| < Maj 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        

Akcja: Nie kradnij zdjęć!
ZAPISANE OKIEM OBIEKTYWU
Kategorie: Wszystkie | Co nas otacza. | Codzienność. | Makro.
RSS
poniedziałek, 22 maja 2017

„Jest czas by mieć
jest czas by tracić
jest czas by szukać
jest czas zobaczyć

Mieć w górze niebo
w sobie spokój
pod sobą krzesło
a świat gdzieś z boku

Jest czas na słowa
jest czas milczenia
jest czas być w słońcu
jest czas być w cieniu

Jest czas by pytać
jest czas by wiedzieć
Mieć ręce pod głową
zmrużone oczy
patrzeć jak życie
się toczy…”

(VooVoo,  „Zmruż oczy”, tekst Piotr Sokołowski)

Teraz jest czas by patrzeć.
Patrzeć wokół siebie, bo pięknie jest.
Cud każdego kwiatu, każdej roślinki zapiera mi dech w piersiach.
Uciekam więc z mieszkania na tzw. łono przyrody i cieszę się, ze po szarej zimie, zimnym kwietniu i początku maja wreszcie można było zrzucić z siebie
grube ubrania, a na nogi przywdziać sandałki.
Dzisiaj zostałam w domu by odrobić zaległości.
Zostałam za to ukarana, do cna ogłuszyły mnie kosiarki pracujące cały dzień za oknem.
Barbarzyńcy uzbrojeni w maszyny spalinowe z maniackim uporem niszczyli wszelkie niekontrolowane przejawy ożywienia przyrody.
Normalni ludzie uwielbiają żółte mlecze, które przeradzają się w urocze dmuchawce, zachwycają się zielenią, kochają zapach kwiatów.
Po co kosić wszystko jak leci już w maju?
Dlaczego nie pozwolą nacieszyć oczu kwitnącymi mleczami i innymi dzikimi, wiosennymi kwiatkami.
Żeby trawniki zachowały schludność wystarczyło poczeka do przekwitnięcia większości kwiatów, czyli do początku czerwca.
Zapytałam, niestety, taki mieli grafik;(.

Smutno mi się zrobiło po wiadomości o śmierci Zbigniewa Wodeckiego.
Odszedł prawdziwy Artysta, pracowity i dobry Człowiek, nie wplątany w brudną politykę i durne spory.
Taki czas, odchodzą najlepsi…

OMW podarował mi bilet na koncert Guns N' Ross na 20 czerwca w Gdańsku.
Hotel zaklepany, jeszcze muszę zdecydować o rodzaju transportu.
Czy ktoś z czytaczy wybiera się także na ten koncert?
Jeżeli tak proszę o wiadomość.

czwartek, 18 maja 2017

Czasie różowo-biały, coś kwieciem nad kwiaty,
rozsiadł się kielichem na skromnych gałązkach;
Chwilo coś przybrała drzewko w królewską szatę,
by wiatrem w słońcu, jak jedwabiem potrząsać.

Gdybym mogła zatrzymać cię, jak kiedyś brankę...
Wzięłabym w jasyr, twój czar, zapach, urodę!
Proszę trwaj bezkreśnie, jak piękna bogdanka,
co zdobi nieziemskie, a niebiańskie ogrody.

(Autor: Zofia Szydzik.)

Jakoś tak się w tym roku porobiło, ze z fotografią jestem w niedoczasie.
Bo albo padało, albo wiało, albo padało i wiało.
Przedwczoraj pojechałam wreszcie do Ogrodu Botanicznego do Powsina.
Siedziałam tam prawie cały dzień bo nie dało się Wiktorii wyciągnąć do domu.
Tak po prawdzie, to za bardzo jej nie ciągnęłam, bo cudnie tam teraz jest.
Co prawda na w pełni kwitnące magnolie się spóźniłam, ale kilka drzewek późniejszych odmian jeszcze kwitnie.
Bzy natomiast jeszcze nie rozkwitły, choć byłam pewna, ze już na nie najwyższa pora, bo u nas na osiedlu kwitną na potęgę.
Może to dobrze, bo będzie okazja pojechać w przyszłym tygodniu.
Poza tym nic takiego, co by warto zanotować, się nie dzieje, cisza, spokój … i niech tak będzie jak najdłużej.
Pogoda nas rozpieszcza, jakby chciała się zrehabilitować za zimny kwiecień i początek maja

Felek poczuł zew natury (w ub. roku miał podobnie) i bardzo chce wyjść na zewnątrz.
Dopóki na balkonie nie było rośli siedział na balkonie i dao się z nim wytrzymać.
Teraz, kiedy w donicach rosną młode roślinki, kot na balkonie może przebywać tylko z którymś z nas.
Ja nie ma na to zbyt dużo czasu (muszę zrobić trzy kartki na Dzień Matki i trzy na Dzień Dziecka) a Ślubny woli spacery od siedzenia na balkonie więc Felek jest rozdrażniony i zły, drapie w szyby i bardzo chce się wydostać na „spacer”.
Nie wiem co będzie latem, kiedy będzie się otwierać (a nie uchylać) okna.
Moskitiery nie mają szans w starciu z pazurami Felka.

I takimi oto bzdurnymi problemami żyje sobie babcia veanka całkiem z tego zadowolona, bez ambicji by było bardziej "ciekawie i światowo";).
No to do następnego poklikania:)))

piątek, 12 maja 2017

Ze wszystkich podróży
najbardziej lubię
te długie wycieczki
w siebie
bo to i cholera wie
którędy
i stacja docelowa
nie wiadomo
gdzie

lubię te podróże
bo
mogę wybierać się w nie będąc
w tramwaju
w pracy
na ulicy.

lubię te podróże
bo
tyle nieznanych krajobrazów
spotykam po drodze
tyle nieodkrytych miejsc
lubię te podróże
w które wyruszam bez biletu
a wracam
z tyloma bagażami.

(Autor: Jarosław Borszewicz, z tomu „Zezowaty duet”).


Taka pogoda panowała w sobotę po południu w okolicach Konina.


A to mniej więcej te same okolice tylko we wtorek przed południem.


By dojechać do autostrady specjalnie wybieraliśmy boczne drogi by nacieszyć oczy wiosenną zielenią.
(Zdjęcia robione z okien samochodu).

Tak, właśnie tak będę teraz podróżować, w „gąb siebie”, lub palcem po mapie, bo normalne podróże mnie już od dłuższego czasu nie rajcują i to się pogłębia.
Nie męczą mnie, planować wyjazdy też lubię, najgorzej jest jak trzeba się pakować a później spać w nie swoim, choćby najwygodniejszym, łóżku w swoim ulubionym hotelu.
Tym razem dodatkowo męczył mnie ból kręgosłupa, którego nabawiłam się przed wyjazdem, kiedy zmuszona byłam dwa dni urzędować w butach na wysokich obcasach (czasem i mnie dopadaną „wielkie wyjścia”, dobrze, ze są to sporadyczne przypadki)..
No i pogoda też swoje pięć groszy dołożyła.
W dniu wyjazdu, w sobotę pożegnało nas pięknie słonko.
Świeciło sobie do Konina, potem się zachmurzyło, a następnie rozpadało.
I padało, z małymi przerwami do wtorku, kiedy to wracaliśmy do domu.
Mnie to po prawdzie zbytnio nie wadziło, ale „aniołek” Wiktoria i „cherubinek” Staś, zamknięci przez trzy dni w hotelowych pokojach dali popis swoich możliwości, o których nikt ich dotąd nie posądzał.
Współczułam rodzicom, bo praktycznie nie wychodzili z sal bilardowych, tenisowych i innych tego typu „rozrywek” co by dzieciątka nie dały się we znaki innym gościom hotelowym.

Uroczystość komunijna bardzo udana, atmosfera rodzinna, ciepła i odświętna, ale bez napinki i zadęcia.
Dobrym pomysłem są alby, nie ma bowiem rewii mody jaką pamiętam, kiedy moja córka szła do pierwszej komunii

Nie wiem kiedy minęło prawie pól mojego ulubionego miesiąca.
Trudno zresztą było nazwać ostatnie dwa tygodnie majem, kiedy człowiek chodził ubrany w ciepłą kurtkę a w domu non stop grzały kaloryfery.
Dopiero wczorajszy i dzisiejszy dzień można śmiało nazwać dniami majowymi.
Mam nadzieję, ze wiosna się wreszcie zrehabilituje i wynagrodzi nam zimne dni z końca kwietnia i początek maja.

wtorek, 25 kwietnia 2017

Zielono mam w głowie i fiołki w niej kwitną,
Na klombach mych myśli sadzone za młodu,
Pod słońcem, co dało mi duszę błękitną
I które mi świeci bez trosk i zachodu.

Obnoszę po ludziach mój śmiech i bukiety
Rozdaję wokoło i jestem radosną
Wichurą zachwytu i szczęścia poety,
Co zamiast człowiekiem, powinien być wiosną.

(Autor: Kazimierz Wierzyński)

Starość objawiła mi się niechęcią do mediów.
Media co prawda bojkotowałam od ostatnich wyborów, ale robiłam to wybiórczo.
Teraz ignoruję je całościowo z dużym naciskiem na Internet.
Jak to się jednak z czasem człowiek zmienia, kiedyś do Internetu byłam "przyspawana", teraz z obowiązku sprawdzam pocztę, zaglądam na forum fotograficzne i "robótkowe", zobaczę co słychać na znajomych blogach i już mnie laptop "parzy" w ręce i mam go dość.
Ten aspekt starości ma swoje dobre strony, od razu mam bardzo dużo wolnego czasu;).
Pogoda nie sprzyja spacerom, więc czytam i robię to, co ostatnimi czasy bardzo lubię - bawię się papierem, stempelkami i copicami.

W drugim tygodniu maja jesteśmy zaproszeni na uroczystość komunijną, wycinam więc, kleję i maluję kartki dla "komunistki".
Czeka mnie znowu podróż, czas nawet jest po temu sposobny, bo o tej porze roku w gołuchowskim parku jest uroczo, dobrze by było, żeby jeszcze
ktoś naprawił pogodę;).

Wracając do niechęci do Internetu - dużą rolę odegrał w tym Blox.
W Busku wszelkie anomalia z łączami przypisywałam lokalnemu, żółwiowemu Internetowi.
W domu co prawda łączność jest szybka, ale często zrywana (tylko z Bloxem), a czasem po prostu nie mogę dostać się na swój blog (ponoć takiego baloga nie ma;(.
Nie chcę zmieniać portalu, tu piszę przeszło dziesięć lat, tu się przyzwyczaiłam, w końcu  tu piszą moje znajome duszki, które lubię bo od lat wspólnie "orzemy" na tym ugorze;).
Szczerze Wam powiem, ze  tę blogosferę sprzed lat wspominam bardzo ciepło.
Kiedyś, w przeważającej większości, spotykali się tu zwyczajni ludzie, którzy byli ciekawi jak wygląda życie innych zwyczajnych ludzi.
Po prostu pisało się tu o życiu, o swoich przygodach, wydarzeniach, niepowodzeniach, przeżyciach, opowiadało się tu swoje historie.
Teraz mam wrażenie, że nie opowiada się tu o sobie, teraz kształtuje się swój wizerunek.
Obecnie są kulinaria, szafiarstwo, różnego rodzaju stylizacje, teksty sponsorowane, obawa, oby tylko nie spadły „słupki ilości wejść”( naprawdę, są osoby, które ciężko nad tym pracują).
To nie są blogi o życiu, to są blogi o byciu.

A mnie ciekawi życie - szczere, prawdziwe i zwyczajne i nikt tego starszej pani nie zabroni.

czwartek, 20 kwietnia 2017

Idziemy w tym marszu wciąż naprzód i naprzód,
a tutaj stokrotka pod płotem.
Ostrożnie kochani, nie włazić butami!
Uwaga! Nie deptać stokrotek!

Nie deptać stokrotek pod płotem,
bo chociaż stokrotka maleńka,
to w każdej jest nuta piosenki
i w każdej poezji kropelka.

I człowiek się czuje bogatszy
przez taki maleńki kwiatuszek.
Dlatego rzucamy dziś hasło:
Nie deptać stokrotek i wzruszeń!(…)

(Autor: Wanda Chotomski, „Nie deptać stokrotek”)

Uff, święta minęły, czas na święty spokój.
Tym bardziej, ze do następnych świąt jest sporo czasu.
Nie znaczy to, ze coś mam przeciwko świętom, ale …
Tym razem nic do dojadania przez kilka dni nie zostało, skończyły się święta, skończyły się potrawy świąteczne.
 Z wyjątkiem bigosu, którego sporo zostało, ale już go zawekowałam, przyda się na weekend majowy.
Tylko rzeżucha wyrosła dopiero drugiego dnia świąt, więc nie spełniła się jako dekoracja, za to teraz podjadam ją do kanapek, do pizzy domowej, do sałatek, bardzo lubię, smakiem przypomina mi rukolę.

Wczoraj wreszcie postanowiłam się za siebie wziąć.
Czas był najwyższy, bo zaczynałam się bać, kiedy rano spoglądałam w lustro.
Mądrość ludowa głosi, ze „nie pomoże puder, róż, kiedy baba stara już”.
Co jest prawdą, ale nie do końca.
Złote ręce pani Irenki potrafią szarą rzeczywistość trochę odczarować.
Chciałam tylko odświeżyć makijaż permanentny, pani Irenka zarządziła jeszcze przedtem coś tam coś tam, a potem jeszcze tamto i owamto, plus odświeżenie makijażu i z kozetki zlazłam po przeszło pięciu godzinach.
Kozetka niby wygodna, ale jak zlazłam z niej zgięta, w takiej pozycji już zostałam.
Boli jak diabli, duża ulga jest tylko jak leżę na brzuchu wsparta na łokciach.
No więc sobie tak leżę, trochę czytam, trochę oglądam telewizję (DOMO+, HGTV).
Kiedy podłożę sobie pod klatkę piersiową poduszkę to mogę nawet trochę pobuszować w Internecie i nawet przez moment poklikać.
Najgorsze jest to, że za zaistniały stan rzeczy mogą mieć pretensję tylko do samej siebie.
A jak tu samej sobie ciosać kołki na głowie i robić wymówki???;).

sobota, 15 kwietnia 2017

Dzieci na Wielkanoc są inne niż zazwyczaj,
W dzieciach na Wielkanoc jest moc tajemnicza,
Dzieci na Wielkanoc
Wstają bardzo rano
I pytają: - Dlaczego dzwony tak głośno krzyczą?

Dzieci na Wielkanoc mają czerwone usta,
Czerwonymi ustami plotą różne głupstwa:
Czy strażak śpi na wieży,
Czy słońce to jest księżyc
I dlaczego hiacynty zaglądają w lustra.

Ty dzieciom na Wielkanoc odpuść wszystkie winy:
Że rozlały atrament, że zbiły słoiki -
Gdy tak smacznie śpią nocą,
Nie dziw, że we dnie psocą,
Że wciąż w ruchu są, jak małe listeczki brzeziny.

Ty także byłeś mały. To historia dawna,
Powiadasz. Ja rozumiem - dzisiaj nosisz krawat,
Parasol i notesik,
Ale gdyś jest wśród dzieci,
Czy nie jesteś znów dzieckiem, powiedz, czy nieprawda?

Widzisz, ten świat jest wciąż niedoskonały:
Jednym ciągle zbyt groźny, innym wciąż zbyt mały -
Ale wiedz: ciemne drogi,
Troski, trudy i trwogi -
Że dzieci, zawsze dzieci w nim opromieniały.

I jeszcze jedno cierpkie słówko jegomości
Podrzucę na odchodnym, z sympatii, z miłości:
Że gdy dzieciom, mój panie,
Zechcesz kropnąć kazanie,
Zaczynaj od kazania do własnych słabości.

(Autor: Konstanty Ildefons Gałczyński - "Dzieci na Wielkanoc").

Kochani!
Życzę Wam, aby Święta Wielkanocne były czasem spokoju, odpoczynku i wiosennego optymizmu. Dniami spędzonymi wśród tych, których kochacie i z którymi chcecie przebywać, a jeżeli pogoda pozwoli, niech to będą dni spotkań z budzącą się do życia przyrodą.


piątek, 14 kwietnia 2017

... jednak mnie dopadła.
Chociaż na chłodno układałam plan i niby według niego działałam, to dzisiaj rano myśl - "za dwa dni święta" przyprawiła mnie o lekką panikę.
Postanowiłam więc, ze ulubioną przez nas roladę z cielęciny oraz roladę z boczku upiekę dzisiaj.
Pasztet przyniesie córka, bo jej teściowa obdarowała ją całkiem sporą porcją.
Jeszcze wstawię wywar na żurek i zupę pomidorową na jutro, doprawię bigos i zajmę się sobą, bo włosy wołają o uładzenie ich a i paznokciom muszę poświęcić trochę czasu.
Chciałam pomalować pisanki, ale wnuczka prosiła żeby z tym poczekać do jutra, bo ona mi pomoże.
STRASZNIE się z tego cieszę;(, bo Wiktoria ma swoje wizje, które potrafi bronić do upadłego i nie wiem, czy na pisance nie namaluje np. straży pożarnej w akcji albo diabła Boruty (ostatnio dziadek czytał jej bajkę o Borucie i Boruta na ten czas stał się jej idolem;).

Życzenia świąteczne złożę Wam jutro, przynajmniej będę miała okazję by oderwać się od kieratu;).

czwartek, 13 kwietnia 2017

Kwiecień w tym roku jest taki jak w przysłowiu. 
Przeplata nam trochę zimy trochę lata - nudy nie ma
Dobrze, że śnieg nie pada;).
Przyroda  maluje świat cudnymi kolorami, kocham tą porę roku za kolory i za zapachy, za pierwsze cieplejsze promienie słonka po szaroburej zimie.
Niby wiosna w pełni, i wypoczywałam całe dwa tygodnie, wiec powinno przybyć mi energii, powinno chcieć mi się żyć, a tu wciąż czuję się jak na przednówku, jakaś rozmemłana, sama nie wiem czego chcę.
Nie mogę napisać, ze nic mi się nie chce.
Nawet chętne zabieram się do pracy, lecz jest to tak zwany słomiany ogień, po chwili już mi się zajęcie nudzi, męczy mnie, biorę się za coś innego, ale historia się powtarza…
Mimo tego rozmemłania przygotowania do świąt idą zgodnie z planem i jak coś niespodziewanego nie wyskoczy, to do świąt się, o dziwo, z wszystkim wyrobię.
Najbardziej pracowita będzie sobota, bo lubię, jak wszystko jest świeże.
Ale od rana w sobotę będę miała wsparcie córki, będziemy gotowały, piekły i smażyły tak długo, dopóki wszystkiego nie zrobimy.
Ale jestem dobrej myśli i mam nadzieję, ze późnym popołudniem się wyrobimy.

W Busku w sanatorium wszystko mi się podoba, już nawet przywykłam do utrapień jakie niesie dzień przyjazdu, ale do żółwiego Internetu przywyknąć nie mogę.
Więc obiecana druga część zdjęć z kartkami świątecznymi dopiero dzisiaj.



Przed Wielkanocą jeszcze tu zajrzę by uściskać Was świątecznie:).

środa, 05 kwietnia 2017

Pobyt szybkimi krokami zbliża się ku końcowi, a mi się, jak nigdy dotąd, nie chce stąd wyjeżdżać.
Pogoda wbrew prognozom dopisuje, więc popołudniami delektuję się zapachem fiołków w parku Marconiego.
Zaklepałam już sobie terminy turnusów sanatoryjnych na przyszły rok (w marcu i listopadzie).

Zadzwoniłam do domu, by zlecić Ślubnemu umycie okien.
Powiedziałam, ze w razie jakichkolwiek pytań i wątpliwości nie dzwonić do mnie tylko obejrzeć 9 odcinek Ucha prezesa.
A wtedy Ślubny się zapytał czy ja się dobrze czuję i czy te zabiegi nie są dla mnie za męczące.
Jak myślicie, dlaczego on się taki troskliwy nagle zrobił, jeżdżę do Buska już 18 lat i nigdy mnie dotąd o samopoczucie nie zapytał…:)))

Karki świąteczne już wysłane, lada dzień trafią do adresatów, więc mogę już Wam je pokazać.
Na razie część z nich, bo nie za bardzo mogę ogarnąć ten żółwi Internet.

Do kartek trójwymiarowych zrobiłam pudełka.

Druga część kartek jak Internet trochę odżyje;).

niedziela, 02 kwietnia 2017

Witajże nam kwiatuszku !
Jeszcze zimne są ranki
szkoda liliowych płatków ,
szkoda pięknej sasanki ......!

- Ależ ja mam futerko !
I słonko jasno świeci,
- o i wcale się nie boję,
że mnie zerwą dzieci.

(Autor: Danuta Gellnerowa)





Przyroda ma jednak niesamowitą siłę i moc.
Tydzień temu spod ściółki nie było widać fiołków a wczoraj już nimi w parku pachnie.
A za dwa, trzy dni będzie nimi pachniało całe Busko.
Cudnie jest usiąść sobie na ławeczce, nic nie musieć, wiedzieć, ze jeść podają, wokoło pięknie pachnie i żeby jeszcze nie szwendało się tylu kuracjuszy, to byłoby jak w niebie.

Dzisiaj o czwartej rano obudził mnie śpiew.
Bynajmniej nie słowików.
Dwóch „zmęczonych” przeszło przez ogrodzenie do sanatoryjnego parku na który wychodzi mój balkon, usiadło sobie na ławeczce i darło gęby.
Spać się nie dało, zapaliłam więc lampkę i sobie czytałam.
Ale któryś kuracjusz nie wytrzymał, powiadomił pielęgniarkę dyżurną i zadzwonili po policję.
Przyjechało dwóch funkcjonariuszy, "śpiewaków" też było dwóch.
I zaczęła się zabawa w co mi zrobisz, jak mnie złapiesz.
Długo się władza uganiała za pijaczkami, aż wreszcie policjanci poszli po rozum do głowy i zaczęli w dwóch łapać jednego.
Wreszcie się im udało.
I wtedy dopiero podniósł się krzyk – „oprawcy, dwóch na jednego”, „ratunku, policja bije prawdziwego Polaka”.
Na szczęście szybko sobie z delikwentem poradzili i go zabrali.
Drugi im uciekł.
Byłoby to nawet zabawne, gdyby nie przerwało mi to snu.
Jak się uspokoiło było około szóstej, zasnąć już nie mogłam, a za rychło było aby wstać.
Ale spoko, odespałam po śniadaniu.

Wczoraj Staś skończył dwa lata, a dzisiaj Wiktoria pięć lat.
To niewiarygodne, bo przecież wnuczęta urodziły ino co się urodziły.
Przynajmniej ja mam takie wrażenie.
Czasie, zwolnij trochę, przynajmniej teraz, kiedy na świecie jest tak cudnie, niech ta wiosna trwa dłużej, niż mgnienie oka.


 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 80