed każdą podróżą.
Gdzieś podziało się zadowolenie, że jadę, radość, ze pobędę trochę w pięknych okolicznościach przyrody zamieniła się w obawy.
Nie jestem zbyt tymi odczuciami zdziwiona, bo na starość mam tak, jak miała moja Mama.
Jestem na siebie zła, ze nie potrafię racjonalnie podejść do sprawy.
Boli mnie głowa, boli mnie brzuch, na dekolcie pojawiły się czerwone plamy – nic nowego, zawsze tak mam – mimo to, bardzo mnie to dołuje.
Wniosek stąd prosty, moje podróże powinny ograniczyć się do drugiego końca miasta, ewentualnie do Buska, bo tam bywać powinnam, a właściwie muszę.
Nic to, trzeba dopakować walizkę, w miarę spokojnie przespać noc i wyjść z domu.
Jak już wsiądę w pociąg to wróci zadowolenie i radość z podróży (mam nadzieję;).
Na tydzień biorę sobie urlop z Internetem.

środa, 30 maja 2018

Sadźmy, przyjacielu, róże!
Długo jeszcze, długo światu
Szumieć będą śnieżne burze,
Sadźmy je przyszłemu latu!

(Autor: Seweryn Goszczyński, „Przy sadzeniu róż”, 1831)

Po tym, ze był Dzień Matki zostały tylko bardzo miłe wspomnienia i bukiet czerwonych róż.
Jeszcze tylko poświętujemy Dzień Dziecka i ze świętowaniem mam spokój do drugiej części lipca.

Do kalendarzowego lata jeszcze 3 tygodnie.
Tegoroczny maj w tym roku jest wyjątkowo piękny i ciepły.
Zamiast się z tego cieszyć, to z tyłu głowy błąka mi się myśl – „ a może lato już było, a za trzy tygodnia zamiast lata przyjdzie jesień …”.
I zamiast się cieszyć, ze wreszcie można było zdjąć kurtki i wskoczyć w letnie sukienki i sandałki, takie pesymistyczne myśli zaprzątają mi głowę.

Całe szczęście, ze na te myśli nie ma zbyt dużo czasu, bo codzienne życie bardzo absorbuje i zajmuje.
Skończył się mój maraton po lekarzach, z wyników jestem zadowolona, na jakiś czas spokój.

Co poza tym?
Truskawki!
Te pierwsze smakują tak, jak potem już nie smakują żadne.
Pyszne są, pachną nadchodzącym latem, akacją i … wakacjami.
A mimo to daleko im do smaku truskawek, które pamiętam z dzieciństwa.
W ogrodach zmiana warty, królują piękne piwonie, zapach kwiatów piwonii w naturze bardzo lubię, nie cierpię tego zapachu w perfumach i innych produktach kosmetycznych.
Poza tym, widziałam piękne irysy i wyraźnie widać, ze nadchodzi czas róż.
Widziałam, ale nie fotografowałam, bo w „botaniku” byłam z wnuczętami – wtedy potrzebna jest podwójna para rąk i oczy wokoło głowy a nie patrzenie w obiektyw.
Jednak zimą czas tak szybko nie ucieka, teraz ciągle jestem w niedoczasie (cokolwiek to znaczy;))).

 

sobota, 26 maja 2018

Ona mi pierwsza pokazała księżyc
i pierwszy śnieg na świerkach,
i pierwszy deszcz.

Byłem wtedy mały jak muszelka,
a czarna suknia matki szumiała jak Morze Czarne.

Noc.

Dopala się nafta w lampce.
Lamentuje nad uchem komar.
Może to ty, matko, na niebie
jesteś tymi gwiazdami kilkoma?

Albo na jeziorze żaglem białym?
Albo falą w brzegi pochyłe?
Może twoje dłonie posypały
mój manuskrypt gwiaździstym pyłem?

A możeś jest południową godziną,
mazur pszczół w złotych sierpnia pokojach?
Wczoraj szpilkę znalazłem w trzcinach —
od włosów. Czy to nie twoja?

(Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński "Spotkania z Matką").

Mama.
Osoba, która dała nam życie, obdarzyła ciepłem i opieką.
Nauczyła jak odróżniać dobro od zła, podejmować słuszne decyzje, co to troska, szacunek, tolerancja, cierpliwość miłość bezinteresowna... 
To Ona nigdy nie podcina skrzydeł. Całym sercem zaangażowana w kształtowanie naszego charakteru, tego kim jesteśmy teraz i co możemy osiągnąć.
Uczy odwagi, niezależności i walki o swoje. Jak być całkowicie oddanym rodzinie i jaką ona stanowi wartość - jak jest cenna i ważna...
W dorosłym życiu akceptuje nasze wybory ale i ostrzega dając możliwość popełniania własnych błędów.
Raz jest Wróżką zębuszką podkładającą grosik pod poduszkę, innym razem Świętym Mikołajem, czarodziejką, najwspanialszym bajarzem...
Ale również najlepszym nauczycielem, mądrą bibliotekarką a kiedy przyjdzie taka potrzeba pielęgniarką i lekarzem.
Jest zawsze, w każdej sytuacji i o każdej porze gotowa na to by zadziałaś, pomóc, doradzić, wesprzeć...
Kocha, szanuje, doradza, wspiera... Jest... Mama
Mama - życie, bezwarunkowa miłość, bezpieczeństwo, radość, troska, czułość, wsparcie ale również tęsknota...



W tym szczególnym dniu chcę przedstawić Wam książkę „Mama” Helene Delforge.
Książka niezwykła, teksty niby proste, ale  serdeczne, mądre i piękne, które przyprawiają o nostalgię i wzruszenie.
Nie jest obszerna, bo ma tylko 64 strony, ale dla mnie to ksiązka wielkiej wagi, plus piękne ilustracje Quentin Gréban.

środa, 23 maja 2018

Poszedłem do Łazienek. Park królewski stary
drzemał w słońcu ciszy. Na zwierciadle wody
wsparłszy białe, w marmurze wykowane schody,
pałac lśnił przez zielone gęstych drzew konary.

 A z drzew na białe barki nimf, na strojne panie,

Na przechodniów tłum barwny, gwarny, uśmiechnięty
leciał gęsty liść, żółty, przedwcześnie zwiędnięty,
tu - gdzie niegdyś królowie mieli swe mieszkanie...

I tak mi się zdawało, że w tym parku słyszę,
przez gwar rozmów idące i przez nieba ciszę,
łkanie jakieś nieśmiałe, głuche, przytłumione
- z drzew czy z nieba, czy z ziemi... Tłumy rozbawione:
snadź to drzewa, gdy je wicher niewidzialny ruszy,
płaczą tak... a bez echa w niewolników duszy?

(Autor: Jerzy Żuławski, „Warszawa, Sonet II).

Trwa moja ulubiona pora roku, kiedy królują białe kwiaty.
A przynajmniej białych jest najwięcej, bo i złote mlecze stały się srebrzysto-białymi dmuchawcami.
Kwitną czeremchy, za chwilę zakwitną jaśminy a w rowach i na bezdrożach zapewne kwitną już biedrzeńce.
Bardzo je lubię, ich baldachy są jak baśniowe pióropusze, poza tym biedrzeniec to stare ziele, wpisany w nasz krajobraz jak len, rzepak, dzięcielina (czyli koniczyna) i inne swojsko-wiejskie roślinki.
Ech, pojechałabym za miasto, pobuszowała po polach, lasach i wertepach … tylko nie ma kiedy…

Kończy się mój maraton po lekarzach, jeszcze tylko w piątek i na jaki  czas święty spokój (np. do nefrologa dopiero w grudniu).
Jeżeli w piątek nic niespodziewanego  nie wyskoczy, to z początkiem czerwca będę mogła wyrwać się z Warszawy i poprzebywać trochę wśród lasów i jezior:).
Żeby nie zapeszyć staram się jeszcze na tę przygodę nie cieszyć;).

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 88